Tag: siłownia

poniedziałek, 06.10.2025

jestem ostatnio w dziwnym trybie… od tygodnia nie byłem na siłowni i nie bardzo wiem jak się z tym czuję. jakoś mi tego tak bardzo nie brakuje jak powinno i trochę mnie to dziwi. powinno mi tego brakować, tego stanu „po zajęciach”, tego środowiska, może trenerów, sali… a jednak nie tęsknię aż tak bardzo jak myślałem, że będę. to ciekawe. nie bardzo jeszcze wiem, jak się w związku z tym zachować. potraktować to jak wakacje i wrócić sobie do regularnych zajęć? czy pogłębić ciekawość i spróbować coś pozmieniać w związku z tym…?

piątek, 03.10.2025

to ciekawe, że na takie podsumowania zawsze nachodzi mnie ochota po tych samych zajęciach, po tych czwartkowych zajęciach modern jazzu. być może właśnie po nich takiego podsumowania potrzebuję. w sumie dobrze, że sięgam wtedy po mikrofon i sam z sobą to omawiam, dyskutuję, przeżywam w ten sposób. to były kolejne zajęcia, kolejne trudne zajęcia. dziwny dzień w ogóle, ponieważ ostatnie dni, ostatni tydzień to była taka utrata kontroli u mnie. traciłem kilka rzeczy, na chwilę przynajmniej. nie miałem samochodu przez parę dni.

są takie zimniejsze czasy, a ja nie mam ogrzewania. ze względu na prace, które musiałem wykonać z kaloryferem i z salą taneczną, którą sobie tworzę. czekałem na osobę, która miała mi to podłączyć, a spóźniała się bardzo – trwało to już tydzień. nie mam ogrzewania i jest to dziwny moment. plus kilka rzeczy się nałożyło. od tygodnia też nie byłem praktycznie na żadnych zajęciach na siłowni – pierwszy raz chyba od półtora roku mam taką przerwę.

fajne w tym dniu są te tańce i to, jak się dzisiaj czuję. jestem trochę rozregulowany, więc w pierwszej części zajęć ciężko było mi się skupić, ale o dziwo jestem z siebie zadowolony. myślałem w połowie, że to będą słabe zajęcia, a jednak widziałem postęp. są takie dni, gdzie widzę walkę, i są dni, gdzie widzę postęp. dzisiaj widziałem postęp – rzeczy, których się po sobie nie spodziewałem, nawet mi wychodziły.

wracam w tej chwili do zimnego domu i zastanawiam się, jak to przeżyć. jak to w głowie sobie poukładać. oczywiście, jak to zwykle bywa, w trudniejsze dni, po trudniejszych zajęciach, kusi mnie, żeby skręcić na jakieś dobre, fajne jedzonko wieczorne, co wiem, że będzie złe. ostatnio miałem taki dowód – wracając, bez samochodu, bez ogrzewania, wstąpiłem do mcdonalda. zjadłem coś i rano zegarek mi pokazał, że miałem podwyższone tętno w nocy. kolejny dowód, że złe jedzenie jest złe. nie wiem, czemu cały czas potrzebuję dowodów, ale za każdym razem je dostaję.

może się nigdy nie nauczę, a może właśnie raz na jakiś czas potrzebuję się poduczyć. szkoda tylko, że kosztem zdrowia. jak to stefan powiedział: postarzałeś się tej nocy o dwie noce. sabotaż totalny. a dzisiaj znowu mnie kusi, żeby skręcić. zastanawiam się, jak to pokonać właśnie teraz, w tej chwili. może ten mikrofon, który wziąłem do ręki, pomoże. żeby wrócić spokojnie do domu, zjeść coś lekkiego i iść spać, tak jak powinienem.

mieć spokojny, dobry sen. zdrowy, bo w niskiej temperaturze, ale bez najedzenia się pod korek, jak czasem potrafię. rozmawiając sam ze sobą czuję, jak emocje mi opadają, jak się uspokajam. to jest cel nagrywania, tego dziennika. cieszę się, że to działa. że sięgam po mikrofon w takich chwilach i potrafię się uspokoić. mam nadzieję, że wrócę spokojnie do domu i to będzie koniec mojego dnia.

Koniec

niedziela, 07.09.2025

dzisiaj idę pierwszy raz na nowe #zajęcia – les mills body pump. te najpopularniejsze z całej serii les mills. boję się. mega się boję. nie samych zajęć, tylko tego, że zakocham się w nich, tak samo, jak zakochałem się we wszystkich innych, na które kiedyś wybrałem się „pierwszy raz”.

środa, 03.09.2025

ostatnio na zajęciach na siłowni coś się zmieniło. analizuje to, zastanawiam się, pojawiają się nowe rzeczy dla mnie, których się nie spodziewałem. częściej niż wcześniej łapię wzrok kobiet, dostaję jakieś uśmiechy, których wcześniej nie było. czy to kwestia tego jak zmieniło się (albo raczej zmienia) moje ciało? odkrywam w takich sytuacjach jak niska jest moja pewność siebie w relacjach. i widzę też jak wiele szkody w mojej głowie zrobiło moje małżeństwo sprzed lat.

do tej pory środy to był raczej mój dzień odpoczynku. dzisiaj – wręcz przeciwnie. być może przegiąłem dziś z ćwiczeniami, dużo tego. nie czuję zmęczenia mięśni, ale czuję po prostu zmęczenie. choć może to być zwyczajnie efekt tego, że wróciłem po zajęciach do domu i mój organizm jest przyzwyczajony, że już idziemy spać. a tu jeszcze dziś dodatkowe tańce. no cóż, może to dobrze, taka zmiana rytmu.

dzisiaj po zajęciach, powiedziała do mnie:

na prawdę nie dasz rady zrobić jaszczurki? przecież ty jesteś super rozciągnięty!

hmn… zastanawiam się nad tym mocno. ok, przyznaję, na tle osób, które chodzą na siłownię, jestem nieźle rozciągnięty, przynajmniej w niektórych miejscach mojego ciała. ale dla mnie to mało! no dobra, doceniam pracę, jaką już wykonałem, ale co z tego, jak mega daleko mi do szpagatu jeszcze?

Koniec

piątek, 29.08.2025

piątek, 22.08.2025

różnie podchodzę do zajęć na siłowni. bywa, że są one nagrodą, ogromną przyjemnością, zdarza się, że są po prostu formą spędzenia czasu, często są zwykłym krokiem w dążeniu do celu, takim normalnym punktem dnia. ale są też momenty, gdy zajęcia są pewnego rodzaju pokutą, albo raczej aktywnym działaniem w celu naprawienia czegoś np. niewłaściwej kolacji poprzedniego dnia. tak jak dzisiaj. i wiem, że każde z tych podejść jest mi potrzebne, każde równie ważne. wczoraj trochę nabroiłem i dzisiaj 7:30 czeka na mnie les mills core. okropnie mi się nie chce i jedyne co jest w stanie zmusić mnie dzisiaj do rannego wyjścia na zajęcia jest właśnie chęć, potrzeba naprawienia wczorajszego wieczoru. idę więc. zły, zaspany. ale idę, to najważniejsze. wyjdę zadowolony.

czwartek, 21.08.2025

„siła w nogach, lekkość w górze” – za każdym razem gdy wypowiada te słowa podczas body balance, mam ochotę parsknąć śmiechem. ba, czasem mi się to zdarza. człowiek skupia się na tym, by z jednej strony nie rozpadły mu się kolana na milion części, z drugiej by nie stracić równowagi i się nie wywrócić, a z trzeciej, by utrzymać górę ciała na jakimś sensownym poziomie, a ta rzuca takie dowcipy. a już najbardziej absurdalny jest moment, gdy wypowiada tę swoją sentencję, a sama wychodzi z pozycji, którą akurat ćwiczymy, i w pełni luzu i komfortu popija sobie wodę, patrząc jednocześnie kogo by tu opieprzyć za to, że ma za mało ugięte jedno kolano i niewyprostowane drugie. jednak uwielbiam ją jako trenera – zawsze wyciska ze mnie więcej i jak już wydaje mi się, że osiągam stan: „dobrze! bardzo dobrze!”, to ona dokłada kolejny poziom do danego ćwiczenia i znowu jest: „ja prdl, tego się nie da utrzymać!”. no i jednak coraz częściej udaje mi się osiągnąć ten stan: „siła w nogach, lekkość w górze”.

wtorek, 19.08.2025

hmm, , do której chodzę ostatnio na zajęcia na siłowni, nazywa mnie na zajęciach „grześ” i jednoczenie podczas każdych zajęć dopowiada: „o, zobaczcie jak grześ robi to ćwiczenie” albo „tą trudniejszą wersję pewnie wykona tylko grześ”. i potem cała grupa często się śmieje: „no tak, grześ to da radę, ale to nie dla nas”. co ta ze mnie zrobiła 🙂 oficjalnie: foch. nieoficjalnie: fajnie, miło, lubię to :))

piątek, 15.08.2025

środa, 13.08.2025

podchodzę do ipada, chcę zanotować, że dzisiaj odpoczywam. czuję każdy mięsień mojego ciała po wczorajszym dniu. było , dwie godziny zajęć na siłowni i trzy godziny tańca. zrobiłem ze 100 brzuszków, dwa razy tyle skoków, i pewnie tyle samo razy próbowałem zrobić przepiękny piruet. było #rozciąganie, naciąganie, przeciąganie, odkręcanie i skręcanie. rozgrzewałem się 5 razy, tyle samo potem studziłem i relaksowałem. na sam koniec dnia pokazał nam pozycję relaksacyjną, przy której wszelkie pozycje na zajęciach jogi przestają być wyzwaniem, a po której mieliśmy się przez dwa dni czuć się fizycznie rozbici. super dzień, po którym nie ma części ciała, której nie jestem bardziej świadomy, niż wczoraj. i ciężko mi nazwać to uczucie bólem, to właśnie #świadomość tych elementów mojego ciała – czuję je, wszystkie na raz i każde z osobna. wspaniałe uczucie. po tym wszystkim pomyślałem, że dzisiaj czas na odpoczynek, przynajmniej rano. i już mi szkoda tego wspaniałego stanu, w który wpadam wracając z porannego biegania, już tęsknię za uczuciem spełnienia, które pojawia się po każdych zajęciach w sali fitness. i szkoda mi tego poranka. ale tak, dzisiaj odpocznę – moje #ciało bardzo zasłużyło sobie na kilka godzin regeneracji. to ciało, które przez 35 lat mojego życia tak mocno zaniedbywałem, a które dzisiaj – gdy zacząłem wymagać od niego więcej, niż kiedykolwiek wcześniej – wcale nie mówi mi: „teraz to się odpierdol”, tylko idzie razem ze mną i pozwala spełniać , świetnie się bawić, zmieniać, naprawiać i poprawiać. więc dam mu chwilę na odpoczynek, ale popołudniu lecimy dalej!

wtorek, 12.08.2025

ależ mi instruktorka na porannych zajęciach zdrowego kręgosłupa obciachu narobiła! no dobra, to oficjalna wersja. nieoficjalna jest taka, że sprawiła mi sporą #przyjemność 🙂 instruktorka, która dzisiaj prowadziła zajęcia – wyjątkowo, w zastępstwie za kogoś innego – była kiedyś tancerką jazzową. przeczytałem to w jej bio przed zajęciami. pewnie tym chętniej wybrałem się na zajęcia z nią. i mój wybór okazał się trafny, całe zajęcia były dostosowane do rozciągań typowych dla zajęć tanecznych – dla mnie bomba (choć reszta osób na sali była mniej zadowolona). Natalia – tak się nazywa – dość nietypowo rozpoczęła, prosząc wszystkich o podanie swoich imion. fajne, choć dość nietypowe na zajęciach. potem rozpoczęliśmy ćwiczenia. a Natalia nagle, już przy drugim ćwiczeniu – na równowagę – na całą salę: wow, Grzesiek, super, popatrzcie wszyscy jak on dobrze wykonuje to ćwiczenie, popatrzcie na Grześka, tak to należy wykonywać.” no cóż, lekko krępujące (wcale nie! dość mocno krępujące!), ale jakoś miłe. przy kolejnym ćwiczeniu Natalia jednak kontynuowała: „super, Grzesiek, Ty coś tańczysz? od razu widać, że tak, masz figurę tancerza, co tańczysz?”. „☺️☺️”. takie momenty są mega miłe, choć oczywiście wcale nie sprawiają, że otwieram się przed taką sobą, przeciwnie, raczej mnie zamykają. niestety. Natalia zapytała jeszcze, dlaczego nie jestem tu instruktorem – co wprawiło mnie w totalne zmieszanie, ale… no właśnie, dlaczego? i… chyba będę. to taki naturalny krok. jeszcze taki cichy, ale już powoli kształtuje się w mojej przyszłości.

piątek, 08.08.2025

ach, jak kusi mnie, by dziś odpuścić poranne zajęcia na siłowni (les mills core). wiem (ja to WIEM!), że jak pójdę to będę mega zadowolony, dostanę zastrzyk energii na cały dzień, dobry humor mam gwarantowany aż do wieczora, zrobię kolejny mały (albo i duży) krok w stronę osiągnięcia przynajmniej połowy z moich celów… ale to nie zmienia faktu, że jest 6:30 i trzeba zebrać się w sobie, by wyjść 🙂 no cóż… skoro to piszę, to znaczy, że decyzja i tak już została podjęta – i pójdę. gdybym miał nie iść, raczej schowałbym głowę w piasek i siedział cicho.

Koniec

poniedziałek, 14.07.2025

Koniec

środa, 11.06.2025

dzisiaj był ostatni środowy body balance (les mills) w starej choreografii, od przyszłej środy, przez kolejne 3 miesiące, będziemy ćwiczyć cos nowego. więc z tej okazji postanowiłem docisnąć się bardziej niż zwykle podczas zajęć. no i się naciągnąłem tak, że ledwo chodzę. trochę poboli, oj poboli. i dobrze. potrzebuję dociśnięcia. byle nie przegiąć.

chodzę na te zajęcia chyba od półtora roku, ale mam wrażenie że to właśnie w ciągu ostatnich 3 miesięcy, i tej dzisiejszej choreografii, zrobiłem największe postępy przy rozciągnięciu mojego ciąga. pamiętam moje zakresy w marcu i te same ćwiczenia dzisiaj – widzę sporą różnicę, choć oczywiście to zasługa nie tylko ćwiczeń na body balance, pracowałem na to godzinami podczas różnych zajęć.

na tańcach czuję się czasami mocno „zacofany” – pod wieloma względami. uczę się, mam postępy, jednak to po zajęciach na siłowni czuję się o wiele lepiej. pewnie chodzi o tło, poziom grupy, które ze mną chodzą tu i tu. na tańcach pojawiają się osoby, które chcą czegoś się nauczyć, na siłowni są osoby, które chcą coś przezwyciężyć. z tą drugą grupą łatwiej się porównywać.

ech.. porównywanie się nie doprowadzi mniejsi niczego dobrego. uczę się żyć bez tego, no ale cóż.. nie zawsze jeszcze wychodzi.