Tag: zajęcia

poniedziałek, 06.10.2025

jestem ostatnio w dziwnym trybie… od tygodnia nie byłem na siłowni i nie bardzo wiem jak się z tym czuję. jakoś mi tego tak bardzo nie brakuje jak powinno i trochę mnie to dziwi. powinno mi tego brakować, tego stanu „po zajęciach”, tego środowiska, może trenerów, sali… a jednak nie tęsknię aż tak bardzo jak myślałem, że będę. to ciekawe. nie bardzo jeszcze wiem, jak się w związku z tym zachować. potraktować to jak wakacje i wrócić sobie do regularnych zajęć? czy pogłębić ciekawość i spróbować coś pozmieniać w związku z tym…?

Koniec

niedziela, 07.09.2025

wygląda na to, że chyba zawsze muszę z czymś walczyć, albo o coś walczyć, albo po prostu walczyć. i nie odpoczywam, po prostu się z czymś muszę męczyć. aktualnie moim największym zmartwieniem, walką, jest to, żeby uporządkować moje , jeżeli chodzi o . czyli tak naprawdę walczę z jedzeniem, wieczornym jedzeniem. i to jest problem dla mnie, w mojej głowie to jest problem, ponieważ przeszkadza mi to w osiągnięciu pewnych innych celów mojego życia, mojej takiej codzienności. i walczę z tym, żeby po powrocie do domu, gdy jestem już zmęczony po wszystkich zajęciach, nie sięgać po złe rzeczy do jedzenia. w ciągu dnia również to jest mój cel, żeby ogólnie jeść zdrowo, dobrze, odpowiednio, ale te są najgorsze. wracam do domu, wracam taki zmęczony już i szukam.

szukam jedzenia, które mnie sam nie wiem, czy pocieszy, czy nagrodzi, czy zrekompensuje cały trud dnia, chociaż nie wiem, czy mogę nazwać moje codzienne #zajęcia trudem. jednak, gdy wracam do domu, to szukam w lodówce jakichś niezdrowych rzeczy. niezdrowych, to znaczy takich, których nie powinienem jeść, szczególnie wieczorem. i o ile udało mi się już wyleczyć z fast foodów, to jest dla mnie i tak dużym osiągnięciem, bo często jak wracałem do domu z wieczornych zajęć, to zajeżdżałem do mcdonalda, do maxa, do kfc, czy po kebaba. i to było zabójstwo dla mojego organizmu wieczorem. i z tego się wyleczyłem.

wprawdzie jeszcze czasem jak wracam do domu wieczorem, to pojawia się pokusa: a może by skręcić tutaj, skręcić tam, kupić sobie coś gotowego do jedzenia i zjeść sobie w domu. ale to już jest coraz rzadziej, coraz lepiej udaje mi się z tym walczyć. no jednak, gdy już jestem w domu, nie zawsze wybieram to dobre jedzenie. i co ważniejsze, nawet jak wybiorę jakieś dobre jedzenie, to zazwyczaj ilość jest zbyt duża. a po tym też czasem pojawia się jakaś przekąska, nawet drobna, co tak naprawdę psuje cały mój dzień. wiem to, bo widzę to po sobie, ale też pomaga mi w tym sztuczna inteligencja, która codziennie podsumowuje mój dzień i zauważa , które się pojawiają każdego wieczora. podpowiada mi, co z tym zrobić, jak z tym walczyć. jak na razie mi się to nie udaje. nie udaje mi się wprowadzić tych drobnych rzeczy, które ona mi podpowiada. ale to dobrze, że mówi, że za każdym razem coś nowego próbuje podpowiedzieć, wrzucić jakąś poradę.

i myślę, że powoli się przygotowuję do tego, żeby tę walkę podjąć tak na poważnie. sam fakt, że nagrywam to, że mówię o tym, że organizuję sobie #przestrzeń do tej walki, to już jest pierwszym krokiem do tego, żeby tę walkę wygrać. i ja wiem to, bo to jest taki mój schemat, który polega na tym, że wokół siebie organizuję wszystko, żeby mieć #przestrzeń na walkę i podjąć wyzwanie, że nie jadam niezdrowych rzeczy wieczorem, nie jadam zbyt dużo wieczorem. właściwie najlepiej by było, gdybym w ogóle nie jadał wieczorem, już po powrocie do domu z wieczornych zajęć. ale tutaj nie widzę w tej chwili możliwości, żeby to zrobić, ponieważ wracam zazwyczaj głodny. kończę zajęcia i jestem głodny, no i muszę coś zjeść. muszę, czy muszę? no właśnie, nad tym się muszę zastanowić przede wszystkim – czy ja muszę coś zjeść. być może lepiej się położyć głodnym i wstać rano i dopiero zjeść śniadanie. chociaż tutaj też mi chat gpt odradzał takie podejście, bo gdybym był głodny i spał, to ten sen nie byłby odpowiedni.

no ale to muszę sobie przemyśleć i poukładać. może spróbować kilka razy tak zrobić i zobaczyć, czy to jednak jest dobre rozwiązanie. bo nie zawsze to, co chat gpt mi mówi, musi być dla mnie dobre. aczkolwiek pytam go w ten sposób i tak go zaprogramowałem, żeby kierował się tym, co dla mnie dobre, w kontekście moich celów. więc te odpowiedzi są zazwyczaj spersonalizowane pode mnie i staram się tak z nim rozmawiać, żeby kierował się też badaniami czy informacjami, które są potwierdzone przez źródła naukowe. więc tutaj jeszcze mam przestrzeń do zastanawiania się i badania, jak to zrobić, jak to rozegrać. w każdym razie, moja walka z jedzeniem trwa już od dawna. i nie mogę powiedzieć, że jestem już w połowie drogi, ale porzuciłem fast foody i to jest duży krok dla mnie. natomiast muszę jeszcze okiełznać moje wieczorne .

ja wiem, że to jest związane z emocjami pewnie, po zajęciach, po ruchu, po wysiłku. to jest naturalna, biologiczna sprawa i muszę ją jakoś opanować. być może to nie jest kwestia tylko jedzenia, ale w ogóle w jakiś sposób zakończenia dnia, ustalenia harmonogramu wieczorów. liczę na to, że skończenie budowy mojej sali treningowej, tanecznej pomoże mi w tym. plan jest taki, żeby po powrocie do domu z zajęć, zamiast iść do domu, iść na salę – na salę, na której będę ćwiczyć, głównie tańczyć, ćwiczyć, ruszać się, więc będzie to miejsce, gdzie nie będę mógł robić innych rzeczy. i po wejściu na tę salę będę miał parę minut rozciągania, parę minut oddechu i być może to pozwoli mi zapanować nad emocjami, które pojawiają się wieczorem po powrocie do domu. więc taki moment oddechu wieczornego przed podejmowaniem trudnych decyzji związanych z kolacją. zobaczę, może to się sprawdzi.

ale do tego myślę, że jeszcze potrzebuję tydzień, może dwa, żeby ta sala była w pełni gotowa.

dzisiaj idę pierwszy raz na nowe #zajęcia – les mills body pump. te najpopularniejsze z całej serii les mills. boję się. mega się boję. nie samych zajęć, tylko tego, że zakocham się w nich, tak samo, jak zakochałem się we wszystkich innych, na które kiedyś wybrałem się „pierwszy raz”.

sobota, 06.09.2025

wczoraj miałem pierwsze #zajęcia z modern jazzu, z tańca, z eweliną, pierwsze po wakacjach. przez wakacje nie było tych zajęć. to były takie dosyć ważne dla mnie #zajęcia, ponieważ przez te 2, prawie 3 miesiące, pracowałem dużo i te #zajęcia z eweliną były takim testem dla mnie czy zmarnowałem ten czas wakacji, czy też nie – zrobiłem jakieś postępy? poprawiłem coś? czy też nic się nie zmieniło. cieszyłem się w ogóle bardzo, że te #zajęcia wracają, ponieważ prowadzi ciężkie #zajęcia, ale bardzo fajne. i ich zaletą jest to, że ich struktura jest podobna zawsze i zarówno ćwiczenia podczas rozgrzewki, jak i techniki, powtarzają się bardzo często, ewentualnie skakują na poziom wyżej, ale baza jest podobna, to są te same rzeczy, więc fajnie można ćwiczyć podstawy i rozwijać jedną, daną umiejętność, ponieważ wiesz, że za tydzień będzie to samo, co najwyżej poziom wyżej. a z drugiej strony można też oglądać postępy i widzieć, robiąc setny raz to samo, na przykład, można zobaczyć, że wychodzi ci to lepiej, że coś się udaje, że coś się poprawiło. dlatego to są fajne #zajęcia, bardzo je lubię i cieszyłem się na powrót.

co ważne, zmieniła się całkowicie grupa na tych #zajęciach. gdy w czerwcu #zajęcia się kończyły, było już tylko kilka osób. i teraz we wrześniu nikogo z tych osób nie było oprócz mnie. pojawiło się za to dużo nowych osób. to było ciekawe, ponieważ te osoby, które przyszły, nie były to osoby już początkujące, tylko raczej osoby, które tańczyły w większości, osoby młode, młode dziewczyny, które są i porozciągane, i już widać, że tańczyły, że mają już jakieś tam doświadczenie, chcą iść do przodu, więc było to też wyzwanie w pewnym stopniu dla mnie, gdy zobaczyłem co się dzieje, bo to jest tak, że gdy startują #zajęcia, że poziom tych zajęć jest bardzo podstawowy, i wtedy czuję się pewnie, dlatego że coś tam już umiem, znam podstawy i mogę z jednej strony sobie te podstawy też rozwijać, doszlifować pewne rzeczy, ale też czuję się na tyle pewnie, ponieważ już coś tam znam, już coś tam wiem. a przy moim porównywaniu się to jest dla mnie istotne, żeby gdzieś tam nie wypaść bardzo źle, co jest pewnie głupie, ale tak jest. i w dużej części już się z tego wyleczyłem, ale gdzieś tam jeszcze zawsze takie obawy i takie zerkanie pozostało i pewnie ze mną pozostanie, może mi się z tego kiedyś uda wyleczyć całkowicie. w każdym razie wczoraj nie było źle i bałem się troszkę tych zajęć, w pełnym stopniu, ponieważ wiedziałem, że to będzie taki sprawdzian, ale wyszedłem z tych zajęć z podniesioną głową i to jest dla mnie ważne, że widzę, że przez wakacje pracowałem. widziałem to sam, że pracowałem, że ten czas nie został zmarnowany. poprawiłem wiele, wiele elementów, które przed wakacjami mi przeszkadzały. oczywiście daleki jestem do tego jeszcze, żeby powiedzieć, że jest już taki poziom, jaki bym chciał, żeby był, i pewnie nigdy tego nie osiągnę, co nawet nie wiem, czy by było dobre, żeby to osiągnąć, bo zawsze trzeba dążyć do czegoś lepszego. chyba. w każdym razie widziałem, że było lepiej, że jest lepiej, i to były fajne #zajęcia. to były fajne #zajęcia. treningi z Eweliną są, tak jak już mówiłem, ciężkie i takie mocne. to nie są #zajęcia, gdzie ktoś cały czas ci mówi, że jest fajnie, jest dobrze, tylko to są #zajęcia typu: wyciągnij z siebie jeszcze więcej, popraw to i tamto. więc z jednej strony idealne dla mnie, z drugiej strony ciężkie, bo jednak trzeba zawsze cisnąć do przodu i poprawiać wiele elementów, więc jest to takie nastawienie na błędy, a właściwie na poprawki, na ciągłe poprawki i na ciągłe chodzenie do przodu.

niektóre #zajęcia są takie, z niektórymi instruktorami, że instruktorzy mówią ci, że jest bardzo fajnie, jest dobrze, to jest twój poziom, możesz tak robić. tutaj tego nie ma, tutaj u jest zazwyczaj tak, że popraw to, zrób to lepiej, tutaj ci źle wychodzi. no można nie mówić, że źle, ale to jakby, czuje się to podczas zajęć, że cały czas ciśniemy do tego, żeby było lepiej. i jak już wydaje ci się, że opanowałeś pewne elementy, no to wprowadza kolejny poziom i się okazuje, że wow, jest trudno, jest mega ciężko i trzeba dawać radę. ale i tak jest super. fajne są te #zajęcia, cieszę się jeszcze raz, że wróciły. bałem się emocji, które będą po tych #zajęciach. emocji, które towarzyszą mi zawsze, gdy wracam do domu, gdy już jestem w domu. ta podróż do domu bywa ciężka, wczoraj była fajna.

w domu pojawia się często, bo to #zajęcia są wieczorne, więc wracam gdy już, już jest ciemno, i w domu pojawia się często tutaj taka chęć trafienia sobie jakiejś nagrody albo pocieszenia się. o, to jest lepsze sformułowanie: pocieszenia się. i tutaj bardzo często to pocieszanie polegało na tym, żeby zjeść coś. i to zjeść coś oczywiście nie takiego dobrego dla mnie, więc nad tym elementem chciałem pracować, żeby to jedzenie nie było dla mnie nagrodą, pocieszeniem i takim uwolnieniem emocji. i to mi się wczoraj udało. muszę przyznać, że to mi się udało. bardzo mi się udało. bardzo się cieszę, że zapanowałem nad tymi emocjami, że mogłem się fajnie bawić podczas zajęć, uczyć się, bo na tych #zajęciach dużo bardzo się uczę.

no i cóż, dzisiaj kolejny test, ponieważ ruszają kolejne #zajęcia, podobne jak te z eweliną, a mianowicie #zajęcia z dominiką, #zajęcia z modern jazzu również, ale trochę inne #zajęcia. tutaj boję się jeszcze bardziej, ponieważ jest zupełnie innym trenerem i z jednej strony też stawia na rozwój, ale lubi wyciągać z nas jeszcze więcej niż . to znaczy chyba bardziej uczy nas metodą małych kroków, takich zdecydowanych, ale jednak nie ogromnych. a lubi czasem pokazać nam, jak to powinno wszystko wyglądać i – może to jest tylko moje odczucie – ale pokazać nam czego nam jeszcze brakuje i do czego dążymy. co jest też fajne, ale emocjonalnie dla mnie jeszcze trudniejsze. więc dzisiejsze #zajęcia też będą dużym sprawdzianem. tutaj wiem, że nie jestem jeszcze aż tak przygotowany, aż tak rozciągnięty. bardzo stawia tutaj na takie rozciągnięcie i #zajęcia rozciągające, co mnie też bardzo cieszy, ale wiem, że tutaj jeszcze dużo pracy przede mną, chociaż biorąc pod uwagę właśnie wakacje i to jaki postęp zrobiłem, myślę, że może też nie będzie tak źle. stąd w ogóle te #zajęcia nie są po to, żeby było źle albo dobrze, tylko są po to, żeby była fajna zabawa i nauka. i to na pewno udaje mi się na nich osiągnąć. to nie zmienia faktu, że jestem człowiekiem, towarzyszą mi różne emocje i chcę nad nimi, może nie tyle panować, co chcę z nimi w zgodzie żyć. chcę, żeby mi pomagały, a nie przeszkadzały w życiu, więc stąd też te rozważania wszystkie i to poukładanie sobie rzeczy po jednych #zajęciach i przed drugimi. no ciekawy jestem, jak dzisiaj będzie, zobaczymy.

to śmieszne, że przez te 3 lata stał się, nawet nie tak ważną częścią, bo chyba najważniejszą częścią mojego każdego dnia praktycznie, ponieważ jest go bardzo dużo w moim życiu i wszystko kręci się wokół niego. śmieszne. jeszcze 5 lat temu w życiu bym nie powiedział, że tak będzie, a jednak właśnie tak to wygląda. i to współczesny, jazz, modern jazz, rzeczy, które… no te pięć lat temu wydawały mi się nieosiągalne, po prostu to było nawet nie marzenie. to było na zasadzie „fajnie by było mieć inne życie”. no i kurde, mam to inne życie. ja pierniczę.

środa, 03.09.2025

dzisiaj po zajęciach, powiedziała do mnie:

na prawdę nie dasz rady zrobić jaszczurki? przecież ty jesteś super rozciągnięty!

hmn… zastanawiam się nad tym mocno. ok, przyznaję, na tle osób, które chodzą na siłownię, jestem nieźle rozciągnięty, przynajmniej w niektórych miejscach mojego ciała. ale dla mnie to mało! no dobra, doceniam pracę, jaką już wykonałem, ale co z tego, jak mega daleko mi do szpagatu jeszcze?

Koniec

piątek, 29.08.2025

piątek, 22.08.2025

łatwiej jest działać, gdy mam zaplanowany cały dzień, aż po sam koniec. hmm… dopiero co chyba pisałem coś podobnego w dzienniku. właściwie to nie tyle zależy mi na zaplanowanym i poukładanym poranku – rano wolę mieć święty spokój, o tej porze bardzo ładnie wypełniam sobie czas. z porankami nie mam problemu. gorzej jest z popołudniami i wieczorami – w dni, w które nie mam lekcji tańca albo stałych zajęć na siłowni. tak jak dzisiaj. wtedy ciężko jest zapanować nad wieczorami. zaplanowałem sobie niby wyjcie na rolki, trochę jazdy podczas warsztatów rolkowych, ale… w sumie to myślę, że wcale nie chcę tam być. to znaczy z jednej strony chcę, ale chyba z niewłaściwych powodów. i rozsądek mi podpowiada, żeby lepiej nie iść. jednak ten sam rozsądek mówi mi, żebym uważał na alternatywy, ponieważ tu już pojawia się pokusa pojechania do / po kfc i włączenia sobie serialu w tv (a tak się składa, że dziś w apple tv+ pojawił się pierwszy odcinek nowego sezonu bardzo fajnego serialu Inwazja!). a ta rozsądna część mnie nie chce takich wieczorów. już nigdy. i choć wiem, że pewnie jeszcze nie raz się one zdarzą (kurna, nie lubię tak przegrywać, zanim jeszcze zacznę walkę!), to chcę aby zdarzały się one jak najrzadziej. mam wiec kilka w miarę atrakcyjnych opcji, do których potrzebuję jednak „zebrać się” trochę i wyjść z domu. a może by tak… nic dzisiaj nie zrobić…? dokończyć to, co robię, spokojnie sobie popisać jeszcze trochę w dzienniku, położyć się, posłuchać audiobooka i wcześniej (w końcu!) zasnąć. wyspać się.

trochę mi się dzisiaj zebrało na wspominanie – zawsze to fajny sposób, by trochę opóźnić pracę 😉 w każdym razie przypomniałem sobie, jak pierwszy raz wybrałem się na zajęcia les mills core. nie było to tak dawno temu, raptem z 7, może 8 miesięcy temu, jakoś tak. było ciężko. co ja mówię, byłem w szoku, myślałem, że tam umrę na sali. a potem przez godzinę po zajęciach drugi raz umierałem. pamiętam jak drżałby mi mięśnie do wieczora. potem przez miesiąc unikałem tych zajęć. no trudny początek. dzisiaj te same zajęcia są… mega przyjemne. a po nich nie czuję się już jakbym umierał – przeciwnie, na nowo się rodzę, pełen życia, energii, siły. kurde, ale się pozmieniało. ależ drogę przeszedłem. weźcie próbujcie nowych rzeczy…

różnie podchodzę do zajęć na siłowni. bywa, że są one nagrodą, ogromną przyjemnością, zdarza się, że są po prostu formą spędzenia czasu, często są zwykłym krokiem w dążeniu do celu, takim normalnym punktem dnia. ale są też momenty, gdy zajęcia są pewnego rodzaju pokutą, albo raczej aktywnym działaniem w celu naprawienia czegoś np. niewłaściwej kolacji poprzedniego dnia. tak jak dzisiaj. i wiem, że każde z tych podejść jest mi potrzebne, każde równie ważne. wczoraj trochę nabroiłem i dzisiaj 7:30 czeka na mnie les mills core. okropnie mi się nie chce i jedyne co jest w stanie zmusić mnie dzisiaj do rannego wyjścia na zajęcia jest właśnie chęć, potrzeba naprawienia wczorajszego wieczoru. idę więc. zły, zaspany. ale idę, to najważniejsze. wyjdę zadowolony.

czwartek, 21.08.2025

„siła w nogach, lekkość w górze” – za każdym razem gdy wypowiada te słowa podczas body balance, mam ochotę parsknąć śmiechem. ba, czasem mi się to zdarza. człowiek skupia się na tym, by z jednej strony nie rozpadły mu się kolana na milion części, z drugiej by nie stracić równowagi i się nie wywrócić, a z trzeciej, by utrzymać górę ciała na jakimś sensownym poziomie, a ta rzuca takie dowcipy. a już najbardziej absurdalny jest moment, gdy wypowiada tę swoją sentencję, a sama wychodzi z pozycji, którą akurat ćwiczymy, i w pełni luzu i komfortu popija sobie wodę, patrząc jednocześnie kogo by tu opieprzyć za to, że ma za mało ugięte jedno kolano i niewyprostowane drugie. jednak uwielbiam ją jako trenera – zawsze wyciska ze mnie więcej i jak już wydaje mi się, że osiągam stan: „dobrze! bardzo dobrze!”, to ona dokłada kolejny poziom do danego ćwiczenia i znowu jest: „ja prdl, tego się nie da utrzymać!”. no i jednak coraz częściej udaje mi się osiągnąć ten stan: „siła w nogach, lekkość w górze”.

wtorek, 19.08.2025

hmm, , do której chodzę ostatnio na zajęcia na siłowni, nazywa mnie na zajęciach „grześ” i jednoczenie podczas każdych zajęć dopowiada: „o, zobaczcie jak grześ robi to ćwiczenie” albo „tą trudniejszą wersję pewnie wykona tylko grześ”. i potem cała grupa często się śmieje: „no tak, grześ to da radę, ale to nie dla nas”. co ta ze mnie zrobiła 🙂 oficjalnie: foch. nieoficjalnie: fajnie, miło, lubię to :))

poniedziałek, 18.08.2025

gdy na zajęciach (z tańca) pojawia się nowa osoba, często instruktorzy pytają, czy ta osoba ma jakieś doświadczenie, co robiła, czy i gdzie tańczyła – w sumie normalne, znając grupę można dostosować pod nią poziom zajęć. i to zawsze takie zabawne, gdy przychodzi taka nowa osoba ze „sporym doświadczeniem, lekcjami za granicą, kilkoma występami na koncie” (tak opowiada), a potem podczas zajęć…. okazuje się że totalnie, ale to totalnie nic nie umie. ja nie wiem jaki jest cel takiego przechwalania się, to ma komuś zaimponować? przecież to nie zadziała na niczyją korzyść, a osobie, która przed chwilą opowiadała o tak bogatym doświadczeniu, chyba za kilka chwil zrobi się trochę głupio…

wtorek, 12.08.2025

widzę, że dzisiaj jakiś dzień feedbacku jest. podczas popołudniowych zajęć, podeszła do mnie i po cichu zapytała: „grzesiek, a co Ty tak schudłeś? już wystarczy w każdym razie.”. hmm… nie wiem co o tym myśleć. jeszcze droga przede mną raczej długa. i dobrze, że są efekty. choć nie spodziewałem się akurat takiej reakcji i akurat od tej osoby. to sprawia, że zaczynam się zastanawiać. a może właśnie powinienem się cieszyć? w sumie o tak spoko, zaraz pójdę na modern jazz, znowu zobaczę ile jeszcze przede mną pracy i wszelkie wątpliwości miną.

poniedziałek, 11.08.2025

siedzę i czekam na zajęcia z modern jazzu. dzisiaj zastępstwo i osobą, która ma nas dziś uczyć spóźnia się 15 min. zamiast się złościć, że jest opóźnienie, że muszę czekać… szkoda mi osoby spóźnionej, pewnie będzie miała słaby nastrój przez to, szkoda mi właścicielki szkoły, denerwuje się przez spóźnienie. no cóż..