Tag: energia

czwartek, 23.10.2025

od dwóch dni czuję się trochę przytłoczony. nie wiem dokładnie dlaczego, ale chyba przez to, że ostatnio sporo się dzieje wokół mnie. i trudno mi się odnaleźć w tym wszystkim. albo po prostu sam to sobie robię – źle zarządzając moją energią.

mimo to, dziś postanowiłem wsiąść do autobusu i pojechać… gdziekolwiek. jeszcze nie wiem dokąd. po prostu siedzę i piszę: wpis, wspomnienie, dziennik. taka wolność zwykle mnie ładuje – daje mi energię, dobre wibracje, siłę do działania. wziąłem dwa banany i wyszedłem. z plecakiem (pełnym technologii). może pojadę do mojego klienta – i tak muszę się tam dziś albo jutro pojawić. może wpadnę do najbliższej kawiarni, żeby trochę popracować. a może po prostu będę jeździł pół dnia po warszawie i dopiero wtedy zdecyduję, co dalej.

właściwie to już czuję się lepiej 🙂 tak, ta #wolność, możliwe wybory – to już mnie uzdrawia. daje mi poczucie kontroli.

więc jadę dalej…

środa, 22.10.2025

siedzę sobie w kawiarni ( ), piszę, myślę, planuję resztę dnia, uspokajam się. wchodzi grupa młodych dziewczyn. siedem, może osiem dziewczynek, dziewięć może dziesięć lat. ach, robią tyle hałasu, biegają wszędzie, ekscytują się darmową szklanką wody, którą dostały od baristy, zamawiają małe kawy czy cokolwiek to było. i są wszędzie.

patrzę na nie i myślę – co za wspaniały sposób na spędzanie czasu z przyjaciółmi. i jestem zazdrosny. zazdrosny o tę energię, takie życie, o taką aktywność i szczęście. chciałabym tak żyć. cóż, właściwie staram się tak żyć. i żyję. z tym samym poziomem energii. jednak wokół mnie ciężko o ludzi w moim wieku, którzy też chcą tak żyć – którzy chcą się ruszać, śmiać, biegać jak te dziewczynki.

mam nadzieję, że gdy dorosną, nie zamienią się w tych zmęczonych, wyczerpanych, siedzących, wiecznie odpoczywających dorosłych. mentalnie, a może energetycznie, bliżej mi do tych dziesięcioletnich dziewczynek niż do „moich ludzi”.

nie mogę powiedzieć, że wczorajszy dzień był zły, ale był… trudny. jego pierwsza część – do 16:00 – była super. po prostu świetna. nawet dodałem swój nastrój do Apple Health jako „przyjemny” (to sporo). i ten dzień to była przyjemność. więc tak, pierwsza część była po prostu super.

Druga część… cóż, chyba właśnie „trudna” to właściwe słowo. zdecydowałem, że pojadę sobie na zajęcia z jazdy na rolkach, żeby trochę się poruszać przed lekcją tańca, jazzu. chciałem wczuć się w muzykę – uwielbiam jazdę przy muzyce, to dla mnie coś w rodzaju tańca na rolkach. po prostu to kocham. bywa, że takie zajęcia są mega przyjemne, choć zdarza się, że bywają i przygnębiające (osobna opowieść), ale wczoraj czułem, że to mogą być jedne z tych lepszych zajęć .

i tak było, dopóki (jadąć na zajęcia) nie zjechałem lekko z drogi i wtedy jedna z opon w moim samochodzie… uległa uszkodzeniu. no gumę złapałem. opona do wyrzucenia. no świetnie. okazało się oczywiście,, że mój samochód nie ma nawet zapasowej opony. to małe autko i po prostu nie ma na nią miejsca. mimo to zachowałem spokój. mobilna wulkanizacja przyjechała po godzienie. facet wymioenił mi oponę, a także naprawił drugą (okazało się, że i druga uszkodzona – na szczęście lekko). no i tak, niespodziewane wydatki.

udało mi się załapać na ostatnią część zajęć rolkowych – z dwóch godzin, zostało tylko 45 minut, ale ok. pobawiłem się trochę, oreagowałem, choć nie do końca wpadłem w ten mój ulubiony flow, ale ok. w drodze na zajęcia z jazzu, zacząłem czuć, że samochód prowadzi się… nieco inaczej. choć pewnie to tylko moja wyobraźnia, to jednak nie czułem się już w pełni komfortowo po naprawach opon.

a podczas lekcji jazzu… poczułem zmęczenie dniem. jazz i tak jest dla mnie dość trudny – szybkie ruchy, dużo spinania ciała, praca nad koordynacją – bywa, że po prostu nie nadążam.

dzisiaj, następnego ranka, cieszę się, że wczoraj – mimo problemów – nie zrobiłem nic głupiego po powrocie do domu. nie zpesułem dnia ciężką kolacją. tak na prawdę, nie zjadłem prawie nic. i bardzo dobrze. spałe, trochę dłużej niż zwykle, ale to jest ok. dziś czuję się dobrze, lepiej, niż mógłbym się tego spodziewać. wczoraj był trudny dzień, ale to już za mną. jestem w dobrym nastroju, dziś jest wiele do zrobienia, a życie toczy się dalej. cieszę się, że moje reakcje na takie dni są coraz lepsze.

wtorek, 21.10.2025

piątek, 03.10.2025

to ciekawe, że na takie podsumowania zawsze nachodzi mnie ochota po tych samych zajęciach, po tych czwartkowych zajęciach modern jazzu. być może właśnie po nich takiego podsumowania potrzebuję. w sumie dobrze, że sięgam wtedy po mikrofon i sam z sobą to omawiam, dyskutuję, przeżywam w ten sposób. to były kolejne zajęcia, kolejne trudne zajęcia. dziwny dzień w ogóle, ponieważ ostatnie dni, ostatni tydzień to była taka utrata kontroli u mnie. traciłem kilka rzeczy, na chwilę przynajmniej. nie miałem samochodu przez parę dni.

są takie zimniejsze czasy, a ja nie mam ogrzewania. ze względu na prace, które musiałem wykonać z kaloryferem i z salą taneczną, którą sobie tworzę. czekałem na osobę, która miała mi to podłączyć, a spóźniała się bardzo – trwało to już tydzień. nie mam ogrzewania i jest to dziwny moment. plus kilka rzeczy się nałożyło. od tygodnia też nie byłem praktycznie na żadnych zajęciach na siłowni – pierwszy raz chyba od półtora roku mam taką przerwę.

fajne w tym dniu są te tańce i to, jak się dzisiaj czuję. jestem trochę rozregulowany, więc w pierwszej części zajęć ciężko było mi się skupić, ale o dziwo jestem z siebie zadowolony. myślałem w połowie, że to będą słabe zajęcia, a jednak widziałem postęp. są takie dni, gdzie widzę walkę, i są dni, gdzie widzę postęp. dzisiaj widziałem postęp – rzeczy, których się po sobie nie spodziewałem, nawet mi wychodziły.

wracam w tej chwili do zimnego domu i zastanawiam się, jak to przeżyć. jak to w głowie sobie poukładać. oczywiście, jak to zwykle bywa, w trudniejsze dni, po trudniejszych zajęciach, kusi mnie, żeby skręcić na jakieś dobre, fajne jedzonko wieczorne, co wiem, że będzie złe. ostatnio miałem taki dowód – wracając, bez samochodu, bez ogrzewania, wstąpiłem do mcdonalda. zjadłem coś i rano zegarek mi pokazał, że miałem podwyższone tętno w nocy. kolejny dowód, że złe jedzenie jest złe. nie wiem, czemu cały czas potrzebuję dowodów, ale za każdym razem je dostaję.

może się nigdy nie nauczę, a może właśnie raz na jakiś czas potrzebuję się poduczyć. szkoda tylko, że kosztem zdrowia. jak to stefan powiedział: postarzałeś się tej nocy o dwie noce. sabotaż totalny. a dzisiaj znowu mnie kusi, żeby skręcić. zastanawiam się, jak to pokonać właśnie teraz, w tej chwili. może ten mikrofon, który wziąłem do ręki, pomoże. żeby wrócić spokojnie do domu, zjeść coś lekkiego i iść spać, tak jak powinienem.

mieć spokojny, dobry sen. zdrowy, bo w niskiej temperaturze, ale bez najedzenia się pod korek, jak czasem potrafię. rozmawiając sam ze sobą czuję, jak emocje mi opadają, jak się uspokajam. to jest cel nagrywania, tego dziennika. cieszę się, że to działa. że sięgam po mikrofon w takich chwilach i potrafię się uspokoić. mam nadzieję, że wrócę spokojnie do domu i to będzie koniec mojego dnia.

Koniec

czwartek, 25.09.2025

trzeci dzień nowego podejścia do jedzenia. i drugi dzień z rzędu zaczyna mi brakować energii wieczorem, przed ostatnimi zajęciami. wczoraj szybko sobie z tym poradziłem (dzięki stefan!), miałem odpowiedni zapas jedzeniowy. dzisiaj to banan i orzechy z rodzynkami mają postawić mnie na nogi – zaraz się przekonam, czy to się uda. zostało półtorej godziny zajęć, modern jazz. nie dość, że mam je przetrwać, to mam być w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej – inaczej zajęcia nie mają sensu.

środa, 03.09.2025

jadę na tańce. autobusem. ok czuję zmęczenie dziś. super uczucie, zobaczymy jak będzie na tańcach. chciałem you can dance, to mam. kurczę, właśnie sobie to uświadomiłem, to dlatego tak zapieprzam na zajęciach, chodzę na wszystkie możliwe zajęcia z tańca, rozciągam się, ćwiczę – chciałem żyć jak te dzieciaki w you can dance. czuć zmęczenie z powodu dużej ilości treningów, ruchu, tańca. no i mam to. dokładnie to, co chciałem. i jest zarąbiście.

Koniec

środa, 16.07.2025