dzisiaj idę pierwszy raz na nowe #zajęcia – les mills body pump. te najpopularniejsze z całej serii les mills. boję się. mega się boję. nie samych zajęć, tylko tego, że zakocham się w nich, tak samo, jak zakochałem się we wszystkich innych, na które kiedyś wybrałem się „pierwszy raz”.
stało się. moje ulubione spodenki, w których chodziłem na praktycznie każde zajęcia na siłowni, na rolki, czasem na tańce, takie prawdziwie ulubione – doczekały się dziury. takiej, która nie nadaje się do naprawienia. i jest to najlepsze, co mogło mi się przydarzyć! te spodenki były moją strefą komfortu, ich zmiana spowoduje, że z tej strefy wyjdę. ba, już wychodzę. także od dwóch dni szaleję w innych spodenkach i… świat się nie zawalił.
próbuję czegoś nowego. podcast „mikro dziennik”. bez spiny, wielkiego planu, być może kolejny element autoterapii. z pewnością sposób na przełamanie pewnych barier. droga do uporządkowania.
➡️ https://wasfine.life/rozciaganie-porownania-i-male-sukcesy-w-lekcjach-modern-jazzu/
wczoraj miałem pierwsze #zajęcia z modern jazzu, z tańca, z eweliną, pierwsze po wakacjach. przez wakacje nie było tych zajęć. to były takie dosyć ważne dla mnie #zajęcia, ponieważ przez te 2, prawie 3 miesiące, pracowałem dużo i te #zajęcia z eweliną były takim testem dla mnie czy zmarnowałem ten czas wakacji, czy też nie – zrobiłem jakieś postępy? poprawiłem coś? czy też nic się nie zmieniło. cieszyłem się w ogóle bardzo, że te #zajęcia wracają, ponieważ @ewelina prowadzi ciężkie #zajęcia, ale bardzo fajne. i ich zaletą jest to, że ich struktura jest podobna zawsze i zarówno ćwiczenia podczas rozgrzewki, jak i techniki, powtarzają się bardzo często, ewentualnie skakują na poziom wyżej, ale baza jest podobna, to są te same rzeczy, więc fajnie można ćwiczyć podstawy i rozwijać jedną, daną umiejętność, ponieważ wiesz, że za tydzień będzie to samo, co najwyżej poziom wyżej. a z drugiej strony można też oglądać postępy i widzieć, robiąc setny raz to samo, na przykład, można zobaczyć, że wychodzi ci to lepiej, że coś się udaje, że coś się poprawiło. dlatego to są fajne #zajęcia, bardzo je lubię i cieszyłem się na powrót.
co ważne, zmieniła się całkowicie grupa na tych #zajęciach. gdy w czerwcu #zajęcia się kończyły, było już tylko kilka osób. i teraz we wrześniu nikogo z tych osób nie było oprócz mnie. pojawiło się za to dużo nowych osób. to było ciekawe, ponieważ te osoby, które przyszły, nie były to osoby już początkujące, tylko raczej osoby, które tańczyły w większości, osoby młode, młode dziewczyny, które są i porozciągane, i już widać, że tańczyły, że mają już jakieś tam doświadczenie, chcą iść do przodu, więc było to też wyzwanie w pewnym stopniu dla mnie, gdy zobaczyłem co się dzieje, bo to jest tak, że gdy startują #zajęcia, że poziom tych zajęć jest bardzo podstawowy, i wtedy czuję się pewnie, dlatego że coś tam już umiem, znam podstawy i mogę z jednej strony sobie te podstawy też rozwijać, doszlifować pewne rzeczy, ale też czuję się na tyle pewnie, ponieważ już coś tam znam, już coś tam wiem. a przy moim porównywaniu się to jest dla mnie istotne, żeby gdzieś tam nie wypaść bardzo źle, co jest pewnie głupie, ale tak jest. i w dużej części już się z tego wyleczyłem, ale gdzieś tam jeszcze zawsze takie obawy i takie zerkanie pozostało i pewnie ze mną pozostanie, może mi się z tego kiedyś uda wyleczyć całkowicie. w każdym razie wczoraj nie było źle i bałem się troszkę tych zajęć, w pełnym stopniu, ponieważ wiedziałem, że to będzie taki sprawdzian, ale wyszedłem z tych zajęć z podniesioną głową i to jest dla mnie ważne, że widzę, że przez wakacje pracowałem. widziałem to sam, że pracowałem, że ten czas nie został zmarnowany. poprawiłem wiele, wiele elementów, które przed wakacjami mi przeszkadzały. oczywiście daleki jestem do tego jeszcze, żeby powiedzieć, że jest już taki poziom, jaki bym chciał, żeby był, i pewnie nigdy tego nie osiągnę, co nawet nie wiem, czy by było dobre, żeby to osiągnąć, bo zawsze trzeba dążyć do czegoś lepszego. chyba. w każdym razie widziałem, że było lepiej, że jest lepiej, i to były fajne #zajęcia. to były fajne #zajęcia. treningi z Eweliną są, tak jak już mówiłem, ciężkie i takie mocne. to nie są #zajęcia, gdzie ktoś cały czas ci mówi, że jest fajnie, jest dobrze, tylko to są #zajęcia typu: wyciągnij z siebie jeszcze więcej, popraw to i tamto. więc z jednej strony idealne dla mnie, z drugiej strony ciężkie, bo jednak trzeba zawsze cisnąć do przodu i poprawiać wiele elementów, więc jest to takie nastawienie na błędy, a właściwie na poprawki, na ciągłe poprawki i na ciągłe chodzenie do przodu.
niektóre #zajęcia są takie, z niektórymi instruktorami, że instruktorzy mówią ci, że jest bardzo fajnie, jest dobrze, to jest twój poziom, możesz tak robić. tutaj tego nie ma, tutaj u @ewelina jest zazwyczaj tak, że popraw to, zrób to lepiej, tutaj ci źle wychodzi. no można nie mówić, że źle, ale to jakby, czuje się to podczas zajęć, że cały czas ciśniemy do tego, żeby było lepiej. i jak już wydaje ci się, że opanowałeś pewne elementy, no to @ewelina wprowadza kolejny poziom i się okazuje, że wow, jest trudno, jest mega ciężko i trzeba dawać radę. ale i tak jest super. fajne są te #zajęcia, cieszę się jeszcze raz, że wróciły. bałem się emocji, które będą po tych #zajęciach. emocji, które towarzyszą mi zawsze, gdy wracam do domu, gdy już jestem w domu. ta podróż do domu bywa ciężka, wczoraj była fajna.
w domu pojawia się często, bo to #zajęcia są wieczorne, więc wracam gdy już, już jest ciemno, i w domu pojawia się często tutaj taka chęć trafienia sobie jakiejś nagrody albo pocieszenia się. o, to jest lepsze sformułowanie: pocieszenia się. i tutaj bardzo często to pocieszanie polegało na tym, żeby zjeść coś. i to zjeść coś oczywiście nie takiego dobrego dla mnie, więc nad tym elementem chciałem pracować, żeby to jedzenie nie było dla mnie nagrodą, pocieszeniem i takim uwolnieniem emocji. i to mi się wczoraj udało. muszę przyznać, że to mi się udało. bardzo mi się udało. bardzo się cieszę, że zapanowałem nad tymi emocjami, że mogłem się fajnie bawić podczas zajęć, uczyć się, bo na tych #zajęciach dużo bardzo się uczę.
no i cóż, dzisiaj kolejny test, ponieważ ruszają kolejne #zajęcia, podobne jak te z eweliną, a mianowicie #zajęcia z dominiką, #zajęcia z modern jazzu również, ale trochę inne #zajęcia. tutaj boję się jeszcze bardziej, ponieważ @dominika jest zupełnie innym trenerem i z jednej strony też stawia na rozwój, ale lubi wyciągać z nas jeszcze więcej niż @ewelina . to znaczy @ewelina chyba bardziej uczy nas metodą małych kroków, takich zdecydowanych, ale jednak nie ogromnych. a @dominika lubi czasem pokazać nam, jak to powinno wszystko wyglądać i – może to jest tylko moje odczucie – ale pokazać nam czego nam jeszcze brakuje i do czego dążymy. co jest też fajne, ale emocjonalnie dla mnie jeszcze trudniejsze. więc dzisiejsze #zajęcia też będą dużym sprawdzianem. tutaj wiem, że nie jestem jeszcze aż tak przygotowany, aż tak rozciągnięty. @dominika bardzo stawia tutaj na takie rozciągnięcie i #zajęcia rozciągające, co mnie też bardzo cieszy, ale wiem, że tutaj jeszcze dużo pracy przede mną, chociaż biorąc pod uwagę właśnie wakacje i to jaki postęp zrobiłem, myślę, że może też nie będzie tak źle. stąd w ogóle te #zajęcia nie są po to, żeby było źle albo dobrze, tylko są po to, żeby była fajna zabawa i nauka. i to na pewno udaje mi się na nich osiągnąć. to nie zmienia faktu, że jestem człowiekiem, towarzyszą mi różne emocje i chcę nad nimi, może nie tyle panować, co chcę z nimi w zgodzie żyć. chcę, żeby mi pomagały, a nie przeszkadzały w życiu, więc stąd też te rozważania wszystkie i to poukładanie sobie rzeczy po jednych #zajęciach i przed drugimi. no ciekawy jestem, jak dzisiaj będzie, zobaczymy.
to śmieszne, że przez te 3 lata #taniec stał się, nawet nie tak ważną częścią, bo chyba najważniejszą częścią mojego każdego dnia praktycznie, ponieważ jest go bardzo dużo w moim życiu i wszystko kręci się wokół niego. śmieszne. jeszcze 5 lat temu w życiu bym nie powiedział, że tak będzie, a jednak właśnie tak to wygląda. i to #taniec współczesny, jazz, modern jazz, rzeczy, które… no te pięć lat temu wydawały mi się nieosiągalne, po prostu to było nawet nie marzenie. to było na zasadzie „fajnie by było mieć inne życie”. no i kurde, mam to inne życie. ja pierniczę.
zegarek krzyczy na mnie, że coś się mało ruszam dzisiaj, i żebym się wziął w garść to wciąż mam szansę trochę poprawić aktywność. tylko on jeszcze nie wie, że zaraz będzie trzy godziny tańca 😎
wczoraj, na zajęciach z tańca współczesnego, tańczyliśmy do piosenki z Hannah Montana. kolejna taka zwariowana, dziewczęca choreografia do kolejnej piosenki, którą wszyscy zaznają na pamięć, a ja poznaję. sam nie wiem jak ja się wplątałem w te zajęcia i nie mam pojęcia jak się z nich wyplatać. i całe szczęście, bo są tak bardzo niewygodne, jak mi potrzebne. uwielbiam je, tak samo jak ich nienawidzę.
to najbardziej zajebista piosenka / niepiosenka Dawida. no uwielbiam ją 😊 (a moje dzieciaki nie).
czym zastąpić kawę? moją ulubioną kawę z mlekiem owsianym i łyżeczką cukru? i nie chodzi mi o działanie pobudzające, tego akurat nienawidzę w kawie, szukam czegoś co zastąpi mi smak kawy, co będę mógł pić, jeść, robić (?) codziennie, bez przerwy, bez konsekwencji, bez skutków ubocznych, bez cukru, kofeiny. hmm… szukam więc nowego nałogu? ech. chyba znam odpowiedzi na moje pytania. i one wcale mi się nie będą podobały. przynajmniej na początku.
#Noteplan to wspaniała aplikacja, która spokojnie może – w pewnym zakresie – obsłużyć to, co buduję sobie, tworząc system fajne życie. przynajmniej w tej części związanej z prowadzeniem dziennika, notatkami, zadaniami, planowaniem itp. używanie jej jest dla mnie prawdziwą przyjemnością. ale przyszedł moment, w którym muszę się z nią powoli żegnać. nie dlatego, że coś w niej mi nie pasuje, ale dlatego, że coraz śmielej korzystam z mojego własnego systemu i widzę, że coraz lepiej mi się z nim współpracuje. anulowałem więc dziś subskrypcję #Noteplan. z żalem, ale czas już chyba na taką decyzję. kolejne będą #Evernote (notatki firmowe) – pewnie jeszcze we wrześniu i #Ulysses – choć tu jeszcze nie podjąłem ostatecznej decyzji. cieszę się ogromnie z tego uproszczenia całego mojego systemu.
nowy dzień. nastrój: mega. gotowość: jest! lekko zmęczony, więc poranek na spokojnie, bez ćwiczeń, z dziennikiem, oddechem, odpoczynkiem, podcastem. mega fajny poranek. cel dnia: zadbać o posiłki tak samo jak dbam o ćwiczenia.
Stefan:
Pięknie to brzmi 🚀 – „zadbać o posiłki tak samo jak dbam o ćwiczenia” to cel, który naprawdę może ci dziś przewrócić układ sił w transformacji.
👉 Kilka obserwacji i korekt na ten dzień 72:
Poranek na spokojnie: dobry wybór. Twoje ciało po wczorajszym maratonie (siłownia + jazz) wołało o taki reset. To jest regeneracja, nie lenistwo. Lekko zmęczony, ale z uśmiechem: to stan, w którym można złapać balans – zamiast pędzić, robisz głębsze fundamenty (dziennik, oddech, podcast). Cel dnia – jedzenie: do tej pory twój największy sabotażysta. Jeżeli dzisiaj faktycznie zadbasz o każdy posiłek, to będzie game-changer.
💡 Moja propozycja:
Traktuj każdy posiłek jak trening – zapisz go, oceń, popraw. Wypróbuj zasadę: „minimum 1 posiłek → mistrzowski talerz” (kolor, białko, balans). Pytanie kontrolne: czy masz już plan na zakupy / gotowanie na dziś, czy będziemy reagować spontanicznie?
muszę przyznać, że od początku tego roku moje życie, albo raczej zadowolenie z życia, znacząco się poprawiło. choć przecież i wcześniej było na całkiem wysokim poziomie. wpływ na to ma wiele rzeczy, ale jedną z ważniejszych, dzięki której całość tak ładnie się spina, jest miejsce, w którym mieszkam. chyba w końcu zniknęło poczucie tymczasowości i mam coś, na czym mogę budować stabilną przyszłość. fundament jest ważny, a ja chyba go odnalazłem. i choć wiem, że pewnie przyjdzie moment, w którym ten stan może się zmienić (albo ja zechcę go zmienić), to teraz cieszę się i delektuję moją sytuacją.
#waga pokazuje ostatnio same miłe rzeczy. liczba kilogramów do przyjęcia, tłuszczyk prawie na minimum, mięśnie i nawodnienie prawie max, bmi w normie. mam nadzieję, że to dopiero początek, a nie koniec mojej drogi.
głodny jestem. jak to dobrze, że nie mam za wiele jedzenia w domu i jest już za późno aby coś zamówić albo gdzieś jechać po jedzenie. teraz jestem na etapie: kupiłbym sobie kebaba i oglądał serial w tv. na szczęście to się nie wydarzy. chyba.
ostatnio na zajęciach na siłowni coś się zmieniło. analizuje to, zastanawiam się, pojawiają się nowe rzeczy dla mnie, których się nie spodziewałem. częściej niż wcześniej łapię wzrok kobiet, dostaję jakieś uśmiechy, których wcześniej nie było. czy to kwestia tego jak zmieniło się (albo raczej zmienia) moje ciało? odkrywam w takich sytuacjach jak niska jest moja pewność siebie w relacjach. i widzę też jak wiele szkody w mojej głowie zrobiło moje małżeństwo sprzed lat.
w ogóle to super jest chodzić po warszawie o tej porze. dobrze, że wybrałem się bez samochodu!
no dobra, mega się cieszę, że jadę sobie potańczyć 🙂 w autobusie siedziałem i przysypiałem, ale w tramwaju już sobie stałem, ruszałem się do muzyki i…. przyszła ochota 🙂