za każdym razem, gdy zakładam buty i wychodzę pobiegać, czuję się tak, jakbym znów zaczynał od nowa, od zera. bieganie wciąż nie jest jeszcze moją codziennością – psychicznie jestem daleki od tego, by traktować je jako stały element dnia. i właśnie nad tym chcę popracować w najbliższych tygodniach.

sprobuję dołączyć krótkie biegi także do wieczornego rytuału, obok tych porannych. nawet symboliczne 500 metrów na koniec dnia mogą pomóc w budowaniu nawyku. dodatkowe korzyści: wieczorne bieganie powinno przełożyć się na lepszy sen, a jeśli przesunę je na czas przed kolacją, być może łatwiej będzie też podejmować lepsze wybory żywieniowe na zakończenie dnia – co zwykle bywa moim… no, powiedzmy, że słabszym punktem.

pewnie nie będzie łatwo.


Odkryj więcej z tomorrow was fine

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.