Tag: morning pages

czwartek, 10.08.2023

wdzięczność

podcast

Praktykowanie wdzięczności pomaga mi pozbyć się negatywnych uczuć oraz wielu – najczęściej nieuzasadnionych – obaw. Dzięki wdzięczności mogę skupiać się w większym stopniu na tych wspaniałych apsektach mojej codzienności – tych, które dość często umykają w natłoku wrażeń i przepływie uczuć.

Praktykując wdzięczność, mogę:

  • zmienić perspektywę, spojrzeć na codzienność z innego punktu widzenia,
  • poprawić nastrój, dzięki innemu spojrzeniu na codzienne, drobne problemy,
  • poczuć się spokojniejszym w obliczu wielkich wyzwań.

Jednak praktykowanie wdzięczności pomaga również zmniejszyć ryzyko wpadnięcia w stany depresyjne, wystąpienia zaburzeń lękowych, jak i walki z uzależnieniami, jest cennym sprzymierzeńcem w przeciwdziałaniu procesom samo-wyniszczającym. Blokuje toksyczne emocje, takie jak zazdrość, zawiść, gniew, niechęć, chciwość, czy żal, które mogą tak łatwo zniszczyć szczęście. Niemożliwe jest przecież jednoczesne odczuwanie zazdrości i wdzięczności.

Potężna ta wdzięczność, prawda? 💪

Jaki jest mój sposób na taką praktykę? Dziennik! A w nim codzienne zapiski na temat tego, co piękne, wartościowe i pomocne w moim życiu. Nie liczy się struktura, liczy się rozmowa. Z samym sobą.

Koniec

poniedziałek, 03.04.2023

Granica pomiędzy byciem inspirującym i byciem śmiesznym jest często bardzo cienka. Bywa i tak, że jedno i drugie się pokrywa. Jeżeli nie jesteś dokładnie taki sam jak inni w społeczeństwie, wtedy jesteś dziwakiem.

Twoje wybory oceniane są jako niewłaściwe, złe, stajesz się chodzącą pomyłką, albo przynajmniej znakiem zapytania. Ludzi patrzą na Ciebie i zastanawiają się, stukają się w głowę.

Jednak w oczach niektórych, można też czasem zauważyć iskrę inspiracji. Ludzie śmieją się, ale coś do nich dociera, coś zaczynają rozumieć. Czasem nie ma ich dużo – ludzie wolą siedzieć zamknięci w swoich bańkach i nie wystawiać z nich nosa. To bezpieczne. Proste. Dlatego bronią sytuacji, w jakiej się znajdują i nie dopuszczają do siebie myśli, że można inaczej. A można. Wiem to, w końcu często to ja jestem ten „śmieszny”, ten, który czegoś spróbował. I zdarza się, że słyszę: „miałeś rację, można”. I jest to największa nagroda. Nagroda, która daje siłę, aby dalej być śmiesznym. I czasem inspirować.

Koniec roku 2023
Koniec

poniedziałek, 16.09.2019

Oto pierwszy odcinek, drugiego sezonu Morning Pages! Ale się cieszę, że znów nagrywam, moja wakacyjna przerwa trwała zdecydowanie zbyt długo. A jakby tego było mało, to już na starcie mam opóźnienie – planowałem ruszyć 1 września, ale potrzebowałem dodatkowych dwóch tygodni, aby wszystko przygotować. A sporo się zmieniło – i będzie dalej zmieniać. Ale o tym już opowiadam w podcaście i wideo. Zapraszam do oglądania 🙂

Koniec

wtorek, 11.06.2019

Pamiętam, jak śmiałem się z wielu rzeczy, sposobów, jakie Leo Babauta próbuje przekazać mi za pośrednictwem książki „Minimalizm”. Czytałem ją lata temu, gdy jeszcze totalnie nie byłem gotowy na słowa w niej zawarte, a sam minimalizm był dla mnie pojęciem dość egzotycznym, ale idea tego prostego życia fascynowała mnie już wtedy. Czytając wpadałem w skrajne emocje – gdy Leo opowiadał o porządku, małej ilości rzeczy – potakiwałem z aprobatą głową, aby za chwilę stukać się w czoło, gdy próbował przekonać mnie do prostego jedzenia, skromnego ubioru… „Minimalizm” wywoływał we mnie bunt. Dzisiaj, po latach, postanowiłem powrócić do książki. Dopiero teraz mogę ją studiować, w pełni czerpać z niej wiedzę. Jestem już po prostu na nią gotowy – od dawna małymi krokami wprowadzam minimalizm w moje życie. Ta idea rosła we mnie przez lata.

środa, 05.06.2019

Ktoś mnie zapytał przedwczoraj po co właściwie tworzę Morning Pages. Chociaż nie, pytanie tak nie brzmiało. Mój rozmówca w pełni rozumiał i popierał sam pomysł tworzenia tego dziennika, nie rozumiał jednak dlaczego go udostępniam. A będąc całkiem precyzyjnym, zapytał „po co wychodzę z tym do ludzi”. I tak dwa dni chodziłem z tym pytaniem przypominając sobie motywacje jakie mną kierowały, gdy tworzyłem pierwszą stronę, oraz te, które skłoniły mnie do nagrania podcastu, wideo, a następnie wypuszczenia ich w świat. I musze przyznać, że nazbierałam ich chyba całkiem sporo. Dlatego też zawrę je w tym właśnie, jubileuszowym, 50-tym odcinku Mornig Pages. 

Zacznijmy od samego dziennika. Pomimo faktu, że mój dociekliwy rozmówca nie kwestionował samej idei prowadzenia dziennika, to przeanalizowałem sobie to, czym na początku były moje Morning Pages. A były przede wszystkim ćwiczeniem, które miało nauczyć mnie regularnego pisania. I ten cel zdecydowanie osiągnąłem – w końcu to to już pięćdziesiąty raz – choć tak na prawdę, zanim zacząłem publikować dziennik na blogu, prowadziłem go też wcześniej, że tak powiem, w ukryciu, więc wpisów jest dużo więcej – i nie mam zamiaru na tym poprzestawać. Mało tego, wyrobiłem w sobie nawyk tej porannej czynności, sprawiłem, że jest dla mnie ważna, nauczyłem się organizować czas na takie codzienne zajęcie. Dla mnie to bardzo dużo. Kolejna sprawa, to to, że od zawsze miałem problemy z regularnością przy prowadzeniu bloga czy nagrywaniu podcastu. Potrzebowałem nauczyć się systematyczności – ten cel również został osiągnięty. Przeglądając moje wpisy w Morning Pages, zobaczyłem również, jak bardzo zmieniły się moje wpisy. Od takich, które pisałem tylko i wyłącznie dla siebie, zaczęły się również takie, które powstawały, ponieważ chciałem coś powiedzieć, albo coś głośno przemyśleć. To również coś, co dla mnie jest bardzo ważne. Wyrabiam sobie tu powoli mój styl. 

Wszystko fajnie, ale znowu pytanie: dlaczego zacząłem publikować dziennik w sieci? Najpierw w formie podcastu, a później wideo? Oj, tu powodów jest też sporo… Po pierwsze: dla siebie. Po prostu chciałem nauczyć się tworzenia podcastów, chciałem zacząć nagrywać, przełamać pewne swoje bariery. I wiesz co? To również mi się udało, nauczyłem się. I wiem, że dzięki kontynuowaniu nagrań, będę dalej się uczył i rozwijał. Gdy nagrywałem pierwszy odcinek tego podcastu, używałem całego, małego studia, z ramieniem do mikrofonu, pop filtrem, oczywiście samym mikrofonem, małym iPadem przypiętym do statywu, abym mógł łatwo odczytać tekst dziennika. Przygotowania do nagrania trwały godzinę… A teraz? Po tych kilkudziesięciu odcinkach? Gdy mam nagrywać, biorę mikrofon w rękę i zaczynam mówić. A czasem, jak przy poprzednim odcinku, wystarczy nawet sam iPhone. Nie robię już dwudziestu prób, nagrywam zazwyczaj za pierwszym, drugim czy trzecim razem. To samo dotyczy wideo. Gdy tworzyłem pierwszy film, poustawiałem w pokoju statywy do iPadów, iPhone’a, mikrofonu, mój dom znowu zmienił się na krótką chwilę w studio nagrań. Teraz jest zupełnie inaczej – potrzebuję tylko iPhone’a, może kijek do selfie i już. Dla mnie to ogromny postęp na którym bardzo mi zależało. Kolejna rzecz jest taka, że zawsze chciałem jak najwięcej rzeczy robić na iPadzie – a nagrywanie i obróbka podcastów oraz wideo bardzo dobrze wpisują się w to moje hobby. Między innymi z tego powodu tworzenie Morning Pages sprawia mi tak ogromną frajdę… No i chciałem pokonać swoją nieśmiałość, swój opór do nagrywania siebie, zarówno głosu, jak i obrazu – bo chyba taką waśnie dość nieśmiałą osobą jestem, ale pomyślałem, że mogę to spróbować zmienić. I pokonać opór nie tylko do samego nagrywania, ale i publikowania takich nagrań. To również udało mi się osiągnąć. Udało mi się też nagrać kilka odcinków poza bezpiecznym domem. W tym jeden w parku pełnym ludzi, a drugi w centrum Warszawy… – to dopiero były wyzwania dla nieśmiałości. Pamiętam taki bezpośredni impuls, który spowodował, że chwyciłem za iPhone’a i zacząłem nagrywać wideo – to było w 37 odcinku, nazywał się „bez zastanowienia” – jest to pierwszy odcinek udostępniony w formie wideo. To właśnie słowa w nim zawarte skłoniły mnie do rozpoczęcia nagrań. A pomijając już te wszystkie wartości, jakie daje mi publikowanie Morning Pages, te nagrania okazały się być również świetną zabawą, jak więc mógłbym to przerwać? Mam z tego tyle frajdy, nauki, no i tworzę treści na mojego bloga. To wszystko tak fajnie wpisuje się w filozofię „fajnego życia”. Ale jest jeszcze jeden powód – mam nadzieję, że może uda mi zarazić kilka, albo choć jedną osobę, do tego, aby również zaczęła prowadzić dziennik, pisać, nagrywać, publikować… 

Temat prowadzenia dziennika jest jednym z najpopularniejszym na moim blogu. Szczerze mówiąc, trochę mnie to dziwiło początkowo, ale tak właśnie jest. Ludzie najczęściej trafiają na moje wpisy właśnie o dziennikach i pamiętnikach. Więc pomyślałem, że może warto pokazać jak ja to robię. Dlatego też Morning Pages nie jest jedynym dziennikiem jaki publikuję na blogu, wrzucam również swój foto dziennik, moje podsumowania tygodniowe, miesięczne – choć narazie z mniejsza regularnością niż Morning Pages. Ale może i to uda mi się zmienić. 
I widzisz, te wszystkie powody sprawiły, że zacząłem pisać, a następnie publikować na blogu – i wszędzie indziej, gdzie tylko się da – moje Morning Pages. Mam nadzieję, że mój rozmówca przeczyta, posłucha, albo obejrzy moją odpowiedź na jego pytanie i powie mi, czy ta odpowiedź go satysfakcjonuje. Ja natomiast bardzo Ci dziękuję rozmówco, ponieważ dzięki Twojemu pytaniu mogłem ponownie przemyśleć sobie sens nagrywania i publikacji mojego dziennika. I utwierdziłem się w przekonaniu, że nadal chcę to robić!

Nagrałem też osobny odcinek mojego drugiego podcastu o prowadzeniu dziennika. Jeżeli ten temat Cię interesuje, być może zechcesz posłuchać podcastu Fajne Życie, w którym opowiadam więcej na ten temat.

Koniec

niedziela, 12.05.2019

Jedni mówią, że jesteś tym co jesz, a ja powiem: jesteś tym, co wybierasz. Jesteś swoim wyborem. Tak. To właśnie wybory decydują o tym kim jesteśmy. Nasze codzienne wybory, nie talenty, zdolności, bogactwa, ale wybory – to one definiują nas i naszą drogę. Dlatego w chwilach słabości, w chwilach zwątpienia, gdy się zgubisz, zaczniesz zastanawiać, stań przed lustrem i powiedz sam do siebie: „Mam wybór. Zawsze. A jestem tu, ponieważ kiedyś dokonałem już wyboru. A one niosą ze sobą konsekwencje. Zawsze.”

W ten sposób nie tylko otworzysz się na kolejne wybory, ale również przyjmiesz odpowiedzialność za siebie, za swoje decyzje. A to jedyna droga do życia w zgodzę ze sobą, oraz do tego, aby kiedyś móc powiedzieć: „wybieram inaczej”.

piątek, 10.05.2019

Dzisiejszy poranek poświęcam ciszy. Tej w głowie, w tle, ciszy na papierze, na dworzu i w domu, tej nocnej, jak i tej zimowej. Takiej, która jest boskim ukojeniem, która pozwala usłyszeć, odpocząć, skupić się. Dzisiaj już tak rzadko jej doświadczamy, a jej występowanie często kojarzymy od razu z czymś złym. Na przykład z burzą, albo gorzej – z nudą. Ale możesz ją czasem spotkać. W tych kilku wspaniałych miejscach, na przykład po południu w bibliotece, rano również. Być może będzie czekała na Ciebie w kinie – gdy światła już zgasną, a zaspany pracownik spóźni się z filmem… Bladym świętem nad jeziorem, albo późnym wieczorem w domu, gdy dzieci pójdą już spać.
Każda chwila ciszy jest inna, ale wszystkie są piękne. Wystarczy się wsłuchać. W ciszę.

czwartek, 09.05.2019

Nasz ojczysty język kryje w sobie wiele dziwnych rzeczy, a ja dzisiaj natrafiłem na jedną z nich. Zauważyłem, że tym samym wyrazem oznacza się u nas bycie zadowolonym z życia, jak i trafienie na jakąś życiową okazję. Chodzi o szczęście. Czy to nie dziwne? Mieć szczęście i być szczęśliwym – niby podobne, a jednak tak różne stwierdzenia. A przecież bardzo często utożsamiamy te dwie rzeczy. Myślimy, że jak dopisze nam szczęście, to będziemy szczęśliwi. A gdy widzimy kogoś szczęśliwego, to pewnie dlatego, że dopisało mu szczęście. Tymczasem rzeczywistość okazuje się być zupełnie inna. Ludzie szczęśliwi to Ci, którzy wcale nie potrzebują szczęścia. A gdy tak namiętnie go szukamy i na niego czekamy, wtedy nie potrafimy go osiągnąć. Tak łatwo się pomylić. Niby jedno i drugie to szczęście.

Koniec

czwartek, 25.04.2019

Jeżeli chcesz przenieść wielką górę, zacznij od małego kamienia. Jednego, potem drugiego, i tak do czasu aż cała góra znajdzie się w nowym miejscu.

Każdy kolejny, nawet drobny kamień, będzie Twoim kolejnym małym krokiem i jednocześnie wielkim postępem. Czasem ciężko jest dostrzec, czy posuwasz się do przodu, ciężko jest zobaczyć różnicę. Łatwo być przygnębionym, gdy cel nie zbliża się tak szybko jakbyś chciał. Pamiętaj wtedy, że mimo wszystko cel jest coraz bliżej, a z każdym kolejnym kamieniem, Twoja góra rośnie. Pozwól sobie na przerwy, chwile zwątpienia, załamania i błędy – są one naturalną częścię całego procesu i to również dzięki nim osiągasz swój cel. Bez oglądania się za siebie. Kamień po kamieniu.

poniedziałek, 22.04.2019

Mam wybór. Zawsze go miałem. Każdego dnia podejmuję nowe decyzje i to dzięki nim jestem tym, kim jestem.

To moje wybory kształtują mnie i moje życie. Nie talenty, czy predyspozycje, nie genetyka, medycyna, pieniądze ani rzeczy które posiadam. To właśnie moje wybory mówią kim jestem, to one mnie definiują, określają moją drogę. Nie zawsze jednak to rozumiałem, nie zawsze chciałem przyjąć tak wielką odpowiedzialność na swoje barki. Odpowiedzialność za swoje życie. Dopiero jednak, gdy to zrobiłem, gdy stanąłem przed lustrem, spojrzałemsobie głęboko w oczy i powiedziałem: „Mam wybór. Jestem tutaj dzięki wyborom, jakie dokonałem w przeszłości”, mogłem zacząć je zmieniać, panować nad nimi, planować je. Mogłem zacząć normalnie żyć.

czwartek, 18.04.2019

Warto mieć zawsze gdzieś pod ręką plan porażki. Tak na wypadek, gdyby coś nam się nie udało.

Plan działania to mądra rzecz, a już w szczególności taki, który mówi co robić, gdy jest źle. Na przykład gdy zaczynamy biegać. Jeżeli podejdziemy do tego z głową, to rozpiszemy sobie nasze bieganie na poszczególne dni, albo przynajmniej zrobimy założenie, że biegamy na przykład co drugi dzień. A plan porażki mówi nam, co zrobić, gdy tego drugiego dnia będziemy akurat chorzy, spóźnieni czy wypadnie nam coś innego, co uniemożliwi danego dnia bieganie. Efekt jest taki, że w przypadku tego typu wpadki, nie podrzucamy całkowicie planu biegania, a jedynie przechodzimy na równoległy plan – porażki, który to może zakładać na przykład trzy takie wpadki w miesiącu.

środa, 17.04.2019

Bardzo lubimy katować się za błędne decyzje, wypominać sobie, zamęczać do upadłego, próbować naprawić…

A gdyby tak przyjąć, że nie ma złych decyzji? Gdyby niczego w życiu nie żałować? Jednocześnie biorąc odpowiddzialność za każdą zrobioną rzecz? Gdyby tak przestać patrzeć za siebie i tylko iść do przodu? Nie rozpamiętgywać, nie dręczyć się? Płakać z tęsknoty a nie żalu? Uczyć się na błędach, ale nie pozwalać im przejomować kontroli. Nie bać się konsekwencji, nie bać się zmian. Przyjmować życie takim, jakie je otrzymujemy. O ile prościej by się wtedy żyło. O ile mniej byłoby depresji, nerwów, strachu. O ile mniej rzeczy mielibyśmy na głowie, gdybyśmy nauczyli się nie martwić tym co było. Ale żyć tym co jest.

wtorek, 16.04.2019

Nuda. Negatywny stan emocjonalny, polegający na uczuciu wewnętrznej pustki. Tak nudę opisuje Wikipedia.

Dalej opisana jest też jako stan obojętności i braku zainteresowania, oraz, że jest traktowana jako rodzaj frustracji oraz stresu. Cenię Wikipedię, ale ta definicja nudy jest tak samo przestarzałą, co mówienie na przerwę w szkole „pauza” (czytam z moimi dziewczynami „Mikołajka”). Dzisiaj nuda nie powinna kojarzyć się już ze stresem, czy negatywnymi emocjami. Przeciwnie – powinniśmy traktować ją, jak lekarstwo na największą z chorób XXI wieku – zamęt. Pełno go wokół. Dostarcza nam go telewizja, facebook, instagram czy radio. Podłączamy się do niego przez komórkę czy tablet – zupełnie jak do kroplówki w szpitalu. A nuda jest na niego lekarstwem.

sobota, 13.04.2019

Czasem sobie myślę, że mam tylko te poranki. Żeby pisać, rysować, nadrabiać, ćwiczyć…

Później, gdy cały świat już wstanie, zawsze znajdzie się coś ważnego, fajnego, zajmującego. Dlatego też tak lubię każdą minutę moich poranków. Celem jest, aby cały dzień był taki. I czasem to się udaje, ale zazwyczaj całodniowe ogarnianie życia to zupełnie inna bajka – co nie znaczy, że nie jest potrzebna oraz, że jej nie lubię. Po prostu kocham ten spokój i porządek, które panują, gdy wszyscy jeszcze śpią. To rano wpadam na najlepsze pomysły, organizuję sobie dzień, łapię oddech, ładuję akumulator na cały dzień. I pomyśleć, że przez pierwsze 30 lat życia tego nie miałem…

czwartek, 11.04.2019

Dzisiejsza lekcja medytacji uświadomiła mi jedną, ciekawą rzecz: tak często działamy w trybie autopilota.

Wsiadamy do samochodu i wyłączamy myślenie, jemy bez smakowania, pracujemy bez automatycznie. Tak często pomijamy uważność, robimy rzeczy bez żadnego sensu, tylko dlatego, że tak wcześniej robiliśmy. Ile z takich nawyków warto przeanalizować a potem eliminować? Byliśmy ostatnio z wizytą u znajomych, a gdy tylko weszliśmy do ich domu, oni pierwsze co zrobili, to włączyli telewizor. Tak po prostu, taki nawyk. Nikt z nas nawet na niego nie zerkał, przez cały czas nie byliśmy nawet w tym samym pokoju co ten telewizor. Nie było to przecież nic złego, ot taki niewinny nawyk. Warto?

wtorek, 09.04.2019

Tak łatwo jest czegoś nie zrobić. Na przykład nie wstać rano, albo nie przykładać się do pracy.

Łatwo też jest nie napisać w pamiętniku, czy nie wypić szklanki wody z rana. A gdy raz już uda się czegoś nie zrobić, to potem drugi raz jest dużo łatwiej. A z czasem łatwo jest zapomnieć o tych wszystkich rzeczach, które jeszcze wczoraj wydawały się być tak ważne. I tu kłania się motywacja. Jeżeli zaczynasz coś robić z właściwych powodów, to szybko zatęsknisz za tą właściwą drogą. Motywacja też sprawi, że powrócisz do tych upierdliwych nawyków, to ona spowoduje, że znowu dasz radę. Oczywiście do czasu, kiedy znowu odpuścisz. A wtedy motywacja przyda się ponownie.

piątek, 05.04.2019

Już od samego rana człowiek szuka tylko wymówek, aby nie robić tego co właściwe i zająć się tym, co banalne, szybkie, niezdrowe, wygodne.

Aby dawać radę, muszę sobie ciągle przypominać o tym co ważne i dlaczego właściwie chcę to robić. Wstaję rano i patrzę na iPhone’a, aby przypomniał mi co teraz – jakby to było takie trudne do zapamiętania: woda, mycie, ubranie, joga, medytacja, zadania… A nawet jak już dowiem się co mam robić, to i tak tylko kombinuję jak by tu by tego nie zrobić. A, bo za wcześnie wstałem, to mogę odpuścić jedno, jest zimno, to odpuszczam drugie, dzieci śpią niespokojnie, to odpuszczam trzecie – aby ich nie obudzić oczywiście, tak jakby na co dzień się budziły… I tak potem kończę dzień z jednym tylko nawykiem odznaczonym w mojej aplikacji do ich śledzenia: odpuszczanie.

czwartek, 04.04.2019

Znam wiele osób, które robiąc cokolwiek nowego, oczekują natychmiastowych efektów. Ja sam taki byłem.

Nawet tworząc bloga, po cichu spodziewałem się szybkiego sukcesu. Oczywiście tak się nie stało. Na wszystko potrzeba czasu, niektórych rzeczy po prostu nie da się przyspieszyć i, co ważniejsze, nie powinniśmy nawet próbować. To najczęściej droga do naszego celu sprawia, że jesteśmy na niego gotowi. Życie to maraton a nie sprint. A podczas maratonu nie da się oszukać. Trzeba być za to przygotowanym, skupionym i z rozwagą pokonywać kolejne przeszkody. Stawiając pierwszy, i każdy kolejny krok, trzeba pamiętać, że nie jest on ostatni i musimy mieć siłę na kolejne ich tysiące.

środa, 03.04.2019

Życie z ludźmi to taki poligon złości. Co chwilę ktoś robi coś, co może wyprowadzić nas z równowagi.

Albo może warto odwrócić to rozumowanie: co chwilę wyprowadzamy się z równowagi widząc coś, co nie jest robione po naszej myśli. Ja dodaję sobie zazwyczaj w takiej sytuacji takie stwierdzenie wzmacniające tą paranoje: „Jak można?!”. Potrafi to skutecznie spotęgować gniew i frustrację. Ale te dwa słowa klucze uruchamiają we mnie jednocześnie mechanizm, dzięki któremu zatrzymuję się i mogę przez chwilę pomyśleć: czy faktycznie chcę się zdenerwować na tą sytuację? Czy na prawdę uważam, że ktoś zrobił to złośliwie? A może przez nieuwagę? Albo z niewiedzy? I złość mija.

poniedziałek, 01.04.2019

A więc mamy kwiecień. Nowy miesiąc, nowy kwartał, nowe wyzwania, nowe zagrożenia, nowe postanowienia i decyzje.

Jest to również dobry czas, aby usiąść na chwilę i pomysleć, co było nie tak w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku. Będzie to dla mnie taki wstęp do planowania 12-tygodniowego, które chciałbym razem z tym kwartałem rozpocząć. Zaczynam więc od rozliczenia się z błędami i porażkami, a niestety jedną z największych moich porażek z ostatniego okresu okazuje się być planowanie każdego kolejnego dnia. Coś, co było jednym z głównych celów na początek 2019 roku, okazało się być moją największą porażką. Wraz z pierwszym kwietnia wprowadziłem więc znaczącą zmianę w tym temacie i zaczynam badać efekty.