różnie podchodzę do zajęć na siłowni. bywa, że są one nagrodą, ogromną przyjemnością, zdarza się, że są po prostu formą spędzenia czasu, często są zwykłym krokiem w dążeniu do celu, takim normalnym punktem dnia. ale są też momenty, gdy zajęcia są pewnego rodzaju pokutą, albo raczej aktywnym działaniem w celu naprawienia czegoś np. niewłaściwej kolacji poprzedniego dnia. tak jak dzisiaj. i wiem, że każde z tych podejść jest mi potrzebne, każde równie ważne. wczoraj trochę nabroiłem i dzisiaj 7:30 czeka na mnie les mills core. okropnie mi się nie chce i jedyne co jest w stanie zmusić mnie dzisiaj do rannego wyjścia na zajęcia jest właśnie chęć, potrzeba naprawienia wczorajszego wieczoru. idę więc. zły, zaspany. ale idę, to najważniejsze. wyjdę zadowolony.
Odkryj więcej z tomorrow was fine
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.