Tag: wieczór
wtorek, 30.09.2025
poniedziałek, 22.09.2025
wprowadziłem pewną modyfikację do mojego planu dnia, a właściwie wieczoru. po powrocie z zajęć w domu nie ma żadnego żarcia. zero, null. już kiedyś tego próbowałem i nie wyszło, więc tym razem mam inne podejście: zrobiłem sobie kanapki na powrót. oby to wystarczyło.
środa, 10.09.2025
probuję wyrobić w sobie nowy nawyk, a nawet dwa: pierwszy polega na tym, abym zawsze miał butelkę wody pod ręką. i musi to być butelka, nie szklanka z wodą, czy jakiś dzbanek. chyba przez liczne treningi przyzwyczaiłem się do obecności butelki z wodą gdzieś koło mnie. i teraz chcę ten nawyk przenieść do „świata realnego” 🙂 drugi nawyk, jaki próbuje w sobie zaszczepić polega na tym, by sięgać po tą butelkę z wodą za każdym razem jak „coś”. i pod „coś” podstawiam wszystko co podstępne, dziwne, zaplątane. a więc:
- gdy zauważam, że mi się nudzi -> #woda
- gdy sięgam po telefon i zapominam po co go wziąłem -> #woda
- mam ochotę na coś słodkiego, słonego, ostrego -> #woda
- jestem głodny -> #woda
- poczuję się zmęczony w ciągu dnia -> #woda
- chcę napić się kolejnej kawy -> #woda
- idę na zakupy -> #woda
- rano -> #woda
- wieczorem -> #woda
będzie z wodą trochę jak z chodzeniem :))
niedziela, 07.09.2025
wygląda na to, że chyba zawsze muszę z czymś walczyć, albo o coś walczyć, albo po prostu walczyć. i nie odpoczywam, po prostu się z czymś muszę męczyć. aktualnie moim największym zmartwieniem, walką, jest to, żeby uporządkować moje #wieczory, jeżeli chodzi o #jedzenie. czyli tak naprawdę walczę z jedzeniem, wieczornym jedzeniem. i to jest problem dla mnie, w mojej głowie to jest problem, ponieważ przeszkadza mi to w osiągnięciu pewnych innych celów mojego życia, mojej takiej codzienności. i walczę z tym, żeby po powrocie do domu, gdy jestem już zmęczony po wszystkich zajęciach, nie sięgać po złe rzeczy do jedzenia. w ciągu dnia również to jest mój cel, żeby ogólnie jeść zdrowo, dobrze, odpowiednio, ale te #wieczory są najgorsze. wracam do domu, wracam taki zmęczony już i szukam.
szukam jedzenia, które mnie sam nie wiem, czy pocieszy, czy nagrodzi, czy zrekompensuje cały trud dnia, chociaż nie wiem, czy mogę nazwać moje codzienne #zajęcia trudem. jednak, gdy wracam do domu, to szukam w lodówce jakichś niezdrowych rzeczy. niezdrowych, to znaczy takich, których nie powinienem jeść, szczególnie wieczorem. i o ile udało mi się już wyleczyć z fast foodów, to jest dla mnie i tak dużym osiągnięciem, bo często jak wracałem do domu z wieczornych zajęć, to zajeżdżałem do mcdonalda, do maxa, do kfc, czy po kebaba. i to było zabójstwo dla mojego organizmu wieczorem. i z tego się wyleczyłem.
wprawdzie jeszcze czasem jak wracam do domu wieczorem, to pojawia się pokusa: a może by skręcić tutaj, skręcić tam, kupić sobie coś gotowego do jedzenia i zjeść sobie w domu. ale to już jest coraz rzadziej, coraz lepiej udaje mi się z tym walczyć. no jednak, gdy już jestem w domu, nie zawsze wybieram to dobre jedzenie. i co ważniejsze, nawet jak wybiorę jakieś dobre jedzenie, to zazwyczaj ilość jest zbyt duża. a po tym też czasem pojawia się jakaś przekąska, nawet drobna, co tak naprawdę psuje cały mój dzień. wiem to, bo widzę to po sobie, ale też pomaga mi w tym sztuczna inteligencja, która codziennie podsumowuje mój dzień i zauważa #schematy, które się pojawiają każdego wieczora. podpowiada mi, co z tym zrobić, jak z tym walczyć. jak na razie mi się to nie udaje. nie udaje mi się wprowadzić tych drobnych rzeczy, które ona mi podpowiada. ale to dobrze, że mówi, że za każdym razem coś nowego próbuje podpowiedzieć, wrzucić jakąś poradę.
i myślę, że powoli się przygotowuję do tego, żeby tę walkę podjąć tak na poważnie. sam fakt, że nagrywam to, że mówię o tym, że organizuję sobie #przestrzeń do tej walki, to już jest pierwszym krokiem do tego, żeby tę walkę wygrać. i ja wiem to, bo to jest taki mój schemat, który polega na tym, że wokół siebie organizuję wszystko, żeby mieć #przestrzeń na walkę i podjąć wyzwanie, że nie jadam niezdrowych rzeczy wieczorem, nie jadam zbyt dużo wieczorem. właściwie najlepiej by było, gdybym w ogóle nie jadał wieczorem, już po powrocie do domu z wieczornych zajęć. ale tutaj nie widzę w tej chwili możliwości, żeby to zrobić, ponieważ wracam zazwyczaj głodny. kończę zajęcia i jestem głodny, no i muszę coś zjeść. muszę, czy muszę? no właśnie, nad tym się muszę zastanowić przede wszystkim – czy ja muszę coś zjeść. być może lepiej się położyć głodnym i wstać rano i dopiero zjeść śniadanie. chociaż tutaj też mi chat gpt odradzał takie podejście, bo gdybym był głodny i spał, to ten sen nie byłby odpowiedni.
no ale to muszę sobie przemyśleć i poukładać. może spróbować kilka razy tak zrobić i zobaczyć, czy to jednak jest dobre rozwiązanie. bo nie zawsze to, co chat gpt mi mówi, musi być dla mnie dobre. aczkolwiek pytam go w ten sposób i tak go zaprogramowałem, żeby kierował się tym, co dla mnie dobre, w kontekście moich celów. więc te odpowiedzi są zazwyczaj spersonalizowane pode mnie i staram się tak z nim rozmawiać, żeby kierował się też badaniami czy informacjami, które są potwierdzone przez źródła naukowe. więc tutaj jeszcze mam przestrzeń do zastanawiania się i badania, jak to zrobić, jak to rozegrać. w każdym razie, moja walka z jedzeniem trwa już od dawna. i nie mogę powiedzieć, że jestem już w połowie drogi, ale porzuciłem fast foody i to jest duży krok dla mnie. natomiast muszę jeszcze okiełznać moje wieczorne #zachcianki.
ja wiem, że to jest związane z emocjami pewnie, po zajęciach, po ruchu, po wysiłku. to jest naturalna, biologiczna sprawa i muszę ją jakoś opanować. być może to nie jest kwestia tylko jedzenia, ale w ogóle w jakiś sposób zakończenia dnia, ustalenia harmonogramu wieczorów. liczę na to, że skończenie budowy mojej sali treningowej, tanecznej pomoże mi w tym. plan jest taki, żeby po powrocie do domu z zajęć, zamiast iść do domu, iść na salę – na salę, na której będę ćwiczyć, głównie tańczyć, ćwiczyć, ruszać się, więc będzie to miejsce, gdzie nie będę mógł robić innych rzeczy. i po wejściu na tę salę będę miał parę minut rozciągania, parę minut oddechu i być może to pozwoli mi zapanować nad emocjami, które pojawiają się wieczorem po powrocie do domu. więc taki moment oddechu wieczornego przed podejmowaniem trudnych decyzji związanych z kolacją. zobaczę, może to się sprawdzi.
ale do tego myślę, że jeszcze potrzebuję tydzień, może dwa, żeby ta sala była w pełni gotowa.
środa, 03.09.2025
głodny jestem. jak to dobrze, że nie mam za wiele jedzenia w domu i jest już za późno aby coś zamówić albo gdzieś jechać po jedzenie. teraz jestem na etapie: kupiłbym sobie kebaba i oglądał serial w tv. na szczęście to się nie wydarzy. chyba.
w ogóle to super jest chodzić po warszawie o tej porze. dobrze, że wybrałem się bez samochodu!
czwartek, 28.08.2025
wychodzę z domu. mam wolny wieczór. wziąłem ipada, czy idę popisać? a może to tylko wymówka by iść po kebaba? nie jadłem żadnego od tygodni, więcousin mnie aby dziś zrobić sobie taki durny dzień wyjątku. w sumie może kawa i pisanie na blogu trochę mnie otrzeźwi i odwiedzie od tej myśli. nie wziąłem komputera – celowo, by tylko pisać. z komputerem przecież tyle pokus.
poniedziałek, 25.08.2025
żeby nie było za dobrze, to wpieprzyłem na sam koniec dnia 4 małe kandyzowane pomarańcze w czekoladzie 😁
zamiast Wszyscy kochają Rayomnda, leci dziś #fortepian z głośników, zamiast ogromnej kolacji – pełnoziarnista tortilla z serem i peperoni (nie będę tego nazywał pizzą! nie brzmi dobrze 😁) – nawet takie dni, wieczory mogą zaprowadzić do dobrych rzeczy, lepszych nawyków. mialem jeszcze dziś wieczorem pobiegać, ale leje #deszcz. oczywiście mógłbym powiedzieć, że „trochę pada” zamiast „leje”, zacisnąć zęby i biegać, ale widocznie wybrałem, że to jeszcze nie będzie dzisiaj. wskoczy pewnie za to #książka, wieczorny #audiobook – Wednesday. ostatecznie ten, z pozoru słabszy dzień, kończę dobrze – przemyśleniami i bardzo poprawnym wieczorem. mogło być dużo gorzej, jest dobrze.
za każdym razem, gdy zakładam buty i wychodzę pobiegać, czuję się tak, jakbym znów zaczynał od nowa, od zera. bieganie wciąż nie jest jeszcze moją codziennością – psychicznie jestem daleki od tego, by traktować je jako stały element dnia. i właśnie nad tym chcę popracować w najbliższych tygodniach.
sprobuję dołączyć krótkie biegi także do wieczornego rytuału, obok tych porannych. nawet symboliczne 500 metrów na koniec dnia mogą pomóc w budowaniu nawyku. dodatkowe korzyści: wieczorne bieganie powinno przełożyć się na lepszy sen, a jeśli przesunę je na czas przed kolacją, być może łatwiej będzie też podejmować lepsze wybory żywieniowe na zakończenie dnia – co zwykle bywa moim… no, powiedzmy, że słabszym punktem.
pewnie nie będzie łatwo.
piątek, 22.08.2025
łatwiej jest działać, gdy mam zaplanowany cały dzień, aż po sam koniec. hmm… dopiero co chyba pisałem coś podobnego w dzienniku. właściwie to nie tyle zależy mi na zaplanowanym i poukładanym poranku – rano wolę mieć święty spokój, o tej porze bardzo ładnie wypełniam sobie czas. z porankami nie mam problemu. gorzej jest z popołudniami i wieczorami – w dni, w które nie mam lekcji tańca albo stałych zajęć na siłowni. tak jak dzisiaj. wtedy ciężko jest zapanować nad wieczorami. zaplanowałem sobie niby wyjcie na rolki, trochę jazdy podczas warsztatów rolkowych, ale… w sumie to myślę, że wcale nie chcę tam być. to znaczy z jednej strony chcę, ale chyba z niewłaściwych powodów. i rozsądek mi podpowiada, żeby lepiej nie iść. jednak ten sam rozsądek mówi mi, żebym uważał na alternatywy, ponieważ tu już pojawia się pokusa pojechania do / po kfc i włączenia sobie serialu w tv (a tak się składa, że dziś w apple tv+ pojawił się pierwszy odcinek nowego sezonu bardzo fajnego serialu Inwazja!). a ta rozsądna część mnie nie chce takich wieczorów. już nigdy. i choć wiem, że pewnie jeszcze nie raz się one zdarzą (kurna, nie lubię tak przegrywać, zanim jeszcze zacznę walkę!), to chcę aby zdarzały się one jak najrzadziej. mam wiec kilka w miarę atrakcyjnych opcji, do których potrzebuję jednak „zebrać się” trochę i wyjść z domu. a może by tak… nic dzisiaj nie zrobić…? dokończyć to, co robię, spokojnie sobie popisać jeszcze trochę w dzienniku, położyć się, posłuchać audiobooka i wcześniej (w końcu!) zasnąć. wyspać się.
czwartek, 21.08.2025
dostałem zalecenie: „Wprowadzić 10 minut oddechu przed kolacją i ograniczyć dostępność słodyczy w domu.” trafne.
piątek, 08.08.2025
na kolację zjadłem dziś pizzę zrobioną na picie pszennej, z sosem pomidorowym, serem, pepperoni i cebulą. niby nic takiego, a jednak po kolacji usiadłem i… zasnąłem. skok i spadek cukru? a swoją drogą, zasnąłem na podłodze, tak zwyczajnie sobie leżąc – oczywiście całkiem świadomie w tym miejscu. całkiem spoko.
piątek, 13.09.2024
Przyszedł wrzesień, a wraz z nim prawdziwy nowy rok. 1 stycznia to symbol, tak mocno już wyeksploatowany – zmienia się data, cyferki w kalendarzu, jednak niewiele poza tym. To wrzesień przynosi prawdziwe zmiany. Wraz z jego przyjściem kończy się lato, czas odpoczynku, laby, zbierania owoców całorocznej pracy, rozpoczyna nowy etap: szkoła, intensywna praca, ale i przychodzi ulga od upałów, pojawiają się potrzebne zmiany, to wrzesień przynosi rzeczywisty postęp. Czas więc na prawdziwy nowy rok. A dla mnie czas na podsumowanie poprzedniego miesiąca – zapraszam do kolejnego 🗞️ Co słychać.
📗 dzienniki
Wrzesień to czas ruszania do przodu, ale u mnie to już sierpień stał się pierwszym miesiącem, w którym zacząłem publikować obiecane Wam wcześniej 📗 dzienniki. Artykuły z tego działu to wycinki z mojego prywatnego dziennika wraz z przygotowanymi opisami tego, jak w danej sytuacji prowadzenie dziennika mi pomogło. Artykuły te pięknie wpisują się w wizję i misję, jaką postawiłem przed moim blogiem. Będzie to najważniejszy zakątek mojego bloga – to tu zobaczysz prawdziwą potęgę dziennika i korzyści, jakie wynikają z jego prowadzenia. Zajrzysz do najtrudniejszych, najpiękniejszych, ale i najdziwniejszych chwil w moim życiu, pokażę Ci, jak to robię, że pomimo problemów, porażek, przeciwności losu, udaje mi się wchodzić w każdy kolejny dzień z podniesioną głową i prowadzić moje wymarzone fajne życie. 📗 dzienniki dostępne są dla osób wspierających mojego bloga w dodatkowo płatnych planach, a więc dla „🪽 niebieskich ptaków” i „🪶 papierowych ptaków”. Od początku sierpnia pojawiło się już 5 artykułów z tej serii, na resztę września i cały październik zaplanowałem już publikację następnych – a i kolejne powstają – także zapraszam do czytania 🙂.

W pierwszych 📗 dziennikach dzielę się przemyśleniami z intrygującego snu, pełnego emocji i symboli, które przeniosły mnie w świat wewnętrznych konfliktów. Główną rolę odegrała w nim wrona, której sytuacja zainspirowała mnie do refleksji nad wsparciem i ograniczeniami w moim życiu. Czy sen był odzwierciedleniem moich pragnień i lęków?

W kolejnym wpisie analizuję marzenia, cele i sukcesy, jakie osiągnąłem dzięki determinacji. Przeglądając listę pragnień, zauważam, ile udało mi się osiągnąć. Pochylam się nad wartością samodzielności w dążeniu do celów i dochodzę do wniosku, że sukces jest w moich rękach, o ile jestem gotów na niego zapracować.

Następnie poruszam temat wiecznego poszukiwania idealnej aplikacji do notatek. Zastanawiam się, czy te zmiany są konieczne, czy może to forma unikania ważniejszych zadań. Analizuję, jak zaprojektować efektywną bazę wiedzy, która odpowiada moim potrzebom. To wpis pełen pytań i refleksji nad istotą produktywności.

W czwartym wpisie zanurzam się w spokojny zakątek Gdańska, gdzie pozwoliłem sobie na chwilę oderwania od codzienności. Rozważam dawne marzenia i życiowe wybory, zastanawiając się, czy można pogodzić wszystkie pasje. Analizuję rolę decyzji i priorytetów oraz czy pieniądze są przeszkodą w realizacji marzeń.

Kolejny artykuł to zapis jeszcze jednego z moich snów. Opowiadam też, jaki wpływ na mój poranek miał ten sen oraz fakt, że go zapamiętałem (dzięki zapisaniu w dzienniku). Pięknie to pokazuje, jak dziennik może być wspaniałym narzędziem do utrwalania myśli, marzeń i codziennych wydarzeń.
Mam nadzieję, że zajrzenie do mojego prywatnego dziennika, jak i czytanie całych wpisów z tego działu, pozwoli Wam lepiej zrozumieć, jak prowadzenie dziennika może pomóc w refleksji, samodoskonaleniu i zarządzaniu marzeniami oraz celami. Zapraszam do wspierania mojego bloga i odkrywania korzyści płynących z prowadzenia własnego dziennika. 😊
📘 minidzienniki
Jeżeli nie należysz do grona osób, które wspierają mojego bloga w ramach płatnych planów, mam dla Ciebie do przejrzenia (i śledzenia) moje dwa minidzienniki, które prowadzę.
uwielbiam…
Za bardzo skupiamy się w życiu na tym, czego nie lubimy, co nas wkurza, czy nam przeszkadza. Ble!
Warto patrzeć na drugą stronę, zastanowić się co lubimy. Dlatego prowadzę dziennik wdzięczności, choć poszedłem tu krok dalej i szukam rzeczy, które nie tylko lubię i cenię, ale wręcz uwielbiam w moim życiu!
Dziennik wdzięczności to moja codzienna chwila refleksji. Każdego dnia zapisuję coś jednego, wspaniałego, prawdziwie mojego.
Niesamowicie poprawia mi to nastrój w trudniejszych chwilach! Chcecie: dołączajcie, zapraszam. Dopisujcie, komentujcie, albo zwyczajnie polubcie 🙂.

fajne życie to…
O co mi właściwie chodzi z tym fajnym życiem? Strzelam, że nie jedna osoba odwiedzająca mojego bloga, zadała sobie właśnie to pytanie. I chyba czas na nie w końcu odpowiedzieć. Prosto, bez owijania w bawełnę, kawa na ławę!
Postanowiłem zacząć spisywać to, czym tak naprawdę jest dla mnie to, co nazywam „fajnym życiem”. Wyszedł mi z tego całkiem pokaźny dziennik, do którego śledzenia Cię serdecznie zapraszam 🙂.

alkohol i jego brak
Opublikowałem ostatnio na blogu artykuł o tym, jak 250 dni temu postanowiłem wyeliminować całkowicie alkohol z mojego życia. Stało się to 1 stycznia 2024, tuż po sylwestrowo-noworocznej imprezie. Choć nigdy nie spożywałem dużej ilości alkoholu, moja styczność z nim należała raczej do sporadycznych, to mimo wszystko postanowiłem porzucić nawet te niezbyt duże ilości tej trucizny. Tak, alkohol to trucizna – i nie wiem, po co miałbym po niego sięgać. Minęło wiele dni, miesięcy i pomyślałem, że chyba już czas napisać o tym coś więcej…
Jeżeli jeszcze nie czytałeś, czytałaś – zapraszam.

wieczory i poranki na nowo
Od kiedy zacząłem przygodę z tańcem, moje poranki i wieczory dość mocno się zmieniły. Wszystko zaczęło się przesuwać, moje (prawie codzienne) zajęcia kończę mocno po godzinie 22, a do domu często docieram tuż samą północą. To sprawia, że w łóżku najczęściej ląduję już następnego dnia. Od kiedy moje dni wypakowane są po brzegi aktywnością i porządnymi treningami (a mam ich w niektóre dni i 4-5 godzin), to mój czas odpoczynku, a więc snu, nieco się wydłużył. Z 6,5 godziny, które wystarczało mi kiedyś, zrobiło się 7, a w bardziej intensywne dni nawet i 8 godzin snu – i wiem, że jest to czas potrzebny mi do niezbędnej regeneracji. Początkowo próbowałem z tym trochę walczyć, chciałem uporządkować, ustabilizować godziny snu, jednak w ostatnich miesiącach zacząłem otwierać się na tę nową rzeczywistość – i to sprawiło, że poczułem wielką ulgę. A ostatecznie zacząłem chodzić bardziej wypoczęty.
To pięknie wpisuje się też w moją filozofię życiową, która zakłada mniej ram, harmonogramów, a więcej wolności i elastyczności. Śpię, kiedy jestem zmęczony, a wstaję, gdy jestem wypoczęty, nie patrzę na aktualną godzinę. To sprawia, że zdarzają się sporadyczne sytuacje, że to noc staje się moim dniem, a dzień nocą. Taka wolność bardzo mi pasuje. Cieszę się, że zorganizowałem sobie życie w ten sposób, że mogę sobie pozwolić na taką codzienność.
Otwarcie się na inne godziny funkcjonowania i odpoczynku, pozwoliło mi również zacząć eksperymentować z okazjonalnymi, krótkimi drzemkami w ciągu dnia (10-20 minut) – najczęściej przed treningami, czy to na siłowni, czy w szkole tańca. Niezły boost energii w ciągu dnia!
aby wymagać
W sierpniu na blogu pojawił się też wpis z kilkoma refleksjami na temat samodoskonalenia oraz roli wewnętrznej motywacji i determinacji w dążeniu do stania się lepszą wersją siebie. Choć warto uwzględniać rady i opinie innych, kluczowe jest, by największe wymagania stawiać przed sobą. To specyficzny wpis – nieplanowany, powstał spontanicznie, trochę „na kolanie”. Jest to typowy zbiór przemyśleń, jakie często pojawiają się w moim dzienniku. Inspiracją do jego powstania był wpis, który wrzuciłem któregoś dnia na BlueSky, w ramach codziennego #dzieńdobry.

nowości na gwiazdę, jedną gwiazdkę ⭐️
Kolejny wpis to opowieść o tym, jak przypadkowe inspiracje mogą prowadzić do głębokich refleksji i interesujących wniosków. Zainspirowany pewnym odcinkiem podcastu, zgłębiam temat zmian i oporu, jaki często towarzyszy nowościom. Zastanawiam się, dlaczego ludzie niechętnie przyjmują zmiany, oraz jak te reakcje mogą wpływać na rozwój i codzienne życie.

fajna muzyka 🎵 na wrzesień
Nastał nowy miesiąc, więc czas też na nową muzykę! Łap poniżej link do wrześniowej playlisty 😊.

do następnego razu!
Coraz bardziej podobają mi się listy, jakie wysyła, do Ciebie w ramach 🗞️ Co słychać?. Dzięki nim mogę nie tylko przesłać Ci garść informacji o tym, co nowego u mnie i na blogu, ale również (a może i przede wszystkim!) podsumować sobie ostatnie kilka tygodni i z takiego podsumowania próbować wyciągać wnioski.
Przypominam, że na każdy z moich listów możesz odpisać bezpośrednio z Twojej skrzynki mailowej, do każdego możesz też dodać komentarz na moim blogu – w końcu należysz do grona 🐦 Wróbelków, które taką możliwość posiadają! Więc… co słychać u Ciebie? 😊
poniedziałek, 24.07.2023
Przez prawie 40 lat życia, moja odpowiedź na to pytanie zmieniała się niejednokrotnie. Jako dziecko uwielbiałem spać – co chyba jest całkiem normalne w tym wieku, choć oczywiście, uwielbiałem spać… nad ranem, więc nie należy tego mylić z: „uwielbiałem kłaść się spać” – tego dzieciaki nie lubią. Gdy jesteśmy bardzo młodzi, sen – ten na koniec dnia – nie wydaje się naszym przyjacielem. Nie chcemy odpoczywać, nie chcemy kończyć. Nad ranem, z kolei, nie chcemy z tego snu wychodzić, wiadomo, że „jeszcze 5 minut” – gdy rodzice próbują dobudzić. Z takim podejściem żyłem i ja całkiem długo, z wiekiem coraz bardziej starając się przekraczać kolejne granice „niespania” i testować swoją wytrzymałość po wielu nieprzespanych nocach. Teraz wiem, jak jest to głupie. Droga pod prąd natury nie ma sensu.
Kilka lat temu nagrałem odcinek podcastu „Fajne życie” na temat moich nocnych, a właściwie to porannych, przygód, o transformacji z „nocnego marka” do „rannego ptaszka”, była to dość istotna zmiana w moim życiu i poświęciłem temu tematowi trochę miejsca na blogu. Był to czas, w którym, po prostu, uczyłem się rano wstawać. Wychodziłem z założenia: „im wcześniej, tym lepiej”, co miało swoje plusy. Zacząłem już wtedy cenić sen, wiedziałem, że jest mi bardzo potrzebny, czułem też potrzebę jego ustabilizowania, jednak chciałem też nad nim w pewnym sensie zapanować, chciałem sypiać „po mojemu”, całkowicie na moich zasadach.
Dziś moje podejście do snu jest już trochę inne, ewolucja myślenia postępowała – czuję, że w końcu jest właściwe, jakbym dojrzał do przyjaźni z moim ciałem, której sen jest jednym z najważniejszych elementów. Potrzeba było wielu lat, ale dzisiaj, gdy mam położyć się do łóżka i zasnąć, cieszę się jak dziecko na cukierka.
Moje dni są dość aktywne, momentami nawet bardzo, a najbardziej intensywne treningi mam zazwyczaj zaplanowane na koniec dnia i wieczorami często do łóżka muszę się praktycznie doczołgać z łazienki… i uwielbiam to uczucie. Moje zmęczone ciało, aż paruje z euforii, gdy w takich momentach poczuję dotyk pościeli, gdy już wie, że przyszedł czas na odpoczynek. Myśli już zaczynają kierować się w stronę Hogwartu, do Harry’ego Pottera, którego po raz tysięczny przygody będę zaraz przeżywał, słuchając kolejnego fragmentu mojego ulubionego audiobooka na dobranoc.
Mogę tak łatwo porównać to do euforii, w jaką wpada mój mały chomik – Stefan – gdy zobaczy, swoją ulubioną, suszoną marchewkę. I ja właśnie tak się czuję, jak ten mały chomik, który wie, że zaraz dostanie swój największy przysmak. Sen, z przykrego obowiązku, jakim był w dzieciństwie, stał się największą nagrodą, za fajnie i aktywnie spędzony dzień.
I tu wracam do pierwszej części głównego pytania tego wpisu:
Ostatnie lata mojego życia pozwoliły mi dojść do bardzo satysfakcjonującej mnie odpowiedzi: „gdy jestem zmęczony”. Przestałem chodzić spać o stałej godzinie – uznałem w którymś momencie, że nie o to chodzi. Czasem mój dzień kończy się o 19, a bywa, że kilka minut po północy. Czy to tak bardzo istotne, aby każdego dnia położyć się o tej samej godzinie spać? Cieszę się, że udało mi się dojść w tym przypadku do „nie”.
Jednak przy takim podejściu, istotna jest bardzo odpowiedź na drugą część tytułowego pytania:
I moja odpowiedź brzmi: po sześciu i pół godzinach snu. W ciągu ostatnich lat nauczyłem się, że właśnie tyle potrzebuje moje ciało, by wypocząć. Nie 6, nie 8, ale właśnie 6,5 godziny „czystego” snu. Oczywiście, czasem pojawiają się dodatkowe czynniki, które mają wpływ na długość mojego snu, na przykład wyjątkowo intensywne treningi w ciągu dnia, choroba, czy konieczność wcześniejszego wstania – mój sen potrafi się wtedy rozregulować. Na szczęście, zazwyczaj na bardzo krótko.
Tak więc wygląda mój proces zasypiania i wstawania. Cieszę się, że kolejne pytanie z cyklu #fajnepytania zachęciło mnie do głębszego spojrzenia i zastanowienia się nad moją poranną i wieczorną codziennością, a następnie podzielenia się tym wszystkim z Tobą.
A i ja jestem bardzo ciekawy Twojej odpowiedzi na dzisiejsze pytanie. Możesz podzielić się nią w komentarzu.
piątek, 05.05.2023
Jest taka jedna, jedyna książka, a właściwie cała seria książek, którą nie tylko MÓGŁBYM czytać na okrągło, ale tak właśnie robię. I to od kilku lat. Choć technicznie rzecz biorąc, to czyta mi ją Piotr Fronczewski. Chodzi oczywiście o audiobooka, a tytułem, na punkcie którego mam takiego bzika, jest „Harry Potter”.
Pisałem ostatnio o Harrym przy okazji pytania o postać z filmu lub książki, którą mógłbym być. Pamiętasz „Dobranockę” z dzieciństwa? Dziś idea tej wieczornej bajeczki nie ma szansy na sukces, ponieważ dzieciaki mają dostęp do bajek właściwie 24 godziny na dobę. Netflix, Disney Plus, czy HBO nigdy nie przestają działać. Dzieci nie mają więc żadnego powodu, aby czekać cały dzień na tę jedną, jedyną bajkę na dobranoc. Ja jednak pamiętam doskonale czasy, w których nie było w ciągu dnia tak łatwego dostępu do bajek. Nie mieliśmy w domu kablówki ani satelity, więc jak miałem ochotę pooglądać bajeczkę, ratowała mnie kaseta wideo albo oczekiwanie na wieczorną bajkę na dobranoc. Wtedy nie lubiłem tego oczekiwania, jednak dziś sam funduję sobie każdego dnia taki odliczający do wieczora zegar.
A czekam właśnie na Harry’ego. Codziennie, przed samym zaśnięciem, funduję sobie 30-minutową dawkę magicznych przygód dzieci–czarodziejów. I, choć po tych kilku latach słuchania jednego i tego samego, znam już tę opowieść na pamięć, to każdego dnia czekam z podekscytowaniem na wieczór, aż po raz kolejny będę mógł przenieść się do szkoły czarodziejstwa w Hogwarcie, by przeżyć kolejną, wspaniałą przygodę.
Dodatkowym atutem jest Piotr Fronczewski, który wprost w genialny sposób czyta tę historię i sprawia, że ten prosty audiobook wydaje się wielką superprodukcją. Niewiarygodne przeżycie.
A Ty? Słuchałaś, słuchałeś już Harry’ego Pottera? ☺️
poniedziałek, 16.11.2020
Wieczorny rytuał
Poranki są dla mnie chyba najfajniejszą, a zdecydowanie najważniejszą częścią dnia. To czas, kiedy mam czysty, niezaprzątnięty jeszcze sprawami całego dnia, umysł, jestem pełen energii i pomysłów. Jest to również czas przemyśleń, jogi, ciszy i medytacji – ale i planowania tego, co będę robił przez kolejne godziny. Wszystko dzięki tym kilku pierwszym godzinom dnia. Nauczyłem się również stopniowo rozwijać mój poranny rytuał o nowe elementy – rozwijać siebie. Bardzo fajnie to wszystko zaplanowałem i chciałbym, aby taki porządek trwał u mnie nie tylko rano, ale przez cały dzień.
Tymczasem życie sprawia różne figle i w ciągu dnia nie zawsze mam okazję być tak zorganizowanym, poukładanym i nastawionym na cel – co tak fajnie udaje mi się o poranku. Najtrudniejsze pod tym względem są wieczory, gdy wszystkie problemy i niedokończone sprawy całego dnia kumulują się. Wiem, że jest to kwestia pewnie niewystarczającego, porannego planowania dnia oraz odpowiedniego zamknięcia, czyli takiego wieczornego rytuału – czegoś na kształt mojego poranka, ale wykonywanego na sam koniec dnia. Nad porannym rytuałem pracuję właściwie nieustannie i przyszedł czas, aby zadbać również o część drugą – wieczorny rytuał. Mam nadzieję, że tak samo, jak poranny cykl, który pozwala mi odpowiednio wystartować w nadchodzący dzień, tak i ten wieczorny pozwoli porządnie go zakończyć.
Jak już napisałem (wiele, wiele razy 😉), jestem bardzo zadowolony z porannego rytuału, jaki sobie stworzyłem. Każdego wieczora nie mogę doczekać się, kiedy rano otworzę oczy i znów będę mógł przedrzeć się przez całą zaplanowaną strukturę mojego poranka. I tu dostrzegłem pierwszy problem… Przecież wieczór nie może być jedynie oczekiwaniem na poranek. Budując zakończenie dnia, muszę przeanalizować wszystko to, co lubię w porankach i co drażni mnie w wieczorach.
Wróciłem też do podstaw, od których zacząłem budowanie „Miracle Morning” i postanowiłem przenieść to na wieczór.
Obserwacja
Pierwszy krok do zmiany to obserwacja. I nie chodzi oczywiście o ptaki za oknem czy przejeżdzające ulicą samochody, ale samego siebie. Obserwując swoje nawyki, emocje i zachowania – jestem w stanie stwierdzić czy i co tak właściwie chcę zmienić. Bardzo często proces ten zaczynam nieświadomie jeszcze zanim postanowię o dokonaniu zmian w życiu i to właśnie w takim momencie tworzy się w mojej głowie sama potrzeba zmiany.
Na tym etapie nie decyduję jeszcze, które z nawyków i zachowań są dobre a które złe. Zastanawiam się za to, jakie są moje odczucia wobec nich, co tak naprawdę mi dają i jak się czuję, gdy je wykonuję – jak i po ich wykonaniu. Proces obserwacji trwa tak długo, aż doprowadzi mnie do silnej motywacji do zmian. Bywa różnie – na przykład czas, jaki spędziłem na wsłuchaniu się w samego siebie gdy rzucałem palenie to około roku (długo, bardzo długo – ale wtedy jeszcze nie potrafiłem słuchać), ale gdy tworzyłem poranny rytuał, potrzebowałem raptem kilku tygodni.
Zdolność świadomej obserwacji jest mega przydatną cechą i warto ją ćwiczyć przy każdej okazji. Im częściej będziesz z niej korzystać, tym później lepsze osiągniesz efekty budując nowe nawyki.
Notowanie
Z przeprowadzonych obserwacji zawsze warto sporządzić notatki, a powodów ku temu jest całkiem sporo. Pierwszym i najważniejszym jest oczywiście to, że bez stworzenia notatek, wiele z przemysleń może po prostu uciec – pamięć bywa zawodna, a do tego często o pewnych rzeczach wolimy po prostu nie pamiętać. Innym, równie istotnym powodem, jest to, że gdy w późniejszym czasie będę decydował które z moich nawyków chcę zachować, a które wyeliminować – notatki pozwolą na bardziej obiektywny i dużo łatwiejszy osąd. Samo tworzenie listy kroków – na przykład przy wieczornym rytuale – będzie też sporo prostsze, gdy będę pracował z fizyczną listą, a nie taką w głowie.
Moim naturalnym miejscem do sporządzania tego typu notatek jest smartfon – przez długi czas wykorzystywałem tu aplikację Evernote, a ostatnio zamieniłem ją na inną – Notion. Tu właśnie wpadną wszystkie moje zapiski.
Pierwszy etap polega na spisywaniu przemyśleń i pomysłów – w formie zwykłej, nieuporządkowanej listy.
Bardzo szybko trafiły tam podstawowe aktywności, nad którymi chciałbym pracować przy tworzeniu wieczornego rytuału, np. czytanie książki. Spisywałem wszystko, co tylko przyszło mi do głowy, a związane było z wieczorem, wpadły tu również rady takie, jak „o 21 chcę już spać”, czy „lubię wypić wieczorem kubek melisy”. Szybko stworzyłem długą, wieloelementową listę skarg, zażaleń i pomysłów.
Miałem już nad czym pracować.
Filtrowanie
Gdy listę potrzebną do przygotowania wieczornego rytuału uznałem za skończoną, przyszedł czas na podzielenie elementów w niej zawartych na kategorie. W końcu do tej pory wrzucałem tam wszystko, co przyszło mi do głowy: problemy, pomysły, rady, i oczekiwania. Musiałem więc rozdzielić wpisy na sekcje, zgodnie ze schematem:
Problemy. Trafiają tu wszystkie rzeczy, które mogą być przeszkodami do tego, aby mój wieczorny rytuał się udał, jak również wszystko, z czym mam wieczorami problem. Przykładowe wpisy w tej kategorii: „zbyt duży hałas w domu by się skupić”, „rano tylko ja nie śpię, wieczorem muszę zwracać uwagę na innych”
Pomysły. Tu wrzuciłem wszystkie pomysły na wieczorne aktywności, znalazło się tu na przykład: „czytanie książki”, czy „zapis dnia w dzienniku”
Rady. Wszelkie „dobre rady”, jakie miałem w ostatnim czasie dla siebie w związku z budowaniem wieczornych nawyków. Znalazły się tu między innymi: „najpierw bieganie, potem kolacja”, „podsumuj dzień w dzienniku a dopiero później czytaj książkę”
Oczekiwania. Tu wrzuciłem wszelkie warunki, które chciałbym, aby zostały spełnione podczas wieczornego rytuału, na przykład: „wieczorny rytuał zaczynaj nie wcześniej niż o 17:30”, „w łóżku z książką nie później, niż o 20:00”
Planowanie
Kolejny krok to na sprawdzenie, jakim czasem na ten mój wieczorny rytuał dysponuję. Jeżeli nie będę wiedział na czym stoję, nie będę mógł nic poprawić, zmienić, czy ustabilizować.
Na początek wracam więc do etapu obserwacji i tym razem patrzę nie tylko na siebie, ale i na innych domowników i ich aktywności. Jeżeli zaplanuję cały wieczór, bez uwzględnienia w tym moich dziewczyn, daleko nie uda mi się dojechać i cały mój rytuał runie jak domek z kart nie dalej jak drugiego dnia. Powstaje więc jeszcze jedna, piąta kategoria elementów wieczora:
Wspólne. Zawiera moje aktywności z rodziną.
Zaliczy się do nich na przykład wspólna kolacja.
Powoli zbliżam się do końca – plan zaczyna się sam tworzyć na podstawie dotychczasowych notatek. Kolejny krok to wybranie elementów mojego wieczornego rytuału. Aby zrobić to poprawnie, muszę zacząć od dopisania czasów trwania wszystkich moich dotychczas zapisanych aktywności. Większość z nich znajduje się w sekcji „pomysły” i „wspólne”, ale przy okazji przeglądam wszystkie zapisane listy i zapisuję czas oraz ważność dla każdej rzeczy, dla której się da. „Ważne” będą aktywności, które obowiązkowo chcę mieć w moim rytuale. Określeniem „mniej ważne” oznaczam elementy, które mogę zrobić w innym momencie dnia, albo z których mogę na jakiś czas zrezygnować, ewentualnie zautomatyzować, aby nie zajmowały mojego czasu. Wygląda to mniej więcej tak:
- wspólna kolacja: 30 min, bardzo ważne
- mycie zębów: 5 min, bardzo ważne
- przygotowanie butelki i wody na rano: 5 min, ważne
- zapisanie jednego zadania, które chciałbym zrobić rano: 5 min, średnio ważne
- przegląd niedokończonych zadań z dnia: 10 min, mało ważne
Itd.
Przy tym kroku istotne jest, aby lekko zawyżać czas przydzielony na dane aktywności – gdy damy sobie zbyt mały margines, wieczór stanie się zwykłą gonitwą, która prędzej czy później doprowadzi nas do frustracji zamiast oczekiwanego spokoju.
Ograniczanie
Sporo kroków już za mną, ale to nadal nie koniec. Teraz przyszedł czas na ograniczenia. Jeżeli dobrze wykonałem wszystkie poprzednie kroki, z list zapisanych w smartfonie mogę już wyczytać, jak długo chciałbym, aby mój wieczorny rytuał trwał, jakie aktywności chcę w nim zawrzeć, oraz ile one zajmą mi czasu. I wszystko dobrze, jeżeli czas łączny planowanych aktywność zgadza się z tym, który na nie chcę przeznaczyć. Jeżeli jednak liczby te się nie zgadzają (a w zdecydowanej większości, to czas łączny wszystkich aktywności będzie zbyt duży), pora na eliminację kilku z wieczornych kroków.
Kuszącą opcją może być próba skrócenia zaplanowanego na niektóre aktywności czasu, jednak zdecydowanie odradzam takie działanie. Skoro wcześniej doszedłem do wniosku, że kolacja z rodziną powinna trwać 30 minut, nie warto próbować skracać tego do 20 – skończy się to pośpiechem i niepotrzebnymi nerwami. Lepiej na tym etapie wyrzucić kilka rzeczy z listy i wrócić do nich za kilka tygodni (być może modyfikując plan wieczora), niż pozwolić, aby zagroziły one całemu rytuałowi. Można też stworzyć sobie listę aktywności awaryjnych, do których można będzie wracać, gdy danego dnia wieczorem zostanie trochę czasu.
Przy eliminowaniu, warto kierować się parametrem ważności zadań – i rezygnować z tych mniej ważnych, zostawiając więcej czasu na te najistotniejsze.
Spisanie wieczornego rytuału
Ostatni krok tworzenia planu moich wieczorów to spisanie umowy z samym sobą – w formie planu wieczora. W tym celu biorę czystą kartkę, układam ją w poziomie (albo nawet kilka – być może będzie potrzebne więcej niż jedno podejście), i przez środek rysuję na niej poziomą kreskę – wzdłuż dłuższego boku. Będzie to oś czasu dla mojego wieczornego rytuału. Z lewej strony zaznaczam pierwszy punkt i wpisuję nad nim godzinę rozpoczęcia a z prawej strony kolejny, tym razem z godziną zakończenia rytuału.
Następnie umieszczam na osi wszystkie aktywności, jakie mi zostały na listach „pomysły” i „wspólne” – zaczynając od tych najważniejszych, a kończąc na mniej ważnych – aż uda mi się wypełnić cały założony czas. Zwracam przy tym uwagę na wszelkie notatki, jakie wypisałem sobie w „radach”, „problemach” i „oczekiwaniach”.

Dzięki wcześniejszym krokom, teraz – na etapie umieszczania aktywności w czasie – nie muszę zastanawiać się, które aktywności są dla mnie ważne, a które mniej ważne, już raz o tym zdecydowałem i teraz wystarczy trzymać się wcześniejszych decyzji. Nie przejmuj się zatem, jeżeli uda Ci się umieścić w kalendarzu jedynie połowę, czy nawet mniej, aktywności z Twojej – już i tak kilka razy przefiltrowanej – listy. Lepiej, aby elementów było za mało na Twojej osi czasu niż o jeden za dużo. Na początek lepiej przyjąć plan minimum, przyzwyczaić się do niego, a dopiero później dokładać kolejne aktywności i rozszerzać cały wieczorny rytuał.
Praktyka
Teraz pozostaje już tylko zacząć 🙂.
Tak wyglądał mój proces budowania wieczornego rytuału. Dzięki temu, że pracowałem nad nim przez kilka tygodni, czuję, że wypracowałem sobie w miarę optymalne rozwiązanie, które zadowoli mnie – przynajmniej na jakiś czas. Zgromadzone notatki będę mógł wykorzystać w przyszłości, gdy zapragnę zmodyfikować wieczorny plan.
Jestem bardzo ciekawy, czy udało Ci się stworzyć Twój wieczorny rytuał – opowiesz mi, jak wyglądał proces prac nad nim? Być może widzisz w moim planie coś, co powinienem usprawnić albo zmienić? Mój wieczorny rytuał jest nadal w fazie testów i eksperymentów a każda rada może okazać się na wagę złota 🙂.
wtorek, 10.05.2016
Chyba wszyscy przyznacie mi rację, że dzielimy się na dwie grupy: jedni podnoszą się rano z łóżka wraz z pierwszym sygnałem budzika (a czasem nawet 5 minut przed) a drudzy mogą przez dwie godziny spać i przez sen wciskać w budziku przycisk „drzemka” nie potrafiąc zorganizować sobie produktywnych poranków. Kończy się to zazwyczaj w biegu przez cały dzień próbując nadrobić stracony czas. Ja, niestety, zaliczam się do grupy drugiej i sam przez długi czas próbowałem poradzić sobie z powolnym, porannym wstawaniem tak, aby móc o świcie przygotować sobie cały nadchodzący dzień. Pierwszym kluczem do sukcesu, okazało się dokładne zaplanowanie nie tyle porannego wstawania, co właśnie zasypiania i snu. Chciałbym przedstawić Ci kilka porad, które pozwolą Ci odpowiednio przygotować się do spokojnego i efektywnego snu oraz znacznie ułatwią poranne wstawanie.
Kawa tylko do południa
W drugiej połowie dnia staraj się nie pić mocnej kawy, herbaty, a nawet coli. Wszystkie te produkty zawierają pobudzającą kofeinę, która jeszcze przez długi czas po wypiciu będzie działała w Twoim organizmie i nie pozwoli Ci wypocząć podczas snu.
Tylko krótkie drzemki
Jeżeli lubisz ucinać sobie drzemki w ciągu dnia, postaraj się, aby nie trwały one dłużej niż 15-20 minut. To spokojnie wystarczy, aby Twój organizm szybko się zregenerował po większym wysiłku, ale nie zaburzy rytmu dnia i nocy, co pozwoli Ci spokojnie położyć się wieczorem i zasnąć.
Zadbaj o wieczorną dietę
Postaraj się, aby ostatnie posiłki dnia były lekkostrawne i pozbawione cukru i kofeiny – polecam Ci drób, ryby, ciepłe mleko z miodem, ewentualnie lody albo kawałek gorzkiej czekolady. Produkty te bogate są dodatkowo w tryptofan – aminokwas, który podnosi nieco poziom serotoniny, czyli hormonu który pozwala nam się odprężyć.
Świeże powietrze poprawi Twój sen
Przed snem wybierz się na dłuższy spacer, a przed wyjściem zadbaj o wietrzenie sypialni – nawet jeżeli nie zachęca do tego pogoda za oknem. Świeże powietrze pomoże ci szybciej zasnąć. Pamiętaj – optymalna temperatura w pomieszczeniu powinna wynosić około 19-20 stopni Celsjusza. Znacznie poprawi to Twój jakość Twojego snu oraz zapobiegnie rozprzestrzenianiu się zarazków.
Stała pora zasypiania
Staraj się kłaść spać o tej samej porze każdego dnia – Twój organizm szybko przyzwyczai się do takiego rytmu i po jakimś czasie zauważysz, że 15 minut przed „umówioną” godziną, ciągnie się już do łóżka.
Oczyść swój umysł
Pamiętaj, że sypialnia to miejsce gdzie śpisz a nie rozmyślasz o problemach. Powiedz o tym swojemu partnerowi / partnerce. Ustalcie wspólnie, że wieczorem nie rozmawiacie na poważne tematy. To bardzo ważne, abyś kładł się do łóżka z paczką pozytywnych myśli. Nie oglądaj też przed snem horrorów, kryminałów, które trzymają w napięciu, podnoszą tętno i rozbudzają. Zamiast tego zrób sobie w głowie listę 3 zadań, które chciałbyś zrealizować następnego dnia. Będziesz o nich pamiętał po przebudzeniu.
Niebieskie światło największym wrogiem snu
Musisz wiedzieć, że większość urządzeń, po które zapewne sięgasz przed snem – smartphone, tablet, komputer, telewizor – emitują niebieskie światło, które hamuje wydzielanie melatoniny – związku organicznego odpowiedzialnego w naszym organizmie między innymi za zasypianie. Staraj się więc na godzinę przed pójściem spać nie używać żadnego z tych urządzeń. Zadbaj również o to, aby podczas zasypiania w sypialnie nie było urządzeń emitujących niebieskie światło.
Leki na sen nie rozwiązują problemu…
…tylko go maskują. Jeżeli masz problemy z zasypianiem i wydaje Ci się, że tylko leki są w stanie pozwolić Ci spokojnie zasnąć, może musisz jeszcze raz spokojnie przeczytać i przeanalizować mój wpis? Czasem jeden drobny błąd albo niedopatrzenie może popsuć nam całą noc.
Alkohol i sen
Staraj się nie sięgać przed snem po alkohol. Działa on bardzo negatywnie na nasz sen i sprawia, że po przebudzeniu jesteśmy bardzo zmęczeni. Jeżeli chciałbyś dowiedzieć się więcej dlaczego tak się dzieje, polecam Ci obejrzenie wideo #1-RazNaJakiśCzas – krótkiego filmu o alkoholu i jego nieporządanych działaniach. Dowiesz się również z niego, jak możesz maksymalnie ograniczyć negatywne skutki alkoholu w Twoim organizmie.
To tyle jeżeli chodzi o moje porady dotyczące szybkiego i dobrego zasypiania. Jeżeli masz inne przyzwyczajenia i zasady – podziel się nimi w komantarzach!