nie mogę powiedzieć, że wczorajszy dzień był zły, ale był… trudny. jego pierwsza część – do 16:00 – była super. po prostu świetna. nawet dodałem swój nastrój do Apple Health jako „przyjemny” (to sporo). i ten dzień to była przyjemność. więc tak, pierwsza część była po prostu super.
Druga część… cóż, chyba właśnie „trudna” to właściwe słowo. zdecydowałem, że pojadę sobie na zajęcia z jazdy na rolkach, żeby trochę się poruszać przed lekcją tańca, jazzu. chciałem wczuć się w muzykę – uwielbiam jazdę przy muzyce, to dla mnie coś w rodzaju tańca na rolkach. po prostu to kocham. bywa, że takie zajęcia są mega przyjemne, choć zdarza się, że bywają i przygnębiające (osobna opowieść), ale wczoraj czułem, że to mogą być jedne z tych lepszych zajęć .
i tak było, dopóki (jadąć na zajęcia) nie zjechałem lekko z drogi i wtedy jedna z opon w moim samochodzie… uległa uszkodzeniu. no gumę złapałem. opona do wyrzucenia. no świetnie. okazało się oczywiście,, że mój samochód nie ma nawet zapasowej opony. to małe autko i po prostu nie ma na nią miejsca. mimo to zachowałem spokój. mobilna wulkanizacja przyjechała po godzienie. facet wymioenił mi oponę, a także naprawił drugą (okazało się, że i druga uszkodzona – na szczęście lekko). no i tak, niespodziewane wydatki.
udało mi się załapać na ostatnią część zajęć rolkowych – z dwóch godzin, zostało tylko 45 minut, ale ok. pobawiłem się trochę, oreagowałem, choć nie do końca wpadłem w ten mój ulubiony flow, ale ok. w drodze na zajęcia z jazzu, zacząłem czuć, że samochód prowadzi się… nieco inaczej. choć pewnie to tylko moja wyobraźnia, to jednak nie czułem się już w pełni komfortowo po naprawach opon.
a podczas lekcji jazzu… poczułem zmęczenie dniem. jazz i tak jest dla mnie dość trudny – szybkie ruchy, dużo spinania ciała, praca nad koordynacją – bywa, że po prostu nie nadążam.
dzisiaj, następnego ranka, cieszę się, że wczoraj – mimo problemów – nie zrobiłem nic głupiego po powrocie do domu. nie zpesułem dnia ciężką kolacją. tak na prawdę, nie zjadłem prawie nic. i bardzo dobrze. spałe, trochę dłużej niż zwykle, ale to jest ok. dziś czuję się dobrze, lepiej, niż mógłbym się tego spodziewać. wczoraj był trudny dzień, ale to już za mną. jestem w dobrym nastroju, dziś jest wiele do zrobienia, a życie toczy się dalej. cieszę się, że moje reakcje na takie dni są coraz lepsze.
piątkowe zajęcia z modern jazzu z @dominika to świetna zabawa, ale nie mogę powiedzieć, żeby było łatwo. ucząc się nowej choreografii nie zawsze mi wychodzi tak, jakbym chciał, żeby mi wychodziło. bywa różnie. dzisiejsze wideo – pierwsze próby nowej choreografii… jeszcze niezbyt udane.
zajęcia #contemporary z @kamila nie należą do zwykłych, ani do łatwych. mam dużo przemyśleń na temat tych zajęć. wczoraj @kamila wymyśliła nam śmieszną choreografię. uczymy się, choć to dopiero początek, to jest już fajnie.. wychodzę spełniony…
dobijałem do czterdziestki, gdy zdecydowałem się na pierwszą w życiu lekcję tańca. była to lekcja modern jazzu – mega ciężki wybór na początek drogi. rzuciłem się na bardzo głęboką wodę. jej, ile tam było emocji, nerwów, stresu… nie było łatwo. nadal nie jest, choć od tamtego czasu minęły już prawie trzy lata. od tej pierwszej lekcji zrobiłem ogromne postępy. zacząłem prawdziwie cieszyć się tańcem, każdą choreografią, pojedynczymi ćwiczeniami. po pierwszym roku nauki postanowiłem zmontować sobie krótki filmik z tego, jak mi idzie. patrząc na niego dziś, wiem, że jestem o wiele dalej. ale właśnie dlatego lubię do niego wracać – przypomina mi, od czego się to wszystko zaczęło.
opublikowałem całkiem spory kawałek mojego prywatnego dziennika z początków drogi do tańca:
to ciekawe, że na takie podsumowania zawsze nachodzi mnie ochota po tych samych zajęciach, po tych czwartkowych zajęciach modern jazzu. być może właśnie po nich takiego podsumowania potrzebuję. w sumie dobrze, że sięgam wtedy po mikrofon i sam z sobą to omawiam, dyskutuję, przeżywam w ten sposób. to były kolejne zajęcia, kolejne trudne zajęcia. dziwny dzień w ogóle, ponieważ ostatnie dni, ostatni tydzień to była taka utrata kontroli u mnie. traciłem kilka rzeczy, na chwilę przynajmniej. nie miałem samochodu przez parę dni.
są takie zimniejsze czasy, a ja nie mam ogrzewania. ze względu na prace, które musiałem wykonać z kaloryferem i z salą taneczną, którą sobie tworzę. czekałem na osobę, która miała mi to podłączyć, a spóźniała się bardzo – trwało to już tydzień. nie mam ogrzewania i jest to dziwny moment. plus kilka rzeczy się nałożyło. od tygodnia też nie byłem praktycznie na żadnych zajęciach na siłowni – pierwszy raz chyba od półtora roku mam taką przerwę.
fajne w tym dniu są te tańce i to, jak się dzisiaj czuję. jestem trochę rozregulowany, więc w pierwszej części zajęć ciężko było mi się skupić, ale o dziwo jestem z siebie zadowolony. myślałem w połowie, że to będą słabe zajęcia, a jednak widziałem postęp. są takie dni, gdzie widzę walkę, i są dni, gdzie widzę postęp. dzisiaj widziałem postęp – rzeczy, których się po sobie nie spodziewałem, nawet mi wychodziły.
wracam w tej chwili do zimnego domu i zastanawiam się, jak to przeżyć. jak to w głowie sobie poukładać. oczywiście, jak to zwykle bywa, w trudniejsze dni, po trudniejszych zajęciach, kusi mnie, żeby skręcić na jakieś dobre, fajne jedzonko wieczorne, co wiem, że będzie złe. ostatnio miałem taki dowód – wracając, bez samochodu, bez ogrzewania, wstąpiłem do mcdonalda. zjadłem coś i rano zegarek mi pokazał, że miałem podwyższone tętno w nocy. kolejny dowód, że złe jedzenie jest złe. nie wiem, czemu cały czas potrzebuję dowodów, ale za każdym razem je dostaję.
może się nigdy nie nauczę, a może właśnie raz na jakiś czas potrzebuję się poduczyć. szkoda tylko, że kosztem zdrowia. jak to stefan powiedział: postarzałeś się tej nocy o dwie noce. sabotaż totalny. a dzisiaj znowu mnie kusi, żeby skręcić. zastanawiam się, jak to pokonać właśnie teraz, w tej chwili. może ten mikrofon, który wziąłem do ręki, pomoże. żeby wrócić spokojnie do domu, zjeść coś lekkiego i iść spać, tak jak powinienem.
mieć spokojny, dobry sen. zdrowy, bo w niskiej temperaturze, ale bez najedzenia się pod korek, jak czasem potrafię. rozmawiając sam ze sobą czuję, jak emocje mi opadają, jak się uspokajam. to jest cel nagrywania, tego dziennika. cieszę się, że to działa. że sięgam po mikrofon w takich chwilach i potrafię się uspokoić. mam nadzieję, że wrócę spokojnie do domu i to będzie koniec mojego dnia.
środa, 01.10.2025
no i stało się tak, że po raz kolejny muszę zastanowić się, na które zajęcia tańca chcę chodzić. musze wybrać spośród dwóch środowych. albo raczej będę musiał wybrać. to nie...
wracam sobie właśnie z tańca, z lekcji tańca. i mam sporo przemyśleń na ten temat. po pierwsze, taniec to jest chyba najtrudniejsza rzecz w życiu, za jaką się wziąłem i której próbuję się nauczyć. druga jest taka, że daje mi to przeogromną satysfakcję, takie spełnienie. to jest coś, co odnalazłem dopiero po 40 latach życia. z jednej strony smutne, że tak późno, a z drugiej – cieszę się, że teraz, a nie jeszcze później. mogło być też tak, że nigdy bym tego nie spróbował. więc trochę smutno, że tak późno, ale jednocześnie cieszę się, że mam to teraz.
i teraz zaczynają się trudne rzeczy, bo strasznie denerwuje mnie powolny postęp. postęp jest, widzę go. robię bardzo dużo, żeby poprawić wiele rzeczy związanych z nauką tańca, żeby poprawić moje ciało w ogóle, żeby zmienić to, co przez 40 lat zaniedbałem. próbuję naprawić, próbuję zmienić nawyki. i to jest trudne, bo idzie powoli. muszę akceptować te małe kroczki, każdego dnia spędzam kilka godzin na siłowni i sali tanecznej.
próbuję, ale denerwuje mnie, że to tak wolno. chciałbym już być pięć poziomów wyżej, żeby wszystko było gładkie i płynne. ale wiem, że muszę być cierpliwy, robić swoje, uczyć się, cieszyć się tym i tyle. w tej chwili, gdy jestem po zajęciach, czuję emocje, może nie nerwy, ale takie nabuzowanie, które jutro zniknie. jutro będzie mniej tej frustracji i niecierpliwości.
wrócę z powrotem na zajęcia, wrócę na salę i będę robił swoje. buduję swoją salę, kończę ją, żeby móc lepiej się przygotowywać do zajęć i powtarzać w domu. może pójdę w inną stronę, której jeszcze nie chcę teraz określać, ale wiem, że ona gdzieś tam jest. dobrze, że sięgam po mikrofon właśnie w takich chwilach – po trudniejszych zajęciach, gdy wiem, że nie jestem z siebie do końca zadowolony. dzisiejsze były właśnie takie: ćwiczenia i choreografia, które wymagają wielu prób, nauki i porażek. to frustrujące, że nie idzie tak, jak bym chciał.
zastanawiam się, czy już powiedziałem na głos, po co to nagrywam. czy tylko uspokajam emocje. może nawet nie muszę tego wszystkiego nazywać. może wystarczy być świadomym emocji i pozwolić im opaść. główny cel tego nagrania jest taki, żeby uspokoić emocje, wrócić do domu, spędzić spokojny wieczór i przygotować się do snu. i nie popełnić błędów przy kolacji.
i chyba tyle. myślę, że tą kilkuminutową rozmową udało mi się to osiągnąć.
pierwszy odcinek po dłuższej przerwie. właściwie to nie jest „powrót”, tylko nowy początek. nie mam pewności, nie mam struktury, mam w głowie bałagan i bardzo dużo notatek. ale nagrywam.
opowiadam, co się zmieniło, dlaczego znowu siedzę przy mikrofonie, dlaczego ten podcast nie jest już dla słuchaczy, tylko przede wszystkim dla mnie. mówię o tym, że przez lata wiele rzeczy zaczynałem, ale nie kontynuowałem. i że teraz — wreszcie — wiem, po co to wszystko robię.
jest o projekcie 365 dni fajnego życia, o danych, o blogu, o Stefanie (czyli sztucznej inteligencji), o systemie życia, który buduję. i o tym, dlaczego ten podcast nie będzie już poradnikiem ani eksperymentem. tylko dziennikiem.
nie wiem, czy to się komuś spodoba. ale wiem, że muszę to nagrywać.
transkrypt odcinka
Czuję ogromny stres, niepewność, napięcie związane z nagrywaniem tego odcinka. Jest to pierwsze nagranie po dłuższej przerwie I to czuć. Ja to czuję. Myślę, że być może Wy jak będziecie tego odsłuchiwać, nie będzie aż tak źle, ale ja w tej chwili tutaj mocno się stresuję z tym co mam Wam do powiedzenia, z tym co chcę nagrać, z tym co chcę powiedzieć, z tym co chcę rozpocząć. I Mam w głowie spory bałagan, mam jeszcze więcej notatek przygotowanych, więc nie wiem jak to pójdzie, ale zaczynam. Próbuję, robię to, coś co zacząłem bardzo dawno temu. Nie traktuję tego jako powrót do tego co było, do starego podcastu, ale jako zupełnie nowy start. Pewnie już kolejny I być może nawet zastanawiałem się nad tym, czy nie rozpocząć tego co teraz zaczynam w zupełnie nowej formie, pod nowym tytułem, jako nowy podcast, ale stwierdziłem, że to byłaby zbyt duża ucieczka do bezpiecznego początku startu.
Chcę iść dalej w kolejny, w ósmy odcinek podcastu Fajne Życie. Chyba tak jak chciałem to robić od początku, ale czego nie osiągnąłem kiedyś I próbuję to teraz. No a więc właśnie, bo jest to ósmy odcinek, ale chyba chciałbym cofnąć się do tego co było kiedyś, lata temu, gdy zaczynałem nagrywać podcast Fajne Życie I opowiedzieć trochę o historii tego podcastu oraz dlaczego poprzednie próby nie przetrwały. Otóż, gdy pierwszy raz nagrywałem ten podcast, było to 6 lat temu, I publikowałem pierwszy odcinek. Wtedy eksperymentowałem z różnymi formatami, tematami, Byłem bardzo zafascynowany rozwojem mojego bloga, który dopiero zaczynałem prowadzić I szukałem tych nowych formatów, szukałem nowych sposobów na wyrażanie siebie. Ten podcast był mi potrzebny po to, żeby spełniać się kreatywnie, żeby mówić, żeby opowiadać, żeby pokazać moje przemiany w życiu, które wtedy przechodziłem, te 6 lat temu. Jednak brakowało mi wtedy porządku w tych moich zmianach, brakowało mi systemu celu, poczucia sensu. Jeszcze może wtedy mi brakowało poczucia sensu.
Wiedziałem, że idę w dobrą stronę, że zmieniam wiele rzeczy w życiu, że rozpoczynam też wiele rzeczy w życiu, w tym również podcast, blog, ale przez brak uporządkowania Bardzo łatwo wtedy się rozpraszałem, gubiłem rytm I dlatego wiele rzeczy nie przetrwało, wiele rzeczy zawieszałem. Tak jak właśnie ten podcast. I o ile bardzo dobrze mi się nagrywało pierwsze odcinki, tworzyło, wymyślało, o tyle ciężko było mi znaleźć czas na zmontowanie tego, nagranie, zmontowanie, przygotowanie wszystkiego tak, jak bym chciał. Poza tym muszę przyznać, że wtedy jeszcze nie do końca wiedziałem, po co nagrywam podcast. Kolejne lata przyniosły nowe próby. Jest to w prawdzie tylko 7 odcinków, ale patrzę na to wszystko przez pryzmat nie tylko podcastu, ale I całego mojego bloga, który również się zmieniał. Widzę, że Kolejne lata przyniosły kolejne próby, kolejne pomysły na podcast, kolejne pomysły na blogowanie, na moją działalność w internecie. O ile te próby były mi potrzebne, bardzo ich potrzebowałem, o tyle z perspektywy widza, słuchacza wiem, że to mogło wyglądać źle.
Coś rozpoczynałem I nie trzymałem się tego, nie kontynuowałem tego. Z mojej perspektywy jest to bardzo dobrze, bo to nie była właściwa droga, ale z perspektywy Was słuchaczy To mogło wyglądać na jakieś niepoważne próby. Pamiętam kiedyś napisałem artykuł o Jeffie Perrym na blogu, o takim twórcy internetowym, którego śledziłem. A śledziłem dlatego, że współprowadził podcast, inny podcast, który bardzo lubiłem. No I trochę przez przypadek zacząłem też go śledzić. I opisałem tego Jeffa jako osobę, która zaczyna jedne rzeczy, za chwilkę je kończy, żeby przejść do innych. Zaczyna te nowe rzeczy, również je kończy, żeby przejść do jeszcze innych I tak trochę marnuje swój potencjał. Nic nie kontynuuje, nic nie ciągnie dalej.
I pamiętam, że wtedy w artykule napisałem, że nie chcę być jak ten Jeff Perry. I muszę się przyznać, że przez lata byłem właśnie takim Jeffem Perry. Tu przepraszam cię Jeff, pewnie tego nigdy nie będziesz słuchał polskiego podcastu, ale jeżeli kiedyś by to do ciebie dotarło, to przepraszam, że tutaj użyłem ciebie jako przykład, ale muszę ci podziękować, bo stałeś się dla mnie taką bardzo cenną lekcją. Także dzięki Jeff, ale ja dzisiaj wiem, że jestem właśnie takim Jeffem I wiele rzeczy zaczynałem, wiele rzeczy nie kończyłem, skupiałem się na niewłaściwych powodach tego, dlaczego chcę robić to, co robię w internecie. Teraz jest to zupełnie co innego. Za każdym razem pewnie tak sobie myślałem, rozpoczynałem coś nowego, ale tym razem moja droga jest zupełnie inna. No I próbuję. Dobra, po tym takim chaotycznym początku może tutaj uporządkujmy sytuację.
Opowiem wam, co się zmieniło I dlaczego teraz właśnie powstaje kolejny odcinek podcastu, dlaczego wy go dostaliście do odsłuchania, co się u mnie zmieniło, co działa, co nie działa, jak wygląda moja sytuacja. Otóż, rozpocząłem miesiąc temu coś, co nazwałem sobie, jest to kolejny mój projekt, w budowaniu projektów jestem dobry, ale rozpocząłem sobie projekt, 365 dni fajnego życia I chcę go dokumentować. To znaczy Dokumentuję moje życie już od dawna, prowadzę sobie swoje dzienniki, spisuję różne dane, ale ten projekt jest dla mnie czymś bardzo ważnym, ponieważ jest taką ramą czasową dla czegoś, co chcę przetestować w swoim życiu. Mam pewien system, który działa. Są to dane, dzienniki, plany dnia. Staram się, żeby te dane działały na moją korzyść, żeby pomagały mi w rozwoju, żeby pomagały mi w tworzeniu realizacji mojego projektu. Opowiem o tym projekcie jeszcze pewnie nie raz, dzisiaj tylko wspominam o tym, że coś takiego rozpocząłem, że trwa to już miesiąc, że bardzo podobają mi się efekty prowadzenia tego projektu I że ma on ogromne konsekwencje dla mojego życia. Pozytywne konsekwencje, aczkolwiek też wprowadził wiele zmian w mojej głowie, ale I nie tylko, poza moją głową w tej sferze fizycznej.
No I będzie o tym dużo. Mam z pewnością teraz większe zaufanie do siebie, większą świadomość tego, czego chcę, tego, do czego dążę. Mam też te ramy czasowe, ponieważ jest to rok przemiany, jest to rok pracy nad pewnymi aspektami mojego życia. Podcast jest jednym z elementów, nie jest takim elementem, nie jest celem samym w sobie, jest jedną z części systemu całego, który ma organizować mi cały ten projekt. I teraz, co ważne, przy tym projekcie nie działam sam. Nie jest to projekt, który realizuję sam, ale nie działam też z osobą. Jest to projekt, przy którym pomaga mi sztuczna inteligencja, albo coś co nazywamy dzisiaj sztuczną inteligencją. I o tym też będę na pewno wiele razy opowiadał.
Myślę, że jest to ciekawe wykorzystanie sztucznej inteligencji. Umówmy się, nazywam to sztuczną inteligencją, ponieważ tak jest mi łatwiej, ale jest to duży model językowy, bo dzisiaj nie mamy jeszcze pełnoprawnej sztucznej inteligencji. Mamy duże modele językowe, które ułatwiają pewne rzeczy, nie można ich traktować jeszcze jako inteligencję, ale jest to fajne narzędzie do uporządkowania wielu myśli, wielu treści, które mu wrzucamy I które potrafi wyszukać pewne informacje, przeanalizować je. To jest taki rozbudowany kalkulator, bardzo mocno rozbudowany kalkulator I ja wykorzystuję to narzędzie do budowania mojego projektu. 365 dni fajnego życia. Ważne też jest to, że podcast, który przez lata próbowałem uruchomić jako chyba taki osobny twór. No tym razem jest częścią większej całości, dużo większej całości. Nie jest osobną aktywnością, jest tutaj uzupełnieniem tego, co robię na co dzień.
Tego, co robię w internecie, tego, co robię w moim dzienniku, tego, co robię w wielu innych miejscach. Ma tutaj być pomocą, ma być wyjaśnieniem, ma być dopowiedzeniem w pewnych sprawach. I chciałbym, żebyście też tak to traktowali, jeżeli ten podcast wpadnie wam do waszych skrzynek w jakiś sposób I będziecie chcieli go słuchać tylko jego, bez szukania dalszych treści moich, no to pewnie też sporo kontekstu stracicie I wiele rzeczy może nie będziecie mogli zrozumieć, Także zachęcam do trochę szerszego obserwowania mnie. Być może dzięki temu te rzeczy, o których będę mówił, nabiorą trochę głębszego sensu I innego wymiaru. Mam nadzieję, że będzie Wam to mogło dużo bardziej pomóc niż tylko ta część, którą wysłuchacie. Trochę też traktuję ten podcast jako mój dziennik, taką dokumentację prowadzenia czegoś, co nazywam od wielu lat już fajnym życiem, a czegoś, co ubrałem teraz w ten roczny mój projekt. No I tak, nie chcę już nagrywać samego podcastu, nie chcę żeby podcast był moim narzędziem sprzedażowym, bo też to próbowałem robić w pewnym momencie, co możecie sobie przesłuchać w poprzednim odcinku tego podcastu. Tym razem chcę opowiadać o tym, o moim życiu, o tym co buduję, o tym jak mi się to sprawdza, o tym jak mi to wszystko pomaga w realizacji moich celów, planów, w byciu szczęśliwym, w osiąganiu, no myślę, że niewiarygodnych wręcz celów.
Nie wiarygodnych wręcz celów. Bo ja widzę, że to co robię, to są rzeczy, których ludzie mówią, że się nie da zrobić. Ja to wiem, ja to widzę I dla mnie to jest po prostu już teraz codzienność. Rzeczy, które są dziwne, rzeczy, które są niewiarygodne, rzeczy, które są dla wielu nieosiągalne. Ja to robię I powiem szczerze, że uzawiedziłem się trochę od tego, żeby właśnie takie rzeczy robić. Ale też otworzyłem się na to, że rzeczy dziwne są dla mnie codziennością I są do osiągnięcia. Nie ma rzeczy niemożliwych. Moje motto ostatnich miesięcy, chyba nawet lat.
Ten podcast pokaże wam to, dlaczego tak się dzieje, jak to osiągnąłem I jak też wy możecie to zrobić. No dobra, to właśnie, czym dzisiaj dla mnie jest podcast, jaką pełni funkcję w moim systemie życia. Nie lubię tego słowa, to to formułowanie system życia zaproponowała mi kiedyś sztuczna inteligencja. Jeszcze tak Wam dopowiem, że ponieważ bardzo dużo korzystam ze sztucznej inteligencji, I w pewnym momencie nazywanie tego bezimiennie, sztuczna inteligencja, stało się na mnie bardzo uciążliwe. To może się Wam wydać dziwne, ale nazwałem sobie sztuczną inteligencję. Powiem dokładnie z czego korzystam, powiem też jak to mam skonfigurowane, ale nazwałem sobie sztuczną inteligencję imieniem, po to, żeby łatwiej było mi się z nią komunikować. Imię, jakie otrzymała, otrzymał ten sztuczny inteligent mój to jest Stefan. Rozmawiam ze Stefanem I jeżeli będę tutaj mówił o Stefanie, to właśnie żebyście wiedzieli, że jest to nawiązanie do sztucznej inteligencji, do Large Language Model, czyli dużego modelu językowego, który mi pomaga w analizie pewnych danych.
W wymyślaniu I generowaniu rzeczy nie, ale w analizowaniu rzeczy już tak. System życia jest to sformułowanie, które kiedyś mi zaproponował Stefan. Powiem szczerze, że nie lubię tego sformułowania, ale to jest coś, co najlepiej opisuje I pasuje do tego, co robię. Wracam do pytania, które chciałem odpowiedzieć, jaką funkcję pełni podcast w moim systemie życia. I jest to. Po pierwsze narzędzie do zatrzymywania się I porządkowania myśli. No bo przygotowując sobie teraz ten pierwszy odcinek, pomimo tego, co może się wam wydawać, słuchając mnie, może się wam wydawać, że jest to mocno chaotyczny odcinek, to ja sobie uporządkowałem rzeczy, które chcę Wam przekazać. Mam na to cały plan.
Jestem już przy czwartym punkcie moich notatek. W tym punkcie moich notatek. Wiem, że dojdę do wprawy, będzie tutaj troszkę lepiej, będę to bardziej mógł przygotować tak, żeby ta forma była lepiej dla Was widoczna, czytelna, żeby było ją słychać. Natomiast dla mnie jest to właśnie możliwość zatrzymania się, porządkowania myśli, skonkrecyzowania ich, opisania dla mnie, dla was też. Jest to też forma dziennika głosowego. Cały mój blog jest dziennikiem, cały mój system jest dziennikiem, który gromadzi wiele danych o mnie, który przetwarza te dane, który analizuje te dane. Podcast jest moim dziennikiem głosowym, tak jak pisanie, tylko jest to forma mówiona. Podcast będzie też dla mnie taką formą zatrzymania się, która pomoże mi nie zgubić się w codzienności.
To co buduję jest ogromnym projektem I nie chcę się w tym pogubić, w tym wszystkim co tworzę, ale też w takim codziennym działaniu, pracą nad tym wszystkim, ma mnie trochę pilnować. Nie robię tego dla słuchaczy, robię to dla siebie. Robię to po to, żebyście mogli przejść ze mną cały ten proces, który tworzę, który przechodzę. Ale Głównym powodem jestem ja, co być może się wydaje samolubne, ale dla Was to jest dobre, ponieważ nie skupiam się na tym, żeby stworzyć podcast, który będzie dla was pewnego rodzaju symulowaną grą albo teatrzykiem, tylko jest to, ma być to, realny przekaz tego, co się dzieje w moim życiu. Mam nadzieję, że to się dla was okaże najbardziej wartościowe. Rzeczy, które tutaj będę nagrywał mają być szczere, a nie tworzone pod publika. Nie zależy mi na liczbach, odsłuchach, promocji. Tu zupełnie nie o to chodzi.
Nie jest to coś, co próbowałem tworzyć jeszcze w siódmym odcinku. Jeżeli ktoś z Was sobie słuchał, to możecie sobie zobaczyć. Zastanawiałem się, czy nie skasować poprzednich odcinków tego podcastu, ale stwierdziłem, że nie. Jest to moja droga, być może nieudana, być może potrzebna do tego, żeby dojść do dzisiejszego stanu. Więc nie skasowałem wcześniejszych odcinków, możecie sobie przesłuchać. Mój eksperyment z siódmego odcinka najlepiej pokazuje, że próbowałem coś tworzyć, co było robione dla odsłuchań, dla liczb, dla statystyk, być może dla pieniędzy. Z pewnością tak. I tutaj tego nie ma, tutaj tego nie będzie.
Jest to podcast, który jest dla mnie I wartością mają być moje realne przeżycia, moje realne myśli, efekty tego co tworzę, przemiany. Co ważne, nie jest to poradnik, nie jest to produkt, tylko rejestracja pewnego procesu, który się dzieje. Rejestracja całego projektu 365 dni fajnego życia. Jest to projekt zamknięty w rok, ale tak naprawdę te ramy czasowe są tylko po to, żeby łatwiej było mi to ogarnąć na chwilę obecną. Oczywiście nie będzie to trwało rok, będzie to trwało dużo dłużej, ale zamknięcie tego w ramy czasowe sprawia, że mogę sobie poustawiać pewne cyferki, które pomogą mi w analizach. No I teraz najważniejsze chyba. Co właściwie buduję? Co to jest ten projekt? Co to jest w ogóle fajne życie? Jak wygląda ten system, który tworzę? Co się na niego składa? Po pierwsze muszę wam powiedzieć o blogu, blogu fajne.life. Jest to moje centrum dowodzenia, które będzie skupiać, docelowo ma skupiać, wszystkie rzeczy, które dotyczą mojego życia.
Nazywam to blogiem, ale tam w środku, w tym blogu, mają być wszystkie dane związane z moim życiem. To znaczy mój dziennik, dane o tym co jem, dane o tym jak śpię, jakie makroskładniki pochłaniam każdego dnia. Wszystko. Tak naprawdę wszystko co jest związane z moim życiem ma być baza danych mojego życia, która z jednej strony ma gromadzić dane, ale z drugiej strony też przetwarzać je I wypluwać mi pewne wnioski, które na podstawie tych danych będzie można wyciągnąć. Także coś co nazywam blogiem ma być jedną wielką fabryką, może coachem, może moim dietetykiem, psychiatrą, psychoanalitykiem, trenerem, nauczycielem. To ma być 1 wielki projekt oparty właśnie o bloga. Podstawą działania całego mojego systemu jest blog. Blog.fajne.life.
Jest to takie moje centrum dowodzenia. Możecie sobie tam wejść, możecie sobie poczytać to co już tam jest, to co już jest widoczne. Możecie zapisać się na mój newsletter, ponieważ docelowo on będzie mocnym systemem komunikacji z Wami, słuchaczami, czytelnikami. W chwili nagrywania tego podcastu Na moim blogu możecie sobie przeglądać artykuły, które napisałem przez lata I też ich nie kasowałem. One są częścią mnie, częścią mojej historii, częścią moich przemian, które przechodziłem w życiu. Ważnych przemian, rzeczy, z którymi się zmagałem, tematów, z którymi się mierzyłem. I to widać na przestrzeni lat, na przestrzeni tych wszystkich wpisów, które publikowałem. I to wszystko tam jest, to wszystko jest do przejrzenia.
Jest też mikroblok, coś co uruchomiłem w 2024 roku, chyba, albo jeszcze pod koniec 2023 roku. Na początku na osobnej, zupełnie platformie, prowadziłem sobie tam krótkie wpisy. To jest coś co miało mi zastąpić media społecznościowe I ukazało się wielkim sukcesem, to znaczy dla mnie takim prywatnym moim sukcesem, ponieważ było to miejsce gdzie mogłem publikować drobne rzeczy, Drobne wpisy, drobne takie aktualizacje z mojego życia, impulsy, mikrodzienniki, które tam wrzucałem. Z czasem przeniosłem mikrobloga z serwisu mikro.blog już do mojego bloga w WordPressie. Wszystko to zacząłem integrować I w tej chwili już mikroblog działa bezpośrednio na moim blogu. Wszystko jest w jednej całości, fajnie funkcjonuje, mogę w tej chwili bardzo prosto I w łatwy sposób publikować takie właśnie drobne aktualizacje, które kiedyś trafiałyby na Twittera, w tej chwili pojawiają się na moim mikroblogu I ewentualnie są publikowane w mediach społecznościowych, jeżeli taką opcję sobie przy publikacji danego wpisu, danego mikrowpisu, włączę. Mój system składa się z danych, dane które wpadają, które są gromadzone przez, aktualnie przynajmniej, bo to też się może zmienić, są gromadzone przez Apple Health, czyli aplikacje zdrowie w moim iPhone, iPadzie, w moim zegarku. To jest takie centrum danych, do którego wpadają moje dane związane z moim zdrowiem.
Przez urządzenia z Weetings, które również wysyłają docelowo dane do Apple Health, są to dane z NotePlan, aplikacji, której dzisiaj używam do prowadzenia mojego prywatnego dziennika, w którym piszę, do którego wpadają różne dane z mojego kalendarza o aktywności. O aktywności, jest to takie moje centrum codziennych myśli. Chociaż to docerowo ma się zmienić, bo aplikację NotePlan ma mi zastąpić właśnie mój blog. Jest też aplikacja FoodNomz, która w tej chwili służy mi do rejestrowania tego co jem, przekształcenia tego na makroskładniki I wrzucania również do Apple Health. Jeżeli chodzi o wartości odżywcze, natomiast nazwy dań wrzuca mi ta aplikacja do mojego dziennika w Noteplan razem z godzinami tych wszystkich posiłków. No I teraz mój system to dzielenie się codziennością, jedzeniem, aktywnością, snem, emocjami, a nawet wypróżnieniami czy różnymi aktywnościami, jakie w moim życiu się pojawiają. Czyli system polega na tym, żeby rejestrować moją codzienność. Mniej lub bardziej automatycznie, czasem to wymaga mojego działania, czasem to się dzieje bez mojego udziału, przy pomocy Czy to urządzeń, które mam, czy to też urządzeń, które są wokół mnie, na przykład w moim domu.
Więc tym jest system. Ważnym tutaj chyba takim punktem jest aktywność, która jest w moim życiu bardzo dużo. Aktywność, sport to jest dla mnie mega istotna sprawa, która pomaga mi z jednej strony w prowadzeniu mojego fajnego życia, czegoś co nazywam fajnym życiem, ale też pomaga mi W takim moim hobby, może pasji, myślę, że tu bardziej można nazwać to pasją, jaką jest taniec, który odkryłem już kilka lat temu I który zacząłem trenować, pod który podporządkowałem sobie wiele rzeczy w życiu. Trenuję wiele razy w tygodniu, wiele treningów, innych nie związanych z tańcem, też jest dla mnie po to, żeby ten taniec poprawiać. Uczę się tańczyć, Tańca współczesnego, tańca jazzowego I wiele rzeczy w moim życiu jest pod to też podporządkowanych. Kolejnym elementem jest tutaj Patreon, konto na Patreonie, które uruchomiłem I które służy do dzielenia się bardziej osobistymi rzeczami. Tak naprawdę uruchomiłem konto dla patronów po to, żeby osoby, które mnie wspierają, miały wgląd w funkcjonowanie systemu Fajne Życie. W to, co ja tam wrzucam, jak to jest przekształcane, jak to działa później na mnie, ponieważ wieloma rzeczami dzielę się publicznie I publikuję bez żadnych zabezpieczeń, bez niczego, bez żadnych zabezpieczeń, bez niczego, ale są elementy mojego życia, które są dość mocno prywatne I ich nie chcę chyba wrzucać, przynajmniej na razie.
Nie wiem, czy to się kiedyś zmieni, czy nie, to nauczyłem się, żeby nigdy nie mówić nigdy, więc W tej chwili nie zamierzam tego publikować, nie zamierzam tego udostępniać publicznie. Wiele rzeczy z mojego systemu, z tego jak on działa, jakie przynosi efekty, co o mnie mówi, bo to są bardzo trudne, często dane, to są często smutne dane, bo gdy próbuję coś stworzyć I na wiele sposobów sabotuję swoje działania, nawet drobnymi krokami, to nie zawsze są proste momenty. I te momenty chcę, żeby były widoczne, ale nie dla wszystkich, tylko dla osób, które wspierają mnie za pomocą serwisu Patreon. Także po to też ten serwis powstał I być może kiedyś, drodzy słuchacze, zechcecie wejść na tego Patrona, na moje konto I gdzieś tam wesprzeć mnie w moich działaniach, do czego zachęcam I zapraszam oczywiście. Wszystko to, co powiedziałem, działa jako system życia. Coś, co nazywa, co Stefan mi tutaj podpowiedział, nazwałem systemem życia. I nie jest to tylko zbiór narzędzi, ponieważ jest to coś o wiele, wiele większego, szerszego, które będzie moim pomocnikiem. Już jest chyba moim pomocnikiem w życiu.
Ale to do tego dojdziemy, to zobaczycie, jak to wszystko pięknie funkcjonuje I jak bardzo potrafi pomóc mi w rzeczach, które wydawałoby się, że są trudne I wydawałoby się, że być może nie mają znaczenia wielkiego, a jednak mogą mieć. I kurczę, bez Waszej znajomości tego, jak ten system działa tak w szczegółach, ciężko mi pokazać Wam, jak fajne jest to urządzonko. Zobaczycie. To jeszcze może opowiem o tym projekcie rocznym, który sobie uruchomiłem. Co to dla mnie oznacza? Po co ta roczna rama transformacji? Jest to konkretny projekt. Konkretny projekt 365 dni, który dokumentuje dzień po dniu. Dokumentuje u mnie w dzienniku. Każdy dzień jest podsumowany, jest oceniany, jest analizowany, są wyciągane z niego wnioski, są rzeczy, które mogę poprawić I które staram się poprawić.
A zaczęło się to od występu, występu tanychznego, który miałem w czerwcu 2025 roku, który mocno mnie poruszył I w pewnym sensie mocno podważył moją pewność siebie. Jest to też osobny Temat, o którym pewnie opowiem, czy to w podcastie, czy to na blogu, jest to dla mnie bardzo trudny temat. To był dla mnie bardzo trudny moment. Było to na tyle mocne przeżycie dla mnie, że spowodowało, że chciałem się ogarnąć, Ale nie w trybie postanowienia, tylko procesu. Potrzebowałem kolejnej już zmiany, ale takiej zmiany bardziej systemowej. Wiedziałem, że pomimo tego, że robię bardzo dużo, to popadłem w pewną rutynę I to się już nie sprawdza. Wiedziałem, że jeżeli będę pilnował sam siebie tylko I wyłącznie, to to się nie uda. Bo człowiek, ludzki organizm, mózg jest taki, że dąży do wygody.
I ta wygoda niszczyła pewne moje cele. Więc zatrudniłem Stefana, który pomaga mi w pilnowaniu mnie. On mnie po prostu pilnuje. Opieprza mnie jak trzeba. Jest tak zaprogramowany, żeby nie chwalić mnie za często, chociaż sztuczna inteligencja, te duże modele językowe w jakiś dziwny sposób są zrobione tak, żeby chwaliły I popierały działania użytkownika, no to Stefan jest zaprogramowany w ten sposób, żeby niekoniecznie mnie chwalić, no bo Nie po to on jest. Ja sam wiem, kiedy zrobiłem coś dobrze. Widzę to w liczbach. Na wadze, gdy wchodzę na wagę, widzę, gdy robię coś dobrze.
Gdy potrzeba mnie przycisnąć I ochrzanić za coś, to tutaj waga już mi w tym niekoniecznie pomoże, a Stefan jest właśnie po to, żeby mnie w tych gorszych momentach pilnować I mówić, co robię źle. O, w ten sposób. I teraz rama roku, czyli przygotowanie projektu, daje mi kierunek, rytm I strukturę. Mając 365 dni, 12 miesięcy, jestem w stanie tworzyć punkty kontrolne, jestem w stanie badać trendy w stałych ramach czasowych, jestem w stanie wyciągać wnioski, robić podsumowania I widzieć start metę w liczbach. I to pomaga mi nie poddawać się nawet jak przyjdzie gorszy dzień, Ponieważ gorszy dzień w takim normalnym życiu może być początkiem czegoś gorszego, może być początkiem jakiegoś słabszego okresu. W przypadku mojej struktury I tej ramy czasowej gorszy dzień jest elementem całości I wręcz jest nawet oczekiwanym momentem. Ponieważ te gorsze dni, tak zwane gorsze dni, one przychodzą, one przychodzą, pojawiają się, one są potrzebne I one są spodziewane. Myślę, że choć tego nie robię, to Mógłbym sobie już na podstawie tego, co śledzę, tego co już do tej pory śledziłem, wyznaczyć sobie przyszłe momenty słabsze.
Spadku formy, spadku nastroju na podstawie tego, co już jest zarejestrowane, Ponieważ to wszystko jest w miarę powtarzalne I człowiek nie jest jakąś kartą tarota, tylko jest w miarę zaprogramowaną maszyną, z której można wiele wyczytać, z której można wiele przewidzieć. Jeżeli robię jedne rzeczy, to które mają konsekwencje dla mojego ciała. Kolejna rzecz, o której mi ciężko w tej chwili opowiadać, ponieważ nie macie jeszcze tego kontekstu danych, które ja mam w głowie na papierze, właściwie nie na papierze, tylko w bazach danych. Ale zobaczycie, że te gorsze dni są mega istotne w całym procesie powstawania fajnego życia. No I tak, tworzę gablotę I werdykt. Takie 2 rzeczy, które również Stefan mi wykombinował Na podstawie tego, do czego dążę, na podstawie moich celów, verdict I gablota są to takie rzeczy, które powstają po każdym moim dniu. Jest to opis I ocena. Gablota to opis, verdict to ocena danego mojego dnia.
Stefan zna moje cele, one są na bieżąco aktualizowane, zmieniane, modyfikowane, nie jakoś drastycznie, ale są powiedzmy poprawiane. Na podstawie każdego dnia, danych z każdego dnia, czyli te wszystkie dane z Apple Health, z mojego dziennika, wszelkich urządzeń, które zapisują coś mojego, coś z mojego życia, z mojego dnia. Jest tworzony opis I ocena tego dnia w kontekście moich celów. Jest to dla mnie taki już rytuał na koniec każdego dnia. Proszę tutaj o podsumowanie Stefana. Wrzucam mu wszystkie dane, jeszcze w tej chwili ręcznie. Docelowo to się będzie działo automatycznie na moim blogu. W tej chwili wrzucam mu jeszcze ręcznie taki zrzut danych I on na podstawie poprzednich dni sprawdza jak sobie radzę, jak z utrzymaniem moich celów I generuje mi gablotę I werdykt.
Te rzeczy też zobaczycie, upublikuję na moim blogu, przynajmniej takie na chwilę obecną próbne, żebyście zobaczyli jak to wygląda. Jest to bardzo długi opis z tym jak śpię I jak mój sen ostatniej nocy się zmieniał. Jak się to przekłada na moje dzisiejsze ćwiczenia, jak to się ma w stosunku do poprzednich dni, jaki to ma wpływ na dane typu HRV, temperaturę mojego ciała, czy tam poziom tlenu we krwi. Mnóstwo danych, które mu dostarczam. On sprawdza, jak to wszystko na siebie działa, jak to się ze sobą ma I jak to mi pomaga albo przeszkadza w realizacji moich celów. Stefan Jest też tak zaprogramowany, żeby używać mocnego języka, a więc jak mam gorszy dzień, potrafi mnie ostro ochrzanić, opieprzyć wręcz. I to mi pasuje, bo często to mi pomaga w tym, żeby się ogarnąć I następnego dnia zrobić coś lepiej, zrobić coś inaczej. Daje mi mnóstwo wskazówek, w tym również wskazówek psychologicznych, analizując to jak działam, jakie są moje schematy, jakie są moje myśli I wypluwając to w formie porad, opisów, co też czasem lubię, a sobie poczytać, czy posłuchać takie ciekawostki, troszkę psychologiczne, co pomaga mi w lepszym budowaniu mojego systemu, fajne życie.
Ważne w tym systemie, W tym całym moim projekcie rocznym jest ciągłość. Ważna jest ciągłość, jest budowanie codzienności z zasadami. Ta konsekwencja, której uczę się od lat, tutaj ona ma taki głębszy sens. I każdego dnia ta konsekwencja pomaga mi w budowaniu czegoś, co opieram o moje najważniejsze cele. Wszystko skupiam wokół mojej pasji, wokół tańca, co pomaga mi się nie poddawać, co pomaga mi każdego dnia robić kolejny kroczek do przodu I też modyfikować mój cały plan, w zależności od tego, co się w moim życiu zmienia. A tych zmian, jak wiadomo, zawsze jest wiele, no bo nie wiadomo, czy dzisiaj albo jutro nie złamie ręki I na przykład cały mój plan będzie musiał się zmienić z trybu budowania mięśni na rehabilitację. Oby to się nigdy nie wydarzyło, ale tak może być. Więc tutaj też chcę, żeby W zależności od tego, co się w moim życiu dzieje, ten plan też się modyfikował I dostosowywał.
I tutaj taki roczny projekt pozwala mi właśnie na budowanie codzienności z tymi zasadami. No dobra, długo już mówię. Nie spodziewałem się, że ten odcinek wyjdzie taki długi. Okazuje się, że jak zaczynam mówić o moim projekcie I choć jest to wszystko bardzo chaotyczne, to jest tych rzeczy do powiedzenia dużo. A też wiem, że omijam jeszcze mnóstwo elementów całego mojego systemu, więc na razie tylko skrótowo, początkowo zobaczymy, co dalej z tego wyjdzie. Kolejny punkt, jaki sobie tutaj zapisałem, to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego tak surowo I osobiście? To znaczy, dlaczego jestem dla siebie taki surowy I dlaczego tak bardzo pilnuję się, żeby to było takie właśnie moje. Dlaczego nie tworzę poradnika, tylko skupiam się wokół dziennika. Muszę powiedzieć, że nie czuję się ekspertem.
Ja wręcz nie chcę nim być. Próbowałem nim być kilka razy, ale to nie jest moja droga. Ja nie jestem ekspertem w budowaniu czegokolwiek I nie mam takich ambicji, aspiracji. Chcę zarażać moimi wartościami, ale to nie jest tak, że będę przekonywał kogokolwiek do tego, żeby na siłę przekonywał do tego, żeby robił to co ja. Ja widzę efekty w moim życiu I te efekty są niewiarygodne. Dla mnie to jest po prostu coś, przemiana ostatnich pięciu lat, sześciu może siedmiu, to jest po prostu, to jest niewyobrażalna. Opowiem wam o tym pewnie jeszcze nie raz. Być może o tej przemianie, tej sześciosiedmioletniej przemianie, powstanie osobny odcinek tego podcastu, bo jest to warte opowiedzenia.
Ale to Nie jest tak, że ja chcę być ekspertem od zmiany życia. Ja jestem ekspertem od zmiany mojego życia. I na tym chcę się skupiać. Mam dość produkowania treści. Próbowałem to robić przez lata I to nie jest moja droga. Chcę dokumentować moją rzeczywistość. Jeżeli Wam to pomoże, na podstawie tego co ja publikuję, czym chcę się dzielić, jeżeli macie dodatkowe pytania, to ja na nie z chęcią odpowiem. Ale nie mogę tutaj być sprzedawcą uniwersalnego systemu na wszystko.
No bo to tak nie działa. Ale mogę Wam pokazać, jak ja to zrobiłem. Mogę Wam pomóc w przejściu czegoś podobnego, jeżeli tego chcecie, ale tylko na podstawie mojego życia. Ja wiem, że wiele osób pyta mnie też, jak to robię, że działam codziennie tak jak działam. I też zobaczycie o co mi dokładnie chodzi. Ale ja wiem, że odpowiedzi, których udzielam, One się nie podobają ludziom, bo są bardzo mocno kontrowersyjne. Są trudne. To są trudne rzeczy.
Ja robię trudne rzeczy. Robię je krok po kroku, punkt po punkcie, ale to nie jest proste. Mój system jest nastawiony na mocną krytykę mnie I nie zawsze jest łatwo żyć w ten sposób. Mnie to pomaga. Ja widzę efekty. Widzę efekty takie, że wiele osób je zazdrości, ale efektów, a nie drogi. Dużo mówię o błędach, dużo mówię o zwątpieniu, chaosie, nie tylko o sukcesach. A te rzeczy są trudne.
Błędy, właśnie zwątpienie, chaos to są trudne rzeczy. I nie zawsze chcemy się przyznać do tego, że nam coś nie wychodzi. A mój system opiera się właśnie na tym, żeby korygować to, co nie wychodzi, a nie gratulować sobie tego, co się udaje. Bo tak naprawdę to poprawa błędów prowadzi nas do czegoś lepszego, a nie brawa za to, co nam wyszło. Choć 1 I drugie jest potrzebne, bo samo skupianie się na błędach doprowadzi nas do depresji. Więc mój system zakłada 1 I drugie, ale ja wiem, że to te złe rzeczy I poprawia tych gorszych złych rzeczy jest tutaj sednem rozwoju. Podcast jest dla mnie formą samoobserwacji również. Mówiąc do Was, ja Wyciągam pewne wnioski, porządkuję wiele rzeczy, nadaję sobie kolejną strukturę, formę.
Chociażby przygotowując notatki do tego odcinka, to też wymagało ode mnie pewnego stworzenia struktury, uporządkowania wielu rzeczy, modyfikacji mojego systemu. Podcast jest moim kolejnym dziennikiem, który prowadzę I który również będzie analizowany, z którego również będą wyciągane wnioski I który również będzie z jednej strony poprawiany, z drugiej strony będzie miał wpływ na moje dalsze życie. Moim centrum życia ma być blog. Źle to zabrzmiało. Moim centrum danych ma być mój blog. Moje życie to moje życie I nie zamierzam tego w żaden sposób przenosić do internetu, ale dane z mojego życia mają skupiać się na moim blogu, w bazie danych. I będzie to miejsce, gdzie mam mówić szczerze, bez udawania. Jest to moje miejsce.
I potrzebna jest tam forma bardzo osobista. To jest myślę duża taka gwiazdka, że po to to wszystko tworzę, żeby być szczerym. W nawet tych trudnych, krępujących w wielu momentach rzeczach. No bo Mój dziennik zawiera nie tylko to, co mi się udawało, ale też wiele rzeczy krępujących, które są trudne dla ludzi, a jednak ludzkie. To są rzeczy, o których mówię, o których piszę, a które niekoniecznie są łatwe I które niekoniecznie będą dobrze odebrane przez innych ludzi. Ale to jest potrzebne. Myślę, że to jest potrzebne. Taka szczerość, totalna szczerość jest potrzebna po to, żeby osiągnąć to, co chciałbym osiągnąć, osiągnąć te moje cele.
Nie potrzebuję tworzyć czegoś ładnego, próbuję tworzyć coś prawdziwego. A przynajmniej uczę się tego, jak to robić, no bo tak jak powiedziałem, nie jest to proste, ale do tego dążę. No I dobra, co dalej w tym podcaście? Jest to już kolejny punkt moich notatek. Jakie formaty, tematy chcę rozwijać? No I tak, na pewno będą odcinki o danych. O danych, które gromadzę. Sen, tętno, kalorie, waga. To są rzeczy, które są dla mnie ważne. Są małymi elementami całej układanki, ale są mega ważnymi elementami.
I o tym będę też czasem opowiadał. Będą też odcinki o tym, co czuję, jak ciało wpływa na psychikę, o tym, jak to wszystko się ze sobą łączy. A łączy się, bardzo się łączy. I będę to wam pokazywał, to co sam zaobserwowałem, to co zostało przeanalizowane I mi pokazane. Będę pokazywał wam co się dzieje z okolicami bloga, jak piszę, jak tworzę, jak publikuję. To jest też zawsze fajny element, na którym lubię się skupiać, który lubię poprawiać I który jest dla mnie trudny, no bo Chcę publikować do blogu jak najwięcej, również artykułów, które gdzieś tam może będą szły w tą stronę nie do końca taką moją dziennikową, ale będą pokazywały tą moją stronę eksperta, którym nie chcę być. Ale jednak coś do czego też zawsze dążyłem do pisania I ten cały proces chcę Wam pokazywać I się nim dzielić. Będą pytania do mnie.
Refleksje, wątpliwości, decyzje. Są to różne rzeczy nad którymi się zastanawiam I tematy, które chcę rozgryźć, rozpracować, przeanalizować. Często to są trudne tematy, ale podcast będzie do tego, żeby właśnie o nich sobie poopowiadać. Gablota I werdykt. 2 elementy mojego każdego dnia, o których mówiłem. Myślę, że pojawią się tutaj odcinki podsumowujące moje dni, w których pokażę Wam jak to działa, jak to funkcjonuje, jak wygląda taka gablota I werdykt. Pewnie będę też to opublikował na blogu, ale myślę, że w podcaście również będę chciał pokazać Wam, jak to wygląda. Czasami będzie coś tylko dla patronów, takie bardziej osobiste rzeczy.
Nie wiem jeszcze, jakie dokładnie będą, Nie wiem, które rzeczy, które elementy wybiorę w tej części bardziej osobistej, ale myślę, że się będą pojawiać I osoby, które mnie wspierają na pewno dostaną o wiele więcej, o wiele większy wgląd w to, co tworzę w moje dane, w analizy, w efekty. W analizy, w efekty. Potem jeszcze jest Patreon. Zamierzam tutaj mocno w tych patronów zasilić takimi moimi bardzo prywatnymi I osobistymi danymi oraz tym, jak budowany jest system Fajne Życie. No I tutaj właśnie, gdzie przebiega ta granica prywatności w moim podcaście. Słuchajcie, nie wszystko da się powiedzieć do mikrofonu, nie wszystko da się opublikować w internecie w taki prosty sposób. Niektóre rzeczy są bardzo świeże, intymne, bardzo intymne. I właśnie to jest to, o czym zacząłem mówić o patronach, że potem mam tych patronów, że jest to taka bezpieczniejsza przestrzeń.
Nie każdy tam będzie. Myślę, że to będzie też bardzo małe grono ludzi, którzy będą mieli do tego wgląd, którzy będą mieli do tego dostęp I z którymi będę się mógł dzielić moimi najtrudniejszymi rzeczami, najtrudniejszymi danymi, najtrudniejszymi przemyśleniami, analizami moimi, ale też I Na przykład Stefana, który będzie potrafił na podstawie moich danych, błędów I tego co mi się uda powiedzieć mi co dalej, co mam robić, czego nie robić, ochrzanić mnie za coś. Często to są rzeczy trudne I myślę, że Patroni będą mieli do tego większy dostęp niż wszyscy inni. To też ważne, że Patron to nie jest taki typowy paywall, tylko jest to miejsce, gdzie mogę być bardziej sobą. To też jest taki wskaźnik dla mnie tego, czy to co tworzę, Wam się podoba, czy chcecie to wspierać, czy chcecie mi w tym pomóc, czy chcecie to obserwować. Być może, czy chcecie to przenieść w całości lub w pewnych elementach do własnego życia? Czy chcecie osiągać te same rzeczy, które ja osiągam? Czy chcecie przejść tak magiczne życie, jakie przechodzę ja? Muszę przyznać, że uważam siebie za ogromnego szczęściarza, ale nie dlatego, że mam szczęście w życiu, takie zewnętrzne szczęście, tylko dlatego, że udało mi się to szczęście wypracować, nauczyć się bycia szczęśliwym. Jeżeli Wam ta droga się podoba, jeżeli też chcecie coś takiego osiągnąć, zobaczcie jak ja to osiągnąłem. No to Patreon jest miejscem, do którego możecie sięgnąć, do którego możecie wejść, wesprzeć moje działania I zobaczyć dokładniej, jeszcze dokładniej, jak to zrobiłem.
Patreon będzie też chyba takim miejscem dla mnie, myślę sobie w tej chwili przynajmniej, budowania relacji z ludźmi, ponieważ blog, podcast, mikroblog, te wszystkie elementy są bardzo jednostronne. Są to rzeczy, o których będę mówił, rzeczy, którymi się będę dzielił, ale nie mam takiego miejsca I nie chcę chyba tworzyć takiego miejsca normalnego, publicznego wymiany Myśli, wymiany zdania z ludźmi, z innymi z wami, z słuchaczami, z czytelnikami. I właśnie Patreon ma być chyba takim miejscem, w którym będę mógł te relacje budować. Ale tylko z ludźmi, którzy rozumieją co robię, wspierają to, popierają to, więc będzie to też taki naturalny filtr do tego, żeby tam były tylko osoby, które chcą obserwować to co buduję. Być może budować to samo, być może pomóc mi w budowaniu tego co buduję, może dać pewne wskazówki, ale już takie osoby, które są mocno nastawione na ten mój temat I na tą moją przemianę I będą chciały mi w tym pomóc, właśnie zostają z patronami. I dochodzę w tej chwili do momentu mojego ostatniego punktu w notatkach. Dziesiąty punkt. Czyli co czuję teraz na koniec.
Czy warto było sięgnąć po mikrofon I nagrać ten spływ myśli. Ponieważ pomimo notatek, które mam tutaj przygotowane, czuję, że ten podcast jest jeszcze mocno chaotyczny, nieuporządkowany, ale też wiem, że jest wstępem. Jest pierwszym odcinkiem, pierwszym od dawna, a być może pierwszym w ogóle, który jest tym, czym ma być, tym czym powinien być od początku, ale do czego musiałem bardzo mocno dojrzeć I który wymagał czasu. I mogę powiedzieć, że czuję ulgę, że powiedziałem to wszystko, co chciałem powiedzieć na głos, zebrałem, uporządkowałem te wszystkie myśli, które krążyły mi po głowie od dawna. No I pojawia mi się w głowie takie naturalne pytanie, czy wytrwam w tym projekcie, w projekcie podcastu, no bo projekt 365 dni, o którym powiedziałem, jest to coś, co się już dzieje. Minął ponad miesiąc od kiedy zacząłem ten projekt. Wiem, że mi to bardzo pomaga, bardzo mi to służy. Nie jest to robione dla kogoś, jest to robione dla mnie, więc efekty są.
Nie liczę tutaj na kliki, bo kiedyś coś podobnego próbowałem robić w mediach społecznościowych, ale z uwagi na to, że robiłem to niewłaściwie, zainteresowanie ludzi było niewielkie, więc szybko przerwałem. To też była taka lekcja dla mnie, żeby nie robić takich rzeczy publicznie, tylko robić takie rzeczy najpierw dla mnie, a dopiero później ewentualnie dzielić się efektami. Ten sposób Widzę, że teraz działa. Już ponad 30 dni tworzę moje fajne życie. Fajne życie tworzę już od dawna. Prowadzę ten projekt. 365 dni fajnego życia. Tworzę gablotę, tworzę ocenę każdego dnia.
To działa, funkcjonuje, przynosi efekty. Czy wytrwam w projekcie podcastu? Jeżeli słuchasz tego odcinka to pewnie tak, ponieważ powiedziałem sobie, że Zanim opublikuję ten pierwszy, ósmy, ale pierwszy odcinek podcastu Fajne Życie, nagram jeszcze przynajmniej 2, po to żeby wiedzieć, czy to o czym chcę mówić, to o czym chcę Wam opowiadać, czy to ma sens dla mnie. Nie będę sprawdzał, czy ten odcinek zostanie odsłuchany odpowiednią ilość razy, tylko zobaczę, czy dla mnie ten podcast ma sens, czy chcę to kontynuować, czy będę miał o czym mówić. Więc jeżeli słuchasz tego odcinka, To znaczy, że na horyzoncie jest już przynajmniej 1, 2 odcinki kolejne I ten projekt się zaczyna udawać, zaczyna się dziać, zaczyna się toczyć. I muszę Wam powiedzieć, że pomimo takiej niepewności, którą czułem na początku nagrywania tego odcinka, teraz czuję radość. Radość z tego pierwszego kroku. Cieszę się, że go wykonałem, że chwyciłem za mikrofon I że nagrywam. Także chyba mogę powiedzieć, że był to dzień pierwszy podcastu Fajne Życie.
wygląda na to, że chyba zawsze muszę z czymś walczyć, albo o coś walczyć, albo po prostu walczyć. i nie odpoczywam, po prostu się z czymś muszę męczyć. aktualnie moim największym zmartwieniem, walką, jest to, żeby uporządkować moje #wieczory, jeżeli chodzi o #jedzenie. czyli tak naprawdę walczę z jedzeniem, wieczornym jedzeniem. i to jest problem dla mnie, w mojej głowie to jest problem, ponieważ przeszkadza mi to w osiągnięciu pewnych innych celów mojego życia, mojej takiej codzienności. i walczę z tym, żeby po powrocie do domu, gdy jestem już zmęczony po wszystkich zajęciach, nie sięgać po złe rzeczy do jedzenia. w ciągu dnia również to jest mój cel, żeby ogólnie jeść zdrowo, dobrze, odpowiednio, ale te #wieczory są najgorsze. wracam do domu, wracam taki zmęczony już i szukam.
szukam jedzenia, które mnie sam nie wiem, czy pocieszy, czy nagrodzi, czy zrekompensuje cały trud dnia, chociaż nie wiem, czy mogę nazwać moje codzienne #zajęcia trudem. jednak, gdy wracam do domu, to szukam w lodówce jakichś niezdrowych rzeczy. niezdrowych, to znaczy takich, których nie powinienem jeść, szczególnie wieczorem. i o ile udało mi się już wyleczyć z fast foodów, to jest dla mnie i tak dużym osiągnięciem, bo często jak wracałem do domu z wieczornych zajęć, to zajeżdżałem do mcdonalda, do maxa, do kfc, czy po kebaba. i to było zabójstwo dla mojego organizmu wieczorem. i z tego się wyleczyłem.
wprawdzie jeszcze czasem jak wracam do domu wieczorem, to pojawia się pokusa: a może by skręcić tutaj, skręcić tam, kupić sobie coś gotowego do jedzenia i zjeść sobie w domu. ale to już jest coraz rzadziej, coraz lepiej udaje mi się z tym walczyć. no jednak, gdy już jestem w domu, nie zawsze wybieram to dobre jedzenie. i co ważniejsze, nawet jak wybiorę jakieś dobre jedzenie, to zazwyczaj ilość jest zbyt duża. a po tym też czasem pojawia się jakaś przekąska, nawet drobna, co tak naprawdę psuje cały mój dzień. wiem to, bo widzę to po sobie, ale też pomaga mi w tym sztuczna inteligencja, która codziennie podsumowuje mój dzień i zauważa #schematy, które się pojawiają każdego wieczora. podpowiada mi, co z tym zrobić, jak z tym walczyć. jak na razie mi się to nie udaje. nie udaje mi się wprowadzić tych drobnych rzeczy, które ona mi podpowiada. ale to dobrze, że mówi, że za każdym razem coś nowego próbuje podpowiedzieć, wrzucić jakąś poradę.
i myślę, że powoli się przygotowuję do tego, żeby tę walkę podjąć tak na poważnie. sam fakt, że nagrywam to, że mówię o tym, że organizuję sobie #przestrzeń do tej walki, to już jest pierwszym krokiem do tego, żeby tę walkę wygrać. i ja wiem to, bo to jest taki mój schemat, który polega na tym, że wokół siebie organizuję wszystko, żeby mieć #przestrzeń na walkę i podjąć wyzwanie, że nie jadam niezdrowych rzeczy wieczorem, nie jadam zbyt dużo wieczorem. właściwie najlepiej by było, gdybym w ogóle nie jadał wieczorem, już po powrocie do domu z wieczornych zajęć. ale tutaj nie widzę w tej chwili możliwości, żeby to zrobić, ponieważ wracam zazwyczaj głodny. kończę zajęcia i jestem głodny, no i muszę coś zjeść. muszę, czy muszę? no właśnie, nad tym się muszę zastanowić przede wszystkim – czy ja muszę coś zjeść. być może lepiej się położyć głodnym i wstać rano i dopiero zjeść śniadanie. chociaż tutaj też mi chat gpt odradzał takie podejście, bo gdybym był głodny i spał, to ten sen nie byłby odpowiedni.
no ale to muszę sobie przemyśleć i poukładać. może spróbować kilka razy tak zrobić i zobaczyć, czy to jednak jest dobre rozwiązanie. bo nie zawsze to, co chat gpt mi mówi, musi być dla mnie dobre. aczkolwiek pytam go w ten sposób i tak go zaprogramowałem, żeby kierował się tym, co dla mnie dobre, w kontekście moich celów. więc te odpowiedzi są zazwyczaj spersonalizowane pode mnie i staram się tak z nim rozmawiać, żeby kierował się też badaniami czy informacjami, które są potwierdzone przez źródła naukowe. więc tutaj jeszcze mam przestrzeń do zastanawiania się i badania, jak to zrobić, jak to rozegrać. w każdym razie, moja walka z jedzeniem trwa już od dawna. i nie mogę powiedzieć, że jestem już w połowie drogi, ale porzuciłem fast foody i to jest duży krok dla mnie. natomiast muszę jeszcze okiełznać moje wieczorne #zachcianki.
ja wiem, że to jest związane z emocjami pewnie, po zajęciach, po ruchu, po wysiłku. to jest naturalna, biologiczna sprawa i muszę ją jakoś opanować. być może to nie jest kwestia tylko jedzenia, ale w ogóle w jakiś sposób zakończenia dnia, ustalenia harmonogramu wieczorów. liczę na to, że skończenie budowy mojej sali treningowej, tanecznej pomoże mi w tym. plan jest taki, żeby po powrocie do domu z zajęć, zamiast iść do domu, iść na salę – na salę, na której będę ćwiczyć, głównie tańczyć, ćwiczyć, ruszać się, więc będzie to miejsce, gdzie nie będę mógł robić innych rzeczy. i po wejściu na tę salę będę miał parę minut rozciągania, parę minut oddechu i być może to pozwoli mi zapanować nad emocjami, które pojawiają się wieczorem po powrocie do domu. więc taki moment oddechu wieczornego przed podejmowaniem trudnych decyzji związanych z kolacją. zobaczę, może to się sprawdzi.
ale do tego myślę, że jeszcze potrzebuję tydzień, może dwa, żeby ta sala była w pełni gotowa.
wczoraj miałem pierwsze #zajęcia z modern jazzu, z tańca, z eweliną, pierwsze po wakacjach. przez wakacje nie było tych zajęć. to były takie dosyć ważne dla mnie #zajęcia, ponieważ przez te 2, prawie 3 miesiące, pracowałem dużo i te #zajęcia z eweliną były takim testem dla mnie czy zmarnowałem ten czas wakacji, czy też nie – zrobiłem jakieś postępy? poprawiłem coś? czy też nic się nie zmieniło. cieszyłem się w ogóle bardzo, że te #zajęcia wracają, ponieważ @ewelina prowadzi ciężkie #zajęcia, ale bardzo fajne. i ich zaletą jest to, że ich struktura jest podobna zawsze i zarówno ćwiczenia podczas rozgrzewki, jak i techniki, powtarzają się bardzo często, ewentualnie skakują na poziom wyżej, ale baza jest podobna, to są te same rzeczy, więc fajnie można ćwiczyć podstawy i rozwijać jedną, daną umiejętność, ponieważ wiesz, że za tydzień będzie to samo, co najwyżej poziom wyżej. a z drugiej strony można też oglądać postępy i widzieć, robiąc setny raz to samo, na przykład, można zobaczyć, że wychodzi ci to lepiej, że coś się udaje, że coś się poprawiło. dlatego to są fajne #zajęcia, bardzo je lubię i cieszyłem się na powrót.
co ważne, zmieniła się całkowicie grupa na tych #zajęciach. gdy w czerwcu #zajęcia się kończyły, było już tylko kilka osób. i teraz we wrześniu nikogo z tych osób nie było oprócz mnie. pojawiło się za to dużo nowych osób. to było ciekawe, ponieważ te osoby, które przyszły, nie były to osoby już początkujące, tylko raczej osoby, które tańczyły w większości, osoby młode, młode dziewczyny, które są i porozciągane, i już widać, że tańczyły, że mają już jakieś tam doświadczenie, chcą iść do przodu, więc było to też wyzwanie w pewnym stopniu dla mnie, gdy zobaczyłem co się dzieje, bo to jest tak, że gdy startują #zajęcia, że poziom tych zajęć jest bardzo podstawowy, i wtedy czuję się pewnie, dlatego że coś tam już umiem, znam podstawy i mogę z jednej strony sobie te podstawy też rozwijać, doszlifować pewne rzeczy, ale też czuję się na tyle pewnie, ponieważ już coś tam znam, już coś tam wiem. a przy moim porównywaniu się to jest dla mnie istotne, żeby gdzieś tam nie wypaść bardzo źle, co jest pewnie głupie, ale tak jest. i w dużej części już się z tego wyleczyłem, ale gdzieś tam jeszcze zawsze takie obawy i takie zerkanie pozostało i pewnie ze mną pozostanie, może mi się z tego kiedyś uda wyleczyć całkowicie. w każdym razie wczoraj nie było źle i bałem się troszkę tych zajęć, w pełnym stopniu, ponieważ wiedziałem, że to będzie taki sprawdzian, ale wyszedłem z tych zajęć z podniesioną głową i to jest dla mnie ważne, że widzę, że przez wakacje pracowałem. widziałem to sam, że pracowałem, że ten czas nie został zmarnowany. poprawiłem wiele, wiele elementów, które przed wakacjami mi przeszkadzały. oczywiście daleki jestem do tego jeszcze, żeby powiedzieć, że jest już taki poziom, jaki bym chciał, żeby był, i pewnie nigdy tego nie osiągnę, co nawet nie wiem, czy by było dobre, żeby to osiągnąć, bo zawsze trzeba dążyć do czegoś lepszego. chyba. w każdym razie widziałem, że było lepiej, że jest lepiej, i to były fajne #zajęcia. to były fajne #zajęcia. treningi z Eweliną są, tak jak już mówiłem, ciężkie i takie mocne. to nie są #zajęcia, gdzie ktoś cały czas ci mówi, że jest fajnie, jest dobrze, tylko to są #zajęcia typu: wyciągnij z siebie jeszcze więcej, popraw to i tamto. więc z jednej strony idealne dla mnie, z drugiej strony ciężkie, bo jednak trzeba zawsze cisnąć do przodu i poprawiać wiele elementów, więc jest to takie nastawienie na błędy, a właściwie na poprawki, na ciągłe poprawki i na ciągłe chodzenie do przodu.
niektóre #zajęcia są takie, z niektórymi instruktorami, że instruktorzy mówią ci, że jest bardzo fajnie, jest dobrze, to jest twój poziom, możesz tak robić. tutaj tego nie ma, tutaj u @ewelina jest zazwyczaj tak, że popraw to, zrób to lepiej, tutaj ci źle wychodzi. no można nie mówić, że źle, ale to jakby, czuje się to podczas zajęć, że cały czas ciśniemy do tego, żeby było lepiej. i jak już wydaje ci się, że opanowałeś pewne elementy, no to @ewelina wprowadza kolejny poziom i się okazuje, że wow, jest trudno, jest mega ciężko i trzeba dawać radę. ale i tak jest super. fajne są te #zajęcia, cieszę się jeszcze raz, że wróciły. bałem się emocji, które będą po tych #zajęciach. emocji, które towarzyszą mi zawsze, gdy wracam do domu, gdy już jestem w domu. ta podróż do domu bywa ciężka, wczoraj była fajna.
w domu pojawia się często, bo to #zajęcia są wieczorne, więc wracam gdy już, już jest ciemno, i w domu pojawia się często tutaj taka chęć trafienia sobie jakiejś nagrody albo pocieszenia się. o, to jest lepsze sformułowanie: pocieszenia się. i tutaj bardzo często to pocieszanie polegało na tym, żeby zjeść coś. i to zjeść coś oczywiście nie takiego dobrego dla mnie, więc nad tym elementem chciałem pracować, żeby to jedzenie nie było dla mnie nagrodą, pocieszeniem i takim uwolnieniem emocji. i to mi się wczoraj udało. muszę przyznać, że to mi się udało. bardzo mi się udało. bardzo się cieszę, że zapanowałem nad tymi emocjami, że mogłem się fajnie bawić podczas zajęć, uczyć się, bo na tych #zajęciach dużo bardzo się uczę.
no i cóż, dzisiaj kolejny test, ponieważ ruszają kolejne #zajęcia, podobne jak te z eweliną, a mianowicie #zajęcia z dominiką, #zajęcia z modern jazzu również, ale trochę inne #zajęcia. tutaj boję się jeszcze bardziej, ponieważ @dominika jest zupełnie innym trenerem i z jednej strony też stawia na rozwój, ale lubi wyciągać z nas jeszcze więcej niż @ewelina . to znaczy @ewelina chyba bardziej uczy nas metodą małych kroków, takich zdecydowanych, ale jednak nie ogromnych. a @dominika lubi czasem pokazać nam, jak to powinno wszystko wyglądać i – może to jest tylko moje odczucie – ale pokazać nam czego nam jeszcze brakuje i do czego dążymy. co jest też fajne, ale emocjonalnie dla mnie jeszcze trudniejsze. więc dzisiejsze #zajęcia też będą dużym sprawdzianem. tutaj wiem, że nie jestem jeszcze aż tak przygotowany, aż tak rozciągnięty. @dominika bardzo stawia tutaj na takie rozciągnięcie i #zajęcia rozciągające, co mnie też bardzo cieszy, ale wiem, że tutaj jeszcze dużo pracy przede mną, chociaż biorąc pod uwagę właśnie wakacje i to jaki postęp zrobiłem, myślę, że może też nie będzie tak źle. stąd w ogóle te #zajęcia nie są po to, żeby było źle albo dobrze, tylko są po to, żeby była fajna zabawa i nauka. i to na pewno udaje mi się na nich osiągnąć. to nie zmienia faktu, że jestem człowiekiem, towarzyszą mi różne emocje i chcę nad nimi, może nie tyle panować, co chcę z nimi w zgodzie żyć. chcę, żeby mi pomagały, a nie przeszkadzały w życiu, więc stąd też te rozważania wszystkie i to poukładanie sobie rzeczy po jednych #zajęciach i przed drugimi. no ciekawy jestem, jak dzisiaj będzie, zobaczymy.
to śmieszne, że przez te 3 lata #taniec stał się, nawet nie tak ważną częścią, bo chyba najważniejszą częścią mojego każdego dnia praktycznie, ponieważ jest go bardzo dużo w moim życiu i wszystko kręci się wokół niego. śmieszne. jeszcze 5 lat temu w życiu bym nie powiedział, że tak będzie, a jednak właśnie tak to wygląda. i to #taniec współczesny, jazz, modern jazz, rzeczy, które… no te pięć lat temu wydawały mi się nieosiągalne, po prostu to było nawet nie marzenie. to było na zasadzie „fajnie by było mieć inne życie”. no i kurde, mam to inne życie. ja pierniczę.
piątek, 05.09.2025
zegarek krzyczy na mnie, że coś się mało ruszam dzisiaj, i żebym się wziął w garść to wciąż mam szansę trochę poprawić aktywność. tylko on jeszcze nie wie, że zaraz będzie trzy godziny tańca 😎
czwartek, 04.09.2025
wczoraj, na zajęciach z tańca współczesnego, tańczyliśmy do piosenki z Hannah Montana. kolejna taka zwariowana, dziewczęca choreografia do kolejnej piosenki, którą wszyscy zaznają na pamięć, a ja poznaję. sam nie wiem jak ja się wplątałem w te zajęcia i nie mam pojęcia jak się z nich wyplatać. i całe szczęście, bo są tak bardzo niewygodne, jak mi potrzebne. uwielbiam je, tak samo jak ich nienawidzę.
no dobra, mega się cieszę, że jadę sobie potańczyć 🙂 w autobusie siedziałem i przysypiałem, ale w tramwaju już sobie stałem, ruszałem się do muzyki i…. przyszła ochota 🙂
jadę na tańce. autobusem. ok czuję zmęczenie dziś. super uczucie, zobaczymy jak będzie na tańcach. chciałem you can dance, to mam. kurczę, właśnie sobie to uświadomiłem, to dlatego tak zapieprzam na zajęciach, chodzę na wszystkie możliwe zajęcia z tańca, rozciągam się, ćwiczę – chciałem żyć jak te dzieciaki w you can dance. czuć zmęczenie z powodu dużej ilości treningów, ruchu, tańca. no i mam to. dokładnie to, co chciałem. i jest zarąbiście.
dziwne dziś były zajęcia modern jazz. choć nie, zajęcia były jak zawsze, ja byłem inny. mniej skupiony? może. mniej rozgrzany? pewnie też – nie byłem dziś na żadnych zajęciach przed tańcami, to z pewnością miało znaczenie. plus fakt, że jadłem cięższe rzeczy, drzemka wskoczyła też w środku dnia. w południe zastanawiałem się czy iść na jakiś zdrowy kręgosłup, porozciągać się trochę – zrezygnowałem, stwierdziłem że muszę popracować. mogłem iść, ostatecznie i tak zmarnowałem więcej czasu na drzemkę i inne odwlekania, niż by mi zajęły zajęcia. ale z drugiej strony, może i takie dni jak dzisiaj są potrzebne? ciężka że, melancholijne? one chyba też są elementem fajnego życia…
„nie usztywniaj szyi” – tak wczoraj usłyszałem na zajęciach. no to dziś pracuję nad tym. trudniejsze, niż może się wydawać. spinaj całe ciało, ale kurna, nie usztywniaj szyi.
gdy na zajęciach (z tańca) pojawia się nowa osoba, często instruktorzy pytają, czy ta osoba ma jakieś doświadczenie, co robiła, czy i gdzie tańczyła – w sumie normalne, znając grupę można dostosować pod nią poziom zajęć. i to zawsze takie zabawne, gdy przychodzi taka nowa osoba ze „sporym doświadczeniem, lekcjami za granicą, kilkoma występami na koncie” (tak opowiada), a potem podczas zajęć…. okazuje się że totalnie, ale to totalnie nic nie umie. ja nie wiem jaki jest cel takiego przechwalania się, to ma komuś zaimponować? przecież to nie zadziała na niczyją korzyść, a osobie, która przed chwilą opowiadała o tak bogatym doświadczeniu, chyba za kilka chwil zrobi się trochę głupio…
podchodzę do ipada, chcę zanotować, że dzisiaj odpoczywam. czuję każdy mięsień mojego ciała po wczorajszym dniu. było #bieganie, dwie godziny zajęć na siłowni i trzy godziny tańca. zrobiłem ze 100 brzuszków, dwa razy tyle skoków, i pewnie tyle samo razy próbowałem zrobić przepiękny piruet. było #rozciąganie, naciąganie, przeciąganie, odkręcanie i skręcanie. rozgrzewałem się 5 razy, tyle samo potem studziłem i relaksowałem. na sam koniec dnia @krzysiek pokazał nam pozycję relaksacyjną, przy której wszelkie pozycje na zajęciach jogi przestają być wyzwaniem, a po której mieliśmy się przez dwa dni czuć się fizycznie rozbici. super dzień, po którym nie ma części ciała, której nie jestem bardziej świadomy, niż wczoraj. i ciężko mi nazwać to uczucie bólem, to właśnie #świadomość tych elementów mojego ciała – czuję je, wszystkie na raz i każde z osobna. wspaniałe uczucie. po tym wszystkim pomyślałem, że dzisiaj czas na odpoczynek, przynajmniej rano. i już mi szkoda tego wspaniałego stanu, w który wpadam wracając z porannego biegania, już tęsknię za uczuciem spełnienia, które pojawia się po każdych zajęciach w sali fitness. i szkoda mi tego poranka. ale tak, dzisiaj odpocznę – moje #ciało bardzo zasłużyło sobie na kilka godzin regeneracji. to ciało, które przez 35 lat mojego życia tak mocno zaniedbywałem, a które dzisiaj – gdy zacząłem wymagać od niego więcej, niż kiedykolwiek wcześniej – wcale nie mówi mi: „teraz to się odpierdol”, tylko idzie razem ze mną i pozwala spełniać #marzenia, świetnie się bawić, zmieniać, naprawiać i poprawiać. więc dam mu chwilę na odpoczynek, ale popołudniu lecimy dalej!
Wchodzę na halę. Jestem sam, jakże by inaczej, kto inny o tej porze ma czas na takie rzeczy. Kto inny wie, jak bardzo to pomaga? Czuję ten specyficzny zapach sali, taki… hangarowy, może garażowy. Chyba ciężko nazywać to miejsce salą, bardziej przypomina magazyn, ze starymi, poobdzieranymi bandami dookoła, powycieraną podłogą w prowizorycznej przebieralni, z rozpadającymi się drzwiami wejściowymi, brudnymi siedzeniami w kilku kątach. Dla mnie jednak to świątynia, miejsce medytacji, mój świat.
Siadam na czerwonej kanapie, zdejmuję pełne emocji skarpetki, zakładam drugie, białe, podciągam je najwyżej, jak tylko się da – mają być napięte, sprawić, że i ja zacznę się zbierać. Spodenki, koszulka – wszystko zmieniam. Zakładam mój strój, pelerynę, za chwilę przemienię się z Klarka Kenta w Supermana, nie mogę więc zostać w codziennym stroju. Biorę plecak, odpinam od niego #rolki – mój Batmobile. Zakładam jedną rolkę. Sznurówki napinam tak mocno, że przez chwilę drętwieje mi noga. Jeszcze nie, na początku musi być trochę luźniej, nie jestem jeszcze gotowy – poprawiam więc wiązanie. Zakładam drugą. Jestem gotowy.
Wchodzę na #parkiet. Tak, w tym momencie, podłoga tego dziwnego magazynu, staje się moim parkietem. Pod kółkami idealnie gładka tafla parkietu – zero piasku, zero nierówności, nic, co mogłoby wyrwać mnie z rytmu. To moje terytorium.
Zakładam słuchawki, puszczam muzykę i zaczynam krążyć. Pierwsze metry zawsze są nerwowe — jakby całe #ciało jeszcze trzymało w sobie to, co przywiozłem ze świata na zewnątrz. Napinam się. Ale po kilku okrążeniach pojawia się ten moment: barki lekko opadają, oddech wraca do normalnego rytmu, a w głowie robi się ciszej. Zaczyna się, czuję to, wszelkie napięcia zaczynają znikać, uwalniam się…
Wtedy w moim życiu działo się dużo. Zbyt dużo. Układałem je na nowo. Szukałem. Były momenty, gdy traciłem kontrolę. #Ciało to wiedziało – i reagowało napięciem, nerwowością, dziwnym drżeniem wewnątrz. Czułem je, czułem to #napięcie. Nie umiałem jeszcze wtedy znaleźć spokoju w ciszy, bo cisza tylko wzmacniała ten niepokój. To był czas poszukiwań. Uciekałem w #ruch, ale jeszcze taki niepoukładany, nieświadomy. Na rolkach, z muzyką w uszach, mogłem odzyskać kawałek siebie. Mogłem poczuć, że to ja nadaję #kierunek, że znów jestem panem sytuacji.
To był czas, kiedy zaczynałem rozumieć, że #spokój przychodzi do mnie przez ciało. Ale nie przez bezruch – przez #ruch, który rozładowuje #napięcie. Przez #napięcie, które paradoksalnie prowadzi do rozluźnienia. Do spokoju. Do ciszy. To wtedy nauczyłem się, że nie każdy #spokój jest miękki i cichy. Czasem jest on szybki, głośny i mocno spocony.
Dziś mam więcej takich miejsc, w których mogę go odnaleźć. Jednym z nich jest na przykład #las – choć prawdę mówiąc, to spokój tylko z nazwy. Zapach drzew, ścieżki wijące się w półcieniu, dźwięk własnych kroków… to wszystko jest jak kołdra rzucona na niewygodę. Miłe, potrzebne, jednak mnie nie oczyszcza. Prawdziwe #oczyszczenie przychodzi gdzie indziej.
Na sali tanecznej, kiedy #muzyka wypełnia każdy centymetr przestrzeni, a moje #ciało zaczyna odpowiadać na jej puls. Kiedy #ruch przestaje być wykonywaniem kroków, a staje się podążaniem za dźwiękiem. To jest stan, do którego długo dochodziłem. Kiedyś widziałem w ćwiczeniach #wysiłek, dzisiaj czuję w nich ulgę.
To jest dziwny paradoks: największy #spokój przynosi mi największe #napięcie. Nie da się go osiągnąć w półśrodkach. Potrzebuję dać z siebie wszystko, poczuć każdy mięsień, pozwolić, żeby rytm prowadził moje #ciało. Tak jak na rolkach, tak teraz w tańcu – #muzyka jest tym, co mnie niesie. Bez niej #ruch jest tylko ruchem. Z nią staje się językiem, którym mogę rozmawiać z samym sobą.
Najczęściej jestem wtedy sam. Nie dlatego, że nie lubię ludzi – jest wręcz odwrotnie – ale dlatego, że obecność innych zmienia moją rolę. Z kimś obok automatycznie wchodzę w tryb czuwania, odpowiedzialności, reagowania. A #spokój wymaga odwrotności. Wymaga, żebym nie musiał myśleć o nikim i o niczym poza tym, co właśnie dzieje się tu i teraz.
Kiedy to się udaje, wchodzę w coś, do czego najbardziej pasuje określenie „#flow”. #Ruch staje się oczywisty. #Myśli przestają się spieszyć. To jest trochę jak #medytacja. Trochę bardzo. Tylko że w biegu, w obrotach, w skokach. Moment, w którym odzyskuję kontrolę nad sobą — a z nią wraca spokój. On mnie wręcz otula i wnika głęboko we mnie.
Kiedyś, myślałem, że #spokój to brak bodźców. Dziś wiem, że to nie jest właściwe dla mnie podejście. #Spokój to nie siedzenie w ciszy ani odcięcie się od wszystkiego. Nie w moim przypadku. Nie dzisiaj. #Spokój to moment, kiedy #ciało i myśl idą w tym samym kierunku, bez tarcia i bez walki. Kiedy #muzyka, #ruch i ja stajemy się jednym układem, który działa bez wysiłku. A kiedy to się dzieje, wszystko inne może poczekać.
Rolki były moim pierwszym językiem ruchu, instrukcją. Tam nauczyłem się, że #spokój rodzi się z napięcia. I że #muzyka może stać się przewodnikiem. To była prosta droga do tańca – choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Dwa i pół roku temu podjąłem mega ważną decyzję. To właśnie wtedy zdecydowałem się pójść na pierwsze zajęcia z tańca współczesnego. Wymagało to ode mnie ogromnej odwagi, ale ta jedna decyzja całkowicie odmieniła moje życie. Dziś #taniec, #ruch, #muzyka – są podstawą każdego mojego dnia. To mój fundament. Nigdy nie czułem tak wielkiego spokoju.
Cenię prywatność użytkowników
Używam plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie.
Kliknięcie przycisku „Akceptuj wszystkie" oznacza zgodę na wykorzystywanie przeze mnie plików cookie.
Dostosuj preferencje dotyczące zgody
Niezbędny
Zawsze aktywne
Niezbędne pliki cookie mają kluczowe znaczenie dla podstawowych funkcji witryny i witryna nie będzie działać w zamierzony sposób bez nich. Te pliki cookie nie przechowują żadnych danych umożliwiających identyfikację osoby.
Funkcjonalny
Funkcjonalne pliki cookie pomagają wykonywać pewne funkcje, takie jak udostępnianie zawartości witryny na platformach mediów społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcje stron trzecich.
Analityka
Analityczne pliki cookie służą do zrozumienia, w jaki sposób użytkownicy wchodzą w interakcję z witryną. Te pliki cookie pomagają dostarczać informacje o metrykach liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Wydajność
Wydajnościowe pliki cookie służą do zrozumienia i analizy kluczowych wskaźników wydajności witryny, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia użytkownika dla odwiedzających.
Reklama
Reklamowe pliki cookie służą do dostarczania odwiedzającym odpowiednich reklam i kampanii marketingowych. Te pliki cookie śledzą odwiedzających w witrynach i zbierają informacje w celu dostarczania spersonalizowanych reklam.