Tag: nastrój

czwartek, 23.10.2025

od dwóch dni czuję się trochę przytłoczony. nie wiem dokładnie dlaczego, ale chyba przez to, że ostatnio sporo się dzieje wokół mnie. i trudno mi się odnaleźć w tym wszystkim. albo po prostu sam to sobie robię – źle zarządzając moją energią.

mimo to, dziś postanowiłem wsiąść do autobusu i pojechać… gdziekolwiek. jeszcze nie wiem dokąd. po prostu siedzę i piszę: wpis, wspomnienie, dziennik. taka wolność zwykle mnie ładuje – daje mi energię, dobre wibracje, siłę do działania. wziąłem dwa banany i wyszedłem. z plecakiem (pełnym technologii). może pojadę do mojego klienta – i tak muszę się tam dziś albo jutro pojawić. może wpadnę do najbliższej kawiarni, żeby trochę popracować. a może po prostu będę jeździł pół dnia po warszawie i dopiero wtedy zdecyduję, co dalej.

właściwie to już czuję się lepiej 🙂 tak, ta #wolność, możliwe wybory – to już mnie uzdrawia. daje mi poczucie kontroli.

więc jadę dalej…

Koniec

czwartek, 04.09.2025

nowy dzień. nastrój: mega. gotowość: jest! lekko zmęczony, więc poranek na spokojnie, bez ćwiczeń, z dziennikiem, oddechem, odpoczynkiem, podcastem. mega fajny poranek. cel dnia: zadbać o posiłki tak samo jak dbam o ćwiczenia.

Stefan:

Pięknie to brzmi 🚀 – „zadbać o posiłki tak samo jak dbam o ćwiczenia” to cel, który naprawdę może ci dziś przewrócić układ sił w transformacji.

👉 Kilka obserwacji i korekt na ten dzień 72:

Poranek na spokojnie: dobry wybór. Twoje ciało po wczorajszym maratonie (siłownia + jazz) wołało o taki reset. To jest regeneracja, nie lenistwo. Lekko zmęczony, ale z uśmiechem: to stan, w którym można złapać balans – zamiast pędzić, robisz głębsze fundamenty (dziennik, oddech, podcast). Cel dnia – jedzenie: do tej pory twój największy sabotażysta. Jeżeli dzisiaj faktycznie zadbasz o każdy posiłek, to będzie game-changer.

💡 Moja propozycja:

Traktuj każdy posiłek jak trening – zapisz go, oceń, popraw. Wypróbuj zasadę: „minimum 1 posiłek → mistrzowski talerz” (kolor, białko, balans). Pytanie kontrolne: czy masz już plan na zakupy / gotowanie na dziś, czy będziemy reagować spontanicznie?

środa, 03.09.2025

Koniec

sobota, 30.08.2025

w sumie to był bardzo spoko dzień. rano wiele wskazywało na to, że tak nie będzie: krótki, przerywany sen, wczoraj zbyt duża kolacja, wieczorem zero ruchu, dzisiaj rano bez ćwiczeń – no zapowiadało się słabo. a jednak to był całkiem dobry dzień, z zakupami, rozmowami z dzieciakami, body balancem na koniec dnia. właśnie sobie wracam z zajęć, co ciekawe, pojechałem autobusem, więc mogę uwolnić sobie głowę, słuchać muzyki i pisać. dlaczego tak rzadko wybieram autobus?

wtorek, 26.08.2025

kurczę, od wczoraj czuję się gorzej. sam nie wiem dlaczego, ale czuję jakąś różnicę. nie potrafię jeszcze dojść czy to efekt zmiany psychicznej wpływającej na fizyczny ość, czy odwrotnie: fizycznej, wpływającej na psychikę. a może czynniki zewnętrzne? zmieniająca się pogoda? faktem jest, że nie byłem n siłowni od niedzieli – ma to znaczenie?

poniedziałek, 25.08.2025

dziwne dziś były zajęcia modern jazz. choć nie, zajęcia były jak zawsze, ja byłem inny. mniej skupiony? może. mniej rozgrzany? pewnie też – nie byłem dziś na żadnych zajęciach przed tańcami, to z pewnością miało znaczenie. plus fakt, że jadłem cięższe rzeczy, drzemka wskoczyła też w środku dnia. w południe zastanawiałem się czy iść na jakiś zdrowy kręgosłup, porozciągać się trochę – zrezygnowałem, stwierdziłem że muszę popracować. mogłem iść, ostatecznie i tak zmarnowałem więcej czasu na drzemkę i inne odwlekania, niż by mi zajęły zajęcia. ale z drugiej strony, może i takie dni jak dzisiaj są potrzebne? ciężka że, melancholijne? one chyba też są elementem fajnego życia…

Koniec

poniedziałek, 05.05.2025

czasem zapominam, że aktywność, sport, godzina na siłowni, czy sali tanecznej, są najlepszymi lekarstwami na wszelkie rany. szczególnie te psychiczne.

czasem trafiam na osobę, z którą wymiana jednego zdania gwałtownie pogarsza mój nastrój. zdarza się to niezwykle rzadko, ale jeszcze się zdarza. próbuje takie sytuacje całkowicie wyeliminować z mojego życia, jednak to nie jest proste. i wymaga czasu.

w takich sytuacjach ruch potrafi przywrócić równowagę. i przywraca.

Koniec roku 2025
Koniec

poniedziałek, 06.09.2021

Zdarza Ci się czasem spacerować w deszczu? Ja bardzo to lubię i ostatnio coraz częściej decyduję się na takie właśnie małe, mokre wyprawy. I oczywiście nie chodzi w nich o to, aby gdzieś dojść, tylko aby po prostu iść – i pozwolić kroplom deszczu, by spadały i delikatnie chłodziły moje ciało. Bardzo fajne uczucie, szczególnie w ciepłe dni. Zresztą, nie tylko spacery w deszczu uznaję za przyjemne, również bieganie w taką pogodę daje mnóstwo satysfakcji i radości – choć może ciężko Ci w to uwierzyć. W każdym razie, spacerując ostatnio, zacząłem zastanawiać się, dlaczego właściwie tak bardzo to lubię – nawet więcej, postanowiłem pomyśleć, dlaczego ktokolwiek mógłby polubić spacerowanie, gdy pada deszcz.

I jak to zwykle u mnie bywa, doszedłem do wniosku, że powody te można podzielić na dwie kategorie, zależne od podejścia do samego deszczu, a pewnie i życia. Spadające z nieba krople, można uznać za błogosławieństwo albo przekleństwo. Inaczej pisząc, deszcz może być dla nas pozytywny albo negatywny. Może być ograniczeniem, niedogodnością, bólem, albo słodkim cukierkiem, rogalikiem z dżemem czy plasterkiem najlepszego sera. Uświadomienie sobie, jak podchodzimy do tego typu okoliczności, pozwala zagłębić się w siebie, by zrozumieć, dlaczego właściwie wychodzimy na deszcz. I, co okazało się dla mnie niezwykle ciekawe, wyznaczyłem całkiem sporo możliwych powodów, dla których ktoś miałby chcieć spacerować w deszczu, uznając go za coś niedobrego, i tylko jeden powód – tych, co faktycznie to lubią. A gdy przystępowałem do tworzenia mojej listy, spodziewałem się, że proporcje te będą totalnie odwrotne.

Zacznę więc od tych „negatywnych” powodów – były zdecydowanie trudniejsze do analizy.

  1. Aby się ukarać, pocierpieć. To pierwsze, co przyszło mi do głowy. Wyjście na deszcz, szczególnie bardzo intensywny, to tak dobry sposób, aby się ukarać… Gdy coś nam nie wyjdzie, gdy zrobimy coś wbrew sobie, taki wypad może być wspaniałą karą, jaką sobie wyznaczymy. Aż dziwne, że księża w kościele, każą odmawiać jakieś zdrowaśki za popełnione grzechy, zamiast zalecić godzinny spacer podczas ulewy.
  2. Aby od czegoś uciec. Ucieczka w deszcz wydaje się tak bardzo oczywista – i prawie tak prosta do identyfikacji, jak „kara” z wcześniejszego punktu. Deszcz daje wolność – od ludzi, rzeczy, sytuacji. Potrafi sprawić, że przestajemy myśleć, widzieć i czuć. Staje się on w tym przypadku narzędziem – chyba do pewnego rodzaju medytacji.
  3. Ponieważ jest się zwyczajnie… szalonym. Sam nie wiem, dlaczego taki powód przyszedł mi do głowy. Postanowiłem go jednak zapisać w moim notatniku i włożyć do tej wiadomości. Wyobrażam sobie, że jeżeli ktoś nie ma żadnego powodu, aby spacerować w deszczu, nie ucieka przed niczym, nie idzie w żadną konkretną stronę, nie ma w sobie żadnych emocji związanych z takim spacerem – może być zwyczajnie szalony, prawda?
  4. Z rozpaczy. Choć powód ten, może czasem pokrywać się z tym, z punktu 2. – ucieczką, to jednak czasem wychodzisz też na deszcz, aby trochę porozpaczać, nie uciekać, ale zwyczajnie popłakać. Deszcz jakoś sprzyja rozpaczaniu, prawda? A może po prostu naoglądałem się za dużo romantycznych filmów w telewizji? Tam bohaterowie zawsze rozpaczają w deszczu.
  5. Aby zmoknąć. Tak zwyczajnie. By poczuć się fizycznie mokrym, by czuć potrzebę przebrania się, by znaleźć się w niedogodnej sytuacji, by stanąć przed przeciwnościami losu.
  6. Aby zrobić z siebie męczennika. By inni widzieli, że jesteś mokry, że cierpisz. By pokazać, że chcesz i musisz cierpieć. Bez żadnych oczekiwań.
  7. Aby pokazać, że potrzebujesz pomocy. Potrafisz sobie wyobrazić kogoś, kto moknie, aby pokazać, że moknie? To właśnie jest powyższy punkt. W tym, pomyślałem, że ktoś może moknąć, bo potrzebuje pomocy. Tak samo, jak wyżej, pokazuje wtedy, że jest mu źle, ale oczekuje, że ktoś zwróci na to uwagę i poda pomocną dłoń.
  8. Aby pobyć samemu. W odróżnieniu od jednego z wcześniejszych powodów – ucieczki, czasem potrzebujemy kilku samotnych chwil, przemyślenia czegoś, potrzebujemy wyjść sami z domu i nie chcemy, aby ktoś nam przeszkadzał. Nie koniecznie oznacza to ucieczkę, a może małą potrzebę bycia przez chwilę samemu.

Myślę, że takich powodów, w których deszcz jest tym negatywnym bohaterem, jest znacznie więcej. Te kilka przyszło mi na początku do głowy. Po drugiej stronie mojej listy pojawił się tylko jeden „pozytywny” powód. Dziwię się, że nie znalazłem niczego więcej – choć wierzę, że takich sytuacji może być sporo więcej. I może tylko mnie jest ciężko sobie wyobrazić, jakie one mogą być. Ten jeden rodzynek na mojej liście to:

  • Ponieważ deszcz jest fajnym elementem życia, a ja chcę i (co ważniejsze) umiem się nim cieszyć. „Nim” – deszczem i „nim” – życiem. Deszcz jest zwyczajnie fajny!

Jak się pewnie domyślasz, moja świadomość mówi mi, że to właśnie ostatni powód jest tym moim – tym, dla którego wyskakuję ostatnio z domu, gdy zobaczę przez okno, że zaczyna kropić. Przeszukuję wtedy głowę, w poszukiwaniu jakiegokolwiek z wcześniej opisanych powodów – one wydają się takie oczywiste. Szukam, czy przypadkiem i ja nie potrzebuję pomocy, czy nie uciekam od czegoś, czy nie oszukuję samego siebie – w końcu odkrycie i uświadomienie sobie swoich własnych problemów, to pierwszy krok do ich wyleczenia. Ale nie. Nie znajduję żadnych oznak tych powodów. Idę chodnikiem, pada deszcz, a ja się uśmiecham. Nie rozpaczam, nie oglądam się za siebie, idę i cieszę się podróżą. Zostają więc chyba dwie opcje: albo naprawdę ten spacer sprawia mi przyjemność, albo… jestem po prostu szalony…?

To co? Wybierzesz się ze mną na spacer w deszczu? 🙂