Tag: postanowienia

niedziela, 21.09.2025

dopiero mówiłem o mojej walce, którą toczę z jedzeniem. właściwie nie z jedzeniem, z samym sobą, bo to tutaj jest problem. a po raz kolejny nadziałem się na swoją słabą silną wolę i po raz kolejny trafiłem nie tam gdzie trzeba, to znaczy do kfc. i zastanawiam się cały czas, w którym momencie zrobiłem błąd, że tam wylądowałem. oczywiście jest dzisiaj kolejny dzień i tego żałuję, ponieważ już czuję, że będzie to słabszy energetycznie dzień, a tego nie chcę i tego nie lubię. będzie to dzień, w którym będę próbował odpokutować wczorajsze gorsze jedzenie, odpokutować podwójną dawką ćwiczeń, dzisiaj mega zdrowym jedzeniem, pewnie też dłuższym jakimś postem po tym wczorajszym gorszym żarciu. i to jest też stały schemat, który się powtarza już od dawna i chociaż zdarza się już teraz bardzo rzadko, to jednak się powtarza i to nadal jest dla mnie problem. i teraz znam siebie i wiem, że jedyną drogą dla mnie do rozwiązania tego problemu jest radykalne i całkowite wyeliminowanie raz na zawsze konkretnych dań, restauracji, miejsc, w których się zamawia jedzenie. po prostu pozbycie się tego raz na zawsze. koniec.

ucięcie tego totalnie. jeżeli jakiś mcdonald’s czy kfc nie jest w zgodzie ze mną, z moimi celami, z moimi wartościami, to powinienem to raz na zawsze uciąć. i w sumie lubię te dni, gdy po jakiejś porażce, a wczorajszy dzień traktuję jako porażkę, następuje mobilizacja. na fali tej mobilizacji wiem, że jestem w stanie osiągnąć fajne rzeczy. po to też nagrywam ten podcast, ten dziennik – żeby to sobie organizować, żeby o tym mówić, żeby przypominać sobie jaki jest mój cel i jakie kroki podejmuję, żeby go osiągnąć. a moim dzisiejszym krokiem będzie, chyba już kolejny raz, ale ucięcie na stałe tych fast foodów, których nie chcę i nie lubię. ostatnio, gdy podjąłem taką decyzję, wytrzymałem dosyć długo, nie jedząc nic fast foodowego. i myślałem wczoraj, gdzie to się rozsypało, w którym momencie – i już wiem, że był to moment, w którym z moimi córkami zamówiliśmy sobie pizzę do domu. i to był błąd, który spowodował, że przerwałem mój ciąg, moje postanowienie, moją własną deklarację. ten jeden mały wyjątek sprawił, że odblokowały mi się pewne schematy w głowie i już byłem gotowy na ponowne wyjście do fast foodowego miejsca, co się przydarzyło właśnie wczoraj.

na szczęście dzisiaj jest kolejny nowy dzień, a ja mogę podejmować kolejne nowe decyzje, zaczynać po raz kolejny i właśnie to robię. próbuję po raz kolejny odciąć się od fast foodów, od kfc i innych tego typu miejsc. bo patrząc na moje życie sprzed 6 lat, to ten wczorajszy wybryk nie był jakoś mega zły. nie jest tak, że jem to codziennie, ale mimo wszystko przyzwyczaiłem mój organizm do innego trybu i wymagam od niego bardzo wiele codziennymi treningami. wiem, że nie chcę mu dostarczać takiego jedzenia jak wczoraj, bo potem moje ciało nie da mi tego, czego od niego oczekuję.

żeby ciało mi służyło i pomagało w osiągnięciu moich celów, muszę o nie dbać jak najlepiej. nie będę w stanie spełnić moich marzeń, jeżeli nie będę dbał o ciało tak bardzo, jak dużo od niego wymagam. dlatego po raz kolejny muszę to uciąć, po raz kolejny muszę o tym ze sobą rozmawiać, pisać, mówić, tłumaczyć sobie, podejmować decyzje. pamiętam, że jak rzucałem palenie, to rzucałem przez 2 lata, aż w którymś momencie powiedziałem: przestajesz rzucać palenie. i w tym momencie je rzuciłem. tak samo muszę zrobić z innymi rzeczami. muszę powiedzieć sobie, że to się dokonało, że nie jestem w trakcie, tylko już to zrobiłem.

tak jak głupi przykład chodzenia po domu bez kapci. dopiero gdy wyrzuciłem kapcie z domu, całkowicie się przestawiłem. podobnie było, gdy przechodziłem ze zwykłej szczoteczki do zębów na soniczną – dopiero wyrzucenie starej sprawiło, że się przestawiłem. takie drobne rzeczy pokazują, jak działa mózg i jak warto znać siebie, żeby wprowadzać zmiany.

i wiem, że jeżeli chcę nie jeść niezdrowych rzeczy, to muszę je całkowicie wyciąć. powiedzieć, że już więcej nie zjem w mcdonaldzie, w kfc, w maxie i na tym poprzestać. nie rozważać tego ani za tydzień, ani za miesiąc, ani w wyjątkowych sytuacjach. koniec, kropka. ta opcja została wymazana i to jest wyjście. takie radykalne, być może trudne, ale jedyne rozsądne, żeby osiągnąć moje cele.

i to nie są poświęcenia, to są decyzje. bo co ja poświęcam? chwilową, pozorną przyjemność. to się już dokonało. rzuciłem to.

Koniec roku 2025
Koniec

czwartek, 01.06.2023

Stoję i piszę, jak to zwykle bywa, przy kuchennym oknie, moim ulubionym miejscu – to dobrze. Dwanaście miesięcy temu nie wiedziałem jeszcze, czy będę to robił. 2022 był moim rokiem klocków Lego – każda decyzja, każda aktywność, miały zostać poddana analizie. Miałem chodzić z wypisanymi na czole pytaniami: Czy warto? Czy chcę? Nie wiedziałem, czy będzie blog, nie wiedziałem, czy będzie sport, z kim będę się spotykał, kogo omijał. Dwanaście miesięcy później stanąłem przed kolejnym wyborem: w którą stronę chcę tym razem iść. O dziwo, odpowiedź na to pytanie przyszła do mnie bardzo szybko, kierunek na 2023 rok praktycznie sam się wyznaczył, ja musiałem jedynie się pod nim podpisać. Choć podsumowanie poprzedniego i plany na ten rok, publikuję ostatecznie bardzo późno – dopiero po kilku miesiącach od rozpoczęcia roku.

Jednak po kolei.

Gdy zamykałem 2021 rok, w mojej głowie było tak wiele znaków zapytania. Nie byłem pewny drogi, nie rozumiałem kierunku, w którym podążam. To było ciężkie podsumowanie i jeszcze cięższe planowanie. Dałem sobie jednak wtedy czas na pytania, niepewność, pozwoliłem sobie na eksperymenty. Postanowiłem wtedy, że kolejny rok będę realizował pod szyldem „klocków lego”. Klocki te miały reprezentować decyzje, które codziennie podejmuję. Chciałem się im bardzo dokładnie przyjrzeć. Potrzebowałem sprawdzić, które budowle z nich chcę tak naprawdę budować. Był to rok zadawania pytań, szukania odpowiedzi, eliminacji, ale i próbowania. Nie spodziewałem się, że po dwunastu miesiącach, będę tak bardzo zadowolony z drogi, którą sobie wyznaczyłem.

Choć 2022 z założenia miał być – i w gruncie rzeczy był – rokiem spokojnym, rokiem analizy, skupienia, to jednak obfitował również w momenty, które spokojnie mógłbym nazwać „przewrotne”, lecz w lżejszym tego słowa znaczeniu. I choć, po cichu trochę na takie momenty liczyłem, to szczerze mówiąc, za bardzo się ich nie spodziewałem. Cieszę się, że mam narzędzia, które pozwalają mi popatrzeć na minione miesiące i wyciągać z nich wnioski. Bez nich, usiadłbym do tego podsumowania i o większości rzeczy nie byłbym sobie w stanie przypomnieć. Gdy dużo się dzieje, a myślę, że u mnie tak właśnie jest, łatwo zapomnieć, pomylić daty, przerysować w niewłaściwy sposób zapisane na karcie naszej historii informacje.

Dziennik – najlepszym przyjacielem

To właśnie on – mój dziennik – jest najważniejszym narzędziem, do którego sięgam, pisząc to podsumowanie. On jako jedyny wie, co mi się przytrafiło w ciągu ostatnich 12 miesięcy, zna wszystkie 365 dziennych historii mojego całorocznego życia. Jestem tak bardzo wdzięczny samemu sobie, że 19 lipca 2016 roku napisałem pierwszy w nim wpis. Lubię z resztą do niego wracać:

Wydaje się, że łatwiej jest radzić sobie z sukcesami niż z porażkami. A tu niespodzianka — jest zupełnie odwrotnie.

Było pierwsze zapisane w moim dzienniku zdanie. Dzienniku, który prowadzę do dzisiaj. I choć zapis ten dotyczył wtedy moich potyczek z rzucaniem palenia, to dziś widzę, jak bardzo uniwersalny jest.

To dzięki dziennikowi widzę, co w poprzednim roku było nie tak, które sytuacje wywoływały uśmiech, a które smutek na mojej twarzy. Którzy ludzie dostarczali pozytywne, a którzy negatywne emocje mojej głowie. Dziennik jest moim barometrem, kompasem i wyrocznią. To dziennik pomógł mi odnaleźć tak silne zależności pomiędzy tym, co jem, a tym, jak się czuję. To samo dotyczy snu – jego długości, regularności, jakości i potem przełożenia tego na moją produktywność, samopoczucie, siły. Te wszystkie rzeczy, te zależności, nie byłyby możliwe do zaobserwowania, gdybym nie rozmawiał sam ze sobą za pośrednictwem dziennika.

I dziś, kiedy chcę podsumować 2022 rok, to właśnie do dziennika zaglądam na początku. I widzę tam, jak dużo się działo – w mojej głowie. Choć wydawało mi się początkowo, że poprzedni rok przeszedł dość gładko, po wpisach w dzienniku mogę stwierdzić, że nie do końca tak było. Było sporo zmian, nowych osób, miejsc, ale i kilka ważnych pożegnań. Układałem budowle z moich klocków. I po skończonym już roku, mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z tego, co udało mi się zbudować.

2023 jest rokiem…

Jeżeli śledzisz moje poczynania tu na blogu, to wiesz już od dawna, jaki temat wybrałem sobie na 2023 rok. Opowiadałem o tym już kilka miesięcy temu w PiG Podcaście – i tam też chciałbym Cię odesłać, jeżeli chcesz posłuchać o moim procesie wyboru tematu i planowania roku zgodnie z nim. Brakowało mi jednak cały czas pewnego rodzaju domknięcia tego zobowiązania – co niniejszym czynię tym wpisem. Moim tematem 2023 roku jest…partnerstwo serca i rozumu.

Nadawanie nazw różnym rzeczom czy sytuacjom od zawsze dostarczało mi sporo radości. Lubiłem wymyślać przeróżne nazwy kolejnym samochodom, którymi się poruszałem (była żaba, furtka, czarny baran… ☺️), mój telefon, tablet, czy komputer – również mają swoje nazwy, po imieniu zwracał się nie tylko do mojego małego chomiczka, ale i do wszystkich roślin, jakie rosną sobie u mnie w domu. Także i każdy mój rok ma jakąś swoją nazwę. Tym razem jest ona bardzo ważna i znacząca – partnerstwo serca i rozumu, to tak wiele znaczy, jest dla mnie zarówno wskazówką, jak i przestrogą. Po zeszłorocznym temacie, jakim były klocki lego, gdzie miałem się zastanawiać czego chcę i w co chcę inwestować samego siebie, tym razem daję sobie konkretne polecenie: słuchaj nie tylko serca, podążaj też za rozumem. Każda moja decyzja – większa, czy mniejsza – miała, i dalej ma być, zatwierdzona przez specjalną, dwuosobową komisję, wewnętrzną radę nadzorczą, składającą się z mojego serca i mojego rozumu.

W gruncie rzeczy oznacza to dodanie do mojego procesu decyzyjnego – który do tej pory był tak mocno związany z emocjami, radościami, smutkami, miłościami – suchego, konsekwentnego, bezlitosnego podejścia rozumu. Takie połączenie moich dwóch supermocy ma sprawić, że będę mógł wspiąć się na wyższy poziom w tym, co robię na co dzień.

Kompromis

Gdy dokonywałem wyboru tematu 2023 roku, nie do końca wiedziałem jeszcze, jak w praktyce będzie to wyglądało. Wiedziałem, czego chcę, wiedziałem, jak powinno to wyglądać w tym roku, jednak nie byłem pewny, czy dam radę działać zgodnie z tymi początkowymi założeniami mojego tematu. Jednak mamy już maj – i doskonale widzę, czy cały mój plan na te dwanaście miesięcy się sprawdza. I: „tak” – bardzo się sprawdza. Najważniejszym słowem tego roku stał się „kompromis”. Podejmując każdą, często nawet drobną decyzję, poddaję ją pod dyskusję, uruchamiam panel, w którym bierze udział serce i rozum. A sam stoję sobie spokojnie z boku i czekam na kompromis, który wypracują. Może to brzmi nieco zabawnie, ale trochę tak właśnie się czuję. Jakbym przestał podejmować jakiekolwiek decyzje, tylko słuchał, co zdecydują za mnie te dwa duszki, które o wiele lepiej wiedzą, co dla mnie dobre.

Minimalizm, unifikacja, skupienie

Te trzy słowa pojawiły się u mnie już dość dawno temu i płynnie przechodzą z roku na rok, jako pewnego rodzaju podtematy mojej codzienności. To z nimi na ramieniu ciężko pracowałem w 2021 roku, podejmowałem decyzje dotyczące budowli, jakie chcę, aby powstawały z moich klocków w 2022 roku, i to one pomagają mi w negocjacjach pomiędzy sercem i rozumem w tym roku.

Minimalizm wydaje się być moim motywem przewodnim ostatniej dekady. To minimalizm zapoczątkował u mnie przemianę, to dzięki niemu jest ten blog i idea fajnego życia. I choć moja droga minimalisty długo nie była usłana różami, mialem szereg wątpliwości, nie zgadzałem się z wieloma aspektami związanymi z taką filozofią, to teraz, po latach jej studiowania, wiem już, że jest ona moim domem.

Choć ciągle mam wrażenie, że moje życie to ciągła walka o jeszcze większy, lepszy i bardziej dopracowany minimalizm, to cieszę się, że jest częścią mojego życia i pomaga wyznaczać mi właściwe kierunki.

Zjednoczenie, czyli pewnego rodzaju unifikacja, jest z kolei projektem, który ciągnę od kilku lat i który w dużej części mogę uznać za sukces. Zjednoczenie to proces połączenia mojego życia, albo raczej żyć, w jedno i przebiega to u mnie pod patronatem słowa „fajne” – to właśnie ono wyznacza mi kierunek i staje się moim miejscem. I cieszy mnie fakt, że ludzie coraz częściej patrzą na mnie właśnie przez pryzmat tego słowa, zaczynają mnie z nim kojarzyć. Intencjonalne traktowanie (i nazywanie) wszystkiego, co wokół mnie „fajnym” przynosi pozytywne efekty. Jednym z większych i ważniejszych etapów zjednoczenia, była zeszłoroczna zmiana, jakiej dokonałem – po 14 latach – nazwy mojej firmy na „fajne.work”. Zjednoczenie jest jednocześnie tak silnie związane, i wręcz wymuszone, przez minimalizm. Więcej na ten temat, mam nadzieję, będę mógł napisać za kilka tygodni.

Skupienie jest chyba najtrudniejszym z moich podtematów, choć przecież tak bardzo łączącym się z tym głównym tematem każdego mojego roku – czy to ciężka praca, czy budowanie z klocków lego, czy moje tegoroczne partnerstwo – to wszystko w gruncie rzeczy oznacza i symbolizuje skupianie się na właściwych rzeczach. A jednak nie jest łatwo koncentrować się tylko na tym, na czym powinienem. Zaprzątam moją głowę wieloma różnymi rzeczami i dopiero gdy przypomnę sobie to jedno słowo – skupienie – często potrafię wrócić do tego, co powinienem i chcę robić. Mam bardzo wiele małych patentów, narzędzi, które pomagają mi w utrzymaniu skupienia.

Do boju!

Choć planów mam – jak zawsze – mnóstwo, to wiem, że drogą do ich zrealizowania jest trzymanie się wyznaczonej ścieżki. W walce o moje marzenia wystawiłem w tym roku bardzo silną armię, z walczącymi jak jeden mąż sercem i rozumem w pierwszej linii, wspomaganymi przez minimalizm, zjednoczenie i skupienie w linii drugiej. Gdzie uda mi się zawędrować z taką armią? Tego nie wiem. Jestem jednak pewny, że podróż ta była – bo mamy już prawie połowę roku – nadal jest i z pewnością dalej będzie ekscytująca i pełna przygód. A ja, jak zwykle, zapraszam Cię do odbycia jej ze mną!

Koniec

wtorek, 17.01.2023

Przełom roku to okazja do podsumowań i snucia planów na kolejne 12 miesięcy. W tym odcinku opowiadamy z Piotrkiem o tym, co działo się u nas w czasie ostatniego roku i co planujemy zrobić w kolejny. Od razu widać, że obydwaj mamy różne podejścia do tego, co robimy (i będziemy robić) oraz do tego, jak podchodzimy do samego planowania. I jest to duża zaleta – pokazujemy dwie metody planowania roku, kontroli postępów i tego, na czym warto się skupić.

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec roku 2023
Koniec

środa, 05.01.2022

W tym odcinku dotrzymujemy z Piotrem słowa, które daliśmy prawie rok temu. Tak, mamy dobrą pamięć i narzędzia, które nam w tym pomagają 😉

Rozmawiamy o planowaniu roku, trochę w innej formule niż miało to miejsce w odcinku 25, do którego też warto zajrzeć i posłuchać. Zdradzamy kiedy planujemy rok, dlaczego to robimy, czy lubimy planować, czy może jednak nie bardzo.

W przeciwieństwie do poprzednich odcinków tym razem wyraźnie podzieliliśmy nagranie na dwie części. W pierwszej z nich Piotr opowiada, jak planuje rok krok po kroku, a w drugiej ja zdradzam kulisy mojego podejścia do nowego roku i planowania.

Linki

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec roku 2022
Koniec

poniedziałek, 04.01.2021

W tym odcinku opowiadamy jak zaplanować 2021 rok. Ja mówię o tym jak odcinać grubą kreską nowy rok od starego i jakie kursy online na temat planowania roku warto zrobić. Piotr natomiast, a jakby inaczej, nie lubi grubych kresek i woli płynne przejścia między poszczególnymi latami. A to wszystko pełne wiedzy i ciekawostek na temat planowania całego roku.

Linki

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec roku 2021
Koniec

sobota, 19.12.2020

W tym odcinku popadamy w zadumę nad nieszczęśliwym losem osób robiących postanowienia noworoczne i wiążącymi się z tym jeszcze smutniejszymi statystykami. Okazuje się bowiem, że postanowienia noworoczne realizuje w pełni od 1 do 20% osób. Pozostali niestety nie dają rady, w tym 1/4 odpada już w pierwszym tygodniu nowego roku.

Ale załoga 🐽 PiG Podcastu nie byłaby sobą, gdyby nie zastanowiła się nad tym, co zrobić, aby osiągać lepsze rezultaty i spełniać noworoczne postanowienia. 

Linki

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec roku 2020
Koniec

poniedziałek, 17.12.2018

Asia, moja znajoma, rzuca palenie. Od kilku lat. Jest już o krok od sukcesu – wszystko przygotowała. Podjęła decyzję i… właściwie tyle. Pozostał jej do wykonania drugi, finalny etap – przestać palić. Z realizacją tego kroku czeka jednak na odpowiedni moment. Asia, tak jak ja, pracuje w domu. To wprost wymarzone zajęcie dla poszukiwaczy wymówek.

W końcu zawsze znajdzie się klient, który swoimi poprawkami w projekcie doprowadza do szału – co jak wiadomo lekko opóźnia realizację wszelkich ważnych postanowień. Gdy w końcu przeprawa z klientem wydaje się być skończona, jest oczekiwanie na finalizację projektu, potem pieniądze – równie stresujące momenty i jeszcze gorszy czas na walkę z nałogami. Gdy klient zapłaci to albo jesteś już po uszy w kolejnym projekcie albo – co chyba gorsze – gorączkowo szukasz kolejnego zajęcia. Obydwa przypadki spokojnie wystarczą do skutecznego odwlekania decyzji o dalszej walce z nałogiem. I nawet gdy nadchodzi ten jeden idealny moment, ta jedna w roku chwila, gdy stary projekt się skończy, pieniądze z niego są już na koncie a nowy startuje dopiero za tydzień – łatwo jest odnaleźć milion powodów które powodują ogromny stres i uniemożliwiają podejmowanie wszelkich ważnych decyzji. Z pewnością to będzie moment, w którym akurat trzeba zapłacić podatki, ZUS, czy wyjaśnić problem z księgową albo chociaż pomyśleć nad zmianą logo firmy. Jak nie, to przecież trzeba sprzątnąć biurko i oczywiście pomyśleć o zmianie fotela – w końcu wygoda w pracy to podstawa. A jak najlepiej wybrać nowy fotel? Oczywiście z katalogiem Ikei, kawą i… papierosem.

Tak też rzuca palenie Asia. Całe życie. I, choć wcale jej do tego nie namawiam, średnio raz w miesiącu słyszę: „Jeszcze ten jeden projekt i już napewno rzucam. Tym razem już to zrobię, wiem że warto, ale jeszcze miesiąc albo dwa…”

Tak sobie myślę – czasem zamiast coś chcieć, trzeba po prostu to zrobić. Ten krótki wpis dedykuję każdemu z Was, kto obiecuje sobie „jeszcze ten jeden miesiąc…”.