„siła w nogach, lekkość w górze” – za każdym razem gdy wypowiada te słowa podczas body balance, mam ochotę parsknąć śmiechem. ba, czasem mi się to zdarza. człowiek skupia się na tym, by z jednej strony nie rozpadły mu się kolana na milion części, z drugiej by nie stracić równowagi i się nie wywrócić, a z trzeciej, by utrzymać górę ciała na jakimś sensownym poziomie, a ta rzuca takie dowcipy. a już najbardziej absurdalny jest moment, gdy wypowiada tę swoją sentencję, a sama wychodzi z pozycji, którą akurat ćwiczymy, i w pełni luzu i komfortu popija sobie wodę, patrząc jednocześnie kogo by tu opieprzyć za to, że ma za mało ugięte jedno kolano i niewyprostowane drugie. jednak uwielbiam ją jako trenera – zawsze wyciska ze mnie więcej i jak już wydaje mi się, że osiągam stan: „dobrze! bardzo dobrze!”, to ona dokłada kolejny poziom do danego ćwiczenia i znowu jest: „ja prdl, tego się nie da utrzymać!”. no i jednak coraz częściej udaje mi się osiągnąć ten stan: „siła w nogach, lekkość w górze”.


Odkryj więcej z tomorrow was fine

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.