Tag: cukier

piątek, 19.09.2025

środa, 10.09.2025

z mlekiem owsianym, ale bez cukru, nie jest taka zła. może to jakoś się uda…

wtorek, 09.09.2025

jem sernik z owocami w nero cafe i mam wyrzuty sumienia. że cukier, że tłuszcze nasycone. czy tak powinno być? tak się powinienem czuć jedząc ciasto? tak. dokładnie tak.

Koniec

poniedziałek, 11.08.2025

Koniec

środa, 16.07.2025

Koniec

niedziela, 29.06.2025

Z racji mojej pracy – a zajmuję się między innymi składem naukowego czasopisma medycznego – mam dostęp do wielu ciekawych artykułów medycznych. Choć większość z nich nie specjalnie mnie interesuje, to od czasu do czasu w moje rączki wpadnie taki, który szczególnie zwraca moją uwagę. Tak właśnie stało się kilka dni temu, znalazłem artykuł, w którym przedstawiono wyniki badań nad zależnością pomiędzy otyłością a zdrowiem jamy ustnej.

Autorzy publikacji sugerują, że otyłość nie jest jedynie problemem estetycznym czy metabolicznym, ale stanowi przewlekły proces zapalny. Choć wiedziałem już o tym od dawna, to nie zdawałem sobie sprawy, że ma to tak silny negatywny wpływ również na zdrowie jamy ustnej. Jak wskazują autorzy artykułu, istnieje wyraźny związek między otyłością a chorobami zębów i dziąseł, takimi jak zapalenie przyzębia (periodontitis – choroba infekcyjna tkanek otaczających zęby, która prowadzi do ich utraty, jeśli nie jest leczona!). W badaniu odnotowano, że takie zapalenie przyzębia występuje aż u 97% pacjentów otyłych.

Tkanka tłuszczowa, zwłaszcza ta zlokalizowana w obrębie brzucha (czyli tzw. otyłość wisceralna), produkuje różne substancje zwane adipokinami. Część z nich (np. leptyna, rezystyna czy visfatyna) to substancje prozapalne, czyli te „złe”. Przy otyłości ich poziom rośnie, przez co nasilają się różne procesy zapalne, także w jamie ustnej. Ale są też „dobre” adipokiny, działające przeciwzapalnie – to na przykład adiponektyna czy omentyna-1. Ich zadaniem jest chronić nas przed zapaleniem i uszkodzeniem kości wokół zębów. Problem polega na tym, że przy otyłości poziom tych dobrych adipokin spada.

Właśnie to wykazali autorzy cytowanego w artykule badania (Checa-Ros). Zaobserwowali oni, że niski poziom adiponektyny zwiększa ryzyko uszkodzenia kości i pogarsza przebieg chorób dziąseł. Mówiąc prosto: to nie obecność adiponektyny jest problemem, lecz jej niedobór – kiedy jej brakuje, tracimy ważną ochronę przed zapaleniami i problemami z zębami oraz dziąsłami.

Ciekawe też było to, co pokazano w innych badaniach (Vohra i wsp.). Okazuje się, że u osób z lekką otyłością (tzw. klasa I) poziom stanu zapalnego w jamie ustnej – mierzony m.in. przez obecność konkretnych substancji zapalnych w ślinie (takich jak IL-1β i IL-6) – był wyraźnie inny niż u osób z bardziej zaawansowaną otyłością (klasa II i III). U tych bardziej otyłych wskaźniki zapalne były już podobne między sobą – jakby organizm przekroczył pewien próg i stan zapalny „utknął” na wysokim poziomie. Czyli im większa otyłość, tym więcej problemów z zapaleniem w jamie ustnej – ale od pewnego momentu to już tylko się utrzymuje, nie pogarsza się dalej.

Wpływ otyłości na jamę ustną nie ogranicza się jedynie do dorosłych. Według analizy Martens i współpracowników, dzieci i młodzież z nadwagą częściej doświadczają próchnicy, stanów zapalnych dziąseł oraz zwiększonego nagromadzenia płytki nazębnej. Co więcej, nawet sama otyłość brzuszna (niezależnie od wskaźnika BMI – tu możesz sprawdzić swój) jest istotnym czynnikiem ryzyka utraty zębów.

W artykule poruszono też temat operacji bariatrycznych, czyli zabiegów chirurgicznych pomagających schudnąć. Choć dzięki nim można skutecznie zrzucić nadmiar kilogramów, to niestety mogą one odbić się na zdrowiu jamy ustnej. Po operacji często spada ilość śliny, a to z kolei sprzyja namnażaniu się szkodliwych bakterii, takich jak Streptococcus mutans – tych, które odpowiadają m.in. za próchnicę. Badania (Hashizume i wsp.) potwierdziły, że po takim zabiegu liczba tych bakterii w ślinie wzrasta. Czyli z jednej strony zdrowiej dla całego ciała, z drugiej – warto wtedy szczególnie zadbać o zęby.

Nie, to nie jest jakaś przełomowa rewolucja. Ale dla mnie to mocne potwierdzenie jednej rzeczy: nasze ciało to system naczyń połączonych. Zaskakująco precyzyjny mechanizm, w którym każda z pozoru drobna decyzja – co zjemy, jak śpimy, czy pijemy wodę – potrafi wpłynąć na inne rzeczy w naszym ciele. Na przykład… na dziąsła.

Po tej lekturze widzę wyraźniej, gdzie warto dokręcić śrubki w diecie. Domowy chleb na zakwasie? Świetnie. Łosoś, hummus, cebula – wszystko, co ma działanie przeciwzapalne, działa też na korzyść jamy ustnej. Ale z drugiej strony: kawa (tak, moja ukochana), kwaśne napoje, fast foody… to wszystko wymaga trochę więcej uwagi. Nie chodzi o zakazy, tylko o to, żeby wiedzieć, jak się zabezpieczać.

Serio, nawet taka głupota jak przepłukanie ust wodą po americanie robi różnicę. Albo guma z ksylitolem – brzmi jak marketing, a jednak działa. Te bakterie, które wyżerają szkliwo, nie radzą sobie z ksylitolem. Guma nie załatwia sprawy, ale może pomóc, zwłaszcza kiedy nie mam przy sobie szczoteczki.

Jestem wdzięczny za możliwość korzystania ze specjalistycznych publikacji, które pomagają mi krok po kroku lepiej rozumieć moje zdrowie i wprowadzać świadome zmiany. To kolejny ważny element układanki, która składa się na moje fajne życie. I choć zdrowie jamy ustnej samo w sobie nie stanowi o jakości życia, z pewnością jest jednym z tych elementów, które tę jakość mogą znacząco poprawić.

czwartek, 26.06.2025

środa, 25.06.2025

w moim rzucaniu cukru jest całkiem sporo wyzwań, kilka z nich, takie najbardziej aktualne:

  • herbata, do której uwielbia(łe)m dodawać odrobiny cukru, to był mój codzienny napój, przygotowywałem dzbanek herbaty i piłem przez cały dzień. o dziwo wersja bez cukru nie jest taka zła. dodatkowym plusem jest to, że redukuje smak po jedzeniu i innych napojach
  • kawa. no tu oczywiście jest problem. nie bardzo jeszcze wiem jak go rozwiązać. uwielbiałem moją kawę z mlekiem i cukrem. rozważam słodzenie stewią, ale mam wrażenie, że to oszukiwanie i chodzenie na skróty, więc raczej będę probował dalej pić kawę bez żadnych dodatków. póki co nie jest dobra.
  • chleb. mój domowy chleb. ten, który do tej pory piekłem zawierał dwie łyżki cukru. oczywiście tak nie może być. będę probował z innymi przepisami.
  • słodycze, które okazjonalnie pojawiają się w domu. muszę to wyeliminować.
  • ciasta. lubię je – piec i jeść. domyślam się, że znajdę jakieś przepisy na ciasta bez cukru, takie, które nie będą miały słodkiego smaku.
  • no i jeszcze cukier. taki zwykły, który stoi sobie w cukiernicy, paczka cukru w szafce – czy powinienem je wyrzucić? chyba powinien być cukier w domu. czy nie? kurde, będzie kusiło?
Koniec roku 2025
Koniec

wtorek, 09.06.2020

Kawa z mlekiem

artykuł

Siedzę sobie i piszę. Koło mnie stoi pyszna kawa. Wróciła do mnie po 7 dniach.

Tydzień temu, w poniedziałek, postanowiłem nauczyć się pić kawę bez mleka i cukru. Przez siedem dni próbowałem na różne sposoby przekonać siebie samego, że jest to dla mnie lepsze, zdrowsze i smaczniejsze rozwiązanie, niż moja tradycyjna kawka z małą łyżką mleka i odrobiną cukru… 

Początki były dość słabe – pierwsza, poniedziałkowa „mała czarna” nie wypadła zbyt dobrze. Nowy smak nie przypadł mi do gustu. Pomyślałem, że może niepotrzebnie rezygnuję jednocześnie z cukru i mleka – może bez jednej z tych rzeczy byłoby łatwiej?

Nie chciałem jednak za szybko się poddawać – na prawo i lewo szukałem wskazówek co zrobić, aby poprawić smak mojej nowe-starej kawy. Dowiedziałem się na przykład, że warto ją pić, gdy jest jeszcze gorąca – kawa z mlekiem jest przepyszna, gdy lekko przestygnie, więc byłem przyzwyczajony do zupełnie czegoś innego. Zgodnie z Waszą sugestią zamieniłem też kubek na filiżankę, co paradoksalnie okazało się jedną z najlepszych rad, choć nie wpływało bezpośrednio na smak kawy.

Wszystkie te rady i owszem, pomogły, kolejne dni były już nieco lepsze niż ten pierwszy. Ale wiecie co? Cały ten tydzień dostarczył mi sporo przemyśleń na podstawie których doszedłem do jednego wniosku:

Chrzanić to! Ta poranna mleczna i słodka kawa to moje codzienne mikroszczęście i nie zamierzam z niego rezygnować.

Zamiast porzucić to, co na początku wydawało się niewłaściwe, zrozumiałem, że te dwa dodatki – cukier i mleko – są wręcz niezbędnym elementem mojego Miracle Morning. Zwykła, czarna kawa straciła dla mnie swój sens – stała się jedynie środkiem do pobudzenia, a przecież ja nie cierpię tego efektu! Wręcz uważam to za wadę kawy… Piję ją tylko i wyłącznie dla smaku – a właściwie to piłem, ponieważ postanowiłem się tego smaku pozbawić. Dlatego też do tej pory pijałem rano zwykłą kawę, a później w ciągu dnia jej wersję zbożową – po prostu lubię kawę za jej smak, ale tylko gdy jest „wzbogacony” cukrem i mlekiem. Stanąłem więc przed wyborem: powrócić do picia kawy w wersji pierwotnej, albo całkowicie z niej zrezygnować. I postawiłem na opcję numer jeden. 

Wszystko wróciło do normy.

Moje poranki są znowu bardzo do siebie podobne. Czasem śmieję się sam z siebie, gdy pomyślę jak bardzo są jednostajne i monotonne. Przychodzi zawsze moment, w którym wstawiam wodę w czajniku i zaczynam przygotowywać mój ulubiony, poranny napój. Nie ma tu miejsca na przypadek. Biorę młynek oraz ulubioną kawę. Biorę zawsze tyle samo ziaren (nie, nie liczę ich, ale używając codziennie takiej samej łyżki i jestem w stanie to ocenić), mielę 15 sekund, wsypuję do zaparzacza i odstawiam. Do kubka wskakuje mała łyżeczka cukru trzcinowego. Obok czeka już ulubione mleko. Najmniejsza zmiana, choć jednego z tych elementów, sprawia, że cała kawa ląduje w zlewie… wszystko musi być idealnie…

Ale ja za tym tęskniłem! 🙂

Koniec roku 2020
Koniec

poniedziałek, 20.06.2016

W styczniu 2011 roku, na świecie pojawiła się moja pierwsza córka – Alicja. Pamiętam jak dziś wielogodzinne oczekiwanie w szpitalu, stres, nerwy i zmęczenie jakie towarzyszyły temu wydarzeniu (oczywiście nieporównywalnie mniejsze do zmęczenia i wysiłku mojej kochanej żony z tamtych dni!). Opowiadam Wam o tym, ponieważ w pewnym momencie, w szpitalu zaczepiła mnie pielęgniarka i powiedziała: „Czy przyszły tatuś zaopatrzył się w kawę – albo lepiej – w coca colę? Spędzicie tu dużo czasu ale łóżko mamy tylko dla żony więc bez zasłabnięcia proszę :)”. W tamtej chwili nie przywiązałem do jej słów zbyt wielkiej wagi, jednak po dłuższym czasie zacząłem się zastanawiać. Kawa – ok, rozumiem, ale cola? Dlaczego właśnie ona. Zacząłem więc szukać… okazało się, że kawa i cola mają ze sobą bardzo wiele wspólnego, choć mocno różnią się składem i sposobem w jaki na nas oddziaływują.

Skład

Kawa to napój sporządzany z palonych ziaren rośliny zwanej kawowcem – to właściwie wszystko co istotne ze składu kawy. Natomiast do głównych składników coli, należą liście koki i owoce koli (zastanawialiście się skąd nazwa jednej z największych firm na świecie? 🙂 ). Cola zawiera dodatkowo różne mieszanki cukrów oraz ekstraktów otrzymywanych z pomarańczy, wanilii i cytryny – nie jest tak naturalna jak kawa i jej skład jest wynikiem sprytnie opracowanej receptury. Co ciekawe, kiedyś, w skład coca coli wchodziła również kokaina, i na każdą szklankę przypadało 9 mg tego narkotyku. Dopiero po 1903 roku zaczęto stosować liście koki pozbawione kokainy. Obydwa napoje zawierają oczywiście kofeinę, która znajduje się w nich za sprawa roślin z których powstają – i to głównie kofeina sprawia, że obydwa napoje mają podobne działanie na nasz organizm.

Kofeina

Jak sam widzisz, zarówno kawa, jak i cola są totalnie inne jeżeli weźmiemy pod uwagę skład, choć łączy je jedna, silnie uzależniająca (choć w mniejszym stopniu niż na przykład nikotyna) substancja – kofeina – dlatego też gdy już zaczniemy raz na jakiś czas pić kawę, z czasem nie wyobrażamy sobie poranka bez niej. W jednej filiżance kawy parzonej, czyli w ok 200 ml, znajduje się od 80 do 130 mg kofeiny. Jej poziom zależy od rodzaju kawy, ale również od długości parzenia. W przypadku coli stężenie kofeiny jest sporo mniejsze – dlatego też możemy jednorazowo spożyć jej większą ilość. W 350 g tego napoju, znajduje się ok. 35 mg kofeiny. Nie odczuwamy więc tak silnego uzależnienia od kofeiny w coli, co w kawie (co nie znaczy, że cola nie uzależnia!). Jako ciekawostkę mogę Wam podać, że herbata również zawiera kofeinę i w 200-gramowej filiżance może znajdować się jej od 30 do nawet 150 mg. Zalecana maksymalna, dzienna dawka kofeiny, wynosi 350 mg – nie powinniśmy jej przekraczać. Łatwo więc możesz policzyć jakie ilości którego napoju możesz spożyć, aby zalecany poziom kofeiny w Twoim ogranizmie nie został przekroczony.

Pomimo uzależniających właściwości kofeiny na nasz organizm, ma ona również wiele pozytywnych działań a jej przyjmowanie w odpowiedniej ilości pozwala nam zmniejszyć ryzyko wystąpienia różnych chorób, np. choroby Parkinsona, czy cukrzycy typu 2. Kofeina jest jednak bardzo niebezpieczna dla kobiet w ciąży i jej przyjmowanie drastycznie zwiększa ryzyko poronienia.

Musisz również wiedzieć, że przyjęcie kofeiny w zbyt dużej ilości, może doprowadzić nawet do śmierci – 10 g (10000 mg) dawka kofeiny w ciągu jednej doby jest dawką śmiertelną dla człowieka.

Kofeina ma więc swoje niezaprzeczalne plusy, chroni nas przed wieloma chorobami, działa pobudzająco, ale również uzależnia nasz organizm a jej zbyt duża dawka może być dla nas bardzo niebezpieczna.

Kalorie

Czy wiesz, że kawa sama w sobie jest praktycznie bezkaloryczna? Oczywiście mam na myśli kawę bez dodatków w postaci cukru, bitej śmietany czy czekolady – po takich wstawkach, kawa może stać się prawdziwą bombą kaloryczną, dokładnie taką samą jaką od początku jest cola. Dodając do kawy jedną łyżeczkę cukru, sprawiamy, że staje się ona nośnikiem około 20 kcal a dolanie pełnotłustego mleka sprawia, że ilość kalorii może wzrosnąć nawet do 60 kcal. Jeszcze „lepsze” jest stosowanie zagęszczonego mleka, które może podnieść poziom przekazywanych kalorii nawet do 200. Najbardziej kaloryczne są napoje kawowe z proszku, typu 2w1 lub 3w1 – ich kaloryczność może przekraczać nawet 400 kcal.

To teraz cola – puszka w której jest sprzedawana, ma zazwyczaj 330 ml, prawda? Taka ilość napoju to ok, 140 kcal. Łatwo policzyć, że 1 litr coli to ponad 400 kalorii. A skoro jesteśmy przy kaloriach, warto dokładniej przyjrzeć się zawartości cukru w coli.

Cukier

Cola zawiera w prawdzie mniejszą ilość kofeiny niż kawa, ale ma w sobie ogromną ilość cukru – w jednej szklance napoju znajduje się ilość odpowiadająca dziesięciu łyżeczkom. Do tego cukier wchłania się znacznie szybciej niż kofeina i zaczyna na nas działać już po kilku minutach od spożycia. O negatywnym wpływie cukru na nasz sen można by napisać książkę tak samo długą, jak o wpływie kofeiny. Podwyższony poziom cukru w naszej krwi zaburza metabolizm i nadmiernie obciąża organy, które biorą udział w regulacji hormonalnej. W niektórych krajach, cukier wpisany jest na drugim miejscu w księgach najbardziej niebezpiecznych do spożywania substancji, zaraz za narkotykami – nie bez powodu nazywany jest on cichym zabójcą. Warto również zwrócić uwagę, że cukier jest również substancją uzależniającą.

Wpływ na nasz sen

Zarówno kawę, jak i colę, pijemy ze względu na walory smakowe, jak i z uwagi na działanie pobudzające. Często nie zastanawiamy się jednak, czy o danej porze dnia powinniśmy (i czy możemy) jeszcze wypić trochę naszego ulubionego napoju – i jaki wpływ będzie to miało na nasz sen. Zawarta w napojach kofeina działa na nasz centralny system nerwowy: stymuluje mózg, poprawia koncentrację i zdolności intelektualne – jednak nadużywanie jej w ciągu dnia może prowadzić do nerwowości, zaniepokojenia, agresji i bezsenności. Kofeina zaczyna działać na nasz organizm po około 20-30 minutach od przyjęcia a jej działanie utrzymuje się przez około 3-4 godziny. Jeżeli masz więc w zwyczaju picie kawy przed samym pójściem spaćto wiedz, że możesz mieć problemy z zaśnięciem, a jeżeli Ci się to uda zanim kofeina zacznie działać, to jakość Twojego snu znacznie się obniży – następny dzień nie będzie już tak produktywny jak mógłby być.

W jednym z odcinków podcastu „Cortex”, w którym CGP Grey i Myke Hurley opowiadają o produktywności i dobrym wykorzystaniu czasu, Grey opowiadał o swoim sposobie na drzemkę w ciągu dnia. Otóż, gdy w ciągu jego dnia zaistnieje potrzeba „ucięcia” sobie krótkiej drzemki, przed samym zaśnięciem, wypija on kawę (albo łyka tabletkę z kofeiną). Po 20 minutach, kofeina zaczyna działać i wtedy łatwiej z takiej drzemki się wybudzić a już po przebudzeniu, szybciej można powrócić do wykonywanych wcześniej zajęć bez efektu rozespania. Ja tej metody nie próbowałem – jest to jednak sprytne wykorzystanie faktu, że kofeina działa na nasz organizm dopiero po jakimś czasie od spożycia.

Wpływ na nasze zęby

Tak się składa, że obydwa napoje, które dzisiaj opisuję, mają dość niekorzystny wpływ na nasze zęby. Kawa jest na szczęście trochę łagodniejsza – jej negatywne działanie sprowadza się głównie do przebarwień i osadu na zębach. Cola natomiast wypłukuje wapń z naszych zębów – i chyba domyślasz się, z czym się to może wiązać. Badania profesora Mohameda Baddiouny z Temple University Shcool of Dentistry w Filadelfii, wykazały, że spożywanie coli dla naszych zębów na równie wyniszczające działanie, co metaamfetamina. Co ciekawe, nie tylko cukier w niej zawarty ma tak zły wpływ na nasze zęby – zęby niszczy w ogromnym stopniu kwaśny odczyn napoju.

Inne działania

O kawie i coli można by pisać i pisać… ja staram się jednak skupiać na ciekawszych aspektach ich spożywania. Kolejną taką ciekawostką jest fakt, że spożywanie coli ma wpływ na ilość plemników w spermie – a co za tym idzie, za płodność u mężczyzn. Oczywiście wpływ negatywy.

Duńskie badania, przeprowadzone pod przewodnictwem Profesora Tina Kold Jensena z uniwersyteckiego Wydziału Wzrostu i Reprodukcji Rigshospitalet w Kopenhadze, pokazały, że regularnie picie coli może zmniejszyć liczebność plemników w spermie i to nawet o 30%. W przypadku kawy nie zanotowano na szczęście takich wyników – nie jest to więc wpływ kofeiny, a innych składników coli.

Chciałbym Wam zwrócić uwagę na jeszcze jedną, ostatnią rzecz – picie kawy i coli w nadmiarze, wypłukuje z naszego organizmu magnez – o tym wiele osób wie. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny dla naszego organizmu jest magnez. Bierze on udział w syntezie DNA, magazynuje związki, które są nam potrzebne do życia, hamuje też uwalnianie adrenaliny, noradrenaliny – ma więc działanie uspokajające. Pełni też istotną rolę w zapobieganiu depresjom a przy jego niedoborze pojawiają się również kłopoty z pamięcią. Niedobór magnezu może być przyczyną niedokrwienia naszego serca i zaburzenia jego rytmu. Brzmi to strasznie, ale pamiętaj, że niedobór magnezu może wywołać nadmierne spożywanie kawy czy coli. Picie kawy albo coli w rozsądnych dawkach nie powinno spowodować problemów z magnezem.

Jak sam widzisz, spożywanie zarówno coli jak i kawy, może przynieść szereg niepożądanych efektów. Jednak znacznie gorszy wpływ na nasz organizm ma zdecydowanie cola i pomimo faktu, że jest ona w stanie (ze względu na kofeinę i wysoką zawartość cukru) momentalnie postawić nas na nogi, to zdecydowanie odradzam takie działania – mogą się one później odbić na naszym zdrowiu. Polecam Ci też zastanowić się, gdy podasz colę swojemu dziecku…

Wracając do mojej historii z początku wpisu, będę chyba musiał poszukać pielęgniarki ze szpitala, która poradziła mi zaopatrzenie się colę i przestrzec ją, aby nie udzielała tak wątpliwie cennych rad 🙂

Jeżeli wiesz o innych negatywnych skutkach picia kawy albo coli – opisz je w komentarzach do wpisu. Dzięki temu dowiem się o nich ja, jak i inni czytelnicy. A jeżeli wpis był dla Ciebie ciekawy, udostępnij go dalej aby więcej osób mogło z niego skorzystać 🙂