Tag: cele

niedziela, 21.09.2025

dopiero mówiłem o mojej walce, którą toczę z jedzeniem. właściwie nie z jedzeniem, z samym sobą, bo to tutaj jest problem. a po raz kolejny nadziałem się na swoją słabą silną wolę i po raz kolejny trafiłem nie tam gdzie trzeba, to znaczy do kfc. i zastanawiam się cały czas, w którym momencie zrobiłem błąd, że tam wylądowałem. oczywiście jest dzisiaj kolejny dzień i tego żałuję, ponieważ już czuję, że będzie to słabszy energetycznie dzień, a tego nie chcę i tego nie lubię. będzie to dzień, w którym będę próbował odpokutować wczorajsze gorsze jedzenie, odpokutować podwójną dawką ćwiczeń, dzisiaj mega zdrowym jedzeniem, pewnie też dłuższym jakimś postem po tym wczorajszym gorszym żarciu. i to jest też stały schemat, który się powtarza już od dawna i chociaż zdarza się już teraz bardzo rzadko, to jednak się powtarza i to nadal jest dla mnie problem. i teraz znam siebie i wiem, że jedyną drogą dla mnie do rozwiązania tego problemu jest radykalne i całkowite wyeliminowanie raz na zawsze konkretnych dań, restauracji, miejsc, w których się zamawia jedzenie. po prostu pozbycie się tego raz na zawsze. koniec.

ucięcie tego totalnie. jeżeli jakiś mcdonald’s czy kfc nie jest w zgodzie ze mną, z moimi celami, z moimi wartościami, to powinienem to raz na zawsze uciąć. i w sumie lubię te dni, gdy po jakiejś porażce, a wczorajszy dzień traktuję jako porażkę, następuje mobilizacja. na fali tej mobilizacji wiem, że jestem w stanie osiągnąć fajne rzeczy. po to też nagrywam ten podcast, ten dziennik – żeby to sobie organizować, żeby o tym mówić, żeby przypominać sobie jaki jest mój cel i jakie kroki podejmuję, żeby go osiągnąć. a moim dzisiejszym krokiem będzie, chyba już kolejny raz, ale ucięcie na stałe tych fast foodów, których nie chcę i nie lubię. ostatnio, gdy podjąłem taką decyzję, wytrzymałem dosyć długo, nie jedząc nic fast foodowego. i myślałem wczoraj, gdzie to się rozsypało, w którym momencie – i już wiem, że był to moment, w którym z moimi córkami zamówiliśmy sobie pizzę do domu. i to był błąd, który spowodował, że przerwałem mój ciąg, moje postanowienie, moją własną deklarację. ten jeden mały wyjątek sprawił, że odblokowały mi się pewne schematy w głowie i już byłem gotowy na ponowne wyjście do fast foodowego miejsca, co się przydarzyło właśnie wczoraj.

na szczęście dzisiaj jest kolejny nowy dzień, a ja mogę podejmować kolejne nowe decyzje, zaczynać po raz kolejny i właśnie to robię. próbuję po raz kolejny odciąć się od fast foodów, od kfc i innych tego typu miejsc. bo patrząc na moje życie sprzed 6 lat, to ten wczorajszy wybryk nie był jakoś mega zły. nie jest tak, że jem to codziennie, ale mimo wszystko przyzwyczaiłem mój organizm do innego trybu i wymagam od niego bardzo wiele codziennymi treningami. wiem, że nie chcę mu dostarczać takiego jedzenia jak wczoraj, bo potem moje ciało nie da mi tego, czego od niego oczekuję.

żeby ciało mi służyło i pomagało w osiągnięciu moich celów, muszę o nie dbać jak najlepiej. nie będę w stanie spełnić moich marzeń, jeżeli nie będę dbał o ciało tak bardzo, jak dużo od niego wymagam. dlatego po raz kolejny muszę to uciąć, po raz kolejny muszę o tym ze sobą rozmawiać, pisać, mówić, tłumaczyć sobie, podejmować decyzje. pamiętam, że jak rzucałem palenie, to rzucałem przez 2 lata, aż w którymś momencie powiedziałem: przestajesz rzucać palenie. i w tym momencie je rzuciłem. tak samo muszę zrobić z innymi rzeczami. muszę powiedzieć sobie, że to się dokonało, że nie jestem w trakcie, tylko już to zrobiłem.

tak jak głupi przykład chodzenia po domu bez kapci. dopiero gdy wyrzuciłem kapcie z domu, całkowicie się przestawiłem. podobnie było, gdy przechodziłem ze zwykłej szczoteczki do zębów na soniczną – dopiero wyrzucenie starej sprawiło, że się przestawiłem. takie drobne rzeczy pokazują, jak działa mózg i jak warto znać siebie, żeby wprowadzać zmiany.

i wiem, że jeżeli chcę nie jeść niezdrowych rzeczy, to muszę je całkowicie wyciąć. powiedzieć, że już więcej nie zjem w mcdonaldzie, w kfc, w maxie i na tym poprzestać. nie rozważać tego ani za tydzień, ani za miesiąc, ani w wyjątkowych sytuacjach. koniec, kropka. ta opcja została wymazana i to jest wyjście. takie radykalne, być może trudne, ale jedyne rozsądne, żeby osiągnąć moje cele.

i to nie są poświęcenia, to są decyzje. bo co ja poświęcam? chwilową, pozorną przyjemność. to się już dokonało. rzuciłem to.

sobota, 06.09.2025

wczoraj miałem pierwsze #zajęcia z modern jazzu, z tańca, z eweliną, pierwsze po wakacjach. przez wakacje nie było tych zajęć. to były takie dosyć ważne dla mnie #zajęcia, ponieważ przez te 2, prawie 3 miesiące, pracowałem dużo i te #zajęcia z eweliną były takim testem dla mnie czy zmarnowałem ten czas wakacji, czy też nie – zrobiłem jakieś postępy? poprawiłem coś? czy też nic się nie zmieniło. cieszyłem się w ogóle bardzo, że te #zajęcia wracają, ponieważ prowadzi ciężkie #zajęcia, ale bardzo fajne. i ich zaletą jest to, że ich struktura jest podobna zawsze i zarówno ćwiczenia podczas rozgrzewki, jak i techniki, powtarzają się bardzo często, ewentualnie skakują na poziom wyżej, ale baza jest podobna, to są te same rzeczy, więc fajnie można ćwiczyć podstawy i rozwijać jedną, daną umiejętność, ponieważ wiesz, że za tydzień będzie to samo, co najwyżej poziom wyżej. a z drugiej strony można też oglądać postępy i widzieć, robiąc setny raz to samo, na przykład, można zobaczyć, że wychodzi ci to lepiej, że coś się udaje, że coś się poprawiło. dlatego to są fajne #zajęcia, bardzo je lubię i cieszyłem się na powrót.

co ważne, zmieniła się całkowicie grupa na tych #zajęciach. gdy w czerwcu #zajęcia się kończyły, było już tylko kilka osób. i teraz we wrześniu nikogo z tych osób nie było oprócz mnie. pojawiło się za to dużo nowych osób. to było ciekawe, ponieważ te osoby, które przyszły, nie były to osoby już początkujące, tylko raczej osoby, które tańczyły w większości, osoby młode, młode dziewczyny, które są i porozciągane, i już widać, że tańczyły, że mają już jakieś tam doświadczenie, chcą iść do przodu, więc było to też wyzwanie w pewnym stopniu dla mnie, gdy zobaczyłem co się dzieje, bo to jest tak, że gdy startują #zajęcia, że poziom tych zajęć jest bardzo podstawowy, i wtedy czuję się pewnie, dlatego że coś tam już umiem, znam podstawy i mogę z jednej strony sobie te podstawy też rozwijać, doszlifować pewne rzeczy, ale też czuję się na tyle pewnie, ponieważ już coś tam znam, już coś tam wiem. a przy moim porównywaniu się to jest dla mnie istotne, żeby gdzieś tam nie wypaść bardzo źle, co jest pewnie głupie, ale tak jest. i w dużej części już się z tego wyleczyłem, ale gdzieś tam jeszcze zawsze takie obawy i takie zerkanie pozostało i pewnie ze mną pozostanie, może mi się z tego kiedyś uda wyleczyć całkowicie. w każdym razie wczoraj nie było źle i bałem się troszkę tych zajęć, w pełnym stopniu, ponieważ wiedziałem, że to będzie taki sprawdzian, ale wyszedłem z tych zajęć z podniesioną głową i to jest dla mnie ważne, że widzę, że przez wakacje pracowałem. widziałem to sam, że pracowałem, że ten czas nie został zmarnowany. poprawiłem wiele, wiele elementów, które przed wakacjami mi przeszkadzały. oczywiście daleki jestem do tego jeszcze, żeby powiedzieć, że jest już taki poziom, jaki bym chciał, żeby był, i pewnie nigdy tego nie osiągnę, co nawet nie wiem, czy by było dobre, żeby to osiągnąć, bo zawsze trzeba dążyć do czegoś lepszego. chyba. w każdym razie widziałem, że było lepiej, że jest lepiej, i to były fajne #zajęcia. to były fajne #zajęcia. treningi z Eweliną są, tak jak już mówiłem, ciężkie i takie mocne. to nie są #zajęcia, gdzie ktoś cały czas ci mówi, że jest fajnie, jest dobrze, tylko to są #zajęcia typu: wyciągnij z siebie jeszcze więcej, popraw to i tamto. więc z jednej strony idealne dla mnie, z drugiej strony ciężkie, bo jednak trzeba zawsze cisnąć do przodu i poprawiać wiele elementów, więc jest to takie nastawienie na błędy, a właściwie na poprawki, na ciągłe poprawki i na ciągłe chodzenie do przodu.

niektóre #zajęcia są takie, z niektórymi instruktorami, że instruktorzy mówią ci, że jest bardzo fajnie, jest dobrze, to jest twój poziom, możesz tak robić. tutaj tego nie ma, tutaj u jest zazwyczaj tak, że popraw to, zrób to lepiej, tutaj ci źle wychodzi. no można nie mówić, że źle, ale to jakby, czuje się to podczas zajęć, że cały czas ciśniemy do tego, żeby było lepiej. i jak już wydaje ci się, że opanowałeś pewne elementy, no to wprowadza kolejny poziom i się okazuje, że wow, jest trudno, jest mega ciężko i trzeba dawać radę. ale i tak jest super. fajne są te #zajęcia, cieszę się jeszcze raz, że wróciły. bałem się emocji, które będą po tych #zajęciach. emocji, które towarzyszą mi zawsze, gdy wracam do domu, gdy już jestem w domu. ta podróż do domu bywa ciężka, wczoraj była fajna.

w domu pojawia się często, bo to #zajęcia są wieczorne, więc wracam gdy już, już jest ciemno, i w domu pojawia się często tutaj taka chęć trafienia sobie jakiejś nagrody albo pocieszenia się. o, to jest lepsze sformułowanie: pocieszenia się. i tutaj bardzo często to pocieszanie polegało na tym, żeby zjeść coś. i to zjeść coś oczywiście nie takiego dobrego dla mnie, więc nad tym elementem chciałem pracować, żeby to jedzenie nie było dla mnie nagrodą, pocieszeniem i takim uwolnieniem emocji. i to mi się wczoraj udało. muszę przyznać, że to mi się udało. bardzo mi się udało. bardzo się cieszę, że zapanowałem nad tymi emocjami, że mogłem się fajnie bawić podczas zajęć, uczyć się, bo na tych #zajęciach dużo bardzo się uczę.

no i cóż, dzisiaj kolejny test, ponieważ ruszają kolejne #zajęcia, podobne jak te z eweliną, a mianowicie #zajęcia z dominiką, #zajęcia z modern jazzu również, ale trochę inne #zajęcia. tutaj boję się jeszcze bardziej, ponieważ jest zupełnie innym trenerem i z jednej strony też stawia na rozwój, ale lubi wyciągać z nas jeszcze więcej niż . to znaczy chyba bardziej uczy nas metodą małych kroków, takich zdecydowanych, ale jednak nie ogromnych. a lubi czasem pokazać nam, jak to powinno wszystko wyglądać i – może to jest tylko moje odczucie – ale pokazać nam czego nam jeszcze brakuje i do czego dążymy. co jest też fajne, ale emocjonalnie dla mnie jeszcze trudniejsze. więc dzisiejsze #zajęcia też będą dużym sprawdzianem. tutaj wiem, że nie jestem jeszcze aż tak przygotowany, aż tak rozciągnięty. bardzo stawia tutaj na takie rozciągnięcie i #zajęcia rozciągające, co mnie też bardzo cieszy, ale wiem, że tutaj jeszcze dużo pracy przede mną, chociaż biorąc pod uwagę właśnie wakacje i to jaki postęp zrobiłem, myślę, że może też nie będzie tak źle. stąd w ogóle te #zajęcia nie są po to, żeby było źle albo dobrze, tylko są po to, żeby była fajna zabawa i nauka. i to na pewno udaje mi się na nich osiągnąć. to nie zmienia faktu, że jestem człowiekiem, towarzyszą mi różne emocje i chcę nad nimi, może nie tyle panować, co chcę z nimi w zgodzie żyć. chcę, żeby mi pomagały, a nie przeszkadzały w życiu, więc stąd też te rozważania wszystkie i to poukładanie sobie rzeczy po jednych #zajęciach i przed drugimi. no ciekawy jestem, jak dzisiaj będzie, zobaczymy.

to śmieszne, że przez te 3 lata stał się, nawet nie tak ważną częścią, bo chyba najważniejszą częścią mojego każdego dnia praktycznie, ponieważ jest go bardzo dużo w moim życiu i wszystko kręci się wokół niego. śmieszne. jeszcze 5 lat temu w życiu bym nie powiedział, że tak będzie, a jednak właśnie tak to wygląda. i to współczesny, jazz, modern jazz, rzeczy, które… no te pięć lat temu wydawały mi się nieosiągalne, po prostu to było nawet nie marzenie. to było na zasadzie „fajnie by było mieć inne życie”. no i kurde, mam to inne życie. ja pierniczę.

Koniec

wtorek, 12.08.2025

ależ mi instruktorka na porannych zajęciach zdrowego kręgosłupa obciachu narobiła! no dobra, to oficjalna wersja. nieoficjalna jest taka, że sprawiła mi sporą #przyjemność 🙂 instruktorka, która dzisiaj prowadziła zajęcia – wyjątkowo, w zastępstwie za kogoś innego – była kiedyś tancerką jazzową. przeczytałem to w jej bio przed zajęciami. pewnie tym chętniej wybrałem się na zajęcia z nią. i mój wybór okazał się trafny, całe zajęcia były dostosowane do rozciągań typowych dla zajęć tanecznych – dla mnie bomba (choć reszta osób na sali była mniej zadowolona). Natalia – tak się nazywa – dość nietypowo rozpoczęła, prosząc wszystkich o podanie swoich imion. fajne, choć dość nietypowe na zajęciach. potem rozpoczęliśmy ćwiczenia. a Natalia nagle, już przy drugim ćwiczeniu – na równowagę – na całą salę: wow, Grzesiek, super, popatrzcie wszyscy jak on dobrze wykonuje to ćwiczenie, popatrzcie na Grześka, tak to należy wykonywać.” no cóż, lekko krępujące (wcale nie! dość mocno krępujące!), ale jakoś miłe. przy kolejnym ćwiczeniu Natalia jednak kontynuowała: „super, Grzesiek, Ty coś tańczysz? od razu widać, że tak, masz figurę tancerza, co tańczysz?”. „☺️☺️”. takie momenty są mega miłe, choć oczywiście wcale nie sprawiają, że otwieram się przed taką sobą, przeciwnie, raczej mnie zamykają. niestety. Natalia zapytała jeszcze, dlaczego nie jestem tu instruktorem – co wprawiło mnie w totalne zmieszanie, ale… no właśnie, dlaczego? i… chyba będę. to taki naturalny krok. jeszcze taki cichy, ale już powoli kształtuje się w mojej przyszłości.

Koniec roku 2025
Koniec

środa, 04.09.2024

W dzisiejszych dziennikach zanurzam się w spokojny zakątek Gdańska, gdzie otoczony naturą pozwoliłem sobie na chwilę oderwania od codzienności. To miejsce wywołało lawinę refleksji na temat moich dawnych marzeń i życiowych wyborów. Choć życie przyniosło nowe perspektywy, stare pragnienia wciąż tkwią głęboko w mojej głowie. Zastanawiam się, czy wszystkie te pasje można ze sobą pogodzić, jak kluczową rolę odgrywają w tym decyzje i priorytety, oraz czy pieniądze są rzeczywiście przeszkodą w realizacji marzeń.

📅 wpis z 21 lipca 2024 r.

jestem w Gdańsku. ale jest fajnie. choć drogo. ale i tak przypomniało mi się marzenie z kiedyś. marzenie, by mieć kampera i mieszkać sobie w nim cały rok, podróżować, przemieszczać się, snuć się. i żyć tak, jak żyję teraz. choć dzisiaj mam inne marzenia, inne życie, to wszystko się przypomniało. kwestia pory roku? lata? wyjazdu z dziewczynami? sam nie wiem. pytanie, co bardziej wolę: taniec? bycie blogerem? i podróżowanie sobie? albo nawet siedzenie w jednym, ładnym miejscu. a może te dwa życia da się pogodzić? da się? czy to możliwe, że wszystko sprowadza się jedynie do pieniędzy?

to by chyba było dobre, bo pieniądze przecież można zarobić. to chyba jedyna rzecz, którą można bezkarnie mnożyć. czasu, młodości, sił – tego nie przybędzie, ale pieniędzy zawsze mogę zarobić więcej. w tej chwili jednak czuję, że daleko mi zarówno do bycia tancerzem, jak i blogerem. ale mimo to, fajnie siedzieć sobie w lesie w Gdańsku i pisać. chyba mógłbym tak robić częściej.

to takie uczucie, jakby czas zatrzymał się tutaj, w tej chwili. myśli wracają do wszystkich planów i marzeń, które kiedyś snułem. wiele mi się przypomniało. teraz te marzenia wydają się być na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie tak dalekie.

a może jak zawsze – to wszystko kwestia podjęcia decyzji? i priorytetów? zmiany w życiu?

tutaj, w tym lesie, wszystko wydaje się trochę bliższe. natura ma w sobie coś, co pozwala na chwilę oderwać się od codzienności. może to ona jest kluczem do znalezienia równowagi między moimi pasjami? taniec, blogowanie, ale i podróże, luźne życie – te światy, które wydają się tak różne, a jednak mają wspólny mianownik: wolność wyrażania siebie. i chyba tego zawsze najbardziej pragnąłem. wolności w codziennym życiu.
ciekawie, jak jedno miejsce potrafi skłonić do tylu refleksji. dobrze, że usiadłem i zacząłem pisać.

Dzisiejsze dzienniki pokazują, jak prowadzenie dziennika pozwala mi nie tylko uchwycić ulotne chwile, ale także przemyśleć moje cele i marzenia. To doskonały sposób na uporządkowanie myśli i zrozumienie, co jest naprawdę ważne. Prowadzenie dziennika może być kluczem do odkrycia, jak znaleźć równowagę między różnymi pasjami i aspiracjami, a także do poszukiwań tych najważniejszych rzeczy codziennym życiu.

Koniec

środa, 21.08.2024

W dzisiejszych dziennikach dzielę się przemyśleniami na temat marzeń, celów i sukcesów, jakie osiągnąłem dzięki determinacji i konsekwentnemu działaniu. Przeglądając listę moich pragnień i planów, które realizowałem na przestrzeni lat, zauważam, jak wiele z nich udało mi się spełnić.

W trakcie pisania dochodzę do tego, że kluczowa w dążeniu do celu jest dla mnie samodzielność. Sukces jest w moich rękach, o ile jestem gotów na niego zapracować.

📅 wpis z 1 maja 2024 r.

boże, ile ja mam marzeń, pomysłów, planów, ile już miałem planów. jednym było napisanie książki, innym zrobienie iron mana, miałem chęć zamieszkać w kamperze… ale tego było. ale zapragnąłem też mieć bloga, nauczyć się tańczyć, mieć fajne, wysportowane ciało, chciałem uwolnić się od (*****), chodzić na siłownię, chciałem mieć super iphona, ipada, apple watcha, homepody, móc pracować z dowolnego miejsca, kurczę, ja robię w życiu wszystko, co tylo chcę. chciałem biegać, to biegałem, nawet wziąłem udział w dwóch wyścigach i zająłem dobre miejsca – choć nie były to takie zwykłe wyścigi. chciałem jeździć na rokach i jeżdżę. mam słuchawki, które chciałem mieć, telefon, wszystko co mi się tylko zachce. teraz czas na samochód, już raz kupiłem sobie taki, jaki mi się wymarzył, miałem autko, które mi się spodobało. teraz czas na kolejny. mogę mieć wszytko, co zależy ode mnie. ale właśnie tylko to, co zależy ode mnie. dlatego, unikam innych przy spełnianiu marzeń, mogę liczyć na siebie. tylko.

Ten wpis pięknie pokazuje, jak prowadzenie dziennika stało się dla mnie narzędziem, które pozwala nie tylko śledzić postępy w realizacji celów, ale także oceniać i doceniać moje osiągnięcia. Uświadomienie sobie, że mogę spełniać swoje marzenia, jest niezwykle motywujące i potwierdza, że warto prowadzić dziennik jako codzienny kompas w drodze do własnych sukcesów.

Koniec roku 2024
Koniec

piątek, 04.03.2022

Chrum… Chrum… ileż to my słyszeliśmy mitów na temat rozwoju osobistego… ciężko zliczyć. Ale są wśród nich takie, które powielają się najczęściej. I to właśnie te zebraliśmy z Piotrem w najnowszym odcinku naszego 🐽 PiG Podcastu. A potem rozprawiliśmy się z nimi bez pardonu. Jeżeli jesteś ciekaw, jak to zrobiliśmy – zapraszamy do słuchania.

Linki

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec roku 2022
Koniec

środa, 13.10.2021

To ostatnia z serii trzech nagrań na temat radzenia sobie z dużymi celami – choć ciężko byłoby nam obiecać, że już nigdy nie wrócimy do tego tematu. Tak jak obiecywaliśmy, w końcu bierzemy się za książkę Briana P. Morana i Michaela Lenningtona – 12 tygodniowy rok.

Autorzy przedstawiają w niej metodę, która polega na planowaniu realizacji celów w perspektywie… 12 tygodni, zamiast robienia tego w perspektywie jednego roku.

Z odcinka dowiesz się, na czym polega planowanie metodą 12 tygodni, jak wykorzystać ją w planowaniu celów, jakie są wady i zalety książki oraz co nam się w niej najbardziej podobało.

Linki

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec

wtorek, 28.09.2021

W tym odcinku kontynuujemy poprzedni temat, czyli radzenia sobie z dużymi celami. I tak jak zapowiedzieliśmy, będziemy tym razem jedli żabę. Nie, nie prawdziwą. Pojęcie te ukuł Brian Tracy i rozpropagował w książce o tym samym tytule – Zjedz tę żabę!

Może to być książka na jeden wieczór. Raptem 150 stron, ale jak przepełnionych wiedzą. To taka mała biblia zażądania czasem i radzenia sobie z celami, zwłaszcza tymi dużymi.

Jeżeli jesteś ciekaw, co znaleźliśmy w książce, jakie są jej wady, a może widzimy w niej same zalety – w tym odcinku odpowiadamy na te pytania i kilka innych.

Linki

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

piątek, 03.09.2021

W tym odcinku rozmawiamy o radzeniu sobie z dużymi celami, takimi wielkimi jak słonie, takimi, które nas przerażają, paraliżują lub wzbudzają w nas wątpliwości. Każdy z nas staje czasami przed takim dużym celem i zaczyna czuć, że może jednak to nie jest dla niego, że nie da rady. A na każdy cel jest sposób.

W ty odcinku podpowiadamy, co zrobić, żeby było nam łatwiej osiągać takie cele. Na czym skupić się na początku, jak poradzić sobie w trakcie i jak kontrolować postępy, by się nie zgubić. W końcu podpowiadamy co zrobić, by taki duży cel przestał być taki duży.

Linki

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec roku 2021
Koniec

sobota, 19.12.2020

W tym odcinku popadamy w zadumę nad nieszczęśliwym losem osób robiących postanowienia noworoczne i wiążącymi się z tym jeszcze smutniejszymi statystykami. Okazuje się bowiem, że postanowienia noworoczne realizuje w pełni od 1 do 20% osób. Pozostali niestety nie dają rady, w tym 1/4 odpada już w pierwszym tygodniu nowego roku.

Ale załoga 🐽 PiG Podcastu nie byłaby sobą, gdyby nie zastanowiła się nad tym, co zrobić, aby osiągać lepsze rezultaty i spełniać noworoczne postanowienia. 

Linki

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec

sobota, 26.09.2020

W tym odcinku rozmawiamy o metodzie S.M.A.R.T., która pomaga formułować cele, w sposób zwiększający szanse na ich osiągniecie. Nazwa metody pochodzi od pierwszych liter angielskich słów Specific, Measurable, Achievable, Realistic i Time-bound. Istnieje również polski odpowiednik rozwinięcia tego akronimu:

  • S – Sprecyzowany,
  • M – Mierzalny,
  • A – Atrakcyjny,
  • R – Realistyczny,
  • T – Terminowy.

Do tych pięciu liter można dodać jeszcze dwie:

  • E – Ekscytujący,
  • R – Zapisany.

W trakcie odcinka dzielimy się swoimi doświadczeniami w formułowaniu celów za pomocą metody S.M.A.R.T., podpowiadamy jak robić to dobrze. Omawiamy też przykłady dobrze i źle formułowanych celów oraz ich wpływu na szanse osiągnięcia tego, co sobie zamierzyliśmy.

P.S. Na początku jak zawsze wrzucamy nasze dwa patenty.

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec

środa, 12.08.2020

Jeżeli nie możesz robić rzeczy wielkich, rób małe rzeczy w wielki sposób. – Napoleon Hill

W tym odcinku Piotr przekonuje mnie do myślenia siedem pokoleń naprzód i do tego, że nasze działania mają wpływ na siedem kolejnych pokoleń. A ja raz daje się przekonać, a drugi raz jest sceptyczny. Czy ostatecznie Piotr zaszczepił u mnie ideę 7 pokoleń? Tego dowiesz się z dzisiejszego odcinka. Posłuchasz też o Irokezach, którzy postanowili „napisać” swoją konstytucję i o tym, jak wpłynęła ona na konstytucję Stanów Zjednoczonych. Poznacie firmy, które tworzą kilkusetletnie plany rozwoju, daleko wykraczające poza siedem pokoleń. Zdradzimy też, ile czasu zajmuje awans społeczny i jak nasze codzienne decyzje wpływają na nasze dzieci, a z czasem na ich dzieci i kolejne pokolenia. Jak napisała Loda Halama w swojej biografii Moje nogi i ja: „matka tancerka, cztery córki tancerki, dwaj zięciowie tancerze i choreografowie, wnuczka (córka Zizi i Parnella) tancerka i profesorka tańca – wreszcie i moja wnuczka, Melody, zapowiada się na zdolną tancerkę” Na koniec zdradzamy, jak wpleść w swoje życie ideę siedmiu pokoleń naprzód. W odcinku kilkukrotnie powołujemy się na książkę 7 nawyków skutecznego działania S. R. Coveya, między innymi w sprawie:

  • robienia pauzy pomiędzy bodźcem a reakcją i o tym, że warto rozwijać w sobie umiejętność świadomego podejmowania decyzji zamiast instynktowego reagowania,
  • byciu osobą przejściową, która dokonuje zmiany w rodzinie i przenosi kolejne pokolenia na inne tory, co do zasady lepsze i dające więcej możliwości. Pokazujemy, jak to działa na naszych przykładach i przykładach naszych rodzin.

Polecane książki:

Nie zapominamy też o wpływie człowieka na naszą planetę, otoczenie i o czynieniu tego świata lepszym miejscem do życia.

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec roku 2020
Koniec

piątek, 21.06.2019

Od kiedy uświadomiłem sobie, że mój czas tutaj na ziemi jest mocno ograniczony, jak z resztą każdego z nas, bardzo denerwuje mnie, gdy ktoś mi go marnuje. A jeszcze bardziej, gdy sam to sobie robię. Staram się przeliczać każdy dzień, godzinę, minutę, które minęły – zastanawiać się, czy warto było spędzać ją na tym, co właśnie zrobiłem? Czy mogłem wykorzystać je lepiej? Czy pisanie i nagrywanie morning pages ma sens? Czy zajmowanie się blogiem to mądre zajęcie? Praca? Wyjście na rolki, basen? Jak oceniać co warto robić a czego unikać? Od czego wręcz uciekać? Moja metoda jest taka, aby każde wykonywane zajęcie uzasadnić, zapytać samego siebie o jego cel, co nam daje? Jeżeli masz dobrze poukładane w głowie – to wystarczy.

Koniec roku 2019
Koniec

czwartek, 13.10.2016

Jeżeli regularnie uprawiasz sport, to wiesz że pewnych etapów określonego planu nie da się przyspieszyć, przeskoczyć czy ominąć. Próby oszukiwania czasu i swojego organizmu często kończą się przykrą kontuzją. Niezwykle istotne jest, aby przygodę ze spotrem dokłądnie zaplanować. Początkującym biegaczom zaleca się stopniowe przyzwyczajanie organizmu do tego typu wysiłku poprzez regularne, długie spacery. Przywyknąć muszą przecież nie tylko nasze mięśnie, stawy czy kości, ale i umysł. Odpowiedzialny sportowiec wie, że odpowiedni plan to podstawa dobrego treningu. Planowanie dotyczy oczywiście każdego jednego biegu czy ćwiczenia, które masz zamiar wykonać. Jeżeli podczas biegania wyznaczasz sobie małe cele, na przykład określony dystans do przebiegnięcia, wiesz że od samego początku musisz planować całą trasę i nie możesz zacząć od zbyt mocnego startu. Do sukcesu dochodzi się małymi kroczkami. Jeżeli wyznaczysz sobie drobny cel, na przykład określony dystans do przebiegnięcia, nie zniechęcisz się zbyt szybko i nie zaczniesz od zbyt mocnego startu. Sił musi wystarczyć do samego końca. Wiesz również że przed biegiem potrzebujesz rozgrzewki – bez niej możesz nie ukończyć biegu. Wszystko to składa się na plan – w tym przypadku treningowy. A każdy jego punkt jest na wagę złota.

Sport jest idealnym przykładem tego jak ważne jest planowanie i co może się stać gdy spróbujesz pominąć etap przygotowań. Z łatwością wyobrazisz sobie, jakie mogą być konsekwencje przeskoczenia jednego czy dwóch punktów wyznaczonego planu. Droga na skróty może okazać się drogą do urazu, a w konsekwencji porażki. Jeżeli chcesz schudnąć, nie zrobisz tego w tydzień. Zaczynasz od przygotowania diety rozłożonej na długie tygodnie, a czasem i miesiące. Doskonale wiesz, że musisz konsekwentnie trzymać się wyznaczonego planu aby dieta przyniosła efekty. Każdego dnia musisz walczyć z samym sobą aby zrealizować kolejną część Twojego planu. Możesz próbować oszukiwać – są przecież różne fat burnery, suplementy… Przez pewien czas mogą dawać Ci złudne poczucie, że szybciej chudniesz czy mniej się męczysz. Jaką masz jednak pewność, że substancje czynne które mają w swoim składzie, nie zniszczą Twojego zdrowia?

Przykładów mógłbym podać wiele ale myślę, że wiesz co chcę Ci przekazać. Droga do sukcesu to maraton a nie sprint. Musisz więc biec spokojnie i rozłożyć siły na całą trasę. Pośpiech często sprawia, że nadajesz zbyt wysokie tempo i przychodzi moment gdy brakuje sił – wtedy rezygnujesz.

Najważniejsze, abyś na samym początku przyjął realny do wykonania plan i trzymał się go, nie próbując spieszyć się i oszukiwać. Jedynie taka droga doprowadzi Cię do upragnionego celu.

Zdarza Ci się oszukiwać samego siebie? Nie musisz odpowiadać, ja i tak znam odpowiedź. To ludzka rzecz i nawet najlepszym z nas zdarzają się chwile słabości. Ważne jest, aby umieć dostrzec własne błędy i potrafić z nimi walczyć. Nikt z nas nie idzie wyznaczoną do celu drogą bez zbaczania z kursu. Bo i nikt z nas nie jest idealny. Gdy zdasz sobie z tego sprawę – znajdziesz drogę powrotu na właściwą ścieżkę. Powodzenia w szczerej rozmowie z samym sobą!