Tag: ruch

czwartek, 23.10.2025

od dwóch dni czuję się trochę przytłoczony. nie wiem dokładnie dlaczego, ale chyba przez to, że ostatnio sporo się dzieje wokół mnie. i trudno mi się odnaleźć w tym wszystkim. albo po prostu sam to sobie robię – źle zarządzając moją energią.

mimo to, dziś postanowiłem wsiąść do autobusu i pojechać… gdziekolwiek. jeszcze nie wiem dokąd. po prostu siedzę i piszę: wpis, wspomnienie, dziennik. taka wolność zwykle mnie ładuje – daje mi energię, dobre wibracje, siłę do działania. wziąłem dwa banany i wyszedłem. z plecakiem (pełnym technologii). może pojadę do mojego klienta – i tak muszę się tam dziś albo jutro pojawić. może wpadnę do najbliższej kawiarni, żeby trochę popracować. a może po prostu będę jeździł pół dnia po warszawie i dopiero wtedy zdecyduję, co dalej.

właściwie to już czuję się lepiej 🙂 tak, ta #wolność, możliwe wybory – to już mnie uzdrawia. daje mi poczucie kontroli.

więc jadę dalej…

Koniec

środa, 20.08.2025

wtorek, 19.08.2025

zbliżam się do przekroczenia kolejnej granicy – 72 kg na wadze. ależ tempa to nabrało, niesamowite. od lat próbuję schudnąć – i po części to się udało, porzuciłem w końcu ponad 10 kilo przez ostatnie kilka lat, głównie dzięki ruchowi, intensywnym treningom. jednak mam wrażenie, że dopiero w ostatnich 3 miesiącach (w których odjąłem kolejne 5 kg) znalazłem ten prawdziwy sposób na schudnięcie. i okazuje się, że to wcale nie jest takie trudne.

poniedziałek, 18.08.2025

niedziela, 17.08.2025

Dzisiaj był dziwny dzień. Właściwie to nie był dziwny, po prostu był inny niż zwykle, ale był bardzo fajny. Przez 8 godzin gotowałem dla kogoś, w czyjejś kuchni, tak jakby to była moja praca. Przez cały dzień, właściwie nawet na sekundę nie usiadłem – i, chyba mogę powiedzieć „o dziwo!”, nie miałem ochoty usiąść. Muszę przyznać, że było super, bardzo mi się to podobało. Wszyscy byli zachwyceni, to też mi się oczywiście podobało. I (jak i w ogóle cały dzień przygotowywań) – praca w kuchni była naprawdę mega fajna. Super mi się przy tym pracowało, super mi się to robiło. Nie byłem na żadnych zajęciach dzisiaj, nie zdążyłbym. Ale nie było źle na pewno jeżeli chodzi o , bo trochę się dzisiaj poruszałem, cały dzień stałem w kuchni. I też co ważne, jadłem dzisiaj cały dzień całkiem nieźle, trochę sushi zjadłem, ale raczej z mniejszą ilością ryżu. Raczej ryby, zupa miso, jadłem krewetki gotowane i takie tego typu rzeczy. Był kawałek ciasta – bezy. Zjadłem też jedną pizzę na tortilli pełnoziarnistej. No i to wszystko co dzisiaj w sumie zjadłem.

wtorek, 12.08.2025

Wchodzę na halę. Jestem sam, jakże by inaczej, kto inny o tej porze ma czas na takie rzeczy. Kto inny wie, jak bardzo to pomaga? Czuję ten specyficzny zapach sali, taki… hangarowy, może garażowy. Chyba ciężko nazywać to miejsce salą, bardziej przypomina magazyn, ze starymi, poobdzieranymi bandami dookoła, powycieraną podłogą w prowizorycznej przebieralni, z rozpadającymi się drzwiami wejściowymi, brudnymi siedzeniami w kilku kątach. Dla mnie jednak to świątynia, miejsce medytacji, mój świat.

Siadam na czerwonej kanapie, zdejmuję pełne emocji skarpetki, zakładam drugie, białe, podciągam je najwyżej, jak tylko się da – mają być napięte, sprawić, że i ja zacznę się zbierać. Spodenki, koszulka – wszystko zmieniam. Zakładam mój strój, pelerynę, za chwilę przemienię się z Klarka Kenta w Supermana, nie mogę więc zostać w codziennym stroju. Biorę plecak, odpinam od niego – mój Batmobile. Zakładam jedną rolkę. Sznurówki napinam tak mocno, że przez chwilę drętwieje mi noga. Jeszcze nie, na początku musi być trochę luźniej, nie jestem jeszcze gotowy – poprawiam więc wiązanie. Zakładam drugą. Jestem gotowy.

Wchodzę na . Tak, w tym momencie, podłoga tego dziwnego magazynu, staje się moim parkietem. Pod kółkami idealnie gładka tafla parkietu – zero piasku, zero nierówności, nic, co mogłoby wyrwać mnie z rytmu. To moje terytorium.

Zakładam słuchawki, puszczam muzykę i zaczynam krążyć. Pierwsze metry zawsze są nerwowe — jakby całe #ciało jeszcze trzymało w sobie to, co przywiozłem ze świata na zewnątrz. Napinam się. Ale po kilku okrążeniach pojawia się ten moment: barki lekko opadają, oddech wraca do normalnego rytmu, a w głowie robi się ciszej. Zaczyna się, czuję to, wszelkie napięcia zaczynają znikać, uwalniam się…

Wtedy w moim życiu działo się dużo.
Zbyt dużo. Układałem je na nowo. Szukałem. Były momenty, gdy traciłem kontrolę. #Ciało to wiedziało – i reagowało napięciem, nerwowością, dziwnym drżeniem wewnątrz. Czułem je, czułem to #napięcie. Nie umiałem jeszcze wtedy znaleźć spokoju w ciszy, bo cisza tylko wzmacniała ten niepokój. To był czas poszukiwań.
Uciekałem w , ale jeszcze taki niepoukładany, nieświadomy. Na rolkach, z muzyką w uszach, mogłem odzyskać kawałek siebie. Mogłem poczuć, że to ja nadaję , że znów jestem panem sytuacji.

To był czas, kiedy zaczynałem rozumieć, że #spokój przychodzi do mnie przez ciało. Ale nie przez bezruch – przez , który rozładowuje #napięcie. Przez #napięcie, które paradoksalnie prowadzi do rozluźnienia. Do spokoju. Do ciszy. To wtedy nauczyłem się, że nie każdy #spokój jest miękki i cichy. Czasem jest on szybki, głośny i mocno spocony.

Dziś mam więcej takich miejsc, w których mogę go odnaleźć.
Jednym z nich jest na przykład – choć prawdę mówiąc, to spokój tylko z nazwy. Zapach drzew, ścieżki wijące się w półcieniu, dźwięk własnych kroków… to wszystko jest jak kołdra rzucona na niewygodę. Miłe, potrzebne, jednak mnie nie oczyszcza. Prawdziwe przychodzi gdzie indziej.

Na sali tanecznej, kiedy wypełnia każdy centymetr przestrzeni, a moje #ciało zaczyna odpowiadać na jej puls. Kiedy przestaje być wykonywaniem kroków, a staje się podążaniem za dźwiękiem. To jest stan, do którego długo dochodziłem. Kiedyś widziałem w ćwiczeniach #wysiłek, dzisiaj czuję w nich ulgę.

To jest dziwny paradoks: największy #spokój przynosi mi największe #napięcie. Nie da się go osiągnąć w półśrodkach. Potrzebuję dać z siebie wszystko, poczuć każdy mięsień, pozwolić, żeby rytm prowadził moje #ciało. Tak jak na rolkach, tak teraz w tańcu – jest tym, co mnie niesie. Bez niej jest tylko ruchem. Z nią staje się językiem, którym mogę rozmawiać z samym sobą.

Najczęściej jestem wtedy sam. Nie dlatego, że nie lubię ludzi – jest wręcz odwrotnie – ale dlatego, że obecność innych zmienia moją rolę. Z kimś obok automatycznie wchodzę w tryb czuwania, odpowiedzialności, reagowania. A #spokój wymaga odwrotności. Wymaga, żebym nie musiał myśleć o nikim i o niczym poza tym, co właśnie dzieje się tu i teraz.

Kiedy to się udaje, wchodzę w coś, do czego najbardziej pasuje określenie „#flow”. staje się oczywisty. #Myśli przestają się spieszyć. To jest trochę jak . Trochę bardzo. Tylko że w biegu, w obrotach, w skokach. Moment, w którym odzyskuję kontrolę nad sobą — a z nią wraca spokój. On mnie wręcz otula i wnika głęboko we mnie.

Kiedyś, myślałem, że #spokój to brak bodźców. Dziś wiem, że to nie jest właściwe dla mnie podejście. #Spokój to nie siedzenie w ciszy ani odcięcie się od wszystkiego. Nie w moim przypadku. Nie dzisiaj. #Spokój to moment, kiedy #ciało i myśl idą w tym samym kierunku, bez tarcia i bez walki. Kiedy , i ja stajemy się jednym układem, który działa bez wysiłku. A kiedy to się dzieje, wszystko inne może poczekać.

Rolki były moim pierwszym językiem ruchu, instrukcją. Tam nauczyłem się, że #spokój rodzi się z napięcia. I że może stać się przewodnikiem. To była prosta droga do tańca – choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Dwa i pół roku temu podjąłem mega ważną decyzję. To właśnie wtedy zdecydowałem się pójść na pierwsze zajęcia z tańca współczesnego. Wymagało to ode mnie ogromnej odwagi, ale ta jedna decyzja całkowicie odmieniła moje życie. Dziś , , – są podstawą każdego mojego dnia. To mój fundament. Nigdy nie czułem tak wielkiego spokoju.

Koniec

poniedziałek, 05.05.2025

czasem zapominam, że aktywność, sport, godzina na siłowni, czy sali tanecznej, są najlepszymi lekarstwami na wszelkie rany. szczególnie te psychiczne.

czasem trafiam na osobę, z którą wymiana jednego zdania gwałtownie pogarsza mój nastrój. zdarza się to niezwykle rzadko, ale jeszcze się zdarza. próbuje takie sytuacje całkowicie wyeliminować z mojego życia, jednak to nie jest proste. i wymaga czasu.

w takich sytuacjach ruch potrafi przywrócić równowagę. i przywraca.

Koniec roku 2025
Koniec

sobota, 16.09.2023

trampolina

listy

Mam kilka ulubionych miejsc w Warszawie, takich, w których mogę usiąść, odpocząć, popracować, napisać kilka słów w dzienniku, lub na bloga. Galeria Młociny – centrum handlowe – jest jednym z takich miejsc. Mam tu moje ulubione zakątki, w których lubię usiąść z iPadem, lub po prostu posiedzieć i posłuchać muzyki. Znalazłem sobie tutaj dość dziwne miejsce, w którym poustawianych zostało kilka dużych, drewnianych klocków, których nikt poza mną raczej do siedzenia nie wybiera. Czasem bawią się na nich małe dzieciaki, bywają chwile, gdy zajmują je nastolatki, jednak dorośli wolą zazwyczaj wygodne krzesełka, niż kanciaste, drewniane klocki wymagające od siedzącego raczej prostej postawy. Dorośli już tak nie potrafią siedzieć. Niestety. Ja od dwóch lat uczę się tego na nowo – i to nie jest proste. Podobnie chyba jest z siedzeniem po turecku na ziemi – mało kto wybiera taką pozycję.

Siadam zazwyczaj obok ogromnej szklanej ściany, by widzieć przez nią wielką, niebieską trampolinę. Za takie drobiazgi lubię właśnie to centrum handlowe, fajnie, że ktoś wpadł właśnie na pomysł, by postawić tam takie cudo i skusić kilka dodatkowych osób do odwiedzenia właśnie tego miejsca. Trampolina – jak to trampolina – służy do tego, by się na niej trochę powygłupiać i poskakać. Jest darmowa – każdy może przyjść i korzystać do woli. Lubię popatrzeć na bawiące się tam dzieciaki. Fajnie jest oglądać, gdy przekraczają swoje granice, robiąc dziwne przewroty i salta, których nie spodziewały się, że są w stanie wykonać. Widać to po ich zaskoczonych minach, gdy uda im się zrobić coś pierwszy raz.

Jest sobota. Wyjątkowo dużo ludzi. W każdym wieku. Trampolina pełna. Rozglądam się. Wiek skaczących nie przekracza 10 lat. Dookoła jest również całkiem sporo starszych dzieciaków, jednak ich (już) chyba nie interesuje trampolina. Wydają się mieć zupełnie inny obiekt zainteresowań – kontakt. Taki zwykły kontakt z prądem. Jest godzina 12, więc w tym wieku jest to najwyraźniej moment, w którym trzeba podładować telefon.

Wspominałem w poprzednim tygodniu o stylu życia „dorosłych”. Nawyki, które zaczynamy pielęgnować w młodości, nasilają się i procentują w późniejszym wieku. Od kilku lat staram się doprowadzić moje ciało do pewnego stanu. Takiego, w jakim było w latach podstawówki (tak, wiem, bujam w obłokach!), a który porzuciłem na rzecz wygody, słabych przyjemności. Staram się nadrobić lata zaniedbań, siedzącego trybu życia, głupich używek, kiepskiego jedzenia, braku ruchu. Nie jest to oczywiście możliwe w 100%, ale każdy mały kroczek w tym kierunku jest dla mnie ogromnym sukcesem.

I momentami zastanawiam się, gdzie i kiedy popełniłem błąd, w którym momencie, i dlaczego, skręciłem w stronę, w którą dzisiaj nie mogę patrzeć. Co się stało, że w pewnym momencie zaczęły mi się podobać rzeczy, tak sprzeczne z naturą człowieka. Że i ja zacząłem szukać tego symbolicznego „kontaktu”, zamiast zerkać na niebieską trampolinę.

Nie znam jeszcze idealnej odpowiedzi na to pytanie. Jednak jej szukam. Chociażby po to, aby być dobrym przykładem dla moich córek – które przecież widzą i też się uczą. Nie uchronię ich przed poszukiwaniem tego bardziej wygodnego życia. Ale mogę opowiadać o tym, co teraz czuję – gdy próbuję wrócić do formy, sprawności, pełnego życia. Mogę zabierać je na rolki, basen, zachęcać do wspólnego aktywnego życia. I widzę, że (na razie) to działa. Choć zdaję sobie sprawę, że pewnie nie będzie działało wiecznie, to może jednak da im jakieś wskazówki na przyszłość. Gdy również będą chciały zawrócić z jakiejś drogi.

A co słychać u Ciebie?

Koniec roku 2023
Koniec

środa, 12.05.2021

W tym odcinku rozmawiamy o tym jak radzimy sobie z emocjami, czym są te emocje i dlaczego warto nad nimi zapanować. Oczywiście, nie obyło się bez różnicy zdań 🙂. Jeden z nas lubi radzić sobie z emocjami medytując, drugi wybiera ruch. Kto z nas woli ruch,  kto medytację, tego dowiesz się, słuchając nagrania. Natomiast już teraz mogę Ci zdradzić, że oba rozwiązania prowadzą do tego samego efektu.

STOPP to:

  • Stop – zatrzymaj się
  • Take a breath – odetchnij
  • Observe – obserwuj
  • Pull back – odsuń się,  popatrz z lotu ptaka
  • Proceed – działaj zgodnie z tym co wyszło z poprzednich kroków.

Linki

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec roku 2021
Koniec

poniedziałek, 06.04.2020

Nie ma sportu!

artykuł

Ale się porobiło… Mamy Dzień Sportu… tylko, że bez sportu. Pozwalają nam wychodzić właściwie tylko po zakupy i na krótki spacer – najlepiej do końca ulicy i z powrotem. Oczywiście tylko samemu. Nie można grać w piłkę, jeździć na rolkach, hulajnodze, czy rowerze. Nie ma siłowni, basenu ani parku do pobiegania. Mamy siedzieć w domu i oglądać stare mecze w telewizji. Najlepiej jeszcze z miską popcornu. Super! Do chrzanu z takim Dniem Sportu!

Choć z drugiej strony… być może dla wielu to właśnie dzisiaj jest jeden z ważniejszych dni tego roku? Idealny moment, aby zastanowić się, ile ostatnio jest sportu w moim życiu? Jak o siebie dbam, czy ruszam się odpowiednio dużo – pomimo tego całego siedzenia w domu. Czy ostatnie dni sprawiły, że jestem w lepszej formie niż zwykle? Czy wręcz przeciwnie? Czy moja waga codziennie rano uśmiecha się do mnie, czy krzyczy z rozpaczy? Przecież gdy przyjedzie mi stoczyć walkę z tym cholernym wirusem – a podobno większość z nas w końcu na niego trafi – czy będę gotowy? Trochę jak w szkole: każde ćwiczenie to jeden mały punkcik dla zdrowia. A na końcu okaże się ile ich uzbierałem i na jak długo to wystarczy.

Jasne – przy tych wszystkich ograniczeniach jakie teraz mamy – nie jest to proste. Nie trudno się wygłupić. Widziałem na Twitterze wariatów, którzy biegają w kółko na podwórku, innych, którzy pod pozorem wyjścia z psem, starają się przebiec choć kilkaset metrów po mieście… Są i tacy, co robią pompki z dzieckiem na plecach. Albo psem. Albo krzesłem. No wariaci, nie!? Ale dzisiaj i ja chcę zostać takim świrem...