niedziela, 14.09.2025
sobota, 13.09.2025
piątek, 12.09.2025
czwartek, 11.09.2025
zapiski

najprościej sobie odjąć cierpienia nie zmieniając sytuację, ale zmieniając myślenie o tej sytuacji

środa, 10.09.2025

probuję wyrobić w sobie nowy nawyk, a nawet dwa: pierwszy polega na tym, abym zawsze miał butelkę wody pod ręką. i musi to być butelka, nie szklanka z wodą, czy jakiś dzbanek. chyba przez liczne treningi przyzwyczaiłem się do obecności butelki z wodą gdzieś koło mnie. i teraz chcę ten nawyk przenieść do „świata realnego” 🙂 drugi nawyk, jaki próbuje w sobie zaszczepić polega na tym, by sięgać po tą butelkę z wodą za każdym razem jak „coś”. i pod „coś” podstawiam wszystko co podstępne, dziwne, zaplątane. a więc:

  • gdy zauważam, że mi się nudzi ->
  • gdy sięgam po telefon i zapominam po co go wziąłem ->
  • mam ochotę na coś słodkiego, słonego, ostrego ->
  • jestem głodny ->
  • poczuję się zmęczony w ciągu dnia ->
  • chcę napić się kolejnej kawy ->
  • idę na zakupy ->
  • rano ->
  • wieczorem ->

będzie z wodą trochę jak z chodzeniem :))

z mlekiem owsianym, ale bez cukru, nie jest taka zła. może to jakoś się uda…

filozofia „mniej wygodnie” opiera się na szukaniu komfortu w niekomfortowych warunkach

zarąbiste (dla mnie) wideo.

trafiłem na to szukając poprawy mojego żywienia. no kurczę, znalazłem.

nie spałem dziś dobrze. zegarek też to pokazał, tętno podwyższone. i jestem lekko zdołowany z tego powodu – ponieważ wydawało mi się, że zrobiłem wszystko W MIARĘ DOBRZE wieczorem poprzedniego dnia. fakt, naginam często zasady żywieniowe, szczególnie wieczorem – i to zdarzyło mi się też wczoraj, ale myślałem, że jakoś mi to ujdzie na sucho. a jednak nie. a więc nawet jedząc w miarę zdrowe rzeczy, muszę ciągle myśleć o porze, ilości, połączeniach. i musze jeszcze bardziej skupić się na tym co kupuję, co mam do jedzenia w domu, jakie pokusy na czają się za rogiem. i po raz kolejny muszę być stanowczy i podjąć jakieś drastyczne decyzje. wiem, że za miesiąc będę sobie wdzięczny za ich podjęcie, ale dziś nie bardzo mi się (jeszcze) chce z nimi męczyć.

wtorek, 09.09.2025

jem sernik z owocami w nero cafe i mam wyrzuty sumienia. że cukier, że tłuszcze nasycone. czy tak powinno być? tak się powinienem czuć jedząc ciasto? tak. dokładnie tak.

niedziela, 07.09.2025

wygląda na to, że chyba zawsze muszę z czymś walczyć, albo o coś walczyć, albo po prostu walczyć. i nie odpoczywam, po prostu się z czymś muszę męczyć. aktualnie moim największym zmartwieniem, walką, jest to, żeby uporządkować moje , jeżeli chodzi o . czyli tak naprawdę walczę z jedzeniem, wieczornym jedzeniem. i to jest problem dla mnie, w mojej głowie to jest problem, ponieważ przeszkadza mi to w osiągnięciu pewnych innych celów mojego życia, mojej takiej codzienności. i walczę z tym, żeby po powrocie do domu, gdy jestem już zmęczony po wszystkich zajęciach, nie sięgać po złe rzeczy do jedzenia. w ciągu dnia również to jest mój cel, żeby ogólnie jeść zdrowo, dobrze, odpowiednio, ale te są najgorsze. wracam do domu, wracam taki zmęczony już i szukam.

szukam jedzenia, które mnie sam nie wiem, czy pocieszy, czy nagrodzi, czy zrekompensuje cały trud dnia, chociaż nie wiem, czy mogę nazwać moje codzienne #zajęcia trudem. jednak, gdy wracam do domu, to szukam w lodówce jakichś niezdrowych rzeczy. niezdrowych, to znaczy takich, których nie powinienem jeść, szczególnie wieczorem. i o ile udało mi się już wyleczyć z fast foodów, to jest dla mnie i tak dużym osiągnięciem, bo często jak wracałem do domu z wieczornych zajęć, to zajeżdżałem do mcdonalda, do maxa, do kfc, czy po kebaba. i to było zabójstwo dla mojego organizmu wieczorem. i z tego się wyleczyłem.

wprawdzie jeszcze czasem jak wracam do domu wieczorem, to pojawia się pokusa: a może by skręcić tutaj, skręcić tam, kupić sobie coś gotowego do jedzenia i zjeść sobie w domu. ale to już jest coraz rzadziej, coraz lepiej udaje mi się z tym walczyć. no jednak, gdy już jestem w domu, nie zawsze wybieram to dobre jedzenie. i co ważniejsze, nawet jak wybiorę jakieś dobre jedzenie, to zazwyczaj ilość jest zbyt duża. a po tym też czasem pojawia się jakaś przekąska, nawet drobna, co tak naprawdę psuje cały mój dzień. wiem to, bo widzę to po sobie, ale też pomaga mi w tym sztuczna inteligencja, która codziennie podsumowuje mój dzień i zauważa , które się pojawiają każdego wieczora. podpowiada mi, co z tym zrobić, jak z tym walczyć. jak na razie mi się to nie udaje. nie udaje mi się wprowadzić tych drobnych rzeczy, które ona mi podpowiada. ale to dobrze, że mówi, że za każdym razem coś nowego próbuje podpowiedzieć, wrzucić jakąś poradę.

i myślę, że powoli się przygotowuję do tego, żeby tę walkę podjąć tak na poważnie. sam fakt, że nagrywam to, że mówię o tym, że organizuję sobie #przestrzeń do tej walki, to już jest pierwszym krokiem do tego, żeby tę walkę wygrać. i ja wiem to, bo to jest taki mój schemat, który polega na tym, że wokół siebie organizuję wszystko, żeby mieć #przestrzeń na walkę i podjąć wyzwanie, że nie jadam niezdrowych rzeczy wieczorem, nie jadam zbyt dużo wieczorem. właściwie najlepiej by było, gdybym w ogóle nie jadał wieczorem, już po powrocie do domu z wieczornych zajęć. ale tutaj nie widzę w tej chwili możliwości, żeby to zrobić, ponieważ wracam zazwyczaj głodny. kończę zajęcia i jestem głodny, no i muszę coś zjeść. muszę, czy muszę? no właśnie, nad tym się muszę zastanowić przede wszystkim – czy ja muszę coś zjeść. być może lepiej się położyć głodnym i wstać rano i dopiero zjeść śniadanie. chociaż tutaj też mi chat gpt odradzał takie podejście, bo gdybym był głodny i spał, to ten sen nie byłby odpowiedni.

no ale to muszę sobie przemyśleć i poukładać. może spróbować kilka razy tak zrobić i zobaczyć, czy to jednak jest dobre rozwiązanie. bo nie zawsze to, co chat gpt mi mówi, musi być dla mnie dobre. aczkolwiek pytam go w ten sposób i tak go zaprogramowałem, żeby kierował się tym, co dla mnie dobre, w kontekście moich celów. więc te odpowiedzi są zazwyczaj spersonalizowane pode mnie i staram się tak z nim rozmawiać, żeby kierował się też badaniami czy informacjami, które są potwierdzone przez źródła naukowe. więc tutaj jeszcze mam przestrzeń do zastanawiania się i badania, jak to zrobić, jak to rozegrać. w każdym razie, moja walka z jedzeniem trwa już od dawna. i nie mogę powiedzieć, że jestem już w połowie drogi, ale porzuciłem fast foody i to jest duży krok dla mnie. natomiast muszę jeszcze okiełznać moje wieczorne .

ja wiem, że to jest związane z emocjami pewnie, po zajęciach, po ruchu, po wysiłku. to jest naturalna, biologiczna sprawa i muszę ją jakoś opanować. być może to nie jest kwestia tylko jedzenia, ale w ogóle w jakiś sposób zakończenia dnia, ustalenia harmonogramu wieczorów. liczę na to, że skończenie budowy mojej sali treningowej, tanecznej pomoże mi w tym. plan jest taki, żeby po powrocie do domu z zajęć, zamiast iść do domu, iść na salę – na salę, na której będę ćwiczyć, głównie tańczyć, ćwiczyć, ruszać się, więc będzie to miejsce, gdzie nie będę mógł robić innych rzeczy. i po wejściu na tę salę będę miał parę minut rozciągania, parę minut oddechu i być może to pozwoli mi zapanować nad emocjami, które pojawiają się wieczorem po powrocie do domu. więc taki moment oddechu wieczornego przed podejmowaniem trudnych decyzji związanych z kolacją. zobaczę, może to się sprawdzi.

ale do tego myślę, że jeszcze potrzebuję tydzień, może dwa, żeby ta sala była w pełni gotowa.

mój nowy, duży to super sprawa. uwielbiam go i mega cieszę się, że go kupiłem. czasem tylko łapię się na tym, że trochę żałuję wyboru air’a zamiast pro… ale zaraz potem pytam siebie – po co mi właściwie pro? największą niedogodnością air’a jest brak face id. jest tylko touch id – i kurczę, chyba nie warto dopłacać do samej tej funkcji. touch id też działa w miarę spoko, da się zaakceptować. choć w ipadzie mini używa się go naturalniej – tam palec zawsze jest blisko przycisku. w dużym air, 13-calowym, ten ruch jest już mniej wygodny, bo iPada najczęściej mam w podstawce albo na kolanach, a nie w dłoni. za to klawiatura ekranowa i samo pisanie na dużym ipadzie – bajka. wygoda nieporównywalna. drugi minus air’a to tylko dwa głośniki (w pro są cztery). różnicę słychać, szczególnie w porównaniu z moim mniejszym pro. ale to też do zaakceptowania. ogólnie – świetny zakup. długo się wahałem, a teraz mam poczucie, że mogłem zdecydować się na niego wcześniej.

rozmowa ze Stefanem
nowy dzień. wczoraj spierdolilem na maksa. zjadłem kibelek kfc. nie żałuję tylko dlatego, że to pozwoliło mi podjąć decyzję: moja noga więcej nie stanie w mcdonaldzie, kfc, maxie czy...
aby odczytać pełną treść, wykup dostęp