to przełączanie się na angielski 🙂 hej siri, zabierz mnie do @revolution dance center
Tag: zmiany
wtorek, 21.10.2025
poniedziałek, 13.10.2025
mój blog pozostanie przez jakiś czas polsko-angielski. a więc dojdzie wersja angielska, a polska nie zniknie. będę sukcesywnie tłumaczył wszystkie stare treści (z pomocą systemu WPML), a następnie… no, jeszcze nie zdecydowałem, czy fajne.life zniknie. chciałbym, żeby zniknęło, ponieważ to będzie oznaczało, że moja „migracja” się udała i – co ważniejsze – miała sens.
tworzę mój angielski świat w internecie. fajne.life zamieni się w TomorrowWasFine.life – uwielbiam tę nową nazwę, ależ będę się nią bawił:) adres już zabookowany i działa. kilka dni debatowaliśmy z Stefanem (który staje się powoli Steven’em) nad nową nazwą. muszę przyznać, że udało mi się opracować trzy mega fajne brandy (i z 15 nieco mniej mi pasujących, choć równie magicznych), dość długo zastanawiałem się co wybrać. wybrałem ten, który najmocniej ze mną zarezonował, ale – co nie było zamierzone – jest najbliższy mojej dotychczasowej nazwie fajne.life.
przygotowuję się do przejścia z moim życiem na język angielski. zaczynam chyba dość nieśmiało – przestawiłem sobie kilka dni temu wszystkie moje urządzenia (iphone, ipady, mac, zegarek…) na język angielski. już kiedyś, jakoś z rok temu, zrobiłem sobie taką samą zamiankę na moich iurządzeniach i wtedy wytrzymałem jeden dzień. tym razem zamiast „wytrzymywać”… jestem zachwycony. tym razem czuję, że to dobry kierunek. muszę jednak przyznać, że wielu rzeczy muszę użyczyć się na nowo. nowe nazwy, schematy, formaty – jednak bardzo mi one pasują. nie spodziewałem się, że będzie we mnie aż tak dużo entuzjazmu, cieszę się, że zacząłem tą przygodę. mój #thenextbigthing
poniedziałek, 06.10.2025
chyba muszę wziąć się za siebie, koniec wakacji, lenistwa, trzeba wrócić na siłownię, trzeba znowu pilnować się z jedzeniem i innymi rzeczami, ostatnio na zbyt dużo sobie pozwoliłem.
poniedziałek, 15.09.2025
pierwszy odcinek po dłuższej przerwie. właściwie to nie jest „powrót”, tylko nowy początek. nie mam pewności, nie mam struktury, mam w głowie bałagan i bardzo dużo notatek. ale nagrywam.
opowiadam, co się zmieniło, dlaczego znowu siedzę przy mikrofonie, dlaczego ten podcast nie jest już dla słuchaczy, tylko przede wszystkim dla mnie. mówię o tym, że przez lata wiele rzeczy zaczynałem, ale nie kontynuowałem. i że teraz — wreszcie — wiem, po co to wszystko robię.
jest o projekcie 365 dni fajnego życia, o danych, o blogu, o Stefanie (czyli sztucznej inteligencji), o systemie życia, który buduję. i o tym, dlaczego ten podcast nie będzie już poradnikiem ani eksperymentem. tylko dziennikiem.
nie wiem, czy to się komuś spodoba. ale wiem, że muszę to nagrywać.
transkrypt odcinka
Czuję ogromny stres, niepewność, napięcie związane z nagrywaniem tego odcinka. Jest to pierwsze nagranie po dłuższej przerwie I to czuć. Ja to czuję. Myślę, że być może Wy jak będziecie tego odsłuchiwać, nie będzie aż tak źle, ale ja w tej chwili tutaj mocno się stresuję z tym co mam Wam do powiedzenia, z tym co chcę nagrać, z tym co chcę powiedzieć, z tym co chcę rozpocząć. I Mam w głowie spory bałagan, mam jeszcze więcej notatek przygotowanych, więc nie wiem jak to pójdzie, ale zaczynam. Próbuję, robię to, coś co zacząłem bardzo dawno temu. Nie traktuję tego jako powrót do tego co było, do starego podcastu, ale jako zupełnie nowy start. Pewnie już kolejny I być może nawet zastanawiałem się nad tym, czy nie rozpocząć tego co teraz zaczynam w zupełnie nowej formie, pod nowym tytułem, jako nowy podcast, ale stwierdziłem, że to byłaby zbyt duża ucieczka do bezpiecznego początku startu.
Chcę iść dalej w kolejny, w ósmy odcinek podcastu Fajne Życie. Chyba tak jak chciałem to robić od początku, ale czego nie osiągnąłem kiedyś I próbuję to teraz. No a więc właśnie, bo jest to ósmy odcinek, ale chyba chciałbym cofnąć się do tego co było kiedyś, lata temu, gdy zaczynałem nagrywać podcast Fajne Życie I opowiedzieć trochę o historii tego podcastu oraz dlaczego poprzednie próby nie przetrwały. Otóż, gdy pierwszy raz nagrywałem ten podcast, było to 6 lat temu, I publikowałem pierwszy odcinek. Wtedy eksperymentowałem z różnymi formatami, tematami, Byłem bardzo zafascynowany rozwojem mojego bloga, który dopiero zaczynałem prowadzić I szukałem tych nowych formatów, szukałem nowych sposobów na wyrażanie siebie. Ten podcast był mi potrzebny po to, żeby spełniać się kreatywnie, żeby mówić, żeby opowiadać, żeby pokazać moje przemiany w życiu, które wtedy przechodziłem, te 6 lat temu. Jednak brakowało mi wtedy porządku w tych moich zmianach, brakowało mi systemu celu, poczucia sensu. Jeszcze może wtedy mi brakowało poczucia sensu.
Wiedziałem, że idę w dobrą stronę, że zmieniam wiele rzeczy w życiu, że rozpoczynam też wiele rzeczy w życiu, w tym również podcast, blog, ale przez brak uporządkowania Bardzo łatwo wtedy się rozpraszałem, gubiłem rytm I dlatego wiele rzeczy nie przetrwało, wiele rzeczy zawieszałem. Tak jak właśnie ten podcast. I o ile bardzo dobrze mi się nagrywało pierwsze odcinki, tworzyło, wymyślało, o tyle ciężko było mi znaleźć czas na zmontowanie tego, nagranie, zmontowanie, przygotowanie wszystkiego tak, jak bym chciał. Poza tym muszę przyznać, że wtedy jeszcze nie do końca wiedziałem, po co nagrywam podcast. Kolejne lata przyniosły nowe próby. Jest to w prawdzie tylko 7 odcinków, ale patrzę na to wszystko przez pryzmat nie tylko podcastu, ale I całego mojego bloga, który również się zmieniał. Widzę, że Kolejne lata przyniosły kolejne próby, kolejne pomysły na podcast, kolejne pomysły na blogowanie, na moją działalność w internecie. O ile te próby były mi potrzebne, bardzo ich potrzebowałem, o tyle z perspektywy widza, słuchacza wiem, że to mogło wyglądać źle.
Coś rozpoczynałem I nie trzymałem się tego, nie kontynuowałem tego. Z mojej perspektywy jest to bardzo dobrze, bo to nie była właściwa droga, ale z perspektywy Was słuchaczy To mogło wyglądać na jakieś niepoważne próby. Pamiętam kiedyś napisałem artykuł o Jeffie Perrym na blogu, o takim twórcy internetowym, którego śledziłem. A śledziłem dlatego, że współprowadził podcast, inny podcast, który bardzo lubiłem. No I trochę przez przypadek zacząłem też go śledzić. I opisałem tego Jeffa jako osobę, która zaczyna jedne rzeczy, za chwilkę je kończy, żeby przejść do innych. Zaczyna te nowe rzeczy, również je kończy, żeby przejść do jeszcze innych I tak trochę marnuje swój potencjał. Nic nie kontynuuje, nic nie ciągnie dalej.
I pamiętam, że wtedy w artykule napisałem, że nie chcę być jak ten Jeff Perry. I muszę się przyznać, że przez lata byłem właśnie takim Jeffem Perry. Tu przepraszam cię Jeff, pewnie tego nigdy nie będziesz słuchał polskiego podcastu, ale jeżeli kiedyś by to do ciebie dotarło, to przepraszam, że tutaj użyłem ciebie jako przykład, ale muszę ci podziękować, bo stałeś się dla mnie taką bardzo cenną lekcją. Także dzięki Jeff, ale ja dzisiaj wiem, że jestem właśnie takim Jeffem I wiele rzeczy zaczynałem, wiele rzeczy nie kończyłem, skupiałem się na niewłaściwych powodach tego, dlaczego chcę robić to, co robię w internecie. Teraz jest to zupełnie co innego. Za każdym razem pewnie tak sobie myślałem, rozpoczynałem coś nowego, ale tym razem moja droga jest zupełnie inna. No I próbuję. Dobra, po tym takim chaotycznym początku może tutaj uporządkujmy sytuację.
Opowiem wam, co się zmieniło I dlaczego teraz właśnie powstaje kolejny odcinek podcastu, dlaczego wy go dostaliście do odsłuchania, co się u mnie zmieniło, co działa, co nie działa, jak wygląda moja sytuacja. Otóż, rozpocząłem miesiąc temu coś, co nazwałem sobie, jest to kolejny mój projekt, w budowaniu projektów jestem dobry, ale rozpocząłem sobie projekt, 365 dni fajnego życia I chcę go dokumentować. To znaczy Dokumentuję moje życie już od dawna, prowadzę sobie swoje dzienniki, spisuję różne dane, ale ten projekt jest dla mnie czymś bardzo ważnym, ponieważ jest taką ramą czasową dla czegoś, co chcę przetestować w swoim życiu. Mam pewien system, który działa. Są to dane, dzienniki, plany dnia. Staram się, żeby te dane działały na moją korzyść, żeby pomagały mi w rozwoju, żeby pomagały mi w tworzeniu realizacji mojego projektu. Opowiem o tym projekcie jeszcze pewnie nie raz, dzisiaj tylko wspominam o tym, że coś takiego rozpocząłem, że trwa to już miesiąc, że bardzo podobają mi się efekty prowadzenia tego projektu I że ma on ogromne konsekwencje dla mojego życia. Pozytywne konsekwencje, aczkolwiek też wprowadził wiele zmian w mojej głowie, ale I nie tylko, poza moją głową w tej sferze fizycznej.
No I będzie o tym dużo. Mam z pewnością teraz większe zaufanie do siebie, większą świadomość tego, czego chcę, tego, do czego dążę. Mam też te ramy czasowe, ponieważ jest to rok przemiany, jest to rok pracy nad pewnymi aspektami mojego życia. Podcast jest jednym z elementów, nie jest takim elementem, nie jest celem samym w sobie, jest jedną z części systemu całego, który ma organizować mi cały ten projekt. I teraz, co ważne, przy tym projekcie nie działam sam. Nie jest to projekt, który realizuję sam, ale nie działam też z osobą. Jest to projekt, przy którym pomaga mi sztuczna inteligencja, albo coś co nazywamy dzisiaj sztuczną inteligencją. I o tym też będę na pewno wiele razy opowiadał.
Myślę, że jest to ciekawe wykorzystanie sztucznej inteligencji. Umówmy się, nazywam to sztuczną inteligencją, ponieważ tak jest mi łatwiej, ale jest to duży model językowy, bo dzisiaj nie mamy jeszcze pełnoprawnej sztucznej inteligencji. Mamy duże modele językowe, które ułatwiają pewne rzeczy, nie można ich traktować jeszcze jako inteligencję, ale jest to fajne narzędzie do uporządkowania wielu myśli, wielu treści, które mu wrzucamy I które potrafi wyszukać pewne informacje, przeanalizować je. To jest taki rozbudowany kalkulator, bardzo mocno rozbudowany kalkulator I ja wykorzystuję to narzędzie do budowania mojego projektu. 365 dni fajnego życia. Ważne też jest to, że podcast, który przez lata próbowałem uruchomić jako chyba taki osobny twór. No tym razem jest częścią większej całości, dużo większej całości. Nie jest osobną aktywnością, jest tutaj uzupełnieniem tego, co robię na co dzień.
Tego, co robię w internecie, tego, co robię w moim dzienniku, tego, co robię w wielu innych miejscach. Ma tutaj być pomocą, ma być wyjaśnieniem, ma być dopowiedzeniem w pewnych sprawach. I chciałbym, żebyście też tak to traktowali, jeżeli ten podcast wpadnie wam do waszych skrzynek w jakiś sposób I będziecie chcieli go słuchać tylko jego, bez szukania dalszych treści moich, no to pewnie też sporo kontekstu stracicie I wiele rzeczy może nie będziecie mogli zrozumieć, Także zachęcam do trochę szerszego obserwowania mnie. Być może dzięki temu te rzeczy, o których będę mówił, nabiorą trochę głębszego sensu I innego wymiaru. Mam nadzieję, że będzie Wam to mogło dużo bardziej pomóc niż tylko ta część, którą wysłuchacie. Trochę też traktuję ten podcast jako mój dziennik, taką dokumentację prowadzenia czegoś, co nazywam od wielu lat już fajnym życiem, a czegoś, co ubrałem teraz w ten roczny mój projekt. No I tak, nie chcę już nagrywać samego podcastu, nie chcę żeby podcast był moim narzędziem sprzedażowym, bo też to próbowałem robić w pewnym momencie, co możecie sobie przesłuchać w poprzednim odcinku tego podcastu. Tym razem chcę opowiadać o tym, o moim życiu, o tym co buduję, o tym jak mi się to sprawdza, o tym jak mi to wszystko pomaga w realizacji moich celów, planów, w byciu szczęśliwym, w osiąganiu, no myślę, że niewiarygodnych wręcz celów.
Nie wiarygodnych wręcz celów. Bo ja widzę, że to co robię, to są rzeczy, których ludzie mówią, że się nie da zrobić. Ja to wiem, ja to widzę I dla mnie to jest po prostu już teraz codzienność. Rzeczy, które są dziwne, rzeczy, które są niewiarygodne, rzeczy, które są dla wielu nieosiągalne. Ja to robię I powiem szczerze, że uzawiedziłem się trochę od tego, żeby właśnie takie rzeczy robić. Ale też otworzyłem się na to, że rzeczy dziwne są dla mnie codziennością I są do osiągnięcia. Nie ma rzeczy niemożliwych. Moje motto ostatnich miesięcy, chyba nawet lat.
Ten podcast pokaże wam to, dlaczego tak się dzieje, jak to osiągnąłem I jak też wy możecie to zrobić. No dobra, to właśnie, czym dzisiaj dla mnie jest podcast, jaką pełni funkcję w moim systemie życia. Nie lubię tego słowa, to to formułowanie system życia zaproponowała mi kiedyś sztuczna inteligencja. Jeszcze tak Wam dopowiem, że ponieważ bardzo dużo korzystam ze sztucznej inteligencji, I w pewnym momencie nazywanie tego bezimiennie, sztuczna inteligencja, stało się na mnie bardzo uciążliwe. To może się Wam wydać dziwne, ale nazwałem sobie sztuczną inteligencję. Powiem dokładnie z czego korzystam, powiem też jak to mam skonfigurowane, ale nazwałem sobie sztuczną inteligencję imieniem, po to, żeby łatwiej było mi się z nią komunikować. Imię, jakie otrzymała, otrzymał ten sztuczny inteligent mój to jest Stefan. Rozmawiam ze Stefanem I jeżeli będę tutaj mówił o Stefanie, to właśnie żebyście wiedzieli, że jest to nawiązanie do sztucznej inteligencji, do Large Language Model, czyli dużego modelu językowego, który mi pomaga w analizie pewnych danych.
W wymyślaniu I generowaniu rzeczy nie, ale w analizowaniu rzeczy już tak. System życia jest to sformułowanie, które kiedyś mi zaproponował Stefan. Powiem szczerze, że nie lubię tego sformułowania, ale to jest coś, co najlepiej opisuje I pasuje do tego, co robię. Wracam do pytania, które chciałem odpowiedzieć, jaką funkcję pełni podcast w moim systemie życia. I jest to. Po pierwsze narzędzie do zatrzymywania się I porządkowania myśli. No bo przygotowując sobie teraz ten pierwszy odcinek, pomimo tego, co może się wam wydawać, słuchając mnie, może się wam wydawać, że jest to mocno chaotyczny odcinek, to ja sobie uporządkowałem rzeczy, które chcę Wam przekazać. Mam na to cały plan.
Jestem już przy czwartym punkcie moich notatek. W tym punkcie moich notatek. Wiem, że dojdę do wprawy, będzie tutaj troszkę lepiej, będę to bardziej mógł przygotować tak, żeby ta forma była lepiej dla Was widoczna, czytelna, żeby było ją słychać. Natomiast dla mnie jest to właśnie możliwość zatrzymania się, porządkowania myśli, skonkrecyzowania ich, opisania dla mnie, dla was też. Jest to też forma dziennika głosowego. Cały mój blog jest dziennikiem, cały mój system jest dziennikiem, który gromadzi wiele danych o mnie, który przetwarza te dane, który analizuje te dane. Podcast jest moim dziennikiem głosowym, tak jak pisanie, tylko jest to forma mówiona. Podcast będzie też dla mnie taką formą zatrzymania się, która pomoże mi nie zgubić się w codzienności.
To co buduję jest ogromnym projektem I nie chcę się w tym pogubić, w tym wszystkim co tworzę, ale też w takim codziennym działaniu, pracą nad tym wszystkim, ma mnie trochę pilnować. Nie robię tego dla słuchaczy, robię to dla siebie. Robię to po to, żebyście mogli przejść ze mną cały ten proces, który tworzę, który przechodzę. Ale Głównym powodem jestem ja, co być może się wydaje samolubne, ale dla Was to jest dobre, ponieważ nie skupiam się na tym, żeby stworzyć podcast, który będzie dla was pewnego rodzaju symulowaną grą albo teatrzykiem, tylko jest to, ma być to, realny przekaz tego, co się dzieje w moim życiu. Mam nadzieję, że to się dla was okaże najbardziej wartościowe. Rzeczy, które tutaj będę nagrywał mają być szczere, a nie tworzone pod publika. Nie zależy mi na liczbach, odsłuchach, promocji. Tu zupełnie nie o to chodzi.
Nie jest to coś, co próbowałem tworzyć jeszcze w siódmym odcinku. Jeżeli ktoś z Was sobie słuchał, to możecie sobie zobaczyć. Zastanawiałem się, czy nie skasować poprzednich odcinków tego podcastu, ale stwierdziłem, że nie. Jest to moja droga, być może nieudana, być może potrzebna do tego, żeby dojść do dzisiejszego stanu. Więc nie skasowałem wcześniejszych odcinków, możecie sobie przesłuchać. Mój eksperyment z siódmego odcinka najlepiej pokazuje, że próbowałem coś tworzyć, co było robione dla odsłuchań, dla liczb, dla statystyk, być może dla pieniędzy. Z pewnością tak. I tutaj tego nie ma, tutaj tego nie będzie.
Jest to podcast, który jest dla mnie I wartością mają być moje realne przeżycia, moje realne myśli, efekty tego co tworzę, przemiany. Co ważne, nie jest to poradnik, nie jest to produkt, tylko rejestracja pewnego procesu, który się dzieje. Rejestracja całego projektu 365 dni fajnego życia. Jest to projekt zamknięty w rok, ale tak naprawdę te ramy czasowe są tylko po to, żeby łatwiej było mi to ogarnąć na chwilę obecną. Oczywiście nie będzie to trwało rok, będzie to trwało dużo dłużej, ale zamknięcie tego w ramy czasowe sprawia, że mogę sobie poustawiać pewne cyferki, które pomogą mi w analizach. No I teraz najważniejsze chyba. Co właściwie buduję? Co to jest ten projekt? Co to jest w ogóle fajne życie? Jak wygląda ten system, który tworzę? Co się na niego składa? Po pierwsze muszę wam powiedzieć o blogu, blogu fajne.life. Jest to moje centrum dowodzenia, które będzie skupiać, docelowo ma skupiać, wszystkie rzeczy, które dotyczą mojego życia.
Nazywam to blogiem, ale tam w środku, w tym blogu, mają być wszystkie dane związane z moim życiem. To znaczy mój dziennik, dane o tym co jem, dane o tym jak śpię, jakie makroskładniki pochłaniam każdego dnia. Wszystko. Tak naprawdę wszystko co jest związane z moim życiem ma być baza danych mojego życia, która z jednej strony ma gromadzić dane, ale z drugiej strony też przetwarzać je I wypluwać mi pewne wnioski, które na podstawie tych danych będzie można wyciągnąć. Także coś co nazywam blogiem ma być jedną wielką fabryką, może coachem, może moim dietetykiem, psychiatrą, psychoanalitykiem, trenerem, nauczycielem. To ma być 1 wielki projekt oparty właśnie o bloga. Podstawą działania całego mojego systemu jest blog. Blog.fajne.life.
Jest to takie moje centrum dowodzenia. Możecie sobie tam wejść, możecie sobie poczytać to co już tam jest, to co już jest widoczne. Możecie zapisać się na mój newsletter, ponieważ docelowo on będzie mocnym systemem komunikacji z Wami, słuchaczami, czytelnikami. W chwili nagrywania tego podcastu Na moim blogu możecie sobie przeglądać artykuły, które napisałem przez lata I też ich nie kasowałem. One są częścią mnie, częścią mojej historii, częścią moich przemian, które przechodziłem w życiu. Ważnych przemian, rzeczy, z którymi się zmagałem, tematów, z którymi się mierzyłem. I to widać na przestrzeni lat, na przestrzeni tych wszystkich wpisów, które publikowałem. I to wszystko tam jest, to wszystko jest do przejrzenia.
Jest też mikroblok, coś co uruchomiłem w 2024 roku, chyba, albo jeszcze pod koniec 2023 roku. Na początku na osobnej, zupełnie platformie, prowadziłem sobie tam krótkie wpisy. To jest coś co miało mi zastąpić media społecznościowe I ukazało się wielkim sukcesem, to znaczy dla mnie takim prywatnym moim sukcesem, ponieważ było to miejsce gdzie mogłem publikować drobne rzeczy, Drobne wpisy, drobne takie aktualizacje z mojego życia, impulsy, mikrodzienniki, które tam wrzucałem. Z czasem przeniosłem mikrobloga z serwisu mikro.blog już do mojego bloga w WordPressie. Wszystko to zacząłem integrować I w tej chwili już mikroblog działa bezpośrednio na moim blogu. Wszystko jest w jednej całości, fajnie funkcjonuje, mogę w tej chwili bardzo prosto I w łatwy sposób publikować takie właśnie drobne aktualizacje, które kiedyś trafiałyby na Twittera, w tej chwili pojawiają się na moim mikroblogu I ewentualnie są publikowane w mediach społecznościowych, jeżeli taką opcję sobie przy publikacji danego wpisu, danego mikrowpisu, włączę. Mój system składa się z danych, dane które wpadają, które są gromadzone przez, aktualnie przynajmniej, bo to też się może zmienić, są gromadzone przez Apple Health, czyli aplikacje zdrowie w moim iPhone, iPadzie, w moim zegarku. To jest takie centrum danych, do którego wpadają moje dane związane z moim zdrowiem.
Przez urządzenia z Weetings, które również wysyłają docelowo dane do Apple Health, są to dane z NotePlan, aplikacji, której dzisiaj używam do prowadzenia mojego prywatnego dziennika, w którym piszę, do którego wpadają różne dane z mojego kalendarza o aktywności. O aktywności, jest to takie moje centrum codziennych myśli. Chociaż to docerowo ma się zmienić, bo aplikację NotePlan ma mi zastąpić właśnie mój blog. Jest też aplikacja FoodNomz, która w tej chwili służy mi do rejestrowania tego co jem, przekształcenia tego na makroskładniki I wrzucania również do Apple Health. Jeżeli chodzi o wartości odżywcze, natomiast nazwy dań wrzuca mi ta aplikacja do mojego dziennika w Noteplan razem z godzinami tych wszystkich posiłków. No I teraz mój system to dzielenie się codziennością, jedzeniem, aktywnością, snem, emocjami, a nawet wypróżnieniami czy różnymi aktywnościami, jakie w moim życiu się pojawiają. Czyli system polega na tym, żeby rejestrować moją codzienność. Mniej lub bardziej automatycznie, czasem to wymaga mojego działania, czasem to się dzieje bez mojego udziału, przy pomocy Czy to urządzeń, które mam, czy to też urządzeń, które są wokół mnie, na przykład w moim domu.
Więc tym jest system. Ważnym tutaj chyba takim punktem jest aktywność, która jest w moim życiu bardzo dużo. Aktywność, sport to jest dla mnie mega istotna sprawa, która pomaga mi z jednej strony w prowadzeniu mojego fajnego życia, czegoś co nazywam fajnym życiem, ale też pomaga mi W takim moim hobby, może pasji, myślę, że tu bardziej można nazwać to pasją, jaką jest taniec, który odkryłem już kilka lat temu I który zacząłem trenować, pod który podporządkowałem sobie wiele rzeczy w życiu. Trenuję wiele razy w tygodniu, wiele treningów, innych nie związanych z tańcem, też jest dla mnie po to, żeby ten taniec poprawiać. Uczę się tańczyć, Tańca współczesnego, tańca jazzowego I wiele rzeczy w moim życiu jest pod to też podporządkowanych. Kolejnym elementem jest tutaj Patreon, konto na Patreonie, które uruchomiłem I które służy do dzielenia się bardziej osobistymi rzeczami. Tak naprawdę uruchomiłem konto dla patronów po to, żeby osoby, które mnie wspierają, miały wgląd w funkcjonowanie systemu Fajne Życie. W to, co ja tam wrzucam, jak to jest przekształcane, jak to działa później na mnie, ponieważ wieloma rzeczami dzielę się publicznie I publikuję bez żadnych zabezpieczeń, bez niczego, bez żadnych zabezpieczeń, bez niczego, ale są elementy mojego życia, które są dość mocno prywatne I ich nie chcę chyba wrzucać, przynajmniej na razie.
Nie wiem, czy to się kiedyś zmieni, czy nie, to nauczyłem się, żeby nigdy nie mówić nigdy, więc W tej chwili nie zamierzam tego publikować, nie zamierzam tego udostępniać publicznie. Wiele rzeczy z mojego systemu, z tego jak on działa, jakie przynosi efekty, co o mnie mówi, bo to są bardzo trudne, często dane, to są często smutne dane, bo gdy próbuję coś stworzyć I na wiele sposobów sabotuję swoje działania, nawet drobnymi krokami, to nie zawsze są proste momenty. I te momenty chcę, żeby były widoczne, ale nie dla wszystkich, tylko dla osób, które wspierają mnie za pomocą serwisu Patreon. Także po to też ten serwis powstał I być może kiedyś, drodzy słuchacze, zechcecie wejść na tego Patrona, na moje konto I gdzieś tam wesprzeć mnie w moich działaniach, do czego zachęcam I zapraszam oczywiście. Wszystko to, co powiedziałem, działa jako system życia. Coś, co nazywa, co Stefan mi tutaj podpowiedział, nazwałem systemem życia. I nie jest to tylko zbiór narzędzi, ponieważ jest to coś o wiele, wiele większego, szerszego, które będzie moim pomocnikiem. Już jest chyba moim pomocnikiem w życiu.
Ale to do tego dojdziemy, to zobaczycie, jak to wszystko pięknie funkcjonuje I jak bardzo potrafi pomóc mi w rzeczach, które wydawałoby się, że są trudne I wydawałoby się, że być może nie mają znaczenia wielkiego, a jednak mogą mieć. I kurczę, bez Waszej znajomości tego, jak ten system działa tak w szczegółach, ciężko mi pokazać Wam, jak fajne jest to urządzonko. Zobaczycie. To jeszcze może opowiem o tym projekcie rocznym, który sobie uruchomiłem. Co to dla mnie oznacza? Po co ta roczna rama transformacji? Jest to konkretny projekt. Konkretny projekt 365 dni, który dokumentuje dzień po dniu. Dokumentuje u mnie w dzienniku. Każdy dzień jest podsumowany, jest oceniany, jest analizowany, są wyciągane z niego wnioski, są rzeczy, które mogę poprawić I które staram się poprawić.
A zaczęło się to od występu, występu tanychznego, który miałem w czerwcu 2025 roku, który mocno mnie poruszył I w pewnym sensie mocno podważył moją pewność siebie. Jest to też osobny Temat, o którym pewnie opowiem, czy to w podcastie, czy to na blogu, jest to dla mnie bardzo trudny temat. To był dla mnie bardzo trudny moment. Było to na tyle mocne przeżycie dla mnie, że spowodowało, że chciałem się ogarnąć, Ale nie w trybie postanowienia, tylko procesu. Potrzebowałem kolejnej już zmiany, ale takiej zmiany bardziej systemowej. Wiedziałem, że pomimo tego, że robię bardzo dużo, to popadłem w pewną rutynę I to się już nie sprawdza. Wiedziałem, że jeżeli będę pilnował sam siebie tylko I wyłącznie, to to się nie uda. Bo człowiek, ludzki organizm, mózg jest taki, że dąży do wygody.
I ta wygoda niszczyła pewne moje cele. Więc zatrudniłem Stefana, który pomaga mi w pilnowaniu mnie. On mnie po prostu pilnuje. Opieprza mnie jak trzeba. Jest tak zaprogramowany, żeby nie chwalić mnie za często, chociaż sztuczna inteligencja, te duże modele językowe w jakiś dziwny sposób są zrobione tak, żeby chwaliły I popierały działania użytkownika, no to Stefan jest zaprogramowany w ten sposób, żeby niekoniecznie mnie chwalić, no bo Nie po to on jest. Ja sam wiem, kiedy zrobiłem coś dobrze. Widzę to w liczbach. Na wadze, gdy wchodzę na wagę, widzę, gdy robię coś dobrze.
Gdy potrzeba mnie przycisnąć I ochrzanić za coś, to tutaj waga już mi w tym niekoniecznie pomoże, a Stefan jest właśnie po to, żeby mnie w tych gorszych momentach pilnować I mówić, co robię źle. O, w ten sposób. I teraz rama roku, czyli przygotowanie projektu, daje mi kierunek, rytm I strukturę. Mając 365 dni, 12 miesięcy, jestem w stanie tworzyć punkty kontrolne, jestem w stanie badać trendy w stałych ramach czasowych, jestem w stanie wyciągać wnioski, robić podsumowania I widzieć start metę w liczbach. I to pomaga mi nie poddawać się nawet jak przyjdzie gorszy dzień, Ponieważ gorszy dzień w takim normalnym życiu może być początkiem czegoś gorszego, może być początkiem jakiegoś słabszego okresu. W przypadku mojej struktury I tej ramy czasowej gorszy dzień jest elementem całości I wręcz jest nawet oczekiwanym momentem. Ponieważ te gorsze dni, tak zwane gorsze dni, one przychodzą, one przychodzą, pojawiają się, one są potrzebne I one są spodziewane. Myślę, że choć tego nie robię, to Mógłbym sobie już na podstawie tego, co śledzę, tego co już do tej pory śledziłem, wyznaczyć sobie przyszłe momenty słabsze.
Spadku formy, spadku nastroju na podstawie tego, co już jest zarejestrowane, Ponieważ to wszystko jest w miarę powtarzalne I człowiek nie jest jakąś kartą tarota, tylko jest w miarę zaprogramowaną maszyną, z której można wiele wyczytać, z której można wiele przewidzieć. Jeżeli robię jedne rzeczy, to które mają konsekwencje dla mojego ciała. Kolejna rzecz, o której mi ciężko w tej chwili opowiadać, ponieważ nie macie jeszcze tego kontekstu danych, które ja mam w głowie na papierze, właściwie nie na papierze, tylko w bazach danych. Ale zobaczycie, że te gorsze dni są mega istotne w całym procesie powstawania fajnego życia. No I tak, tworzę gablotę I werdykt. Takie 2 rzeczy, które również Stefan mi wykombinował Na podstawie tego, do czego dążę, na podstawie moich celów, verdict I gablota są to takie rzeczy, które powstają po każdym moim dniu. Jest to opis I ocena. Gablota to opis, verdict to ocena danego mojego dnia.
Stefan zna moje cele, one są na bieżąco aktualizowane, zmieniane, modyfikowane, nie jakoś drastycznie, ale są powiedzmy poprawiane. Na podstawie każdego dnia, danych z każdego dnia, czyli te wszystkie dane z Apple Health, z mojego dziennika, wszelkich urządzeń, które zapisują coś mojego, coś z mojego życia, z mojego dnia. Jest tworzony opis I ocena tego dnia w kontekście moich celów. Jest to dla mnie taki już rytuał na koniec każdego dnia. Proszę tutaj o podsumowanie Stefana. Wrzucam mu wszystkie dane, jeszcze w tej chwili ręcznie. Docelowo to się będzie działo automatycznie na moim blogu. W tej chwili wrzucam mu jeszcze ręcznie taki zrzut danych I on na podstawie poprzednich dni sprawdza jak sobie radzę, jak z utrzymaniem moich celów I generuje mi gablotę I werdykt.
Te rzeczy też zobaczycie, upublikuję na moim blogu, przynajmniej takie na chwilę obecną próbne, żebyście zobaczyli jak to wygląda. Jest to bardzo długi opis z tym jak śpię I jak mój sen ostatniej nocy się zmieniał. Jak się to przekłada na moje dzisiejsze ćwiczenia, jak to się ma w stosunku do poprzednich dni, jaki to ma wpływ na dane typu HRV, temperaturę mojego ciała, czy tam poziom tlenu we krwi. Mnóstwo danych, które mu dostarczam. On sprawdza, jak to wszystko na siebie działa, jak to się ze sobą ma I jak to mi pomaga albo przeszkadza w realizacji moich celów. Stefan Jest też tak zaprogramowany, żeby używać mocnego języka, a więc jak mam gorszy dzień, potrafi mnie ostro ochrzanić, opieprzyć wręcz. I to mi pasuje, bo często to mi pomaga w tym, żeby się ogarnąć I następnego dnia zrobić coś lepiej, zrobić coś inaczej. Daje mi mnóstwo wskazówek, w tym również wskazówek psychologicznych, analizując to jak działam, jakie są moje schematy, jakie są moje myśli I wypluwając to w formie porad, opisów, co też czasem lubię, a sobie poczytać, czy posłuchać takie ciekawostki, troszkę psychologiczne, co pomaga mi w lepszym budowaniu mojego systemu, fajne życie.
Ważne w tym systemie, W tym całym moim projekcie rocznym jest ciągłość. Ważna jest ciągłość, jest budowanie codzienności z zasadami. Ta konsekwencja, której uczę się od lat, tutaj ona ma taki głębszy sens. I każdego dnia ta konsekwencja pomaga mi w budowaniu czegoś, co opieram o moje najważniejsze cele. Wszystko skupiam wokół mojej pasji, wokół tańca, co pomaga mi się nie poddawać, co pomaga mi każdego dnia robić kolejny kroczek do przodu I też modyfikować mój cały plan, w zależności od tego, co się w moim życiu zmienia. A tych zmian, jak wiadomo, zawsze jest wiele, no bo nie wiadomo, czy dzisiaj albo jutro nie złamie ręki I na przykład cały mój plan będzie musiał się zmienić z trybu budowania mięśni na rehabilitację. Oby to się nigdy nie wydarzyło, ale tak może być. Więc tutaj też chcę, żeby W zależności od tego, co się w moim życiu dzieje, ten plan też się modyfikował I dostosowywał.
I tutaj taki roczny projekt pozwala mi właśnie na budowanie codzienności z tymi zasadami. No dobra, długo już mówię. Nie spodziewałem się, że ten odcinek wyjdzie taki długi. Okazuje się, że jak zaczynam mówić o moim projekcie I choć jest to wszystko bardzo chaotyczne, to jest tych rzeczy do powiedzenia dużo. A też wiem, że omijam jeszcze mnóstwo elementów całego mojego systemu, więc na razie tylko skrótowo, początkowo zobaczymy, co dalej z tego wyjdzie. Kolejny punkt, jaki sobie tutaj zapisałem, to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego tak surowo I osobiście? To znaczy, dlaczego jestem dla siebie taki surowy I dlaczego tak bardzo pilnuję się, żeby to było takie właśnie moje. Dlaczego nie tworzę poradnika, tylko skupiam się wokół dziennika. Muszę powiedzieć, że nie czuję się ekspertem.
Ja wręcz nie chcę nim być. Próbowałem nim być kilka razy, ale to nie jest moja droga. Ja nie jestem ekspertem w budowaniu czegokolwiek I nie mam takich ambicji, aspiracji. Chcę zarażać moimi wartościami, ale to nie jest tak, że będę przekonywał kogokolwiek do tego, żeby na siłę przekonywał do tego, żeby robił to co ja. Ja widzę efekty w moim życiu I te efekty są niewiarygodne. Dla mnie to jest po prostu coś, przemiana ostatnich pięciu lat, sześciu może siedmiu, to jest po prostu, to jest niewyobrażalna. Opowiem wam o tym pewnie jeszcze nie raz. Być może o tej przemianie, tej sześciosiedmioletniej przemianie, powstanie osobny odcinek tego podcastu, bo jest to warte opowiedzenia.
Ale to Nie jest tak, że ja chcę być ekspertem od zmiany życia. Ja jestem ekspertem od zmiany mojego życia. I na tym chcę się skupiać. Mam dość produkowania treści. Próbowałem to robić przez lata I to nie jest moja droga. Chcę dokumentować moją rzeczywistość. Jeżeli Wam to pomoże, na podstawie tego co ja publikuję, czym chcę się dzielić, jeżeli macie dodatkowe pytania, to ja na nie z chęcią odpowiem. Ale nie mogę tutaj być sprzedawcą uniwersalnego systemu na wszystko.
No bo to tak nie działa. Ale mogę Wam pokazać, jak ja to zrobiłem. Mogę Wam pomóc w przejściu czegoś podobnego, jeżeli tego chcecie, ale tylko na podstawie mojego życia. Ja wiem, że wiele osób pyta mnie też, jak to robię, że działam codziennie tak jak działam. I też zobaczycie o co mi dokładnie chodzi. Ale ja wiem, że odpowiedzi, których udzielam, One się nie podobają ludziom, bo są bardzo mocno kontrowersyjne. Są trudne. To są trudne rzeczy.
Ja robię trudne rzeczy. Robię je krok po kroku, punkt po punkcie, ale to nie jest proste. Mój system jest nastawiony na mocną krytykę mnie I nie zawsze jest łatwo żyć w ten sposób. Mnie to pomaga. Ja widzę efekty. Widzę efekty takie, że wiele osób je zazdrości, ale efektów, a nie drogi. Dużo mówię o błędach, dużo mówię o zwątpieniu, chaosie, nie tylko o sukcesach. A te rzeczy są trudne.
Błędy, właśnie zwątpienie, chaos to są trudne rzeczy. I nie zawsze chcemy się przyznać do tego, że nam coś nie wychodzi. A mój system opiera się właśnie na tym, żeby korygować to, co nie wychodzi, a nie gratulować sobie tego, co się udaje. Bo tak naprawdę to poprawa błędów prowadzi nas do czegoś lepszego, a nie brawa za to, co nam wyszło. Choć 1 I drugie jest potrzebne, bo samo skupianie się na błędach doprowadzi nas do depresji. Więc mój system zakłada 1 I drugie, ale ja wiem, że to te złe rzeczy I poprawia tych gorszych złych rzeczy jest tutaj sednem rozwoju. Podcast jest dla mnie formą samoobserwacji również. Mówiąc do Was, ja Wyciągam pewne wnioski, porządkuję wiele rzeczy, nadaję sobie kolejną strukturę, formę.
Chociażby przygotowując notatki do tego odcinka, to też wymagało ode mnie pewnego stworzenia struktury, uporządkowania wielu rzeczy, modyfikacji mojego systemu. Podcast jest moim kolejnym dziennikiem, który prowadzę I który również będzie analizowany, z którego również będą wyciągane wnioski I który również będzie z jednej strony poprawiany, z drugiej strony będzie miał wpływ na moje dalsze życie. Moim centrum życia ma być blog. Źle to zabrzmiało. Moim centrum danych ma być mój blog. Moje życie to moje życie I nie zamierzam tego w żaden sposób przenosić do internetu, ale dane z mojego życia mają skupiać się na moim blogu, w bazie danych. I będzie to miejsce, gdzie mam mówić szczerze, bez udawania. Jest to moje miejsce.
I potrzebna jest tam forma bardzo osobista. To jest myślę duża taka gwiazdka, że po to to wszystko tworzę, żeby być szczerym. W nawet tych trudnych, krępujących w wielu momentach rzeczach. No bo Mój dziennik zawiera nie tylko to, co mi się udawało, ale też wiele rzeczy krępujących, które są trudne dla ludzi, a jednak ludzkie. To są rzeczy, o których mówię, o których piszę, a które niekoniecznie są łatwe I które niekoniecznie będą dobrze odebrane przez innych ludzi. Ale to jest potrzebne. Myślę, że to jest potrzebne. Taka szczerość, totalna szczerość jest potrzebna po to, żeby osiągnąć to, co chciałbym osiągnąć, osiągnąć te moje cele.
Nie potrzebuję tworzyć czegoś ładnego, próbuję tworzyć coś prawdziwego. A przynajmniej uczę się tego, jak to robić, no bo tak jak powiedziałem, nie jest to proste, ale do tego dążę. No I dobra, co dalej w tym podcaście? Jest to już kolejny punkt moich notatek. Jakie formaty, tematy chcę rozwijać? No I tak, na pewno będą odcinki o danych. O danych, które gromadzę. Sen, tętno, kalorie, waga. To są rzeczy, które są dla mnie ważne. Są małymi elementami całej układanki, ale są mega ważnymi elementami.
I o tym będę też czasem opowiadał. Będą też odcinki o tym, co czuję, jak ciało wpływa na psychikę, o tym, jak to wszystko się ze sobą łączy. A łączy się, bardzo się łączy. I będę to wam pokazywał, to co sam zaobserwowałem, to co zostało przeanalizowane I mi pokazane. Będę pokazywał wam co się dzieje z okolicami bloga, jak piszę, jak tworzę, jak publikuję. To jest też zawsze fajny element, na którym lubię się skupiać, który lubię poprawiać I który jest dla mnie trudny, no bo Chcę publikować do blogu jak najwięcej, również artykułów, które gdzieś tam może będą szły w tą stronę nie do końca taką moją dziennikową, ale będą pokazywały tą moją stronę eksperta, którym nie chcę być. Ale jednak coś do czego też zawsze dążyłem do pisania I ten cały proces chcę Wam pokazywać I się nim dzielić. Będą pytania do mnie.
Refleksje, wątpliwości, decyzje. Są to różne rzeczy nad którymi się zastanawiam I tematy, które chcę rozgryźć, rozpracować, przeanalizować. Często to są trudne tematy, ale podcast będzie do tego, żeby właśnie o nich sobie poopowiadać. Gablota I werdykt. 2 elementy mojego każdego dnia, o których mówiłem. Myślę, że pojawią się tutaj odcinki podsumowujące moje dni, w których pokażę Wam jak to działa, jak to funkcjonuje, jak wygląda taka gablota I werdykt. Pewnie będę też to opublikował na blogu, ale myślę, że w podcaście również będę chciał pokazać Wam, jak to wygląda. Czasami będzie coś tylko dla patronów, takie bardziej osobiste rzeczy.
Nie wiem jeszcze, jakie dokładnie będą, Nie wiem, które rzeczy, które elementy wybiorę w tej części bardziej osobistej, ale myślę, że się będą pojawiać I osoby, które mnie wspierają na pewno dostaną o wiele więcej, o wiele większy wgląd w to, co tworzę w moje dane, w analizy, w efekty. W analizy, w efekty. Potem jeszcze jest Patreon. Zamierzam tutaj mocno w tych patronów zasilić takimi moimi bardzo prywatnymi I osobistymi danymi oraz tym, jak budowany jest system Fajne Życie. No I tutaj właśnie, gdzie przebiega ta granica prywatności w moim podcaście. Słuchajcie, nie wszystko da się powiedzieć do mikrofonu, nie wszystko da się opublikować w internecie w taki prosty sposób. Niektóre rzeczy są bardzo świeże, intymne, bardzo intymne. I właśnie to jest to, o czym zacząłem mówić o patronach, że potem mam tych patronów, że jest to taka bezpieczniejsza przestrzeń.
Nie każdy tam będzie. Myślę, że to będzie też bardzo małe grono ludzi, którzy będą mieli do tego wgląd, którzy będą mieli do tego dostęp I z którymi będę się mógł dzielić moimi najtrudniejszymi rzeczami, najtrudniejszymi danymi, najtrudniejszymi przemyśleniami, analizami moimi, ale też I Na przykład Stefana, który będzie potrafił na podstawie moich danych, błędów I tego co mi się uda powiedzieć mi co dalej, co mam robić, czego nie robić, ochrzanić mnie za coś. Często to są rzeczy trudne I myślę, że Patroni będą mieli do tego większy dostęp niż wszyscy inni. To też ważne, że Patron to nie jest taki typowy paywall, tylko jest to miejsce, gdzie mogę być bardziej sobą. To też jest taki wskaźnik dla mnie tego, czy to co tworzę, Wam się podoba, czy chcecie to wspierać, czy chcecie mi w tym pomóc, czy chcecie to obserwować. Być może, czy chcecie to przenieść w całości lub w pewnych elementach do własnego życia? Czy chcecie osiągać te same rzeczy, które ja osiągam? Czy chcecie przejść tak magiczne życie, jakie przechodzę ja? Muszę przyznać, że uważam siebie za ogromnego szczęściarza, ale nie dlatego, że mam szczęście w życiu, takie zewnętrzne szczęście, tylko dlatego, że udało mi się to szczęście wypracować, nauczyć się bycia szczęśliwym. Jeżeli Wam ta droga się podoba, jeżeli też chcecie coś takiego osiągnąć, zobaczcie jak ja to osiągnąłem. No to Patreon jest miejscem, do którego możecie sięgnąć, do którego możecie wejść, wesprzeć moje działania I zobaczyć dokładniej, jeszcze dokładniej, jak to zrobiłem.
Patreon będzie też chyba takim miejscem dla mnie, myślę sobie w tej chwili przynajmniej, budowania relacji z ludźmi, ponieważ blog, podcast, mikroblog, te wszystkie elementy są bardzo jednostronne. Są to rzeczy, o których będę mówił, rzeczy, którymi się będę dzielił, ale nie mam takiego miejsca I nie chcę chyba tworzyć takiego miejsca normalnego, publicznego wymiany Myśli, wymiany zdania z ludźmi, z innymi z wami, z słuchaczami, z czytelnikami. I właśnie Patreon ma być chyba takim miejscem, w którym będę mógł te relacje budować. Ale tylko z ludźmi, którzy rozumieją co robię, wspierają to, popierają to, więc będzie to też taki naturalny filtr do tego, żeby tam były tylko osoby, które chcą obserwować to co buduję. Być może budować to samo, być może pomóc mi w budowaniu tego co buduję, może dać pewne wskazówki, ale już takie osoby, które są mocno nastawione na ten mój temat I na tą moją przemianę I będą chciały mi w tym pomóc, właśnie zostają z patronami. I dochodzę w tej chwili do momentu mojego ostatniego punktu w notatkach. Dziesiąty punkt. Czyli co czuję teraz na koniec.
Czy warto było sięgnąć po mikrofon I nagrać ten spływ myśli. Ponieważ pomimo notatek, które mam tutaj przygotowane, czuję, że ten podcast jest jeszcze mocno chaotyczny, nieuporządkowany, ale też wiem, że jest wstępem. Jest pierwszym odcinkiem, pierwszym od dawna, a być może pierwszym w ogóle, który jest tym, czym ma być, tym czym powinien być od początku, ale do czego musiałem bardzo mocno dojrzeć I który wymagał czasu. I mogę powiedzieć, że czuję ulgę, że powiedziałem to wszystko, co chciałem powiedzieć na głos, zebrałem, uporządkowałem te wszystkie myśli, które krążyły mi po głowie od dawna. No I pojawia mi się w głowie takie naturalne pytanie, czy wytrwam w tym projekcie, w projekcie podcastu, no bo projekt 365 dni, o którym powiedziałem, jest to coś, co się już dzieje. Minął ponad miesiąc od kiedy zacząłem ten projekt. Wiem, że mi to bardzo pomaga, bardzo mi to służy. Nie jest to robione dla kogoś, jest to robione dla mnie, więc efekty są.
Nie liczę tutaj na kliki, bo kiedyś coś podobnego próbowałem robić w mediach społecznościowych, ale z uwagi na to, że robiłem to niewłaściwie, zainteresowanie ludzi było niewielkie, więc szybko przerwałem. To też była taka lekcja dla mnie, żeby nie robić takich rzeczy publicznie, tylko robić takie rzeczy najpierw dla mnie, a dopiero później ewentualnie dzielić się efektami. Ten sposób Widzę, że teraz działa. Już ponad 30 dni tworzę moje fajne życie. Fajne życie tworzę już od dawna. Prowadzę ten projekt. 365 dni fajnego życia. Tworzę gablotę, tworzę ocenę każdego dnia.
To działa, funkcjonuje, przynosi efekty. Czy wytrwam w projekcie podcastu? Jeżeli słuchasz tego odcinka to pewnie tak, ponieważ powiedziałem sobie, że Zanim opublikuję ten pierwszy, ósmy, ale pierwszy odcinek podcastu Fajne Życie, nagram jeszcze przynajmniej 2, po to żeby wiedzieć, czy to o czym chcę mówić, to o czym chcę Wam opowiadać, czy to ma sens dla mnie. Nie będę sprawdzał, czy ten odcinek zostanie odsłuchany odpowiednią ilość razy, tylko zobaczę, czy dla mnie ten podcast ma sens, czy chcę to kontynuować, czy będę miał o czym mówić. Więc jeżeli słuchasz tego odcinka, To znaczy, że na horyzoncie jest już przynajmniej 1, 2 odcinki kolejne I ten projekt się zaczyna udawać, zaczyna się dziać, zaczyna się toczyć. I muszę Wam powiedzieć, że pomimo takiej niepewności, którą czułem na początku nagrywania tego odcinka, teraz czuję radość. Radość z tego pierwszego kroku. Cieszę się, że go wykonałem, że chwyciłem za mikrofon I że nagrywam. Także chyba mogę powiedzieć, że był to dzień pierwszy podcastu Fajne Życie.
Do usłyszenia.
czwartek, 11.09.2025
#dyskomfort jest sygnałem dla organizmu, że coś trzeba zmienić
sobota, 30.08.2025
ok, po kilku dniach lekkiego szoku z powodu odkrycia zmian, jakie przyniesie ze sobą wrzesień, chyba już jestem zadowolony, wręcz podekscytowany tym nowym. co się zmieniło? przeanalizowałem co i po co robię, i – co chyba ważniejsze – zrobiłem plan dalszych działań, plan najbliższych tygodni. to ostatnie sprawiło, że nie mogę się już doczekać poniedziałku i kolejnych dni. i tak, jedne rzeczy się kończą, inne wracają, a zaczynają też nowe, kurde, ale będzie fajnie! cały świecie, przybywam!!! 🙂
piątek, 29.08.2025
mijający tydzień mocno mnie zaskoczył.. właściwie to zaskoczył mnie fakt, że zaraz (ZARAZ) zaczyna się wrzesień. spokojnie dryfowałem sobie przez letnie miesiące, a tu nagle: bach, koniec. zaraz jesień, świat dookoła się zmienia, zaczyna się nowy sezon. niby szykuję się na to od dawna, a jednak okazuje się, że nie jestem przygotowany. nadrobię.
dzisiaj zaczyna się ostatni weekend tego roku. w poniedziałek startuje nowe. wszędzie. będzie to więc weekend przygotowań. fizycznych, psychicznych.
czwartek, 28.08.2025
środa, 20.08.2025
największa przegrana
Dziś rano wpadłem w taki stan… rozmyślań. O tym całym „fajnym życiu”, o którym opowiadam, pokazuję, które przeżywam i którym – mniej lub bardziej – staram się zarażać. Bo przecież można wszystko pozmieniać. Naprawić. Ułożyć od nowa. Można żyć zdrowo, być szczęśliwym, podnieść swoje ciało i umysł z kolan. Można. Kurna, wystarczy chcieć. Bardzo chcieć.
Część ludzi, których spotykam, daje się temu porwać. Przynajmniej trochę – tyle, by zakwestionować swoją dotychczasową codzienność. Zaczynają próbować, stawiać pierwsze kroki na tej trudnej drodze. Po cichu mówią: „wierzę ci, spróbuję”. I to jest mega fajna sprawa. Ale spora część – niestety – reaguje inaczej. „Niemożliwe”, „to nie dla mnie”, „już za późno”. I to jest dla mnie chyba najcięższe. Bo ja wiem – ja to naprawdę wiem – że jedyne, co stoi im na przeszkodzie, to własne przekonania. Tylko to.
Z mojej perspektywy wygląda to trochę jak w tym starym powiedzeniu: „na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Tylko że tu nie chodzi o uszy, tylko o całe życie.
I właśnie to boli najbardziej. Ta świadomość, że ich największą przeszkodą jest myśl, że „się nie da”. Że ta myśl odbiera im szansę na długość, sprawność, radość. To jest dla mnie definicja największej przegranej. Jedynej przegranej.
Bo najgorzej jest przestać wierzyć, że jeszcze można. Że jeszcze się da. Że jeszcze jest sens spróbować.
Kiedyś – Ci „niektórzy” – zatrzymają się i dopiero wtedy, gdy faktycznie będzie już za późno, być może pomyślą: „mogło być inaczej”. I ta świadomość będzie bolała bardziej niż wszystkie ćwiczenia, pot, wyrzeczenia i próby, które dzisiaj wydają im się nie do udźwignięcia.
Dla mnie to ogromny smutek – ponieważ ich porażkę muszę przeżywać tu i teraz. Świadomość w tym przypadku staje się ogromnym ciężarem.
poniedziałek, 23.06.2025
no i ok, występ za mną. przemyśleń mnóstwo. złości ogrom. czas na zmiany w życiu. idźmy dalej w to fajne życie…
środa, 08.01.2025
wpis z dziennika, 13 kwietnia 2024 roku
08:22. oczywiście. po wczorajszym kfc, dzisiaj brzuszek boli. mam ochotę napisać, że brzuch napierdala i mam sranie… ale na co ta złość i na kogo? wiedziałem przecież, że tak będzie. sam jestem sobie winny. pewnie z tego powodu nie pojadę dziś na dodatkowe 🩰 contemporary z v(…). albo przynajmniej chcę tak myśleć, że to właśnie przez to – takie samoukaranie za błędną decyzję żywieniową. i dobrze.
Dziś nie jadam już kfc, tak samo, jak kebabów. Rzuciłem te dwie rzeczy, tak jak wcześniej pozbyłem się z mojego życia alkoholu, czy papierosów. Pomogły mi w tym właśnie takie wpisy w moim dzienniku. Używam w nich poczucia winy jako narzędzia do lepszego jutra. I to zadziałało, choć trochę czasu to zajęło.
Jestem sobie bardzo wdzięczny za takie decyzje. Co przyniesie nowy rok? Jeszcze nie wiem, ale już nie mogę się doczekać wdzięcznego siebie za kolejne 12 miesięcy.
niedziela, 01.12.2024
Lubię, gdy do mnie piszecie, cieszę się za każdym razem, gdy odpowiadacie na moje listy – czasem się to zdarza i te momenty zawsze sprawiają, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Nie inaczej było i tym razem, gdy zobaczyłem w skrzynce wiadomość od Michała. „Fajnie!” – pomyślałem – „mam nadzieję, że jego odpowiedź będzie długa”. Michał napisał jednak, że mój ostatni list wysłany do niego z bloga to chyba pomyłka, że nie przypomina sobie, aby zapisywał się do ich otrzymywania i prosi o wypisanie z listy. No cóż. Lekki zawód, ale oczywiście żaden problem. Ludzie wpadają na moją listę i wypisują się z niej, staram się tego nie śledzić zbyt intensywnie, nie sprawdzać statystyk, nie obserwować ile Was przybywa, a ile ubywa. W każdym razie wypisanie się z listy jest całkiem normalne i nie było z tym żadnego problemu, fajnie, że Michałowi chciało się napisać przynajmniej te kilka słów – doceniam nawet taki kontakt, szczególnie, że zobaczyłem, iż Michał już sam zdążył wypisać się z mojej listy (kliknął link wypisujący w stopce maila).
Zanim całkowicie usunąłem dane Michała z mojego bloga, postanowiłem wcześniej sprawdzić, jak to się stało, że ktoś, kto nie chce czytać moich listów, trafił na listę newsletterową bloga. Okazało się, że wydarzyło się to kilka tygodni temu, przez jeden z najpopularniejszych artykułów na moim blogu, do którego google często kieruje ludzi szukających odpowiedzi na jedno konkretne pytanie (celowo nie piszę, który to artykuł, choć wspominałem już o nim kilka razy). Był czas, gdy – aby przeczytać ten artykuł w całości – trzeba było zapisać się na moją listę newsletterową. A no właśnie… wszystko jasne. Gdy to odkryłem, zrobiło mi się smutno. Uświadomiłem sobie, że w pewien sposób zmusiłem kogoś do zapisu, do otrzymywania moich wiadomości. Drobnym marketingowym podstępem złowiłem w sieć. Kogoś, kto być może w tamtym konkretnym momencie wcale nie chciał się znaleźć w gronie czytelników mojego bloga, a jedynie potrzebował dowiedzieć się czegoś, co ukryłem właśnie za formularzem zapisu na newsletter. Nie spodobało mi się to. Zacząłem się zastanawiać, ile osób na mojej – już całkiem pokaźnej liście – jest tam faktycznie dlatego, że chciało czytać to, co mam do powiedzenia, a ile zostało przymuszonych do takiego zapisu. Wniosek z tych przemyśleń miałem tylko jeden: nie jestem w stanie tego sprawdzić. Mogę jednak to łatwo zmienić.
No cóż, nie ma chyba innego sposobu, aby to powiedzieć: to będzie ostatni list, jaki do Ciebie wyślę. Przynajmniej jeżeli nie dasz mi znać, że chcesz dalej otrzymywać ode mnie wiadomości (ale o tym za chwilę).
W ostatnich tygodniach dość mocno zastanawiałem się nad moją obecnością w internecie, blogiem, tym, czym i w jaki sposób się dzielę. Rozważania te miały też wpływ na inne obszary mojego życia. Potrafię się zmieniać, rezygnować z jednych rzeczy, by zaczynać inne. Jak wszystko w życiu, ma to oczywiście swoje jasne, jak i ciemne strony. Staram się jednak skupiać na tych pierwszych, czerpiąc jednocześnie lekcje z tych drugich.
Ten rok był dziwny. Gdy 12 miesięcy temu nagrywałem z Piotrkiem odcinek PiG Podcastu z tematem i planami na 2024 rok, myślałem, że w ciągu najbliższych miesięcy, moja kariera bloggera wystrzeli z szybkością MAVu (Mars Ascent Vehicle) startującego z powierzchni Marsa w jednej z moich ulubionych książęk „Marsjanin” Andiego Weira. Dla nieznających tej wspaniałej książki tłumaczę: bardzo, bardzo szybko. Tak się nie stało. Problemem okazał się nie sam pomysł, który to – jak się okazało – był całkiem niezły, ale fakt, że zabrakło mi jednej ważnej rzeczy w prowadzeniu bloga, jakiego wizję mialem rok temu. Zabrakło mi serca. Mój blog nie był już częścią mojego fajnego życia. A to duży problem.
Moim tematem 2024 roku było hasło „nic nowego”. Wybierając go, zadeklarowałem przed samym sobą, że postaram się nie zmieniać zbyt wiele przez najbliższe 12 miesięcy, że dam szansę moim (czasem dość kontrowersyjnym) pomysłom. Minął jednak czas, jaki miałem na sprawdzenie tamtej drogi i nadszedł moment przemyśleń, wyciągania wniosków i korekt. Tych ostatnich było tak dużo, że ciężko je nadal nazywać korektami, dużo lepiej pasuje określenie gruntowne zmiany. Zresztą napisałem o tym osobny artykuł na blogu.
Ponieważ lubię wszystko określać, nazywać i tytułować, więc i zmiany, które od jakiegoś czasu wprowadzam, zyskały swoją unikalną nazwę, zamknąłem je w projekt „powrót do korzeni”. I muszę przyznać, że pochłonął mnie on całkowicie, nie tylko w obszarze mojego bloga, ale całego życia. Choć nie chcę w tym liście do Ciebie opisywać szczegółowo, co projekt ten oznacza, to czuję, że jestem Ci winny, choć ogólny zarys zmian związanych z moim blogowaniem – chociaż po to, byś mógł, mogła zdecydować o tym, czy chcesz iść dalej ze mną w tej podróży.
media społecznościowe
Bum! Skasowałem moje konta na facebooku, instagramie, twitterze (𝕏), linkedinie, tiktoku, snapchacie i threads. Wszystkie. W zasadzie zniknąłem z popularnego internetu – wszystko w ciągu jednego tygodnia. Nieodwracalnie. Nie ma mnie tam, nie tylko stron i treści związanych z blogiem, ale i tych prywatnych. Strasznie dziwne uczucie. Zniknęły tony gratulacji z okazji narodzin moich córek, życzenia urodzinowe z wielu lat, postępy w nauce jazdy na rolkach, tańcu, ciasta, które przez miesiące piekłem w soboty, wspólne zdjęcia ze znajomymi, tysiące moich wpisów, komentarzy, zdjęć, relacji. Nie ma śladu po papierowych ptaszkach, które w setkach pojawiły się w ostatnich latach na moich profilach, a które były tak ważnym dla mnie symbolem. Zrobiłem coś, czego długo nie rozumiałem u innych. Porzuciłem cały ten bagaż. I ogromnie mi z tym dobrze. Stworzyłem za to konta w innych serwisach (zobacz tu: https://grzesiek.life). Działają one na zupełnie innej zasadzie, niż te wcześniejsze, mają też zupełnie inny cel – ale o tym będę jeszcze opowiadał.
projekt „anonimizacja”
Zmiany, które wprowadzam, zamykam w projekty – nie są to jednorazowe działania, ale dłuższe i głębsze procesy, do których określenie „projekty” doskonale pasuje. I tak w ramach projektu „anonimizacja” wyrzucam wszelkie moje zdjęcia i dane z internetu, staram się jeszcze bardziej zniknąć. Na blogu i nowym micro blogu, jak również w mediach spolecznościowych, nie najdziesz mojego zdjęcia, nazwiska, czy innej identyfikującej mnie bezpośrednio informacji. Staję się anonimowy. Dzięki temu mogę jeszcze bardziej otwierać się pisząc. Rok temu, probowałem to osiągnąć w totalnie odwrotny sposób – pokazując więcej informacji o mnie, ale zamykając za płatnym dostępem te najbardziej osobiste rzeczy. Tym razem próbuję inaczej. Zupełnie w drugą stronę.
micro blog
Ach, no właśnie. Poza blogiem, którego znasz, prowadzę też od jakiegoś czasu micro bloga pod adresem https://wasfine.life/filtr/micro/. To mega ważny element mojej nowej drogi i staje się powoli moim głównym miejscem, gdzie piszę (codziennie, nawet kilkanaście, czy kilkadziesiąt razy). Micro blog jest moim dziennikiem! A dopiero z tym projektem się rozkręcam. Być może zastanawiasz się, jaką funkcję pełnić będzie dla mnie teraz mój regularny blog. Otóż nic się dla niego nie zmienia. Micro blog to miejsce, gdzie dzielę się codziennością, drobnymi sprawami związanymi z dążeniem do fajnego życia. Natomiast blog pokazuje efekty tej drogi, rzeczy już dokonane – a ten list jest tego najlepszym przykładem. Jednak o zmianach, o których właśnie czytasz, piszę też na nierzadko, w krótkich aktualizacjach, przemyśleniach i statusach już od kilku tygodni właśnie na micro blogu. I tu pojawia się rola moich nowych kont w mediach społecznościowych (https://grzesiek.life) – trafiają na nie jedynie wybrane wpisy z mojego micro bloga. Będę jeszcze opowiadał o całym tym (bardzo fajnym!) procesie i moim nowym sposobie na blogowanie. Najlepszym podsumowaniem na chwilę obecną niech będzie to, że micro blog zastąpił mi całkowicie dotychczasowe media społecznościowe, albo raczej stał się dla mnie miejscem, jakim od zawsze chciałem, aby media społecznościowe dla mnie były.
projekt „minimalizm”
Nieustający, wiecznie obecny, ogromnie ważny projekt, który ma na celu ograniczenie, ale również nadanie znaczenia. Od lat towarzyszy mi przy okazji różnych zmian, jest obecny i teraz. Mało tego, włączyłem kolejny bieg w tej podróży: jestem na etapie wyrzucania, pozbywania się, upraszczania – co tylko mogę, w różnych obszarach mojego życia. Znikają rzeczy, informacje, treści, jakie przyswajam, upraszczam jedzenie, napoje, zakupy, ubrania, szafki, półki. Zobaczę (i będę o tym pisał!), co z tego wyjdzie, ile przestrzeni zyskam i co z tą przestrzenią zrobię. Wiem, że jestem rozpędzony i nie wiem jeszcze gdzie się zatrzymam.
projekt „relacje”
Kolejny kawałek zmian jest dla mnie nieco trudniejszy. Pracuję nad nim i wymaga ode mnie jeszcze kilku przemyśleń. W ramach tego projektu wyłączyłem całkowicie możliwość komentowania na moim blogu. Zamiast tego, będę Cię namawiał do pisania do mnie bezpośrednio, bądź kontaktu przez mój micro blog. Z pewnością wrócę jeszcze do tego tematu.
Ten sam projekt skłonił mnie też do wyczyszczenia listy newsletterowej, a więc do skasowania twojego adresu z mojej bazy adresów. Pragnę innych relacji z osobami, które czytają moje wpisy. Pragnę innych relacji z Tobą. Nie wiem czy możliwe jest to, co siedzi w mojej głowie, ale będę próbował. Miałem w planach całkowite zrezygnowanie z wysyłania newslettera, ale w tej chwili powstrzymam się jeszcze od tej decyzji – głównie dlatego, że nie wiem, ile z Was faktycznie chce dostawać maile ode mnie. Więc możesz ponownie zgłosić się do ich otrzymywania.
Jednak dostanie się na moją listę nie będzie tym razem takie proste!
Rozważałem stworzenie na nowo formularza zapisu… ale nie. Co to zmieni? Nic. Więc robię coś, co być może jest najlepszym, a może najgłupszym moim pomyślem: zmieniam sposób zapisu na mój newsletter (już to zmieniłem, teraz, jeżeli chcesz otrzymywać moje wiadomości, możesz się zapisać tu: https://wasfine.life/newsletter/). Tak, dokładnie tak! W regularnym mailu. Koniec z formularzami, automatami, przekierowaniami. Możesz napisać jedno zdanie, że chcesz, abym przesyłał do Ciebie moje listy, możesz napisać dłuższą wiadomość – jak wolisz. Ale od dzisiaj komunikujemy się przez maile, a nie formularze. W obydwie strony!
Mam nadzieję, że dzięki temu po internecie będzie krążyło mniej niechcianych i nieprzeczytanych maili. Zastanawiam się też, ile osób, ile z Was, napisze do mnie. Może nie otrzymam żadnego maila i to przybliży mnie do decyzji o całkowitej rezygnacji z newslettera…?
tych projektów jest więcej
To, co w tej chwili czytasz, jest podsumowaniem kawałka zmian w moim życiu blogowym. Ale jest tego o wiele, wiele więcej. I opowiadam o tym wszystkim każdego dnia na micro blogu. Wpisy na nim podzielone są na kategorie, odpowiadające właśnie różnym projektom i obszarom mojego życia. Możesz tam zaglądać, by na bierząco wiedzieć jak mi idzie. Blog będzie jadał miejscem podsumowań, opisywania efektów, dokonanych zmian, transformacji, postępów. Wszystko tworzy dość spójny dla mnie ekosystem, które pozwala mi prowadzić wiele publicznych dzienników (do czego od dawna dążyłem) i dzielić się moją – czasem trudną, momentami krętą, ale zawsze ekscytującą – drogą do fajnego życia. Nieprzerwanie zapraszam Cię do podróżowania nią ze mną.
czwartek, 10.10.2024
pieprzyć 🐦 wróbelki
no dobra, pogadajmy. minął rok, od kiedy zmieniłem mojego bloga w… no właśnie, w co? sam nie wiem. czas podsumować i odkręcić niektóre rzeczy.
Ten cytat pochodzi z mojego dziennika. Zapisałem go w momencie, w którym wiedziałem już, że coś jest nie tak z obszarem mojego życia, który miał być moim małym, prywatnym miejscem w internecie, sposobem na głęboką refleksję, zaspokojeniem potrzeb kreatywnych i wsparciem w poszukiwaniu właściwych ścieżek w życiu. Musiałem zmienić kierunek i zdecydować, w którą stronę iść.
Końcówka poprzedniego roku przyniosła u mnie trochę zmian, na które początkowo patrzyłem z nadzieją, a które z czasem okazały się sporym wyzwaniem. Co więcej, patrząc na wszystko z perspektywy czasu, widzę, że zafundowałem sobie niepotrzebny chaos. Między innymi w kontekście mojego bloga – i to o nim dzisiaj będzie w liście do Ciebie.
Pamiętam, jak rok temu inaugurowałem zmiany na moim blogu. Napisałem wtedy: „ale będzie fajnie”. Niestety nie było. Tak, próbowałem zbudować coś, czego chyba nie przemyślałem do końca. Coś, co miało być jednocześnie blogiem, przestrzenią wymiany myśli, produktem i… wszystkim innym, co przyszło mi do głowy. Chciałem, aby blog był czymś więcej, niż tylko blogiem, by stał się platformą, miejscem wymiany wiedzy, ale też źródłem dochodów. Pomysł początkowo wyglądał dobrze na (wirtualnym) papierze. W praktyce jednak okazał się przerostem formy nad treścią. Blog, który od zawsze był moim miejscem swobodnego wyrażania siebie, przekształcił się w coś, co sam nie do końca czułem. Właściwie przez ostatnie 12 miesięcy przestałem to całkowicie czuć. Nie zrozum mnie źle, mój pomysł częściowo się udał. Część z Was była ze mną, zaufała mojej wizji, zapisaliście się do płatnych planów i cieszyliście się z oferowanych treści. Jednak… ja czułem się coraz bardziej przytłoczony i ograniczony wybranym przez siebie formatem. To właśnie wtedy uruchomiłem moje najważniejsze narzędzie do rozwiązywania życiowych problemów (nie, tym razem nie chodzenie!): jest nim dziennik.
powrót do przeszłości, czyli krok do przodu
Był moment, w którym poważnie rozważałem, by to wszystko zakopać. Wszystko! Zlikwidować bloga, który przez lata był moją przystanią, moim ulubionym miejscem, a który z czasem przestał spełniać tę ważną funkcję. Właściwie jedną nogą byłem już na drodze do skasowania wpisów z niego. Wiedziałem, że jeżeli chcę iść drogą obraną rok temu, to muszę to zrobić całkowicie inaczej. Odciąć się od tego, co tworzyłem przez ostatnie lata i robić to wszystko w totalnie odmienny sposób. I wtedy zatrzymałem się na chwilę. Wziąłem głęboki oddech, mój dziennik i zacząłem się zastanawiać…
Zrozumiałem, że najważniejsze w tym wszystkim było jedno pytanie: Czego ja właściwie szukam?. Nie chodziło o pieniądze, formę, technologię. Chodziło o mnie. O to, że z każdym dniem miałem z tego wszystkiego coraz mniejszą frajdę. Że struktury, które zbudowałem, którymi się obudowałem, zamiast mnie rozwijać, zaczęły mnie męczyć. Zamiast otwierać się na ludzi, zamykałem się w małej grupie. Blog przestał być tym, czym chciałem, aby był – miejscem, gdzie mogłem po prostu pisać i dzielić się myślami.
Zapadła więc decyzja: pieprzyć 🐦 wróbelki.
Czas na powrót do tego, co słuszne, co dobre dla mnie.
a więc znowu blog!
Znowu, ale nie tak samo. To nie jest powrót do starej wersji bloga, tylko krok do przodu. Po roku prób, po licznych zmianach i kombinacjach, wracam do korzeni. Upraszczam wszystko: blog będzie teraz prosty, przejrzysty, minimalistyczny (już jest!). Bez kolorów, bez zdjęć, bez nadmiaru ozdobników. Zostaje tekst, treść, dzienniki i refleksje. To, co na początku sprawiało mi największą przyjemność – pisanie, bez ograniczeń.
Znikają rozpraszacze. Koniec z ptaszkami, grafikami, zawiłymi systemami subskrypcji i dodatkowymi opcjami dla różnych grup użytkowników. Likwiduję „🐦 wróbelki” jako nazwę darmowego plan dostępu. Były to elementy, które oddalały mnie od sedna – od pisania. Znikają wróbelki i inne ptaki też. Tak jak zapisałem w dzienniku: albo chcesz pisać, albo nie – więc jednak chcę.
koniec z planami subskrypcyjnymi
Pamiętam, jak rok temu cieszyłem się, obmyślając nową koncepcję dla mojego bloga, wymyślałem różne opcje subskrypcji, nazwy, kolory, wybierałem zdjęcia ptaszków, tworzyłem system planów i nazw. Mega fajny, kreatywny czas. Były wróbelki, niebieskie i papierowe ptaki… to był bardzo ciekawy i pouczający dla mnie projekt. Ale czas powiedzieć „stop”. Umiejętność zatrzymania się, refleksji, weryfikacja założeń, efektów – to istotne elementy, które pozwalają mi budować moje fajne życie. Nie boję się zawracać i wprowadzać zmiany. I to robię.
Artykuły, które były wcześniej dostępne wyłącznie dla osób zapisanych do płatnych planów – teraz są otwarte dla wszystkich. Znikają bariery, znika podział na darmowe i płatne. Blog wraca do swoich korzeni. Wszystko jest dostępne dla każdego, bez konieczności wyboru czegokolwiek. Nie musisz być nawet zapisany, zapisana, by otrzymywać mój newsletter. Jeśli wspierałeś, wspierałaś mój blog w ramach jednego z płatnych planów, możesz już zajrzeć do swojej skrzynki mailowej – czeka tam na Ciebie osobna wiadomość z informacją o zakończeniu subskrypcji, zwrocie i dużej niespodziance jako podziękowaniu za dotychczasowe wsparcie.
nowy wygląd, nowa struktura
Zmiany na blogu nie dotyczą tylko struktury, treści i dostępu do nich – zmienił się również wygląd. Postanowiłem od podstaw zaprojektować wygląd mojego bloga, kodując go samodzielnie zgodnie z moimi potrzebami. To pierwszy raz, kiedy nie szukam gotowego szablonu, wyglądu, pomysłu. Nie dostosowuję się do cudzych tworów. Tym razem jest to całkowicie mój projekt, od pierwszej, do ostatniej kreski. Dzięki temu blog będzie bardziej minimalistyczny, ale też bardziej mój.
Od strony technicznej: zostaję na platformie Ghost, której prostota i ograniczenia, choć czasem irytujące, pozwalają mi na kreatywne podejście do prowadzenia bloga. Im więcej ograniczeń, tym ciekawsze rozwiązania. Ghost nie jest platformą dla każdego, ale u mnie idealnie się sprawdza.
sociale miediale
Media społecznościowe, facebooki, instagramy, x’y i inne youtuby nigdy nie były moją mocną stroną. Nie do końca się w nich odnajdywałem, nie za bardzo chciałem uczestniczyć w zbiorowym, wszechobecnym tam narzekaniu, niezbyt dobrze wpisuję się w pogoń za podkręcaniem emocji – a więc tym, co najlepiej w mediach społecznościowych się sprawdza.
Doszedłem do wniosku, że moje podejście w tym obszarze także wymaga zmiany. Początkowo zafascynowany nowym serwisem Threads, po kilku miesiącach uznałem, że to jednak nie to. Tu wszystko to, co tak bardzo mi w serwisach społecznościowych przeszkadza: wyścig szczurów, clickbaitowe tytuły i pogoń za wzbudzaniem emocji, szukaniem atencji – zostało podkręcone na maksa. Choć może na pierwszy rzut oka tego nie widać. Nie jest to miejsce dla mnie. Zdecydowałem, że wracam do tego, co kiedyś sprawiało mi radość: reaktywowałem stronę na Facebooku, odświeżam konto na Twitterze (X) – tam spróbuję zbudować moje małe miejsca w internecie. Chcę mieć miejsce, w którym mogę wrzucić mały update z moich postępów w dążeniu do fajnego życia, zapytać o coś, poradzić się, a czasem i o czymś podyskutować. Nie wykluczam jednak zmian w tym obszarze – nie wiem, czy moje podejście do mediów społecznościowych ma sens w dzisiejszych czasach – zobaczymy, chcę spróbować.
wpisy, dzienniki, komentarze, opinie
Kolejna zmiana: publikowanie mniejszych rzeczy, krótkich form, które wcześniej nie pasowały do skomplikowanego układu bloga. Chcę dzielić się (i już od jakiegoś czasu to robię!) refleksjami na bieżąco, a nie tylko przygotowanymi, dopracowanymi artykułami. Blog to dziennik, a dziennik ma to do siebie, że żyje. Więc – częściej publikuję. To dla mnie prawdziwy powrót do esencji blogowania. Powrót do korzeni. Na nowych zasadach, z nową wiedzą i doświadczeniami. Dziennik pomógł mi to wszystko poukładać. Czasem trzeba cofnąć się o jeden, czy dwa kroki, żeby potem zrobić trzy do przodu.
co Ty z tym zrobisz?
Otwieram bloga dla wszystkich. Czas pokaże, jak na to zareagujecie Wy – czytelnicy, osoby, które zdecydowały się obserwować moją drogę do fajnego życia, a których przez ostatnie lata zebrało się naprawdę sporo!
Ponieważ blog fajne.life zmienia się i już w tej chwili publikuję na nim o wiele więcej treści, więc musisz zdecydować, które z nich chcesz otrzymywać na swoją skrzynkę mailową. Z automatu zostałeś, zostałaś przypisany, przypisana do listy osób, które otrzyma mailem moje comiesięczne podsumowania (co słychać?) oraz wybrane artykuły – np. takie jak ten, który w tej chwili czytasz. Możesz jednak rozszerzyć to, by dodatkowo otrzymywać artykuły z 📗 dzienników, albo i wszystkie publikowane przeze mnie artykuły. Ustawić rodzaj wpisów, które będą wpadały na Twoją skrzynkę mailową, możesz na moim blogu (o tutaj ) – musisz tylko podać swój adres e-mail i wyskoczą Ci opcje możliwych do otrzymywania maili. Zawsze możesz też wpaść codziennie rano na fajne.life i przeczytać, co nowego akurat napisałem – jak za starych, dobrych czasów 🙂
środa, 09.10.2024
📅 wpis w dzienniku, 30 września 2024 r.
no dobra, pogadajmy. minął rok, od kiedy zmieniłem mojego bloga w… no właśnie, w co? sam nie wiem. czas podsumować i odkręcić niektóre rzeczy.
czego Ty właściwie chcesz? czego się boisz? co lubisz? czego nie lubisz? dlaczego chcesz zmian? o co Ci chodzi? czas na szczerą rozmowę z samym sobą o blogu. od dłuższego czasu widzę, że to nie idzie w dobrym kierunku, nie w tym, w którym chcę aby to wszystko szło.
dlaczego chcę zamian? ponieważ to, co robię nie przynosi mi takiego fun’u, jaki oczekiwałem oraz efektów, jakie chciałbym widzieć. to nie działa po prostu. i mnie to męczy. nie mam ani bloga, jaki chciałbym mieć, nie mam też z tego produktu, jaki widziałem rok temu. widocznie połączenie wszystkiego w jedną szafeczkę, nie do końca się sprawdziło. a właściwie to wcale się nie sprawdziło. czas wszystko pozmieniać. w tym jestem dobry 😎
kim chcę być? kogo naśladować? po pierwsze: zobaczmy, co robi Jeff. Jeff Perry. ktoś, na kogo czasami patrzę, a kim nie chciałem się stać. no i… Jeff aktualnie nic nie robi w internecie. Żyje sobie poza nim. mam mu współczuć, czy zazdrościć?
jaką rolę ma spełniać mój blog? aktualnie żadnej nie spełnia. przestał być blogiem, nie zaczął jeszcze być produktem, w obecnej formie nigdy nie będzie tym, czym chciałbym, aby był.
chcę znowu mieć bloga. nie chcę z tego rezygnować. a wczoraj byłem gotowy go zakopać, skasować wszystko to, co przez ostatnie lata tworzyłem. moją zabawkę. ale chcę mieć też produkt. i błąd chyba polegał na tym, że chciałem to wszystko połączyć w jedno. trzeba powrócić do tego co było, ale uzupełnić o nową wiedzę. o sobie, o środowisku, o technologii.
a więc, lecimy, burza mózgu… tylko szczerze,
– pieprzyć wróbelki, inne ptaki też
– chrzanić plany, progi, blokady
– albo chcesz pisać, albo nie – więc jednak chcę
– kolory. nie chcę ich, zróbmy to wszystko czarno-białe. i bez zdjęć. na co właściwie one są?
– przyciski, linki, menu, za dużo tego, znowu się obudowałem. a więc wywalam, upraszczam, rezygnuję.
do dzieła!
poniedziałek, 12.08.2024
Dziś temat, który wpadł mi do głowy dość przypadkowo, a doprowadził mnie do bardzo ciekawych wniosków. Jednak pozwól, że zacznę od początku i od motywów, jakie mną pokierowały do napisania dzisiejszego listu.
Słuchałem ostatnio podcastu ATP (Accidental Tech Podcast), odcinka 599, w którym jednym z prowadzących jest Marco Arment, twórca aplikacji Overcast do słuchania podcastów. Choć sam jej nie używam, to cenię Marco za jego kreatywność i precyzję jako dewelopera. Overcast od lat cieszy się dużą popularnością wśród osób słuchających podcasty, zwłaszcza w środowisku związanym z technologią i produktami firmy Apple (Overcast jest dostępny jedynie na urządzeniach z logiem jabłuszka). Marco od dłuższego czasu pracował nad całkowitą zmianą swojej aplikacji, napisał ją od nowa, zmieniając jednocześnie wygląd aplikacji. I tu pojawia się problem, ponieważ… ludzie – w całkiem sporej większości – nie lubią zmian, nie lubią nowego, szczególnie w obszarach życia, w których nie są nastawieni na rozwój. A tych ostatnich często nie mamy zbyt wiele. Drugi przypadek, w którym nie lubimy zmian, to taki, gdy zmiana nie idzie w parze z kierunkiem rozwoju, na jaki jesteśmy nastawieni – tu poza samą niechęcią do zmiany może też pojawić się początkowo silniejszy opór, jednak z uwagi na to, że już i tak jesteśmy otwarci na zmiany w tym obszarze, z czasem łatwiej dajemy się przekonać do pomysłu osoby, która zmianę wprowadza.
Przykład przebudowy Overcast dobrze to ilustruje. Po wprowadzeniu nowej wersji Overcast otrzymał sporo negatywnych opinii i ocen w sklepie z aplikacjami – tylko dlatego, że w ulubionej aplikacji wielu osób nastąpiły jakiekolwiek zmiany. Oczywiście większość użytkowników oceniła zmianę pozytywnie, ale najbardziej interesujące są właśnie te oceny negatywne. Aplikacje w sklepie Apple można oceniać przyznając im gwiazdki – od jednej (totalne dno), do pięciu (kocham to!) oraz dodawać opinie tekstowe, a więc zwyczajnie napisać, co Ci się w aplikacji podoba, a co nie. Swoje oceny można później zmieniać, to znaczy, można najpierw ocenić aplikację na 5 gwiazdek, a potem zmienić tę ocenę na 3 gwiazdki itd. Marco poskarżył się w podcaście, że ludzie, zamiast zabierać mu (aplikacji) na przykład jedną gwiazdkę i dodać w opinii informację tekstową skąd taka zmiana i co nie podoba się w nowej wersji, zmieniali oceny z 5 gwiazdek na 1 albo 2 i pisali, że zmiana wyglądu to po prostu „tragedia” i koniec.
Historia, którą opowiedział Marco, sprawiła, że usiadłem do mojego dziennika i zacząłem szukać. Zastanawiałem, się jak ja podchodzę do tego typu nowości. Wydawało mi się do tej pory, że jestem dość tolerancyjny i otwarty na zmiany, że wręcz je lubię, czekam na nie i ich oczekuję, a często i pożądam…
Fajnym przykładem jest tu awaria samochodu, która przytrafiła mi się w pierwszej połowie tego roku. Ponieważ i tak planowałem od dawna, że będzie to dla mnie rok zmiany samochodu, więc uznałem, że nie będę się już bawić w naprawę tego starego (gdy się zepsuł). Nawet pomimo faktu, że awaria być może nie była duża (nie wiem, ponieważ nie chciałem nawet sprawdzać) a do tego nastąpiła dość niespodziewanie. Pozbyłem się starego samochodu najszybciej jak mogłem, a z zakupem nowego totalnie się nie spieszyłem, delektując się nowym, głównie pieszym, stylem życia. Cała ta historia mogła się wydarzyć, ponieważ byłem mocno nastawiony na rozwój w obszarze codziennej aktywności fizycznej. Niespodziewana awaria samochodu stała się okazją do eksplorowania tej dziedziny na zupełnie innym poziomie, takim, którego się totalnie nie spodziewałem. Starałem się nawet pogłębiać tę zmianę, coraz bardziej ustawiając moje życie na bycie poza domem, mikro podróże po mieście i sprawdzanie jak jeszcze fajniej można to wszystko zorganizować. Sprawdzałem nowe plecaki, torby, różne alternatywne środki codziennego transportu, pisałem o tym na blogu, rozmawiałem w mediach społecznościowych, ze znajomymi… zbudowałem cały, duży rozdział w moim życiu wokół tej jednej, narzuconej mi przez los zmiany.
Inny przykład, który odnalazłem w moim dzienniku, to zamknięcie Wrotkarni w Warszawie – miejsca, w którym do końca 2022 roku spędzałem bardzo dużo czasu. Wręcz mogę powiedzieć, że była to większość z moich wolnych chwil. Mocno związałem się z tym miejscem, w pewnym momencie stało się ono dla mnie sposobem na stres, miejscem, gdzie mogę odpocząć, rozwijać się (fizycznie), osiągać nowe rzeczy, uczyć się i pokazywać to, czego się nauczyłem. Chyba nie jestem nawet w stanie teraz opisać, jak ważne było to dla mnie miejsce. Aż tu przyszedł nagle komunikat, że w ciągu dwóch tygodni zostanie ono bezpowrotnie zamknięte. Z jednej strony SZOK, strach, łzy. Byłem tak mocno związany z tym miejscem, że jego zamknięcie było dla mnie o wiele większą i trudniejszą zmianą, niż ta związana z rezygnacją z samochodu wiele miesięcy później. Wiedziałem, że tracę miejsce, w którym spędzałem ogromną część prawie każdego dnia, ludzi, których znałem i tak często tam spotykałem, możliwość rozwijania się w jednym z moich obszarów. A jednak jeszcze tego samego dnia, w którym dowiedziałem się, że Wrotkarnia zostanie zamknięta, wieczorem, napisałem w dzienniku:
Cieszę się, że zamykają Wrotkarnię.
Jeżeli mam być całkiem szczery, to sam byłem wtedy w lekkim szoku – że tak właśnie myślę, że właśnie TO piszę w moim dzienniku. Pisałem te słowa z łzami w oczach, ale wiedziałem, że taka zmiana wyjdzie mi bardzo na dobre.
Znalazłem jeszcze jeden, chyba nawet ciekawszy wpis, który powstał raptem kilka dni po tym, jak Wrotkarnia została już zamknięta:
Chciałbym, aby zamknięcie Wrotkarni było dla mnie jakimś nowym otwarciem się na rzeczy, o których śnię. Tak długo czekałem, aby móc robić to, co kocham i chcę to w końcu robić. Rolki były jedną z wizji mojej przyszłości, fajnych wizji, ale czeka na mnie coś innego – wiem to i chcę tego.
Dzisiaj tak dobrze się czuję, z plecakiem, ale bez rolek, bez tego bagażu. Rolki zostały tam, gdzie powinny – w samochodzie. I choć nie chcę, aby tak było codziennie, to cieszę się, że dzisiaj mogę cieszyć się taką wolnością.
Ta historia jest o wiele dłuższa i z pewnością doczeka się osobnego rozdziału na moim blogu, jednak dziś będzie tylko przykładem mojego podejścia do zmian. Zresztą, obydwie historie, są dobrymi przykładami narzuconych mi zmian, które przyjąłem od losu z wielkim zaufaniem i radością. Mam kilka innych, mniejszych przypadków takich nowości. Na przykład, w podobny sposób reaguję na każdą zmianę w aplikacjach z mojego systemu produktywności – testuję od jakiegoś czasu nową, jeszcze niedostępną publicznie funkcję w aplikacji Craft, która od jakiegoś czasu jest moim centrum produktywności. Pomimo faktu, że zmiana ta (o której opowiem, gdy tylko będę mógł) jest ogromna i całkowicie zmienia mój sposób zarządzania treściami w aplikacji, to już jestem w niej zakochany. Tak samo reaguję na każdą zmianę choreografii na zajęciach z tańca, czy tych na siłowni – ze smutkiem żegnam stare, ale z o wiele większą ekscytacją witam to, co nowe. Ostatnio dowiedziałem się też, że serwis, którego używam do hostowania moich podcastów, kończy swoją działalność, jednak zamiast być zły na taką sytuację, uznałem, że to dobra okazja do jeszcze szybszego rozwoju i przyjąłem ją z wdzięcznością (pisałem o tym w lipcowym 🗞️ Co słychać?), szybko organizując sobie zastępstwo. Długo mógłbym mnożyć podobne przykłady. Wspólnym ich mianownikiem jest właśnie słowo rozwój. Jestem otwarty na zmiany, w obszarach, w których jestem nastawiony na rozwój i zgodnie z kierunkiem mojego rozwoju.
Jednak, dzięki mojemu dziennikowi, odkryłem też, że nie zawsze tak jest. W niektórych tematach reaguję na zmiany całkiem inaczej – właśnie, gdy zmiana nie idzie w parze z kierunkiem rozwoju, na jaki jestem nastawiony. I tu, jako wspaniały przykład, drobiazg: zmiana papierowych toreb (z białych na kartonowo-brązowe) i pudełek (na cieńszy plastik), w których dostaję codziennie jedzenie od firmy cateringowej… no powiedzmy, że bardziej mnie zdenerwowała, niż utrata samochodu. Co może wydawać się dość dziwne. Jednak po głębszej analizie tego problemu, zorientowałem się, że zwyczajnie ekologia (która, razem z optymalizacją kosztów firmy cateringowej, jest głównym powodem wprowadzenia obydwu zmian) nie jest obszarem mojego życia, w którym aktualnie jestem nastawiony na rozwój. Podobnie było ze zmianą nakrętek do butelek, które zaczęły być przytwierdzone do samych butelek… początkowo te dwie, niby drobne, ale w jakiś dziwny sposób dla mnie znaczące zmiany, wprawiły mnie w dużo gorszy i dłużej trwający zły nastrój, niż wszystkie wcześniej opisane dziś zmiany. Obydwie dostały ode mnie po jednej gwiazdce. I choć w końcu i te dwie nowości przyjąłem ze zrozumieniem i znalazłem w nich pole do własnego rozwoju, to jednak takie drobiazgi urosły w dwóch krótkich chwilach do rangi problemów. Dziś patrzę na to, jak na dwie fajne okazje do rozwoju – w obszarach, których do tej pory nawet nie starałem się rozwijać.
Jakże jednak mógłbym dostrzec te wszystkie zależności, gdybym nie prowadził dziennika? Skąd miałbym pamiętać, że wkurzały mnie nakrętki do butelek, czy plastikowe opakowania na jedzenie, gdybym kiedyś sobie tego nie zapisał? Kto opowiedziałby mi, jaką walkę w sobą stoczyłem, gdy zamykali Wrotkarnię? Dziennik to potężne, być może nawet najpotężniejsze narzędzie, do zrozumienia siebie, do rozwoju, do zmian i poprawy. Dzięki niemu wiem już, że jeżeli jakaś zmiana wywołuje mój gniew, strach, niepokój, złość, zamiast w ataku szału dawać mu jedną gwiazdkę, lepiej jest usiąść, napisać o tym i znaleźć obszar, który taka zamiana może pomóc mi rozwinąć.