Tag: fajne miejsce

niedziela, 07.09.2025

wygląda na to, że chyba zawsze muszę z czymś walczyć, albo o coś walczyć, albo po prostu walczyć. i nie odpoczywam, po prostu się z czymś muszę męczyć. aktualnie moim największym zmartwieniem, walką, jest to, żeby uporządkować moje , jeżeli chodzi o . czyli tak naprawdę walczę z jedzeniem, wieczornym jedzeniem. i to jest problem dla mnie, w mojej głowie to jest problem, ponieważ przeszkadza mi to w osiągnięciu pewnych innych celów mojego życia, mojej takiej codzienności. i walczę z tym, żeby po powrocie do domu, gdy jestem już zmęczony po wszystkich zajęciach, nie sięgać po złe rzeczy do jedzenia. w ciągu dnia również to jest mój cel, żeby ogólnie jeść zdrowo, dobrze, odpowiednio, ale te są najgorsze. wracam do domu, wracam taki zmęczony już i szukam.

szukam jedzenia, które mnie sam nie wiem, czy pocieszy, czy nagrodzi, czy zrekompensuje cały trud dnia, chociaż nie wiem, czy mogę nazwać moje codzienne #zajęcia trudem. jednak, gdy wracam do domu, to szukam w lodówce jakichś niezdrowych rzeczy. niezdrowych, to znaczy takich, których nie powinienem jeść, szczególnie wieczorem. i o ile udało mi się już wyleczyć z fast foodów, to jest dla mnie i tak dużym osiągnięciem, bo często jak wracałem do domu z wieczornych zajęć, to zajeżdżałem do mcdonalda, do maxa, do kfc, czy po kebaba. i to było zabójstwo dla mojego organizmu wieczorem. i z tego się wyleczyłem.

wprawdzie jeszcze czasem jak wracam do domu wieczorem, to pojawia się pokusa: a może by skręcić tutaj, skręcić tam, kupić sobie coś gotowego do jedzenia i zjeść sobie w domu. ale to już jest coraz rzadziej, coraz lepiej udaje mi się z tym walczyć. no jednak, gdy już jestem w domu, nie zawsze wybieram to dobre jedzenie. i co ważniejsze, nawet jak wybiorę jakieś dobre jedzenie, to zazwyczaj ilość jest zbyt duża. a po tym też czasem pojawia się jakaś przekąska, nawet drobna, co tak naprawdę psuje cały mój dzień. wiem to, bo widzę to po sobie, ale też pomaga mi w tym sztuczna inteligencja, która codziennie podsumowuje mój dzień i zauważa , które się pojawiają każdego wieczora. podpowiada mi, co z tym zrobić, jak z tym walczyć. jak na razie mi się to nie udaje. nie udaje mi się wprowadzić tych drobnych rzeczy, które ona mi podpowiada. ale to dobrze, że mówi, że za każdym razem coś nowego próbuje podpowiedzieć, wrzucić jakąś poradę.

i myślę, że powoli się przygotowuję do tego, żeby tę walkę podjąć tak na poważnie. sam fakt, że nagrywam to, że mówię o tym, że organizuję sobie #przestrzeń do tej walki, to już jest pierwszym krokiem do tego, żeby tę walkę wygrać. i ja wiem to, bo to jest taki mój schemat, który polega na tym, że wokół siebie organizuję wszystko, żeby mieć #przestrzeń na walkę i podjąć wyzwanie, że nie jadam niezdrowych rzeczy wieczorem, nie jadam zbyt dużo wieczorem. właściwie najlepiej by było, gdybym w ogóle nie jadał wieczorem, już po powrocie do domu z wieczornych zajęć. ale tutaj nie widzę w tej chwili możliwości, żeby to zrobić, ponieważ wracam zazwyczaj głodny. kończę zajęcia i jestem głodny, no i muszę coś zjeść. muszę, czy muszę? no właśnie, nad tym się muszę zastanowić przede wszystkim – czy ja muszę coś zjeść. być może lepiej się położyć głodnym i wstać rano i dopiero zjeść śniadanie. chociaż tutaj też mi chat gpt odradzał takie podejście, bo gdybym był głodny i spał, to ten sen nie byłby odpowiedni.

no ale to muszę sobie przemyśleć i poukładać. może spróbować kilka razy tak zrobić i zobaczyć, czy to jednak jest dobre rozwiązanie. bo nie zawsze to, co chat gpt mi mówi, musi być dla mnie dobre. aczkolwiek pytam go w ten sposób i tak go zaprogramowałem, żeby kierował się tym, co dla mnie dobre, w kontekście moich celów. więc te odpowiedzi są zazwyczaj spersonalizowane pode mnie i staram się tak z nim rozmawiać, żeby kierował się też badaniami czy informacjami, które są potwierdzone przez źródła naukowe. więc tutaj jeszcze mam przestrzeń do zastanawiania się i badania, jak to zrobić, jak to rozegrać. w każdym razie, moja walka z jedzeniem trwa już od dawna. i nie mogę powiedzieć, że jestem już w połowie drogi, ale porzuciłem fast foody i to jest duży krok dla mnie. natomiast muszę jeszcze okiełznać moje wieczorne .

ja wiem, że to jest związane z emocjami pewnie, po zajęciach, po ruchu, po wysiłku. to jest naturalna, biologiczna sprawa i muszę ją jakoś opanować. być może to nie jest kwestia tylko jedzenia, ale w ogóle w jakiś sposób zakończenia dnia, ustalenia harmonogramu wieczorów. liczę na to, że skończenie budowy mojej sali treningowej, tanecznej pomoże mi w tym. plan jest taki, żeby po powrocie do domu z zajęć, zamiast iść do domu, iść na salę – na salę, na której będę ćwiczyć, głównie tańczyć, ćwiczyć, ruszać się, więc będzie to miejsce, gdzie nie będę mógł robić innych rzeczy. i po wejściu na tę salę będę miał parę minut rozciągania, parę minut oddechu i być może to pozwoli mi zapanować nad emocjami, które pojawiają się wieczorem po powrocie do domu. więc taki moment oddechu wieczornego przed podejmowaniem trudnych decyzji związanych z kolacją. zobaczę, może to się sprawdzi.

ale do tego myślę, że jeszcze potrzebuję tydzień, może dwa, żeby ta sala była w pełni gotowa.

Koniec

niedziela, 10.08.2025

och, fajne pytanie, w mojej głowie od razu tworzą się fajne wizje 🙂 z resztą, wiele razy wyobrażałem sobie, że prowadzę sklep. właściwie to nie tyle sklep, co… kawiarnię, może nawet coś więcej. moje fajne miejsce w ogóle nie przypominałoby typowej kawiarni. poza kawą, przygotowywaną pewnie na różne sposoby – w zależności od mojego nowego pomysłu na nią – byłyby tan przekąski, może większe dania. menu bardzo często by się zmieniało. to byłoby miejsce. z płynnym menu, potrawy i napoje ewoluowałyby razem ze mną, stawałyby się zdrowsze, lepsze, smaczniejsze, odważniejsze. tak, dokładnie tak widzę moją przyszłość: prowadzę sobie taką dziwaczną kawiarnię, prowadzę dalej bloga opisując moje fajne życie, rano i popołudniami kawiarnia zamieniałaby się w salę fitness albo taneczną, gdzie odbywałby się zajęcia. ba, nawet mógłbym niektóre z nich prowadzić! 🙂 i nawet nie potrzebowałbym tam tłumów, wystarczyłyby mi pojedyncze osoby, które chciałby w tym dziwnym tworze uczestniczyć razem ze mną 🙂 najlepsze jest to, że otwierając takie miejsce, zrobiłbym to głównie dla siebie – a to sprawia, że nie ma opcji, aby coś nie wyszło, jeżeli innym nie spodobałby się ten pomysł. ach, tak właściwie to ja powoli, bardzo powoli, realizuję sobie ten plan… za dwa tygodnie sala taneczna (przerobiona z garażu) będzie gotowa. potem kawiarnia…?

poniedziałek, 04.08.2025

z racji wielu remontów, jakie ostatnio przechodzę, stykam się z przeróżnymi (mega ciekawymi) ludźmi. (dostał początkowo nicname pan dłubek, ale gdy dowiedziałem się, że „robi tylko w drewnie”, został przemianowany na Gepetto) specjalnie nie spieszył się nigdy do roboty, ale jak już się pojawił, to wykonywał mega robotę i pracował długo. Stworzył mi między innymi podłogę w sali tanecznej – pierwsza klasa, mógłbym na niej spać. i jego ekipa (nie dostali ksywki) zrobili mnóstwo rzezy na zewnątrz – od poprawek dachu, po naprawę elewacji, zmianę koloru budynku, przycięcie drzew, wymianę okien. To taki zestaw osób, które umawiają się, że będą o 7:30, a o 7 już są gotowi do roboty. I jest to ekipa takich fachowców, że aż chce się wyszukiwać im kolejne prace do wykonania, byle tylko patrzeć jak pracują. Mają wiedzę, narzędzia, zapał do roboty. Nie sposób się przyczepić do czegokolwiek w ich pracy. Ostatnie pól godziny każdego dnia to dla nich sprzątanie wszystkiego dookoła. No takich fachowców to ja jeszcze nie widziałem. – od pieca i spraw hydraulicznych – wyróżnia się na kilka sposobów: ma najbardziej uczciwy i jasny cennik, zostawia wokół siebie ogromny bałagan, strasznie dużo gada i przychodzi zawsze z jakimiś dzieciakami, nastolatkami, których chyba przyucza do zawodu.. Wszystkich ich dążę sympatią. Z resztą, szybko przywiązuję się do ludzi, te trzy ekipy mają już moje zaufanie. No i zrobiłem im już łącznie z 50 kaw – gdybym ich nie lubił, nie dostali by aż tyle 🙂 Dzisiaj pojawiła się u mnie nowa ekipa – Panowie wymieniają instalację elektryczną. Pierwsze, co mogę o nich (dwóch) powiedzieć, to że to takie swojskie chłopaki. I bardzo śmieszna z nimi sprawa. Jeden przyjechał do mnie w niedzielę i zostawił kilka toreb swoich rzeczy na noc, drugi przyjechał dzisiaj rowerem zdyszany ogromnie. Potem ten od toreb przyjechał samochodem, ale minęło kilka godzin i samochodu już nie ma. A i Panowie mają ciągle jakieś problemiki – a to przewód zdemontowali nie ten co trzeba („ups, chyba nie powinienem tego przecinać”), a to materiał przywieźli nie taki jak trzeba („no tak, tu jest trzyfazówka, a podlicznik na jedną fazę kupiliśmy”) i milion innych problemów, o których tu słyszę 🙂 patrzę na to z zaufaniem i uśmiechem, wierzę, że wyprowadzą to wszystko na prostą. jakoś tak wychodzi, że mam zaufanie do ludzi… i zrozumienie dla błędów. Panowie elektrycy – nie zawiedźcie mnie 🙂