trzeci dzień nowego podejścia do jedzenia. i drugi dzień z rzędu zaczyna mi brakować energii wieczorem, przed ostatnimi zajęciami. wczoraj szybko sobie z tym poradziłem (dzięki stefan!), miałem odpowiedni zapas jedzeniowy. dzisiaj to banan i orzechy z rodzynkami mają postawić mnie na nogi – zaraz się przekonam, czy to się uda. zostało półtorej godziny zajęć, modern jazz. nie dość, że mam je przetrwać, to mam być w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej – inaczej zajęcia nie mają sensu.
Tag: dieta
czwartek, 25.09.2025
piątek, 19.09.2025
ten facet to totalny wariat, ale mimo tego, jest to najlepsze, co oglądałem w tym tygodniu. sporo wyjaśnione, sporo drobiazgów wziąłem dla siebie z tej rozmowy.
środa, 10.09.2025
zarąbiste (dla mnie) wideo.
trafiłem na to szukając poprawy mojego żywienia. no kurczę, znalazłem.
nie spałem dziś dobrze. zegarek też to pokazał, tętno podwyższone. i jestem lekko zdołowany z tego powodu – ponieważ wydawało mi się, że zrobiłem wszystko W MIARĘ DOBRZE wieczorem poprzedniego dnia. fakt, naginam często zasady żywieniowe, szczególnie wieczorem – i to zdarzyło mi się też wczoraj, ale myślałem, że jakoś mi to ujdzie na sucho. a jednak nie. a więc nawet jedząc w miarę zdrowe rzeczy, muszę ciągle myśleć o porze, ilości, połączeniach. i musze jeszcze bardziej skupić się na tym co kupuję, co mam do jedzenia w domu, jakie pokusy na czają się za rogiem. i po raz kolejny muszę być stanowczy i podjąć jakieś drastyczne decyzje. wiem, że za miesiąc będę sobie wdzięczny za ich podjęcie, ale dziś nie bardzo mi się (jeszcze) chce z nimi męczyć.
sobota, 30.08.2025
jak palisz papierosy albo pijesz codziennie #alkohol to piwko, czy papierosek z rana nie robi wielkiej różnicy w samopoczuciu. a przynajmniej nie zauważasz jej. ale gdy nie palisz, to każdy papieros odczuwasz jak najgorszą truciznę – tak to traktuje organizm i pokazuje to, nawet jeszcze długo po tym wypalonym papierosie, czy wypitym alkoholu. po co o tym wspominam? ponieważ od kilku tygodni jem o wiele zdrowiej niż wcześniej, praktycznie wyeliminowałem fast foody. a jednak przez ostatnie dwa dni pozwoliłem sobie na nieco cięższe kolacje. takie, które wcześniej były codziennością. i przedwczoraj był delikatny #kebab, wczoraj #pizza z dominosa. i dzisiaj jest tragedia w tym jak czuje się moje #ciało po tym gównianym jedzeniu. trzeba to przerwać i wrócić na właściwą ścieżkę. jak najszybciej.
wtorek, 19.08.2025
zbliżam się do przekroczenia kolejnej granicy – 72 kg na wadze. ależ tempa to nabrało, niesamowite. od lat próbuję schudnąć – i po części to się udało, porzuciłem w końcu ponad 10 kilo przez ostatnie kilka lat, głównie dzięki ruchowi, intensywnym treningom. jednak mam wrażenie, że dopiero w ostatnich 3 miesiącach (w których odjąłem kolejne 5 kg) znalazłem ten prawdziwy sposób na schudnięcie. i okazuje się, że to wcale nie jest takie trudne.
poniedziałek, 18.08.2025
zjadam śniadanie (tosty pełnoziarniste ze świeżym łososiem, szczypiorkiem i odrobin musztardy), omawiam ze Stefanem co zjadłem, śniadanie na 8,5 pkt., dostaję feedback (między innymi):
Brakuje elementu tłuszczu stabilizującego (np. odrobiny awokado albo oliwy z oliwek), żeby posiłek nie był zbyt szybki w metabolizmie.
dojadam więc 1/4 awokado – akurat mam. aktualizacja oceny do 9,5 pkt., kolejny feedback:
Jakbyś dorzucił jeszcze plaster pomidora albo kilka liści rukoli, to masz absolutnie wzorcowy talerz – bogaty wizualnie i odżywczo.
Dojadam więc garść świeżego szpinaku. Aktualizacją oceny: 10 pkt. Feedback:
Masz śniadanie kompletne, zbilansowane i lekkie – idealne pod aktywny dzień i trening. Wszystko się zgadza: makro, mikro, objętość, smak i wygląd. To jest śniadanie w stylu tancerza: lekkie, eleganckie, a jednocześnie mocno odżywcze. 🔥
Jem zdrowo, uczę się co i jak (i kiedy!) jeść. I to działa.
środa, 13.08.2025
pewnie już jestem za bardzo zafiksowany na tym punkcie, ale dzisiaj #waga znowu (ZNOWU!) wskazuje mniej, niż 73 kg. kurde, to się dzieje, to już nie jest przypadek, to już kolejny taki odczyt. jeszcze dwa miesiące temu myślałem, że nie przekroczę tej magicznej granicy, serio, byłem przekonany, że moje ciało nie zejdzie niżej, niż 73, że nie dam rady. ale udało się i dzisiaj widzę, jak dobrze mu to zrobiło. jem dużo, ale znacznie lepiej, likwiduję to, co niezdrowe i zbędne. i widzę, że to dopiero początek drogi, tyle przede mną…
środa, 06.08.2025
środa, 16.07.2025
10:27 no patrzcie Państwo, przestałem żreć kebaby oraz mcdonaldy i zacząłem chudnąć, mam o wiele więcej siły i energii. wiele parametrów mi podskoczyło – strzelam, że to nie tylko zasługa żarcia, ale z pewnością to ważny czynnik. to co? dzisiaj kapitulacja i świętowanie z kebabem? nie ☺️
wtorek, 01.07.2025
tak długo już uczę się czym jest i jak działa jedzenie, pożywienie, a jednak nadal zadziwia mnie przeogromny wpływ to co zjem ma na moje samopoczucie.
poniedziałek, 30.06.2025
TL;DR. lista zmian do wprowadzenia:
- przepłukuj usta wodą po kwaśnych napojach i kawie
- noś przy sobie gumę z ksylitolem
- wybieraj produkty przeciwzapalne (ryby, cebula, zielenina)
- unikaj podjadania – ślina potrzebuje czasu, by działać
- myśl o zębach… jako o części całego ciała, nie oddzielnym bycie
niedziela, 29.06.2025
Z racji mojej pracy – a zajmuję się między innymi składem naukowego czasopisma medycznego – mam dostęp do wielu ciekawych artykułów medycznych. Choć większość z nich nie specjalnie mnie interesuje, to od czasu do czasu w moje rączki wpadnie taki, który szczególnie zwraca moją uwagę. Tak właśnie stało się kilka dni temu, znalazłem artykuł, w którym przedstawiono wyniki badań nad zależnością pomiędzy otyłością a zdrowiem jamy ustnej.
Autorzy publikacji sugerują, że otyłość nie jest jedynie problemem estetycznym czy metabolicznym, ale stanowi przewlekły proces zapalny. Choć wiedziałem już o tym od dawna, to nie zdawałem sobie sprawy, że ma to tak silny negatywny wpływ również na zdrowie jamy ustnej. Jak wskazują autorzy artykułu, istnieje wyraźny związek między otyłością a chorobami zębów i dziąseł, takimi jak zapalenie przyzębia (periodontitis – choroba infekcyjna tkanek otaczających zęby, która prowadzi do ich utraty, jeśli nie jest leczona!). W badaniu odnotowano, że takie zapalenie przyzębia występuje aż u 97% pacjentów otyłych.
Tkanka tłuszczowa, zwłaszcza ta zlokalizowana w obrębie brzucha (czyli tzw. otyłość wisceralna), produkuje różne substancje zwane adipokinami. Część z nich (np. leptyna, rezystyna czy visfatyna) to substancje prozapalne, czyli te „złe”. Przy otyłości ich poziom rośnie, przez co nasilają się różne procesy zapalne, także w jamie ustnej. Ale są też „dobre” adipokiny, działające przeciwzapalnie – to na przykład adiponektyna czy omentyna-1. Ich zadaniem jest chronić nas przed zapaleniem i uszkodzeniem kości wokół zębów. Problem polega na tym, że przy otyłości poziom tych dobrych adipokin spada.
Właśnie to wykazali autorzy cytowanego w artykule badania (Checa-Ros). Zaobserwowali oni, że niski poziom adiponektyny zwiększa ryzyko uszkodzenia kości i pogarsza przebieg chorób dziąseł. Mówiąc prosto: to nie obecność adiponektyny jest problemem, lecz jej niedobór – kiedy jej brakuje, tracimy ważną ochronę przed zapaleniami i problemami z zębami oraz dziąsłami.
Ciekawe też było to, co pokazano w innych badaniach (Vohra i wsp.). Okazuje się, że u osób z lekką otyłością (tzw. klasa I) poziom stanu zapalnego w jamie ustnej – mierzony m.in. przez obecność konkretnych substancji zapalnych w ślinie (takich jak IL-1β i IL-6) – był wyraźnie inny niż u osób z bardziej zaawansowaną otyłością (klasa II i III). U tych bardziej otyłych wskaźniki zapalne były już podobne między sobą – jakby organizm przekroczył pewien próg i stan zapalny „utknął” na wysokim poziomie. Czyli im większa otyłość, tym więcej problemów z zapaleniem w jamie ustnej – ale od pewnego momentu to już tylko się utrzymuje, nie pogarsza się dalej.
Wpływ otyłości na jamę ustną nie ogranicza się jedynie do dorosłych. Według analizy Martens i współpracowników, dzieci i młodzież z nadwagą częściej doświadczają próchnicy, stanów zapalnych dziąseł oraz zwiększonego nagromadzenia płytki nazębnej. Co więcej, nawet sama otyłość brzuszna (niezależnie od wskaźnika BMI – tu możesz sprawdzić swój) jest istotnym czynnikiem ryzyka utraty zębów.
W artykule poruszono też temat operacji bariatrycznych, czyli zabiegów chirurgicznych pomagających schudnąć. Choć dzięki nim można skutecznie zrzucić nadmiar kilogramów, to niestety mogą one odbić się na zdrowiu jamy ustnej. Po operacji często spada ilość śliny, a to z kolei sprzyja namnażaniu się szkodliwych bakterii, takich jak Streptococcus mutans – tych, które odpowiadają m.in. za próchnicę. Badania (Hashizume i wsp.) potwierdziły, że po takim zabiegu liczba tych bakterii w ślinie wzrasta. Czyli z jednej strony zdrowiej dla całego ciała, z drugiej – warto wtedy szczególnie zadbać o zęby.
Nie, to nie jest jakaś przełomowa rewolucja. Ale dla mnie to mocne potwierdzenie jednej rzeczy: nasze ciało to system naczyń połączonych. Zaskakująco precyzyjny mechanizm, w którym każda z pozoru drobna decyzja – co zjemy, jak śpimy, czy pijemy wodę – potrafi wpłynąć na inne rzeczy w naszym ciele. Na przykład… na dziąsła.
Po tej lekturze widzę wyraźniej, gdzie warto dokręcić śrubki w diecie. Domowy chleb na zakwasie? Świetnie. Łosoś, hummus, cebula – wszystko, co ma działanie przeciwzapalne, działa też na korzyść jamy ustnej. Ale z drugiej strony: kawa (tak, moja ukochana), kwaśne napoje, fast foody… to wszystko wymaga trochę więcej uwagi. Nie chodzi o zakazy, tylko o to, żeby wiedzieć, jak się zabezpieczać.
Serio, nawet taka głupota jak przepłukanie ust wodą po americanie robi różnicę. Albo guma z ksylitolem – brzmi jak marketing, a jednak działa. Te bakterie, które wyżerają szkliwo, nie radzą sobie z ksylitolem. Guma nie załatwia sprawy, ale może pomóc, zwłaszcza kiedy nie mam przy sobie szczoteczki.
Jestem wdzięczny za możliwość korzystania ze specjalistycznych publikacji, które pomagają mi krok po kroku lepiej rozumieć moje zdrowie i wprowadzać świadome zmiany. To kolejny ważny element układanki, która składa się na moje fajne życie. I choć zdrowie jamy ustnej samo w sobie nie stanowi o jakości życia, z pewnością jest jednym z tych elementów, które tę jakość mogą znacząco poprawić.
czwartek, 26.06.2025
życie bez cukru, dzień czwarty: awans kawy z obrzydliwej na paskudną.
będzie dobrze :))
zamieniłem ostatnio masło na oliwę z oliwek – zainspirowany wskazówkami chata gpt. w sumie smaczna zamianka, szczególnie do chrupiącego pieczywa. podobno też zdrowa. jakiś tam mały kroczek do lepszego.
Zamiana masła na oliwę: bardzo dobry krok! Oliwa z oliwek (extra virgin) zawiera kwasy tłuszczowe jednonienasycone, które wspierają układ sercowo-naczyniowy i redukują stany zapalne. Masło – zwłaszcza w większych ilościach – to głównie tłuszcze nasycone.
wtorek, 17.06.2025
chyba jestem coraz lepszy w śniadania – powoli uczę się co w której porze dnia jeść. coś, co wieczorem może być słabym wyborem, może okazać się idealne na „rozruch”.
„Białko, zdrowe tłuszcze, niska zawartość cukru i lekka kwasowość z warzyw i octu – to wszystko sprawia, że ten posiłek świetnie nadaje się na poranny rozruch, a przy tym nie obciąża organizmu. (…) To jest śniadanie, które wspiera Twoje cele – zdrowe, świadome, bez śmieci i przesady. Nadaje się idealnie jako posiłek przed produktywnym dniem lub lekkim treningiem. I co ważne – masz tu równowagę między smakiem a wartością odżywczą. Brawo.”

piątek, 09.05.2025
śniadanie z chatem gpt
pracuję z chatemgpt każdego dnia. opowiedziałem mu kiedyś o moich celach, a potem zaprogramowałem tak, by podpowiadając mi w jakiejkolwiek sprawie, brał je pod uwagę. potem już tylko rozmawialiśmy. i pomagał mi nauczyć się jak jeść, by nie chcieć tykać fastfoodów, by jedzenie wspierało moją codzienność. i nauka ta wcale nie jest prosta – choć może wydawać się, że powinna być. w końcu to tylko jedzenie, prawda? założenie jest proste: jedz witaminy i będzie ok, nie? a wcale nie. za owoce zbierałem ochrzan, za kolory w posiłkach również. raz gpt krzyczy na mnie, że niepotrzebnie żrę chleb, innym razem opieprza mnie, że tego chleba w moim posiłku zabrakło. cierpliwie tłumaczy dlaczego powinienem robić inaczej, niż robię. opowiada co zrobiłem dobrze i co mogę poprawić. to powoli otwiera w mojej głowie nowe klapki, skłania do kreatywności. po pewnym czasie doszedłem do tego, że przed przygotowaniem kolejnego posiłku, zastanawiam się: co powinienem teraz zjeść? jaką mamy porę dnia? co za chwilę będę robił? czego brakuje w moim daniu? jak sprawić, by posiłek był bardziej atrakcyjny, smaczniejszy, ładniejszy. Zacząłem korzystać z tych wszystkich rad, które chatgpt mi dawał. i dochodzę wtedy do czegoś takiego jak dzisiejsze śniadanie. jeszcze miesiąc temu pomyślałbym, że nie jest to danie, które powinienem zjeść rano. dzisiaj – tworząc je – wiedziałem już, jaka będzie ocena.
żyjemy w czasach, w których każdy z nas może mieć swojego prywatnego dietetyka, terapeutę, trenera. i choć nie powinniśmy chatemgpt zastępować ludzi – sam mam dzisiaj w życiu więcej trenerów, niż kiedykolwiek wcześniej – to korzystajmy z dodatkowej pomocy narzędzi, które tak ładnie mogą pomóc wspierać nasze cele.
Śniadanie: 3 jajka na miękko, chleb własnego wypieku z masłem, smażone jabłka z cebulą, sosem sojowym, pestkami słonecznika i szczypiorkiem
Opis: To śniadanie to prawdziwy pokaz kreatywności i równowagi smaków. Jajka na miękko to klasyczne, sycące źródło białka i tłuszczów, świetne na początek dnia – nie są zbyt ciężkie, ale dostarczają aminokwasów i witamin z grupy B. Własny chleb to ogromny plus – masz kontrolę nad składem, a podpieczony z masłem daje nie tylko chrupkość, ale i energetyczny start.
Smażone jabłka z cebulą i dodatkami? To absolutna petarda smakowa i odżywcza – połączenie słodyczy jabłka z umami sosu sojowego, zdrowym tłuszczem ze słonecznika i świeżością szczypiorku to nie tylko uczta, ale i solidna dawka mikroelementów, błonnika i antyoksydantów.
Zalecenia: Świetna kompozycja smaków i wartości – gratulacje za kreatywność! Jeżeli chcesz jeszcze bardziej podkręcić ten zestaw zdrowotnie, rozważ:
- użycie chleba na zakwasie (jeśli nie był),
- dodanie np. rukoli lub innej zieleniny jako świeżego dodatku,
- zmniejszenie ilości masła, jeśli celujesz w redukcję tłuszczu.
Ocena: To śniadanie wspiera Twoje cele – zdrowe, sycące, zbilansowane i smaczne. Pokazuje, że jesteś na dobrej drodze do budowy silnego, energetycznego stylu życia. Jeśli tak będzie wyglądać Twoje codzienne jedzenie, to fast foody mogą się chować.

środa, 08.01.2025
wpis z dziennika, 13 kwietnia 2024 roku
08:22. oczywiście. po wczorajszym kfc, dzisiaj brzuszek boli. mam ochotę napisać, że brzuch napierdala i mam sranie… ale na co ta złość i na kogo? wiedziałem przecież, że tak będzie. sam jestem sobie winny. pewnie z tego powodu nie pojadę dziś na dodatkowe 🩰 contemporary z v(…). albo przynajmniej chcę tak myśleć, że to właśnie przez to – takie samoukaranie za błędną decyzję żywieniową. i dobrze.
Dziś nie jadam już kfc, tak samo, jak kebabów. Rzuciłem te dwie rzeczy, tak jak wcześniej pozbyłem się z mojego życia alkoholu, czy papierosów. Pomogły mi w tym właśnie takie wpisy w moim dzienniku. Używam w nich poczucia winy jako narzędzia do lepszego jutra. I to zadziałało, choć trochę czasu to zajęło.
Jestem sobie bardzo wdzięczny za takie decyzje. Co przyniesie nowy rok? Jeszcze nie wiem, ale już nie mogę się doczekać wdzięcznego siebie za kolejne 12 miesięcy.
czwartek, 01.08.2024
Z radością witam Cię w newsletterze 🗞️ Co słychać? – miejscu, w którym raz na jakiś czas (w tej chwili planuję nie częściej niż raz w miesiącu) będę dzielił się z Tobą aktualizacjami, najnowszymi wydarzeniami z drogi do fajnego życia oraz inspirującymi i praktycznymi przemyśleniami związanymi z tematyką mojego bloga. Treści będą krótkie, w formie drobnych aktualizacji, zapowiedzi, przypomnień i powiadomień.
Celem tego newslettera jest uporządkowanie mojej codzienności, krótkie update’y oraz dostarczenie Ci wartościowych treści, które nie zawsze mieszczą się w długich artykułach na blogu. W ten sposób będę mógł na bieżąco opowiadać o wszystkich ciekawych rzeczach, które robię, ale o których jeszcze nie miałem okazji napisać bardziej szczegółowo. Będę także informował o opublikowanych artykułach – które nie zawsze przychodzą do Ciebie w formie osobnego newslettera.
Znajdziesz tu zapowiedzi i podsumowania moich nowych projektów – tych większych, jak i tych całkiem małych, refleksje na temat dążenia do fajnego życia oraz praktyczne wskazówki dotyczące prowadzenia dziennika. Czasem wrócę do tematów poruszanych na blogu, rozwijając je i pokazując, jak idą moje postępy. Mam nadzieję, że będziesz śledził, śledziła moje zmagania i czerpał, czerpała z nich inspirację do poeksperymentowania i poprawiania własnego życia.
dwa tygodnie bez diety (z pudełka)

Choć nie zdążyłem na blogu jeszcze napisać o mojej przygodzie z dietą pudełkową (z której korzystam od półtora roku!), to już wyciągam z niej ważne wnioski i zaczynam eksperymentować ze zmianami. Aktualnie kończy się okres mojej dwutygodniowej, zaplanowanej przerwy od „pudełek”. Pierwsza tak długa przerwa, od kiedy zacząłem jadać w ten sposób. I oczywiście mam garść nowych przemyśleń. Chyba zbliża się moment, w którym dość szczegółowo będę mógł napisać o mojej przygodzie z dietą pudełkową, oraz tym, czy dwutygodniowa przerwa od niej sprawiła, że będę ją kontynuował, czy raczej rezygnował. Może masz jakieś pytania związane z życiem na diecie pudełkowej? Z przyjemnością na nie odpowiem w artykule, ktory tworzę, także śmiało pisz!
spanie na podłodze
Skoro już jesteśmy przy eksperymentach, dwa tygodnie temu porzuciłem wygodne i mięciutkie łóżko i postanowiłem zacząć sypiać na podłodze, a konkretnie na cienkiej macie do jogi.

Pierwsza noc była dziwna, ale potem…… no cóż, zostawię to na osobny artykuł. W każdym razie eksperyment trwa, a ja dalej każdego wieczoru kładę się spać na podłodze. Mały spoiler: jest dobrze.
spotify na dłużej
nawiązując do listu:
Z przyjemnością donoszę, że mój inny, mały eksperyment, z przejściem do Spotify, okazał się całkiem sporym sukcesem. Choć miał on trwać pełne trzy miesiące, to po kilkunastu dniach już wiedziałem, że to strzał w dziesiątkę. Co ciekawe, uwolnienie się od Apple Music sprawiło, że przetestowałem też kilka innych rozwiązań, w tym na przykład YouTube Music, do którego dostęp posiadam z racji subskrypcji YouTube Premium (YouTube bez reklam) – a który okazał się bardzo ciekawym serwisem do streamowania muzyki! Jego ogromną zaletą jest niewątpliwie powiększona o treści z całego YouTube’a baza muzyki. Znalazłem tam więc sporo utworów, których na próżno szukać w Spotify, czy Apple Music. Jednak aktualnie, zauroczony ekosystemem, fajnym wyglądem i wspaniałymi rekomendacjami, zostaję ze Spotify.
moje trzy podcasty
Ach, ubolewam na tym, że w tym roku tak bardzo zaniedbałem moje podcasty. Szczególnie że przecież uwielbiam je nagrywać! Ostatnio wydarzyło się jednak coś, co sprawiło, że musiałem na nowo je przemyśleć i podjąć jakieś decyzje z nimi związane. Brytyjski serwis, którego używałem do przechowywania plików moich podcastów (hostowania), ogłosił, że z końcem sierpnia kończy swoją działalność i, krótko mówiąc, mam się wynosić. Stanąłem więc przed decyzją: co dalej? Po krótkim przemyśleniu sytuacji, zakasałem rękawy i przeniosłem wszystkie moje trzy audycje do… Spotify. Jak ładnie to wpisuje się w moją filozofię korzystania z jak najmniejszej liczby narzędzi 🙂.
Od Twojej strony – słuchacza – nie wiele się zmieniło, wszystkie zmiany dzieją się pod maską, jednak ten moment sprawił, że musiałem na nowo przemyśleć to, czy i jak chcę nagrywać nowe odcinki. Mam nadzieję, że nie zapomniałaś, nie zapomniałeś jeszcze mojego głosu. A jeżeli tak – postaram się Ci go niebawem przypomnieć.
https://wasfine.life/tag/podcasty
system produktywności w ciągłej (prze)budowie
Temat idealny na 🐽 PiG Podcast. Ciągłe zmiany i poszukiwania – tak mniej więcej od lat wygląda moja przygoda z budowaniem systemu produktywności. Czuję jednak, że w końcu udało mi się zbudować coś trwałego i działającego. Coś, co spełnia moje oczekiwania i – mam nadzieję – zostanie ze mną na dłużej.
Od dawna jestem zwolennikiem aplikacji do tak zwanego „ogarniania życia” i staram się, jak tylko mogę, ograniczyć do jednej tylko aplikacji (do zadań, artykułów, dziennika, notatek, list, przypomnień, rachunków itd.). Próbowałem kiedyś wdrożyć to w aplikacji Evernote, próbowałem też z OneNote, Moleskine Journey, Logseq, NotePlan, Reflect Notes i wieloma innymi. Dzisiaj moją bazę wiedzy, dziennik, zadania, listy zakupów, przemyślenia i artykuły do bloga trzymam w aplikacji Craft – i nie planuję (na razie) zmian w tym zakresie. Choć nie jest to aplikacja idealna (bo i takiej nie ma), to jednak rozwiązuje ona najwięcej najważniejszych dla mnie problemów z systemem produktywności. W końcu czuję się jak w domu. Jednak to zasługa nie (tylko) samej aplikacji, ale też systemu, który udało mi się wdrożyć i z którego korzystam. A ten znalazłem w kursie…… chyba zostawię to jednak na osobny artykuł (albo podcast).
znalezione w notesie
Skoro już wspomniałem o moim systemie produktywności (w którym zapisuję wszystko, co dla mnie cenne), to chciałbym się podzielić z Tobą jednym z fajnych zapisków, jaki w nim ostatnio znalazłem. Dotyczy postępów, rezultatów i efektów (tak przynajmniej otagowalem sobie tę myśl w moim notesie):
Trzy powody, dla których nie widzisz rezultatów (jeszcze)
1. Jest za wcześnie
2. Podejmujesz niewłaściwe działania
3. Nie robisz tego, co mówisz lub myślisz, że robisz (jesteś rozproszony w momencie działania lub nie pojawiasz się konsekwentnie)
Jeśli 1: wtedy to kwestia cierpliwości. Nie rezygnuj.
Jeśli 2: wtedy to kwestia strategii. Wypróbuj coś nowego i zmierz swoje wyniki.
Jeśli 3: wtedy to kwestia koncentracji. Śledź swoje działania i nie ulegaj rozproszeniom.
Mnie dało do myślenia. A Tobie?
samochód
Muszę też opowiedzieć Ci o jeszcze jednym eksperymencie, jaki sobie kilka miesięcy temu zafundowałem – choć wcale nie był zaplanowany. Mogę nazwać go bardzo prosto: 100 dni bez samochodu (o! Tak pewnie nazwę artykuł na ten temat na blogu). Jak zapewne się domyślasz, na ponad 3 miesiące z mojego życia zniknął samochód – trochę z nie mojego wyboru, ale jednak. Jednocześnie praktycznie każdego dnia pokonywałem nie mniej niż 100 km – mój test totalnie nie miałby sensu, gdybym przesiedział ten okres w domu. Mam garść przemyśleń i na ten temat. Eksperyment się jednak zakończył i znalazłem sobie swój nowy, ulubiony samochodzik.

Również i zmiana w tę stronę dała mi bardzo dużo do myślenia, doprowadziła do bardzo zaskakujących i nieoczywistych wniosków na temat codziennego poruszania się po mieście. Jednym z nich jest to, że samochód nie jest totalnie potrzebny do szczęścia i potrafi być niezłym gwoździem do trumny. Z drugiej jednak strony, potrafi dać wiele radości i być pomocnym narzędziem. Musiałem jednak na kilka miesięcy pożyć bez niego, by do tych wniosków dojść. Ciekawe było też spojrzenie społeczeństwa (a więc po prostu innych ludzi) na osobę, która przez lata poruszała się samochodem, a nagle przestała. Poza tym chyba znalazłem swoją odpowiedź na pytanie, czy samochód jest mi potrzebny do szczęścia. Jesteś zainteresowany, zainteresowana artykułem na ten temat?
na obiad maczek?
Taki oto horror wpadł mi w łapki na Instagramie – na mnie działa i przypomina o dokonywaniu właściwych wyborów. Każdego dnia. Materiał obowiązkowy, niezależnie od tego, ile masz lat.
na imię mu Boguś
nawiązując do listu:
Uwaga, po raz kolejny będzie o odkurzaczach. Wygląda na to, że są one ważną częścią fajnego życia 😄. Chciałbym tylko zawiadomić, że (już kilka miesięcy temu) kupiłem sobie odkurzacz… A skoro napisałem kiedyś wpis o odkurzaczu (o dziwo, tak pozytywnie przez Was przyjęty), to pomyślałem, że warto napisać mały update na ten temat. A więc mój stary (choć przecież całkiem młody) odkurzacz, zastąpił Boguś – automatyczny, sprytny robocik sprzątający, w którym jestem całkowicie zakochany. Uwielbiam nasze wspólne sprzątania i porządek, jaki po nich (nas) jest w domu!
po prostu uwielbiam…
Stworzyłem na micro blogu wątek, w którym wypisuję rzeczy, które lubię (uwielbiam!) w moim życiu, taki mój 📗 dziennik wdzięczności.
Dziennik ten prowadzę również na Bluesky.
fajna muzyka 🎵 na sierpień
🗞️ Co słychać? będzie też miejscem, w którym będę podrzucał link do nowej playlisty z fajną muzyką na kolejny miesiąc (mój📗 dziennik muzyczny). Łap więc poniżej link do sierpniowej playlisty – być może jeszcze pustej, jeżeli czytasz ten newsletter wcześnie rano. Myślę jednak, że szybko się zapewni 😊
do następnego razu!
Ach! Całkiem długi wyszedł mi ten numer 🗞️ Co słychać?, jednak to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że takie właśnie podsumowania są mi potrzebne. W końcu to kolejny rodzaj mojego własnego 📗 dziennika, którym mogę się z Tobą dzielić i do którego prowadzenia również Ciebie zachęcam.
sobota, 24.02.2024
Pisałem ostatnio do Was o jedzeniu. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że akurat ten list tak bardzo przypadnie Wam do gustu. Wygląda na to, że taka tematyka nie tylko mnie jest bliska, a dieta, posiłki, energia w ciągu dnia, czy nawet minimalizm – to zagadnienia, które i Wam często chodzą po głowie. Skąd o tym wiem? Kilka osób zechciało odpisać do mnie po przeczytaniu, inni z Was postanowili kliknąć łapkę w górę pod listem. Cieszę się, że korzystacie z tych – mniejszych i większych – form komunikacji ze mną. Dzisiaj też mam coś związanego w pewnym stopniu z jedzeniem. Coś krótkiego. A pomysł na ten list pojawił się w mojej głowie po przeczytaniu pewnego wpisu w internecie.
Ciężko mnie chyba nazwać regularnym użytkownikiem Facebooka, niemniej jednak, od czasu do czasu, zdarza mi się tam zajrzeć. Chyba – o zgrozo – z nudów. Nuda to, swoją drogą, bardzo ciekawy temat, o którym dużo myślę, ale to opowieść na inny list. Wracając do Facebooka – na szczęście nie zabawiam tam zazwyczaj długo. Jednak nawet te kilka chwil tam spędzonych sprawia, że przeczytam jeden, czy dwa wpisy, które – jak twierdzi algorytm Facebooka – powinny mnie zainteresować. Wpadłem ostatnio na post w jednej z grup, do której zapisałem się wieki temu. Grupa dotyczyła odchudzania i zdrowego stylu życia a związana była z jakąś aplikacją w tym wspomagającą. Był to wpis proszący o pomoc – przez… brak efektów. Zresztą zobacz:

Jak widzisz, po liczbie komentarzy, od razu pojawiło się wielu doradców, którzy zaczęli wymieniać swoje najróżniejsze sposoby na schudnięcie. Oczywiście, jak twierdzili dyskutujący, dziewczyna musiała robić coś źle, a ich sposoby były o wiele skuteczniejsze od tego, stosowanego przez autorkę posta. Gdy tylko zobaczyłem ten wpis, zapaliła się w mojej głowie lampka z pytaniem: ciekawe, jak długo dziewczyna jest na diecie? Okazało się, że nie tylko mnie to zaciekawiło. A odpowiedź…

Oczywiście i pod tym komentarzem pojawiło się sporo uwag, rad, wniosków. Można je podzielić na dwie grupy, no… właściwie to na trzy, ale ta trzecia nie ma większego znaczenia:
- grupa 1: „to o wiele za krótko, daj sobie więcej czasu”
- grupa 2: „po takim czasie powinny być już wyraźne, zauważalne efekty”
- grupa 3: „haha 🤣”
Dość mocno zapadł mi w pamięć ten wpis. Choć nie zamierzałem dodawać na Facebooku żadnego komentarza w tej sprawie, to mam garść swoich przemyśleń.
Z jednej strony, pomyślałem od razu, że przecież cierpliwość to kluczowe słowo w całej tej układance. Odchudzanie to proces, który wymaga czasu i wysiłku. Chcąc schudnąć, raczej nie powinniśmy oczekiwać natychmiastowych efektów, a nastawić się długoterminowe zmiany, zarówno w naszym sposobie żywienia, jak i innych nawykach. A nie jest to proste, ponieważ media bombardują nas nieustannie rewolucyjnymi dietami, cudownymi suplementami i szybkimi sposobami na zrzucenie wagi. A my, przez to, ciągle szukamy skrótów, które pozwolą szybko osiągnąć wymarzone rezultaty. Bez wysiłku. Bez zmian. Szukamy tej magicznej metody na bycie chudym, na piękny wygląd.
Tylko, zastanawiam się… po co? Jaki jest cel tych starań? Albo raczej: czy jest właściwy?
Tak często naszą motywacją jest jakieś jednorazowe wydarzenie w naszym życiu – ślub, wakacje, impreza, występ, pokaz…
A tak być raczej nie powinno. Powodem, dla którego sięgamy po dietę, powinno być chyba przede wszystkim… zdrowie? Zresztą, całego tego procesu nie powinniśmy nawet nazywać „dietą”, to niewłaściwe słowo, które zakłada jednorazowość, to proces skończony, a taki być nie powinien – ponieważ, gdy naszą motywacją staje się zdrowie, to zakończenie tego procesu (diety), sprawi, że zaczniemy koncentrować się na czymś przeciwnym, a więc na… braku zdrowia? chorobach?
Szkoda, że nie rodziny się z taką wiedzą i przekonaniem, że musimy do tego wszystkiego powoli dochodzić, uczyć się na własnych błędach. Jedni szybciej, inni wolniej. Ja potrzebowałem wielu lat, by do takich wniosków – dzisiaj wierzę, że jedynych właściwych – dojść, by zacząć coś zmieniać, naprawiać. I mam nadzieję, że mi to wcale nie przejdzie.