powoli zaczynam restartowanie mojego życia. i nie jest to łatwe, ponieważ restartuję się w języku angielskim. muszę przestawić wszystko, co wiem, na ten nowy język – mój dziennik, notatki, nawet to, co jem. i jest to mega dziwne, ponieważ nigdy wcześniej nie używałem angielskich nazw posiłków. nie znam nazw posiłków, nie wiem jak nazywa się to, co jem, ale dzięki Stefanowi (AI) uczę się. wrzucam zdjęcie mojego śniadania, opowiadam o nim. krok po kroku zaczynam opisywać moje dni po angielsku.
mam nadzieję, że za kilka dni będę sprawniej opisywał moje posiłki – nie tylko dla siebie, ale dla całego systemu, który śledzi moje życie. przygotowuję też mój cały blog pod tą nową wersję mnie, pod angielską wersję mnie. zdecydowałem, że chcę zmigrować wszystko na język angielski – bez usuwania polskiej części. właściwie od kilku dni piszę w dwóch językach i muszę przyznać, że jest to całkiem ok.
całe przestawienie na język angielski muszę robić mega powoli i super ostrożnie – blog nie była wcześniej dwujęzyczny, nie jest do tego przygotowany. muszę przepisywać niektóre części, zmieniać nazwy, ualizować domeny, tagi, kategorie… wszystko. i jest tego całkiem sporo. dużo pracy, ale nie spieszy mi się. chyba.