ależ mi instruktorka na porannych zajęciach zdrowego kręgosłupa obciachu narobiła! no dobra, to oficjalna wersja. nieoficjalna jest taka, że sprawiła mi sporą #przyjemność 🙂 instruktorka, która dzisiaj prowadziła zajęcia – wyjątkowo, w zastępstwie za kogoś innego – była kiedyś tancerką jazzową. przeczytałem to w jej bio przed zajęciami. pewnie tym chętniej wybrałem się na zajęcia z nią. i mój wybór okazał się trafny, całe zajęcia były dostosowane do rozciągań typowych dla zajęć tanecznych – dla mnie bomba (choć reszta osób na sali była mniej zadowolona). Natalia – tak się nazywa – dość nietypowo rozpoczęła, prosząc wszystkich o podanie swoich imion. fajne, choć dość nietypowe na zajęciach. potem rozpoczęliśmy ćwiczenia. a Natalia nagle, już przy drugim ćwiczeniu – na równowagę – na całą salę: wow, Grzesiek, super, popatrzcie wszyscy jak on dobrze wykonuje to ćwiczenie, popatrzcie na Grześka, tak to należy wykonywać.” no cóż, lekko krępujące (wcale nie! dość mocno krępujące!), ale jakoś miłe. przy kolejnym ćwiczeniu Natalia jednak kontynuowała: „super, Grzesiek, Ty coś tańczysz? od razu widać, że tak, masz figurę tancerza, co tańczysz?”. „☺️☺️”. takie momenty są mega miłe, choć oczywiście wcale nie sprawiają, że otwieram się przed taką sobą, przeciwnie, raczej mnie zamykają. niestety. Natalia zapytała jeszcze, dlaczego nie jestem tu instruktorem – co wprawiło mnie w totalne zmieszanie, ale… no właśnie, dlaczego? i… chyba będę. to taki naturalny krok. jeszcze taki cichy, ale już powoli kształtuje się w mojej przyszłości.