Tag: rodzina

środa, 06.02.2019

Wierzysz w Superbohaterów? Jeżeli masz więcej niż 12 lat, to istnieje spora szansa, że już nie… Ale nie martw się, ja kiedyś też nie wierzyłem 🙂 Wierze jednak, że ten wpis przekona Cię, że oni na prawdę istnieją!

Na początek kilka faktów. Superbohater to postać, która ma nadludzkie moce, tak? Nie koniecznie. Napewno pamiętasz z dzieciństwa Supermana, Spidermana czy Batmana, prawda? Każdy z nich wyróżniał się swoimi niezwykłymi umiejętnościami i zdolnościami. Co ciekawe, tylko dwóch z nich, zawdzięczało je nadprzyrodzonym mocom. Oznacza to, że teoretycznie jedna z tych postaci mogłaby istnieć naprawdę. Wystarczą obcisłe majtki, super bryka, trochę wygibasów po dachach i każdy może być Batmanem :-). Oczywiście nie jest to AŻ TAK proste, ale z pewnością możliwe i do wykonania. A to oznacza nic innego, tylko tyle że SUPERBOHATEROWIE na prawdę istnieją, albo przynajmniej mogą istnieć.

A teraz mam dla Ciebie mega wiadomość, która być może raz na zawsze zmieni Twoje życie: Ty również masz w sobie superbohatera! I to nie jednego – a wielu. Takich prawdziwych!

Skąd to wiem – zapytasz pewnie. Bo siedzą w każdym z nas, tylko nie zawsze potrafimy ich dostrzec, docenić i, co najważniejsze, zaakceptować. W pierwszym odcinku mojego podcastu, w ramach krótkiego przedstawienia siebie, opowiedziałem Ci o sześciu moich superbohaterach. Takich, którzy od dawna we mnie drzemali a ich wybudzanie zacząłem już jakiś czas temu odkrywając coraz to nowsze ich moce 🙂 Oto i oni.

Familyman

Mój pierwszy superbohater. Jego tajemne moce polegają na tym, że uwielbia swoje życie rodzinne i wszelkie zajęcia z tym związane. Na przykład bycie tatą, czy mężem. Tak właśnie jest ze mną. Moje córki, Amelka i Alicja, oraz żona – Ewa, codziennie sprawiają, że jestem szczęśliwym człowiekiem 🙂 I pomimo faktu, że czasem ciężko wytrzymać z trzema dziewczynami w domu… to uwielbiam tę rolę! Cudownie jest zakładać strój superbohatera-taty i lecieć do szkoły na zebranie, pędzić razem na łyżwy czy nawet przytulić się na kanapie i (lekko) przysnąć na kolejnym odcinku Barbie czy Luny 🙂 Wspaniałe uczucie gdy jako superbohater-mąż mogę wybrać się z żoną na randkę do kina czy przygotować jej ulubione danie na nasz wspólny obiad. To właśnie mój pierwszy superbohater – szczęśliwy Familyman.

iGeek

Drugi z superbohaterów, jakich udało mi się odnaleźć, to iGeek! Tego jednego znam i pielęgnuję chyba najdłużej ze wszystkich, odkryłem go już wiele wiele lat temu. Skąd ta dziwna nazwa i co właściwie oznacza? Geek, to podobno „człowiek, który dąży do pogłębiania swojej wiedzy i umiejętności w jakiejś dziedzinie w stopniu daleko wykraczającym poza zwykłe hobby”. W skrócie maniak albo zapaleniec – chyba tak najprościej można go opisać? I ja właśnie jestem takim geekiem jeżeli chodzi o technologie, a w szczególności tą, która tworzy Apple 🙂 A już najbliżej mi napewno do iPad’ów, iPhon’ów i iWatch’ów (oj wiem, że nazywa się Apple Watch, ale tak ładniej wygląda w mojej wyliczance) – stąd to „i” na początku. Uwielbiam te urządzenia i dzięki nim moja praca jest dla mnie nieprzerwanie czystą przyjemnością. Od kiedy stałem się szczęśliwym posiadaczem dużego iPada Pro (trochę więcej na ten temat w moim poprzednim wpisie), staram się wykorzystywać go do wszystkich rzeczy związanych z blogowaniem, podcastem czy moją pracą. Nie zawsze mi się to jeszcze udaje, ale już coraz rzadziej muszę wyciągać MacBooka aby przeskoczyć jakiś dołek, z którym iPada nie daje sobie rady.

Bloggerman

A więc bloguję – o czym z pewnością wiesz, bo przecież jesteś właśnie na moim blogu 🙂 I wiesz co? Kocham to! Mój kolejny superbohater to bloggerman a jego tajemne moce polegają nie tylko na tym, że prowadzi bloga, ale chyba przede wszystkim na tym, że uwielbia to zajęcie. Bo co to za superbohater, który nie kocha swojego zajęcia? Czy Spiderman, Batman i Superman (tak, wiem, mój zakres superbohaterów jest już dość przestarzały ????) robiliby to co robili, gdyby pomaganie innym nie sprawiało im frajdy? Superbohater bloggerman towarzyszy mi od niedawna, bo raptem od dwóch i pół roku, jednak z każdym dniem odkrywam w nim nowe moce i pokłady energii. To daje mi siłę do działania i pokonywania kolejnych barier, w tym, ciągle dla mnie nowym i nieznanym zajęciu, jakim jest blogowanie. Czy za jakiś czas do grupy moich superbohaterów dołączy Podcast-er-men? (????) Mam taką nadzieję!

Housewife

Housewife to nic innego jak… kura domowa 🙂 A właściwie w tym przypadku powinien to być kur domowy. Tak tak – ten znienawidzony przez wiele osób zestaw domowych, codziennych obowiązków, jest tym, co tygryski lubią najbardziej 🙂 Oczywiście, dla tych niedowierzających, piszę o sobie.

Wielu moich znajomych przez długi czas stukało się w głowę, gdy opowiadałem, jak bardzo lubię swoje domowe obowiązki którym mogę każdego dnia się oddawać. Gdy przedstawiałem im mojego superbohatera Kura Domowego, nie dowierzali, że robię to bo lubię. W sumie nie mam się co dziwić, w końcu sam dopiero dwa lata temu odkryłem jego istnienie. Wcześniej niezbyt często spędzałem dni w domu. O praniu czy zmywaniu nie nawet nie wspominając. Jej, jak sobie tak wszystko podsumuję, to okres ostatnich kilku lat zmienił mnie całkowicie! I tak też jest z obowiązkami domowymi, które – jak się okazało – mogą sprawiać wielką frajdę i dawać jeszcze większą satysfakcję. Gdy moje dziewczyny wychodzą do domu, pracy i przedszkola, ja mogę – w miarę możliwości, bo jak widzisz w całym moim wpisie, zajęć mam sporo – zajmować się moim kochanym domkiem i zadaniami jakie przede mną stawia. Posprzątać po śniadaniu, pozmywać, wstawić pranie, sprzątnąć podłogę, dosypać jedzenie do karmnika dla ptaków, podlać kwiatki… Panie i Panowie – oto właśnie mój superbohater Housewife.

Cookerman

Gotowanie od zawsze było moją pasją. Już jako mały dzieciak przygotowywałem sobie wymyślne dania co nie raz wprawiało w zdziwienie, a czasem i złość, moich rodziców. To drugie występowało głównie wtedy, gdy w środku nocy zaczynałem smażyć, piec czy gotować… hmm… nie wiem o co im chodziło, w końcu komu przeszkadza delikatny zapach pieczonego ciasta francuskiego o drugiej w nocy? 😉

Pomimo pasji, jaką niewątpliwie było dla mnie gotowanie, nigdy nie myślałem, aby robić to zawodowo. I nawet, gdy jakimś niewiarygodnym zrządzeniem losu, znalazłem się w swojej pierwszej pracy w restauracji sushi jako pomocnik kucharza, wiedziałem, że jest to dla mnie tylko tymczasowa przygoda i nie potrwa dłużej niż dwa, trzy miesiące. Jednak trwała ich równo osiem. I była to najlepsza praca, jaką kiedykolwiek miałem. Robiłem to co kocham i to przez prawie 12 godzin na dobę 🙂 Nie było łatwo, ale satysfakcja pozostawała ogromna.

Teraz, po latach, wstaję każdego dnia rano i otwieram swoją małą, domową restaurację 🙂 Zazwyczaj mam trójkę stałych klientów – moje trzy dziewczyny. Teraz to dla nich najczęściej gotuję i, choć nie zawsze są łatwymi klientkami (szczególnie te dwie młodsze), uśmiechy na ich twarzach gdy próbują coś nowego, są dla mnie najlepszym napiwkiem jaki kiedykolwiek dostałem 🙂 To one sprawiają, że mój superbohater Cookerman każdego dnia rośnie w siłę i zyskuje coraz to nowsze nadprzyrodzone moce.

Businessman

W 2018 roku, dokładnie pierwszego października, minęło 10 lat od kiedy założyłem swoją firmę. Wow, kawał czasu. Jednak dopiero dwa lata temu zrobiłem z niej swoją wymarzoną pracę 🙂 I wtedy też pojawił się mój superbohater Businessman – który uwielbia swoje firmowe zajęcia. Oczywiście istnieje szereg rzeczy, których nie znoszę – cała „papierkowa” robota, rozliczenia z klientami (tak, nie lubię części rozliczeniowej w mojej firmie! 🙂 ), przesyłanie dokumentów do urzędu skarbowego, ZUSu, przypominanie o niezapłaconych fakturach, wysyłanie ofert, blech.. O tych wszystkich rzeczach staram się nie myśleć i przekładam je na później gdy tylko mogę. Część z nich na szczęście robi za mnie moja księgowa, ale innych – jak rozliczenia z klientami – raczej nie pozbędę się tak łatwo. Często śmieję się, że może łatwiej by było, gdybym na fakturze zamiast mojego numeru konta, podawał ten z elektrowni, albo wodociągów… I niech elektrownia w przypadku mojego niezapłaconego rachunku odzywa się bezpośrednio do moich klientów, zamiast do mnie 🙂 Idealne rozwiązanie, prawda? Mógłbym się wtedy skupić na tym, w czym mój superbohater jest najlepszy – w tworzeniu. Bo właśnie na tym polega moja praca. Tworzę strony – takie do czasopism które znajdujesz później na półce w Empiku, oraz te internetowe. Zajmuję się również doradztwem i obsługą tych ostatnich. I wiesz co? Każde z tych zajęć sprawia mi ogromną frajdę 🙂 A chyba najlepszym dowodem na to jest mój blog – czyli tak na prawdę moja praca, po pracy 🙂 W końcu moim ulubionym zajęciem poza regularną pracą, jest dokładnie to samo – tworzenie i prowadzenie swojej własnej strony. A kto mnie zna dłużej wie, że od zawsze do tego dążyłem. Ponieważ to uwielbiam 🙂 I to właśnie jest supermoc mojego superbohatera businessmana.

Sportsman (nowicjusz)

Dzisiaj tak ciężko mi uwierzyć, że jako młody chłopak nie lubiłem sportu. Do drugiej klasy podstawówki, jak prawie każdy dzieciak w tym wieku, uwielbiałem kopać piłę – ba, nawet byłem kilka razy na treningu w drużynie piłkarskiej z prawdziwego zdarzenia, takiej z mojego rodzinnego miasta.

Jednak później coś mi się przestawiło w głowie i wszelką aktywność fizyczną zacząłem traktować jak najgorszy sposób spędzania czasu. Jak to w ogóle możliwe? 

No cóż, minęło wiele lat i moje podejście znowu zmieniło się o 180 stopni. Na nowo pokochałem sport i to w bardzo wielu odmianach. Oczywiście taki w postaci rekreacyjnej, nie wyczynowej. Rower, rolki, łyżwy, joga, pływanie, bieganie, a nawet kilka prostych porannych ćwiczeń – każda z tych rzeczy sprawia, że jestem szczęśliwym człowiekiem. Taki właśnie jest mój superbohater Sportsman – zafascynowany sportem, na nowo 🙂 Dlaczego „nowicjusz”? Przez te wszystkie lata, gdy unikałem sportu jak ognia, narobiłem sobie wiele zaległości. Gdy dwa lata temu, zaraz po rzuceniu palenia, pierwszy raz poszedłem pobiegać, ledwo doczołgałem się do końca ulicy – a liczy ona raptem kilkadziesiąt metrów. Z każdym dniem było lepiej, obserwowałem ogromne, czasem wręcz niewiarygodne, postępy, jednak zawsze czułem, i pewnie jeszcze długo będę czuł, że przez te zmarnowane lata – jestem mocno do tyłu. Za każdym razem gdy wskakuję na rolki czy łyżwy wiem, że gonię dzieciaki które jeżdżą od zawsze. Gdy wchodzę do basenu, widzę jak muszę uczyć się podstaw. Na szczęście radość jaką daje mi sport motywuje mnie do dalszej pracy. Dzięki temu wiem, że przyjdzie dzień, w którym mój superbohater Sportsman zrzuci plakietkę „nowicjusz” 🙂

To moja siódemka uzdolnionych, wspaniałych superbohaterów, którzy każdego dnia pomagają mi zmieniać świat na lepsze. Mój świat 🙂 Teraz Twoja kolej, potrafisz odszukać i wymienić swoich Superbohaterów? Nie wstydzić się żadnego z nich? Zaakceptować ich nadprzyrodzone moce? I najważniejsze: czy Ty w ogóle wierzysz w superbohaterów?? Czekam na Twoje komentarze 🙂

Jeżeli chcesz porozmawiać na ten i inne tematy, zapraszam Cię również do mojej Facebookowej grupy: Fajne Życie – Fajne Grupa.

Koniec roku 2019
Koniec

poniedziałek, 30.01.2017

moja starsza córka, gdy była malutka, często gubiła różne dziwne rzeczy w swoim pokoju. od zabawek po spinki, gumki do włosów i opaski. przychodziła wtedy do mnie i mówiła:

tata, mam kłopot. zgubiłam tą czerwoną lalkę z długą suknią. no wiesz, którą. ale nic nie szkodzi, prawda? pomożesz mi ją znaleźć?

komu z nas nie zdarzyło się zapomnieć, gdzie leży portfel, słuchawki, ładowarka, torebka czy klucze do samochodu. non stop czegoś szukamy. w szkole można to było zwalić na psa, który podobno zjadał prace domowe. ale jak wytłumaczyć policjantowi, że pies zjadł prawo jazdy?

razem ze szkołą skończył się czas beztroskiego zapominania. za ubytki w pamięci coraz częściej płacimy – czasem pieniędzmi, a czasem po prostu nerwami.

pół biedy, jeśli możemy iść do sklepu i odkupić lalkę dziecka. gorzej, gdy szukamy unikalnej książki z biblioteki, karty pamięci ze zdjęciami z wakacji albo obrączki, którą mieliśmy „tylko na chwilę” zdjąć. wtedy zaczyna się panika. a w panice trudno cokolwiek znaleźć.

przygotowałem więc – najpierw dla moich córek, a potem też dla siebie – mały plan działania.
działa nie tylko przy szukaniu lalek, ale też wtedy, gdy gubimy spokój, cierpliwość albo sens.


1. wdech. wydech.

uwierz mi, w wielu przypadkach wszystko kończy się już tutaj. wystarczy się zatrzymać, wziąć kilka spokojnych oddechów i… nagle przypominasz sobie, gdzie to leży.
spokój naprawdę pomaga znaleźć więcej niż nerwy.

2. oczyść głowę

jeśli to nie działa – spróbuj się wyciszyć. zwolnij. usiądź na chwilę w ciszy. niech myśli przestaną się ścigać.
pisałem już o prostym sposobie na wyciszenie – wróć do niego.
cel jest prosty: zapomnij o wszystkim, nawet o zgubie.
zobacz siebie z dystansu, razem z twoimi wadami, nieuwagą, roztargnieniem.
czasem trzeba zaakceptować chaos, żeby w nim coś odnaleźć.

3. przemyśl jeszcze raz

czy masz pewność, że to w ogóle twoje?
to brzmi śmiesznie, ale dzieci często szukają zabawek, które wcale nie są ich. może po prostu widziały je u kogoś.
w dorosłym świecie bywa podobnie – szukamy rzeczy, które wydaje nam się, że zgubiliśmy, a tak naprawdę nigdy ich nie mieliśmy.
warto się upewnić.

4. pożyczone?

czasem odpowiedź jest banalna: pożyczyłeś. albo komuś, albo sam od kogoś.
moja córka uwielbia wymieniać się zabawkami i zawsze zapomina, komu co oddała.
może ty też coś oddałeś – i zapomniałeś?

5. gdzie powinno być?

teraz dopiero zaczynamy faktyczne poszukiwania.
zacznij od miejsca, gdzie ta rzecz powinna się znajdować.
może półka nad łóżkiem, może stolik, może szuflada, tylko nie ta, co trzeba.
czasem coś po prostu wpadło za szafkę.
poszukaj tam, gdzie „na pewno już sprawdzałeś”. bo właśnie tam najczęściej to leży.

6. gdzie nie powinno być?

moja córka co rano szuka kapci. zazwyczaj są pod łóżkiem, ale czasem – w łazience.
warto prześledzić drogę, jaką zguba mogła pokonać.
jeśli nie ma jej w miejscu docelowym, pewnie utknęła po drodze.
tak jak te kapcie, które czasem nie docierają wieczorem z łazienki pod łóżko.

7. porwanie!

nie, nie chodzi o kradzież. chodzi o przypadek.
czasem ktoś po prostu zabiera coś twojego, nie wiedząc, że będziesz tego potem szukać.
w moim domu to klasyka: jedna córka bawi się zabawkami drugiej.
albo porządki mojej żony – które potrafią skutecznie „uporządkować” też moje rzeczy.


te siedem punktów najczęściej wystarcza.
czasem znajduję lalkę jednej córki, czasem przytulankę tej drugiej, a czasem portfel za szafką.
nieraz rachunek za prąd w kolorowankach, a tablet – w szufladzie ze skarpetkami (nie pytajcie).

ale są też rzeczy, które gubią się na dobre. i może tak ma być. może nie wszystko trzeba odnajdywać.

bo czasem, gdy coś zgubisz – znajdujesz coś ważniejszego: cierpliwość, dystans, uśmiech.
a to już się raczej nie gubi.

Koniec roku 2017
Koniec

piątek, 15.07.2016

Sztuka prowadzenia rozmowy to prawdziwy atut i warto się jej uczyć, choć droga do tego może okazać się trudna i czasochłonna. Chciałbym dzisiaj zwrócić Twoją uwagę na kilka często popełnianych błędów podczas prowadzenia rozmowy. Jeżeli spróbujesz ich unikać, z pewnością staniesz się ciekawszym rozmówcą dla innych.

Nie słuchasz

Wydaje Ci się, że rozmowa polega tylko i wyłącznie na mówieniu? Błąd. Najważniejszą kwestią jest słuchanie rozmówcy. Większość osób nigdy nie słucha. Zamiast czekać z niecierpliwością na swoją kolej w rozmowie, posłuchaj, co Twój rozmówca ma do powiedzenia. Nikt nie będzie chciał z Tobą rozmawiać, jeżeli będzie czuł, że nie słuchasz tego co sam ma do powiedzenia.

Zadajesz za dużo pytań

Zadawanie pytań (i uważne słuchanie odpowiedzi) to dobry kierunek w każdej rozmowie. Nie pozwól jednak, aby rozmowa stała się przesłuchaniem a Twój rozmówca odniósł wrażenie, że nie jesteś w stanie wnieść niczego cennego do rozmowy. Nawet, gdy Twoja rozmowa jest wywiadem, pomiędzy zadawanymi pytaniami staraj się wyrażać opinie lub przytaczać sytuacje ze swojego życia i doświadczenia. Dzięki temu Twój rozmówca z przyjemnością powróci do Ciebie w kolejnej rozmowie. 

Źle przekazujesz

Pamiętaj, że najważniejszą rzeczą w każdej rozmowie jest nie to co powiesz, ale jak to powiesz. Praca nad sposobem podania informacji, które chcesz przekazać, może mieć istotny wpływ na Twoje relacje z ludźmi. Spróbuj:

  • zwolnić tempo. Gdy temat o którym opowiadamy jest dla nas ekscytujący, często zapominamy się i zaczynamy mówić coraz szybciej. Spróbuj jednak pohamować się i nieco zwolnić. Dzięki temu Twojemu rozmówcy będzie łatwiej zrozumieć nie tylko to co mówisz, ale również to, co chcesz mu przekazać.
  • mówić głośno. Nie bój się mówić tak głośno, a by wszyscy Twoi rozmówcy usłyszeli co chcesz powiedzieć.
  • mówić wyraźniej. Rozmowa z osobą, która mówi niewyraźnie, potrafi znudzić i zmęczyć. Zadbaj o to, aby Twój rozmówca z przyjemnością słuchał nie tylko tego co masz do powiedzenia, ale również tego jak to mówisz.
  • włączyć emocje. Nikt nie lubi długich, pozbawionych emocji monologów. Pozwól, aby w Twoim głosie dało się wyczuć emocje i podekscytowanie danym tematem. Pokaż, że omawiany temat nie jest Ci obojętny – dzięki temu staniesz się atrakcyjniejszym rozmówcą.
  • robić przerwy. Zwalnianie i wstawianie krótkich przerw pomiędzy myślami lub zdaniami pozwoli Ci na zbudowanie lekkiego napięcia i zwiększenia zainteresowania Twojego odbiorcy. Ludzie zaczną uważniej słuchać tego co mówisz.
  • popracować nad językiem swojego ciała. Przekazuje on nie tylko określone komunikaty, ale również potrafi wywołać określone emocje u odbiorcy. Gesty mogą przeczyć słowom i wpływać na opinię o Tobie.

Przerywasz

Zdarza Ci się czasem komuś przerwać wypowiedź? Wchodzić w słowo, nie mogąc wytrzymać z oczekiwaniem na swoją kolei? Następnym razem, postaraj się powstrzymać. Każda osoba powinna mieć możliwość wypowiedzenia się w rozmowie a przerywanie wypowiedzi rozmówcy, świadczy tylko o naszym braku kontroli nad sobą.

Jesteś nudny

Podczas rozmowy należy być również dobrym obserwatorem. Gdy zauważymy, że stajemy się nudni dla naszego otoczenia, warto szybko porzucić aktualny temat i spróbować zacząć nowy. Przed samą rozmową, możesz przygotować sobie w głowie jeden lub dwa tematy awaryjne, które uruchomisz, gdy Twój rozmówca zacznie okazywać znudzenie.

Musisz mieć zawsze rację

Nie każda rozmowa to dyskusja i nie zawsze musisz mieć w niej rację. Często bywa tak, że rozmawiamy, aby podtrzymać dobry nastrój – na przykład podczas rodzinnego obiadu, i upieranie się przy swoim zdaniu nie jest wtedy najważniejsze. Jak myślisz, czy Twoi rozmówcy będą zadowoleni, jeżeli będziesz dążyć do wygranej w każdej rozmowie? Bardzo często ważniejsza od tego kto ma rację, jest sama wymiana zdań i poglądów na dany temat.

Nie wnosisz nic nowego

Otwórz się i powiedz co myślisz, podziel się swoimi uczuciami. Jeżeli ktoś opowiada o swoich doświadczeniach, nie bój się również podzielić z tą osobą swoimi. Postaraj się dać od siebie coś więcej, niż tylko krótkie, beznamiętne odpowiedzi na pytania. Jeżeli ktoś inwestuje swój czas i energię w rozmowę z Tobą, oczekuje tego samego od Ciebie. Nie pozwól, aby rozmowa stała w miejscu. Czasem możesz czuć, że nie masz nic do powiedzenia na dany temat – mimo tego, spróbuj się jeszcze bardziej zaangażować.

Zaczynasz dziwne tematy

Gdy poznajesz nowych ludzi, jesteś na przyjęciu, weselu czy pogrzebie, czasem lepiej unikać pewnych tematów. Rozmowy o Twoich problemach zdrowotnych, nieudanych związkach czy relacjach, złośliwym szefie albo kiepskiej pracy nie zawsze przyniosą Ci coś dobrego. Staraj się unikać tematów, które wysysają pozytywną energię z rozmów. Często lepiej zachować też dla siebie i swoich najbliższych rozmowy na temat religii lub polityki.