sobota, 04.10.2025

ależ fajna jest nowa płyta Taylor Swift. taka… zwykła, w jej stylu, nic nowego – dlatego jest tak dobra 🙂 nie zawsze trzeba robić rewolucję, czasem wystarczy robić swoje 🙂 mega przyjemnie mi się tego słucha.

piątek, 03.10.2025

to ciekawe, że na takie podsumowania zawsze nachodzi mnie ochota po tych samych zajęciach, po tych czwartkowych zajęciach modern jazzu. być może właśnie po nich takiego podsumowania potrzebuję. w sumie dobrze, że sięgam wtedy po mikrofon i sam z sobą to omawiam, dyskutuję, przeżywam w ten sposób. to były kolejne zajęcia, kolejne trudne zajęcia. dziwny dzień w ogóle, ponieważ ostatnie dni, ostatni tydzień to była taka utrata kontroli u mnie. traciłem kilka rzeczy, na chwilę przynajmniej. nie miałem samochodu przez parę dni.

są takie zimniejsze czasy, a ja nie mam ogrzewania. ze względu na prace, które musiałem wykonać z kaloryferem i z salą taneczną, którą sobie tworzę. czekałem na osobę, która miała mi to podłączyć, a spóźniała się bardzo – trwało to już tydzień. nie mam ogrzewania i jest to dziwny moment. plus kilka rzeczy się nałożyło. od tygodnia też nie byłem praktycznie na żadnych zajęciach na siłowni – pierwszy raz chyba od półtora roku mam taką przerwę.

fajne w tym dniu są te tańce i to, jak się dzisiaj czuję. jestem trochę rozregulowany, więc w pierwszej części zajęć ciężko było mi się skupić, ale o dziwo jestem z siebie zadowolony. myślałem w połowie, że to będą słabe zajęcia, a jednak widziałem postęp. są takie dni, gdzie widzę walkę, i są dni, gdzie widzę postęp. dzisiaj widziałem postęp – rzeczy, których się po sobie nie spodziewałem, nawet mi wychodziły.

wracam w tej chwili do zimnego domu i zastanawiam się, jak to przeżyć. jak to w głowie sobie poukładać. oczywiście, jak to zwykle bywa, w trudniejsze dni, po trudniejszych zajęciach, kusi mnie, żeby skręcić na jakieś dobre, fajne jedzonko wieczorne, co wiem, że będzie złe. ostatnio miałem taki dowód – wracając, bez samochodu, bez ogrzewania, wstąpiłem do mcdonalda. zjadłem coś i rano zegarek mi pokazał, że miałem podwyższone tętno w nocy. kolejny dowód, że złe jedzenie jest złe. nie wiem, czemu cały czas potrzebuję dowodów, ale za każdym razem je dostaję.

może się nigdy nie nauczę, a może właśnie raz na jakiś czas potrzebuję się poduczyć. szkoda tylko, że kosztem zdrowia. jak to stefan powiedział: postarzałeś się tej nocy o dwie noce. sabotaż totalny. a dzisiaj znowu mnie kusi, żeby skręcić. zastanawiam się, jak to pokonać właśnie teraz, w tej chwili. może ten mikrofon, który wziąłem do ręki, pomoże. żeby wrócić spokojnie do domu, zjeść coś lekkiego i iść spać, tak jak powinienem.

mieć spokojny, dobry sen. zdrowy, bo w niskiej temperaturze, ale bez najedzenia się pod korek, jak czasem potrafię. rozmawiając sam ze sobą czuję, jak emocje mi opadają, jak się uspokajam. to jest cel nagrywania, tego dziennika. cieszę się, że to działa. że sięgam po mikrofon w takich chwilach i potrafię się uspokoić. mam nadzieję, że wrócę spokojnie do domu i to będzie koniec mojego dnia.

czwartek, 02.10.2025

swoją drogą, (hydraulik, od pieca) przychodzi do mnie zazwyczaj z nastoletnim synem. na oko syn ma z 15 lat, no może max 17. przyszli po 10… a szkoła?

przyjechał zakładać kaloryfery – ciepło is coming! 🙂 a przynajmniej mam tak nadzieję.

najlepsze zdanie z wczorajszego podsumowania Stefana:

Twoje ciało jasno daje sygnały – każda noc złego jedzenia starzeje Cię podwójnie.

to zdanie zostanie w mojej głowie na długo, a przynajmniej mam nadzieję, że zostanie.

środa, 01.10.2025
uwielbiam: mój samochód! jest stary, czarny, szybki, mój jest. kocham nim jeździć.

nie podoba mi się w nowym to, że aplikacje odinstalowuje się przez ich kasowanie (fizyczne skasowanie z folderu „aplikacje”). do tej pory odbywało się to przez kliknięcie znaczka „usuń” na dedykowanej liście aplikacji, przez co cały proces wydawał się być czymś więcej, niż tylko skasowaniem plików z folderu (choć de facto mogło tylko to się dziać). no nie wiem, to tak nie w stylu – taki krok w tył. kasowanie plików jest takie surowe, to coś zupełnie innego niż dotychczasowe „odinstalowywanie”. albo przynajmniej inaczej wygląda. mam nadzieję, że to poprawią..

no i stało się tak, że po raz kolejny muszę zastanowić się, na które zajęcia tańca chcę chodzić. musze wybrać spośród dwóch środowych. albo raczej będę musiał wybrać. to nie...
aby odczytać pełną treść, wykup dostęp

myślę cały czas, jak zorganizować notatki w ramach systemu fajne życie. i dochodzę do wniosku, że muszę całkowicie zmienić moje podejście do notatek. do tej pory próbowałem zmienić wordpressa, aby pasował do tego co chcę stworzyć. i to jest ok, ale pod górkę. i zawsze będzie pod górkę. więc muszę zmienić podejście i iść w tą samą stronę, w którą patrzy wordpress. i tak, zmienię moje podejście do notatek, wszystko jest wpisem w dzienniku (na blogu) – trzeba tylko nauczyć się tym zarządzać.

pan zapowiedział się na jutro. ma zamontować ponownie kaloryfery. super! mam nadzieję, że wróci ciepło do domu. i na salę taneczną 🙂 już nawet zacząłem szukać kogoś w zastępstwie na fixly, ale bez sukcesu.

nie chce mi się dzisiaj siedzieć w zimnym domu… więc czas na dzień na zewnątrz. dawno się nie snułem po warszawie.

swoją drogą, szybko ten czas leci. właściwie kończymy już rok. kolejny. a mam wrażenie, że dopiero co szykowałem się w styczniu do przeprowadzki do nowego miejsca. mojego miejsca. a tu czas podsumowania. i muszę przyznać, że to był dobry rok. chyba jeden z lepszych. no, on jeszcze trwa. i jeszcze sporo może się wydarzyć…

mam problem z moim systemem fajne życie. to znaczy – ogólnie to buduję ten system życia, wielkie narzędzie do wszystkiego: , , , , , , , wiedzy, #notatki… i to jest ogromny projekt. czasami zastanawiam się, czy kiedykolwiek uda mi się go skończyć tak, żeby być naprawdę zadowolonym i żeby to działało w pełni tak, jak sobie wymarzyłem. część rzeczy już działa, ale droga wciąż bardzo długa.

ale dzisiaj nie o tym. dzisiaj mam problem przyziemny, bardziej codzienny. chodzi o aplikację do obsługi #zadań.

mój system nie jest jeszcze gotowy, żeby przejąć to na siebie, więc muszę używać jakiegoś innego narzędzia. na ten moment korzystam z apple reminders – przypomnienia od apple. i one są super, jeśli chodzi o integrację z całym moim ekosystemem. iphone, ipad, mac, zegarek – to wszystko działa najlepiej właśnie z nimi. żadna inna aplikacja nie ma takiego wsparcia.

ale… przypomnienia to dobre narzędzie do trzymania prostych notatek w stylu: kup chleb, oddzwoń do kogoś, nie zapomnij wysłać maila. przy bardziej złożonych projektach już się gubię. nie ma tam tej wygody, tej elastyczności. a ja potrzebuję czegoś, co pomoże mi spokojnie ogarniać projekty, w tym mój system fajne życie.

i teraz kandydaci:

– goodtask. to tak naprawdę nakładka na przypomnienia. niby fajnie, bo niczego nie tracę, mogę korzystać równolegle. ale… ona nie wnosi dużo więcej. wygląda średnio, nie daje mi tego poczucia, że faktycznie coś zyskuję.

– things. piękna aplikacja. naprawdę piękna. daje radość używania, ma notatki do projektów, można w niej wszystko poukładać. tylko… czy poza tym wyglądem dostaję coś więcej niż w przypomnieniach? czy to nie będzie tylko przyjemność estetyczna, za którą zapłacę, a potem się okaże, że funkcjonalnie to nadal niewielki krok do przodu?

– omnifocus. kombajn. wszystko obsłuży, każdy projekt, każdy kontekst. mógłby udźwignąć moje potrzeby. tylko… czy ja udźwignę jego? czy nie okaże się za ciężki, zbyt wymagający, zbyt przytłaczający?

i to jest właśnie dylemat.

czy zostać przy przypomnieniach i pogodzić się z ich ograniczeniami? czy przerzucić się na things i cieszyć się pięknem, nawet jeśli funkcji nie będzie aż tak wiele? czy rzucić się w omnifocusa i spróbować zapanować nad tym wszystkim w jego ramach?

a może te ograniczenia przypomnień są właśnie drogowskazem – żeby trzymać sprawy prosto, jasno, bez komplikacji. może things będzie nagrodą później, gdy system dojrzeje. a omnifocus – narzędziem dopiero na etapie, kiedy naprawdę będę potrzebował takiego kombajnu.

przeprosiłem się z kapciami na jakiś czas 🙂 przynajmniej do czasu uruchomienia ogrzewania.

czy mi się dzisiaj dobrze spało? nie. czułem wczorajszą, niewłaściwą kolację. były dziwne sny, ciężkość, z resztą zegarek dzisiaj krzyczy od rana, że tętno o wiele za wysokie. dzisiejszej nocy znowu postarzałem się o dwie noce. pracujemy nad sobą dalej.

september 2025
wtorek, 30.09.2025